Brak pieniędzy czy ich niewłaściwa dystrybucja? Co igrzyska mówią o finansowej kondycji polskiego sportu
Polska jest jednym z 16 państw, którego reprezentanci zdobywali medale na wszystkich igrzyskach olimpijskich w XXI wieku. Cztery wywalczone we Włoszech krążki nie dla wszystkich kibiców są jednak satysfakcjonujące. Zwłaszcza, że kolejny raz w czasie trwania igrzysk na jaw wyszły niemałe problemy w niektórych związkach sportowych. Czy największą bolączką polskiego sportu jest niedobór pieniędzy, czy może sposób ich rozdzielania.
Z tego odcinka dowiesz się…
- Czy Polska powinna mieć ostrzejsze kryteria selekcji olimpijczyków i wysyłać na igrzyska tylko sportowców, którzy zdają się mieć szanse na dobry wynik.
- Jak postawienie na kilka dyscyplin i przekierowanie na nie większych pieniędzy mogłoby zwiększyć medalowe szanse polskich sportowców.
- Czy budowa toru saneczkowego w Polsce byłaby gwarantem lepszych wyników polskich saneczkarzy, bobsleistów i skeletonistów.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Polska wysłała do Włoch 59 sportowców. Reprezentacja Norwegii liczy 80 zawodników, którzy zdobyli ponad 30 medali. To porównanie prowokuje do pytania, czy nie powinniśmy przeprowadzać ostrzejszej selekcji i wysyłać na igrzyska tylko tych sportowców, którzy mają szanse walczyć o czołowe lokaty.
– Mimo wszystko wysyłałbym wszystkich zawodników, którzy uzyskają kwalifikację. Czasami wysyłanie tych, którzy z pozoru nie mają żadnych szans, przynosi nam korzyści. Na przykład Dawid Tomala. Jechał do Tokio bez większych szans, a wrócił ze złotem – mówi Łukasz Gagaska.
– Pojawia się na przykład pytanie o to, czy warto wysyłać naszych kombinatorów norweskich, o których wiedzieliśmy z góry, że są na to skazani, że po prostu będą okupowali końcówkę
stawki i tak rzeczywiście się dzieje. Natomiast spełnili założenia, które były potrzebne i te dwa miejsca jako federacja po prostu mieliśmy. Jeżeli taką kwalifikację wywalczyliśmy, to uważam, że warto jednak wszystkie te szanse i wszystkie te miejsca pokrywać – tłumaczy Łukasz Gagaska.
Jednocześnie wskazuje, że można zastanowić się nad modelem finansowania poszczególnych dyscyplin i skupić na tych sportach, które w kontekście zdobyczy medalowych rokują najlepiej.
– Być może zwiększyłbym po prostu troszeczkę specjalizację i zwiększył nakłady na te sporty, w których faktycznie mamy duże szanse. A jeżeli chodzi o zawodników, którzy uprawiają hobbystycznie pewne dyscypliny, jeżeli awansują, to oczywiście niech jadą. Natomiast jeżeli nie mamy kogoś, kto byłby w stanie rywalizować o medale, to też pewnie te nakłady powinny być nieco mniejsze – uważa Łukasz Gagaska.
Specjalizacja zamiast hobbystyki
Przy okazji ostatnich igrzysk, również letnich, wraca dyskusja na temat tego, czy Polska nie powinna postawić na finansowanie najbardziej „medalodajnych” dysycplin kosztem tych, w których bardzo trudno przebić się na olimpijskie podium.
– Na pewno na sam początek stawiałbym na wszystkie konkurencje łyżwiarskie, czyli
łyżwiarstwo szybkie i short track oraz łyżwiarstwo figurowe. W łyżwiarstwie szybkim czy w short tracku mamy siedem, osiem, dziewięć reprezentacji, które tak naprawdę się liczą. I jeżeli chodzi o łyżwiarstwo i o short track, to zaliczamy się do grona tych reprezentacji – mówi Łukasz Gagaska.
– Jeżeli chodzi o łyżwy, to znakomicie wykorzystują to Holendrzy, oni są wzorem. W tym roku,
jeżeli chodzi o łyżwiarstwo na długim torze, to nie idzie im aż tak znakomicie, poza Femke Kok i Juttą Leerdam, które zdobyły złoto i srebro na 500 i 1000 metrów. Jednak są rewelacyjni w tym roku na krótkim torze – dodaje Łukasz Gagaska.
W kontekście sportów łyżwiarskich coraz lepiej wygląda polska infrastruktura. Do Areny Lodowej w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie regularnie odbywają się międzynarodowe imprezy rangi mistrzowskiej, wkrótce ma dołączyć budowany tor w Zakopanem.
Pieniądze są. Co z dystrybucją?
W przypadku niezadowalających wyników polskich sportowców, często pojawiającym się usprawiedliwieniem są pieniądze. A konkretnie ich brak. Jednak według Łukasza Gagaski niekoniecznie tutaj powinniśmy upatrywać problemu.
– Jeśli chodzi o pieniądze w polskim sporcie, to ich jest sporo i coraz więcej. Natomiast uważam, że nie każdy związek, niestety, w Polsce funkcjonuje dobrze i w większości jednak
ta dystrybucja tych pieniędzy jest zła. Przykładem Polski Związek Narciarski. Polski Związek Narciarski wybronił się w tym roku, ale wybronili go Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek. Ja się bardzo cieszę z tych medali oczywiście, natomiast trochę przykryje to problemy, które były przed Igrzyskami Olimpijskimi, no bo przed Igrzyskami Olimpijskimi o Polskim Związku Narciarskim mówiło się w samych złych słowach – mówi Łukasz Gagaska.
– Jeżeli chodzi o skoki narciarskie, to oczywiście jest zbudowana szkoleniowa piramida. Absolutnie tego nie zabieram ludziom, którzy pracują w Polskim Związku Narciarskim. Tylko problemem jest to, że tam właściwie do głosu dochodzą tylko ludzie, którzy zajmują się skokami narciarskimi. A PZN to jest jeszcze kombinacja norweska, biegi narciarskie czy snowboard – dodaje rozmówca.
Jego zdaniem do rozwoju polskiego sportu powinno się włączyć polskie uczelnie techniczne, które mogłyby wesprzeć zawodników w zakresie technologii.
– Można byłoby zaangażować uczelnie wyższe, politechniczne, do projektów związanych ze sportem. Spróbujmy zrobić projekt studencki, który będzie w jakiś sposób próbował poprawić jakość sprzętu czy techniki jednego sportowca – sugeruje.
W rozmowie poruszane są też kwestie zaangażowania prywatnych sportowców do wspierania młodych, jeszcze nieutytułowanych sportowców czy nagród, jakie za wyniki na igrzyskach otrzymują sportowcy. Na tym polu Polska znajduje się w ścisłej olimpijskiej czołówce.