Jacek Dymowski z Warszawskiej Szkoły Boksu od lat obserwuje polską młodzież i zestawia ją z trenującą w jego klubach młodzieżą ze Wschodu. O kampanii społecznej na temat pokolenia maminsynków zaczął myśleć, gdy zdał sobie sprawę, że nawet 18-latkowie nie dzwonią do niego samodzielnie, by zapisać się na treningi. Są wyręczani przez mamy.