Konopie przestały jarać inwestorów giełdowych. Rozporządzenie Donalda Trumpa miało wywołać hossę, a zadziałało odwrotnie
Spółki konopne, które u szczytu covidowej hossy przynosiły inwestorom ponadprzeciętne stopy zwrotu, od kilku lat pozostają w marazmie. Dawny optymizm miało przywrócić rozporządzenie Donalda Trumpa, potencjalnie zmieniające uwarunkowania rynkowe dla firm działających w branży konopnej. Sprawy potoczyły się jednak w zupełnie innym, niespodziewanym kierunku. Sytuacja w sektorze stała się wyjątkowo skomplikowana.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego rozporządzenie Donalda Trumpa zamiast wywołać hossę doprowadziło do gwałtownego spadku notowań spółek konopnych.
- Jak federalna klasyfikacja marihuany wpływa na podatki i finansowanie firm konopnych w USA.
- Dlaczego amerykańskie spółki konopne nie mogą być notowane na giełdzie w Nowym Jorku i jakie ma to konsekwencje.
Pod koniec zeszłorocznych wakacji na notowaniach największych spółek zajmujących się produkcją konopi i wyrobów pochodnych pojawił się wyraźny ruch. Akcje, które przez kilka lat pozostawały poza zainteresowaniem inwestorów, nagle zaczęły przyciągać uwagę rynku. Impulsem były spekulacje dotyczące możliwej zmiany podejścia do marihuany z perspektywy prawa federalnego – nie stanowego – obowiązującego w całych Stanach Zjednoczonych.
Tego rodzaju plotki często nie znajdują potwierdzenia w faktach. W tym przypadku było inaczej – i to w sposób, który początkowo zdawał się realizować scenariusz oczekiwany przez inwestorów. W listopadzie 2025 r. administracja amerykańska oficjalnie potwierdziła zamiar zmiany przepisów. Miesiąc później Donald Trump podpisał rozporządzenie prezydenckie zobowiązujące prokurator generalną do rozpoczęcia procedury zmiany klasyfikacji marihuany na mniej restrykcyjną.
Zmiana klasyfikacji konopi w USA – skutki podatkowe i rynkowe dla spółek konopnych
Jeśli prokurator generalna faktycznie dokona zmiany klasyfikacji – a trudno wyobrazić sobie otwarty sprzeciw wobec decyzji prezydenta – będzie to oznaczać fundamentalną zmianę uwarunkowań rynkowych dla firm produkujących wyroby konopne. Dotychczas marihuana była w USA klasyfikowana jako jedna z najbardziej niebezpiecznych substancji, na równi z heroiną. Z perspektywy biznesowej miało to daleko idące konsekwencje.
Obecnie żaden podmiot w USA, który prowadzi działalność związaną z konopiami – również w segmencie medycznym – nie może korzystać z ulg podatkowych dotyczących podstawowych kosztów operacyjnych, takich jak czynsz, wynagrodzenia czy opłaty za media. W praktyce prowadzi to do bardzo wysokiego efektywnego opodatkowania, sięgającego nierzadko kilkudziesięciu procent. Część zobowiązań podatkowych pozostaje niespłacona. W latach 2019–2025 osiem największych amerykańskich spółek konopnych zapłaciło około 600 mln z 2,6 mld dolarów należnych podatków.
Hossa i gwałtowny spadek notowań po decyzji Donalda Trumpa
Potencjalna zmiana prawa mogłaby zdjąć ze spółek wyjątkowo obciążające zasady opodatkowania. Nic dziwnego, że w ciągu miesiąca między zapowiedzią a podpisaniem prezydenckiego rozporządzenia notowania największych firm z branży wzrosły nawet o kilkadziesiąt procent. Największy ETF, uznawany za benchmark dla rynku, zyskał w tym czasie ponad 100 proc.
Wystarczyło jednak, że Donald Trump podpisał rozporządzenie, a kursy gwałtownie się załamały. Tego samego dnia największy ETF spadł o niemal 30 proc. i do dziś nie odrobił straty poniesionej wówczas. Na pierwszy rzut oka mogło to wyglądać na klasyczną realizację strategii „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”. W rzeczywistości przyczyny były znacznie głębsze.
Federalna legalizacja marihuany a oczekiwania inwestorów giełdowych
Wyjaśnienie tej reakcji rynku wymaga spojrzenia na to, jak inwestorzy od dłuższego czasu postrzegają spółki konopne. Źródłem pocovidowej hossy w tym segmencie była szeroka legalizacja rekreacyjnej marihuany w poszczególnych stanach USA. Inwestorzy zakładali, że będzie to krok w stronę legalizacji na poziomie federalnym. Ta zaś z perspektywy biznesu oznaczałaby fundamentalną zmianę reguł gry.
W przypadku rozporządzenia Donalda Trumpa oczekiwano, że choćby symbolicznie pojawi się wątek federalnej legalizacji, np. w trakcie publicznych wypowiedzi towarzyszących decyzji. Tak się jednak nie stało.
Nie chodziło przy tym o samą możliwość sprzedaży marihuany rekreacyjnej w każdym stanie. Owszem, otworzyłoby to nowe kanały dystrybucji, ale z dzisiejszej perspektywy nie byłoby to przełomowe. Marihuana jest bowiem legalnie sprzedawana już w około 20 stanach, a detaliczna sprzedaż konsumencka nie stanowi najbardziej dochodowego segmentu rynku.
Znacznie większy potencjał finansowy ma hurtowa sprzedaż marihuany medycznej – realizowana na podstawie kontraktów z dużymi podmiotami medycznymi – a także wykorzystanie włókien konopi jako surowca dla przemysłu, m.in. odzieżowego.
Finansowanie spółek konopnych w USA – brak dostępu do banków i giełdy w Nowym Jorku
Dla spółek i inwestorów kwestia legalizacji oznacza znacznie więcej niż samą możliwość sprzedaży marihuany w sklepach. Dziś wiele firm konopnych działających w USA – mimo że prowadzą działalność legalnie w stanach, w których jest to dozwolone – nie ma dostępu do finansowania bankowego. Banki funkcjonują bowiem głównie w oparciu o regulacje federalne, obowiązujące także w stanach, gdzie marihuana pozostaje nielegalna. Z tego powodu unikają udzielania kredytów podmiotom powiązanym z tą substancją.
Podobnie zachowują się fundusze inwestycyjne. Obawiają się angażować kapitał w spółki operujące na rynku, który na poziomie federalnym nadal klasyfikuje się na równi z heroiną. Ryzyko reputacyjne oraz potencjalne problemy z własnym finansowaniem skutecznie odstraszają część instytucji. W efekcie w strukturze akcjonariatu największych notowanych spółek konopnych udział inwestorów instytucjonalnych rzadko przekracza kilkanaście procent.
Sytuację poprawiłaby możliwość notowania takich firm na amerykańskich giełdach. Tymczasem spółki konopne działające legalnie w poszczególnych stanach nie mogą być notowane na giełdzie w Nowym Jorku. Powód jest ten sam: na poziomie federalnym marihuanę wciąż uznaje się za substancję szczególnie groźną. W rezultacie sektor zmaga się jednocześnie z wysokim opodatkowaniem, ograniczonym dostępem do finansowania bankowego oraz trudnościami w pozyskiwaniu kapitału giełdowego.
Spółki konopne jako obiekt zainteresowania spekulantów
Większość amerykańskich spółek konopnych ma swoje notowania poza USA – głównie na giełdzie w Toronto. To ogranicza dostęp do nich amerykańskim inwestorom indywidualnym, którzy naturalnie lepiej znają krajowe podmioty, ale często nie mają możliwości inwestowania w spółki zagraniczne. W wielu amerykańskich rachunkach maklerskich i aplikacjach tradingowych dostępne są wyłącznie akcje notowane w USA, a spółki konopne nie należą do globalnych gigantów, które trafiają do standardowej oferty.
W Stanach Zjednoczonych inwestowanie w sektor konopny odbywa się więc głównie poprzez instrumenty pośrednie, takie jak AdvisorShares Pure US Cannabis ETF. Fundusz ten jest notowany na amerykańskiej giełdzie wyłącznie dlatego, że nie kupuje bezpośrednio akcji spółek konopnych, lecz wykorzystuje instrumenty pochodne, w tym swapy.
W takich warunkach zaufanie inwestorów do sektora pozostaje niskie. Spółki konopne rzadko analizuje się przez pryzmat fundamentów, a znacznie częściej traktowane są jako narzędzie spekulacji lub barometr oczekiwań wobec potencjalnej federalnej legalizacji marihuany w USA. To tworzy dogodne środowisko dla krótkoterminowych graczy, którzy byli szczególnie aktywni w ostatnich miesiącach.
W dniu podpisania dokumentu przez prezydenta USA aktywność spekulantów na opcjach na największe spółki oraz konopne fundusze ETF była wyjątkowo wysoka. Gigantyczny wolumen pojedynczych transakcji wskazuje, że za ruchem stały duże podmioty, na których działania od lat narzekają nie tylko inwestorzy, ale także same spółki.
Paradoksem jest to, że firmy lobbujące u prezydenta USA na rzecz federalnej legalizacji marihuany – jak przekonują ich liderzy – liczą przede wszystkim na dostęp do finansowania zewnętrznego, możliwość rozpoczęcia notowań na amerykańskich giełdach oraz przyciągnięcie inwestorów instytucjonalnych, a nie na samą sprzedaż marihuany w sklepach.
Główne wnioski
- Zapowiedź zmiany federalnej klasyfikacji marihuany w USA wywołała silne, lecz krótkotrwałe ożywienie na rynku spółek konopnych. Inwestorzy zareagowali na plotki, a następnie na oficjalne potwierdzenie planów administracji, licząc na przełom w warunkach prowadzenia biznesu. Notowania największych firm oraz branżowego funduszu ETF gwałtownie wzrosły jeszcze przed podpisaniem rozporządzenia przez Donalda Trumpa. W dniu ogłoszenia decyzji kursy jednak wyraźnie spadły. Reakcja rynku pokazała, że oczekiwania inwestorów wykraczały poza samą zmianę klasyfikacji substancji i obejmowały znacznie szerszą reformę prawa federalnego.
- Obecna federalna klasyfikacja marihuany skutkuje bardzo wysokim efektywnym opodatkowaniem branży, ponieważ firmy nie mogą odliczać podstawowych kosztów działalności. Dane przytoczone w tekście wskazują, że osiem największych podmiotów zapłaciło jedynie część należnych podatków w latach 2019-2025. Ograniczenia dotyczą także dostępu do finansowania bankowego oraz kapitału instytucjonalnego. Banki i fundusze działające na poziomie federalnym unikają współpracy z branżą, co przekłada się na niski udział inwestorów instytucjonalnych w strukturze właścicielskiej spółek konopnych.
- Firmy działające legalnie w poszczególnych stanach nie mogą być notowane na głównych giełdach w USA z uwagi na federalną klasyfikację marihuany. W efekcie wiele z nich wybiera notowania w Kanadzie, co ogranicza dostęp części amerykańskich inwestorów do ich akcji. Inwestowanie w sektor odbywa się więc często za pośrednictwem wyspecjalizowanych funduszy ETF wykorzystujących instrumenty pochodne. Taka konstrukcja rynku sprzyja spekulacji i podwyższonej zmienności notowań, co było szczególnie widoczne w dniu podpisania prezydenckiego rozporządzenia.



