Kategorie artykułu: Polityka Społeczeństwo

10 milionów i ani jednego więcej. Szwajcarzy chcą prawnie ograniczyć liczbę ludności

„Nie dla 10-milionowej Szwajcarii” – Szwajcarzy zdecydują wkrótce o wdrożeniu mechanizmu hamującego dalszy wzrost populacji. W skrajnym scenariuszu może on wymusić wypowiedzenie umów o swobodnym przepływie osób z UE. Biznes wstrzymuje oddech, a wyrównane sondaże zapowiadają zaciętą walkę przy urnach.

Szwajcaria, populacja flaga Szwajcarii.
Według danych z końca 2025 roku w Szwajcarii mieszkało około 9,1 mln ludzi. Od 2002 roku i otwarcia granic na podstawie porozumienia z Unią Europejską populacja kraju wzrosła o blisko 1,7 mln. Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. W jaki sposób szwajcarska prawica chce zahamować wzrost ludności kraju.
  2. Na jakich lękach społecznych starają się grać inicjatorzy tego referendum.
  3. Jaki wpływ na gospodarkę Szwajcarii i jej relacje z Unią Europejską może mieć przyjęcie nowych przepisów.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Głosowanie, które odbędzie się w Szwajcarii 14 czerwca 2026 roku, w niczym nie przypomina niezobowiązujących referendów w sprawie „przywrócenia kontroli nad nielegalną migracją”, organizowanych tak często w innych krajach w okresie przedwyborczym. Obywatele tego kraju rozstrzygną w nim o czymś znacznie poważniejszym. Zdecydują, czy wpisać sztywny limit wielkości populacji bezpośrednio do konstytucji.

Zgodnie z zapisami projektu zatytułowanego oficjalnie „Nie dla 10-milionowej Szwajcarii! (Inicjatywa na rzecz zrównoważonego rozwoju)” liczba stałych mieszkańców kraju nie mogłaby przekroczyć progu 10 mln aż do 2050 roku. Kategoria ta obejmuje obywateli Szwajcarii, dla których ojczyzna jest głównym miejscem zamieszkania, a także cudzoziemców posiadających zezwolenie na pobyt od co najmniej dwunastu miesięcy lub faktycznie przebywających na terytorium kraju przez taki okres. Po 2050 roku władze mogłyby podnieść ten limit wyłącznie w przypadku dodatniego przyrostu naturalnego. 

Coraz drastyczniejsze kroki

Prawdziwa siła tej propozycji tkwi w zapisanym w niej mechanizmie stopniowej eskalacji. Gdy populacja przekroczy 9,5 mln, władze w Bernie zostaną zmuszone do podjęcia stanowczych kroków, zwłaszcza w obszarze polityki azylowej i zasad łączenia rodzin. Jeśli z kolei przekroczony zostanie próg 10 mln, Szwajcaria będzie musiała sięgnąć po wszelkie dostępne środki, aby zredukować liczbę mieszkańców. W grę wchodzi wypowiedzenie umów międzynarodowych, które sprzyjają wzrostowi populacji.

Jeśli po upływie dwóch lat limit wciąż będzie przekraczany, a negocjacje dotyczące klauzul ochronnych nie przyniosą rezultatu, rząd stanie przed koniecznością wypowiedzenia porozumienia z Unią Europejską o swobodnym przepływie osób. Władze w Bernie ostrzegają, że pociągnęłoby to za sobą unieważnienie pozostałych umów dwustronnych z Brukselą. Stałoby się tak z uwagi na wpisanie w te relacje tzw. Guillotine-Klausel, klauzuli gilotyny chroniącej Unię przed wybiórczym podejściem Szwajcarii do wzajemnych porozumień. Uniemożliwia ona szwajcarskim politykom zachowanie wyłącznie umów dla nich korzystnych i jednoczesne odrzucanie tych, które otwierają ich rynek dla obywateli UE. Zgodnie z tą zasadą wypowiedzenie pojedynczej umowy prowadzi do zerwania całego pakietu porozumień na linii Berno-Bruksela. Postawiłoby to pod znakiem zapytania dalszą współpracę Szwajcaria-UE w polityce migracyjnej w ramach systemu Schengen-Dublin.

Kolejne podejście populistów do tego samego tematu

Projekt zyskuje poparcie, ponieważ wspomniana psychologiczna bariera nie jest już tak bardzo odległą perspektywą. Według danych z końca 2025 roku w Szwajcarii mieszkało około 9,1 mln ludzi. Od 2002 roku i otwarcia granic na podstawie porozumienia z Unią Europejską populacja kraju wzrosła o blisko 1,7 mln. Zjawisko to wynikało przede wszystkim z imigracji napędzanej potrzebami gospodarki. Szwajcarskie firmy i instytucje publiczne, w tym szpitale oraz domy opieki, wobec braku rąk do pracy na rodzimym rynku mocno opierały się na rekrutacji kadr z państw unijnych.

W wymiarze politycznym obecny projekt to kolejna próba powrotu prawicowo-populistycznej Szwajcarskiej Partii Ludowej (SVP), największego ugrupowania w parlamencie od 1999 roku, do tematu, który w ocenie tej formacji wciąż pozostaje nierozwiązany. W 2014 roku obywatele poparli jej inicjatywę „Przeciwko masowej imigracji” minimalną większością 50,3 procent głosów. Na etapie jej wdrażania ostatecznie uniknięto jednak narzucenia sztywnych limitów, właśnie z obawy przed kontrą ze strony Brukseli. Z kolei sześć lat później inna propozycja SVP, tak zwana inicjatywa ograniczająca wymierzona wprost w swobodny przepływ osób z krajami UE, spotkała się ze sprzeciwem 61,71 procent uczestników referendum.

Najnowszy projekt tego ugrupowania ujmuje dawną walkę o suwerenność w ramy dbałości o zrównoważony rozwój. Problem migracji powiązano w nim bezpośrednio z niedoborem mieszkań, rosnącymi czynszami, przeciążeniem infrastruktury, nadmierną zabudową gruntów oraz pogarszającym się stanem usług publicznych.

Referenda mają we krwi

Zrozumienie stawki nadchodzącego głosowania wymaga krótkiego spojrzenia na unikalny system szwajcarskiej demokracji bezpośredniej. Obywatele dysponują w nim potężnymi narzędziami. Inicjatywa ludowa daje im prawo do zaproponowania zmian w konstytucji, o ile w ciągu 18 miesięcy od zgłoszenia projektu zbiorą co najmniej 100 tys. zweryfikowanych podpisów. Innym mechanizmem jest referendum fakultatywne. Pozwala ono zakwestionować wejście w życie ustawy przyjętej przez parlament albo ratyfikację konkretnej umowy międzynarodowej. Taki krok wymaga zgromadzenia 50 tys. podpisów w zaledwie 100 dni. System uzupełnia referendum obligatoryjne rozpisywane z mocy prawa za każdym razem, gdy władze chcą znowelizować ustawę zasadniczą lub podjąć daleko idące zobowiązania o charakterze międzynarodowym.

Projekt ograniczenia populacji do 10 mln jest zatem klasyczną oddolną inicjatywą ludową. Ponieważ przyjęcie tego rozwiązania wiąże się z bezpośrednią ingerencją w konstytucję, zwolennicy nowych przepisów muszą uzyskać tzw. podwójną większość. W praktyce oznacza to konieczność zdobycia poparcia nie tylko ogółu głosujących w skali całego kraju, ale również większości spośród 26 szwajcarskich kantonów.

Instytucja federalnej inicjatywy ludowej funkcjonuje w Szwajcarii od 1891 roku. Od tego czasu pod ogólnokrajowe głosowanie poddano ponad dwieście takich wniosków. Zaledwie co dziesiąty zyskał ostateczną aprobatę obywateli. Ten skromny wskaźnik sukcesów nie oddaje jednak faktycznego znaczenia politycznego całego mechanizmu. Nawet projekty, które ostatecznie przepadają przy urnach, są w stanie wymusić na władzach zajęcie jednoznacznego stanowiska i skłonić parlament do wypracowania kompromisowych kontrpropozycji. Ponadto referenda z powodzeniem działają jako regularny barometr nastrojów społecznych.

Bat na zapędy polityków

Opisany mechanizm wywierania nacisku funkcjonuje w ustroju, który z założenia rozprasza władzę i zapobiega jej monopolizacji. Na czele państwa stoi siedmioosobowy rząd zwany Radą Związkową, podejmujący decyzje na zasadzie ścisłej kolegialności. Urząd prezydenta sprawuje w ramach corocznej rotacji jeden z członków tego gremium. Dysponuje wyłącznie symbolicznym statusem pierwszego wśród równych.

Władzę ustawodawczą sprawuje z kolei dwuizbowy parlament. Zasiadają w nim zarówno przedstawiciele ogółu obywateli, jak i delegaci poszczególnych kantonów. Cały ten system opiera się na ścisłej strukturze federalnej. Kompetencje decyzyjne są precyzyjnie podzielone między władze centralne w Bernie, administrację kantonalną oraz gminy.

Demokracja bezpośrednia spina całą tę złożoną konstrukcję ustrojową, funkcjonując jako stałe widmo obywatelskiego weta. Ponieważ nowe ustawy i umowy międzynarodowe mogą zostać zablokowane przez obywateli przy urnach, szwajcarscy politycy starają się z wyprzedzeniem rozbrajać potencjalny sprzeciw. To właśnie dlatego na długo przed podjęciem ostatecznych rozstrzygnięć do wspólnego stołu zapraszane są partie polityczne, władze kantonalne, organizacje zrzeszające biznes, związki zawodowe oraz rozmaite ruchy obywatelskie.

Zwolennicy celnie trafiają w czułe punkty

Argumentacja obozu popierającego inicjatywę nie opiera się na zwykłej niechęci wobec napływu cudzoziemców. Zwolennicy projektu zwracają raczej uwagę na niepokojący model rozwoju państwa. Jak przekonują, polega on na zaspokajaniu bieżących potrzeb gospodarki przez import pracowników z zagranicy. Ukryte koszty tego zjawiska dają o sobie znać z opóźnieniem i obciążają w znacznej mierze lokalne społeczności. Biznes po prostu werbuje potrzebne ręce do pracy, a całą resztą konsekwencji muszą zająć się władze gminne. To na ich barki spada w ostatecznym rozrachunku konieczność dalszej rozbudowy infrastruktury, walka z drogowym paraliżem oraz problem przeludnionych szkół i placówek ochrony zdrowia.

Szwajcarska Partia Ludowa przedstawia swój projekt jako swego rodzaju mechanizm dyscyplinujący. W optyce tego ugrupowania nowe przepisy mają zmusić państwo do racjonalnego gospodarowania kurczącymi się zasobami oraz zwiększenia kontroli nad migracją. Inicjatywa ma również uchronić obywateli przed scenariuszem, w którym Szwajcaria w sposób niemal niezauważalny, staje się państwem przeludnionym i zbyt drogim do życia.

Taki przekaz pada na podatny grunt, bo trafnie odzwierciedla codzienne bolączki odczuwane w wielu częściach kraju. Agencja Reuters przywołuje przykład szybko rozrastającego się Knonau, miejscowości niedaleko Zug. Jak wynika z jej relacji, poparcie dla opisywanych propozycji nie jest tam napędzane przywiązaniem do konkretnej ideologii. Wynika z autentycznych obaw o dostępność mieszkań, nieustannego widoku nowych placów budowy i poczucia przeciążenia lokalnej infrastruktury.

Słabym punktem w argumentacji zwolenników projektu okazuje się natomiast arytmetyka. Szwajcarski nadawca publiczny SRF postanowił zweryfikować wyliczenia pomysłodawców. Twierdzą oni, że nawet po wprowadzeniu ograniczeń do kraju wciąż mogłoby napływać około 40 tys. osób rocznie. Przeprowadzona analiza wykazała jednak, że takie obietnice sprawdzają się wyłącznie na papierze. Kiedy bowiem uwzględni się w tych rachunkach osoby korzystające z prawa do łączenia rodzin oraz dodatni przyrost naturalny, margines pozwalający na rekrutację nowych pracowników z zagranicy drastycznie się kurczy.

Ryzyko trzęsienia ziemi w relacjach z UE

Oponenci tej inicjatywy referendalnej argumentują, że forsowany projekt jest niezwykle topornym narzędziem konstytucyjnym w zderzeniu z bardzo złożonymi wyzwaniami państwa. W nowych przepisach nie ma bowiem żadnego rozróżnienia, czy mowa o wykwalifikowanej pielęgniarce, programiście, pracowniku sezonowym, dołączającym do rodziny współmałżonku, uchodźcy czy nawet noworodku. W świetle tak skonstruowanego prawa wszystkie te osoby powiększają dokładnie ten sam statystyczny limit stałych mieszkańców.

Ponieważ wdrożenie limitu ostatecznie zagroziłoby unijnej umowie o swobodnym przepływie osób, przeciwnicy ostrzegają także przed lawiną innych problemów. Ich zdaniem w ten sposób zaostrzona polityka migracyjna weszłaby w kolizję z całym systemem dwustronnych traktatów z Unią Europejską. Mowa o porozumieniach, które gwarantują Szwajcarii stały dostęp do europejskiego rynku, mimo że państwo to nie należy do Unii. To właśnie te umowy napędzają krajowy handel, ułatwiają wspólną realizację badań naukowych oraz zabezpieczają niezwykle ważne międzynarodowe połączenia transportowe.

Do obozu zdecydowanych przeciwników należą także organizacje biznesowe. Ostrzegają, że narzucenie sztywnego pułapu demograficznego wywołałoby poważną niepewność na rynku. Posunięcie to drastycznie pogłębiłoby braki kadrowe w sektorach, które od lat opierają się na pracownikach z zagranicy. Skutki odczułyby najmocniej ochrona zdrowia, branża hotelarska i gastronomiczna, budownictwo, rolnictwo, a także sektor naukowy i przedsiębiorstwa nastawione na eksport. Związki zawodowe obawiają się z kolei, że naruszenie swobody przepływu osób uderzyłoby w zbudowany wokół tej zasady system ochrony wysokich szwajcarskich płac.

Polityka i biznes wstrzymują oddech

Szwajcarzy udają się do urn cztery razy w roku, zazwyczaj równo co kwartał. W przypadku rutynowych głosowań rzadko zdarzają się jednak aż tak wyrównane sondaże. Jeśli dodamy do tego ogromny ciężar gatunkowy całej sprawy, trudno się dziwić, że świat polityki i biznesu dosłownie wstrzymuje oddech w oczekiwaniu na ostateczne rozstrzygnięcie.

W badaniu przeprowadzonym pod koniec kwietnia przez pracownię Leewas na zlecenie grupy medialnej Tamedia opisywana inicjatywa zyskała przewagę. Za jej przyjęciem opowiedziało się 52 procent ankietowanych. Przeciwnego zdania było 46 procent respondentów, a zaledwie 2 procent wciąż nie miało wyrobionej opinii.

Wcześniejsze pomiary tej samej pracowni dowodzą jednak dużej zmienności nastrojów społecznych, a nie trwałego trendu rosnącego poparcia. W listopadzie 2025 roku stosunek głosów wynosił 48 do 41 na korzyść zwolenników projektu. Z kolei w marcu br. proporcje te uległy odwróceniu. Ustabilizowały się na poziomie 45 do 47 ze wskazaniem na oponentów.

Warto również zaznaczyć, że ogólnokrajowe statystyki nie oddają w pełni głębokich podziałów widocznych na mapie Szwajcarii. Badania grupy Tamedia po raz kolejny potwierdzają istnienie tzw. Röstigraben, czyli niewidzialnej granicy kulturowej i politycznej między głównymi regionami językowymi tego kraju. Wyraźnie silniejsze poparcie dla limitu demograficznego odnotowuje się na terenach wiejskich oraz w częściach państwa, gdzie dominuje język niemiecki i włoski. Z kolei francuskojęzyczna Szwajcaria z minimalną przewagą skłania się ku odrzuceniu nowych przepisów.

Główne wnioski

  1. 14 czerwca 2026 roku Szwajcarzy zdecydują w referendum, czy wpisać do konstytucji sztywny limit mieszkańców kraju na poziomie 10 milionów. W przypadku jego złamania wymusi to na rządzie drastyczne kroki w polityce migracyjnej.
  2. Poparcie dla tej inicjatywy, zgłoszonej przez prawicowo-populistyczną Szwajcarską Partię Ludową, nie ma charakteru stricte ideologicznego. Wynika z realnego zmęczenia obywateli rosnącymi czynszami, niedoborem mieszkań oraz przeciążeniem lokalnej infrastruktury i usług publicznych.
  3. Przeciwnicy tych rozwiązań i świat biznesu ostrzegają, że przyjęcie prawa jeszcze bardziej pogłębi braki kadrowe w firmach. Najpewniej doprowadzi też do zerwania całego pakietu dwustronnych umów z Unią Europejską. Mogłoby to odciąć Szwajcarię od dostępu do europejskiego rynku.

Artykuł opublikowany w wydaniu nr 483
Strona główna Polityka 10 milionów i ani jednego więcej. Szwajcarzy chcą prawnie ograniczyć liczbę ludności