11 zagadek dla kolekcjonerów. To naczynie na sos czy mocz?
Flakony na trucizny, wymyślne sztućce do skorupiaków i najróżniejsze szpikulce, których przeznaczenia strach się domyślać. Przeglądając aukcyjne katalogi, nieraz można złapać się za głowę!
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie - niekiedy zaskakujące - zastosowania miały dawne przedmioty licytowane obecnie na kolekcjonerskich aukcjach.
- Ile kosztują pojedyncze srebrne naczynia z XIX wieku, a ile poszukiwane komplety sztućców, np. do jedzenia ostryg.
- Jakie oryginalne akcesoria dla palaczy i mężczyzn z zarostem odnaleźć można w antykwariatach.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
W niebieskim świetle ekranów króluje poliester i minimalizm. Nikt nie będzie płakał, że zmarniała mu ikebana, ani że zapodziała się ażurowa łyżka do oprószania ciasta. Głównie dlatego, że przedmiotów tego rodzaju na ogół nie miewamy, o ile nie jesteśmy kolekcjonerami. Na rodzimych aukcjach regularnie licytowane są obiekty, które powszechnie stanowiłyby tęgie merytoryczne wyzwanie. Do czego służyć może płytki widelczyk z trzema szerokimi zębami, a do czego filiżanka z dziwacznie wywiniętym rantem? Spróbujcie odgadnąć, choć przestrzegamy – to, co najchętniej ustawilibyśmy na paradnym stole, kiedyś lądowało wyłącznie między nogami!
1. Objaśniacz do świec

Chciałoby się powiedzieć: hasło „objaśniacz” akurat niewiele człowiekowi objaśnia. Nożyce do objaśniania, czyli właśnie objaśniacze, niezbędne były w domowych zasobach, zanim na rynku zagościły świece stearynowe o plecionych knotach. Wcześniej, a więc do połowy XIX wieku, pomieszczenia rozjaśniał ogień ze świec wytwarzanych głównie z naturalnego łoju lub pszczelego wosku. Knoty z lnianej lub bawełnianej przędzy płonęły jednak bardzo nierówno i kopciły równie niewdzięcznie. Objaśnianie polegało więc na ich przycinaniu – tak, żeby odcięty fragment schował się od razu do zespolonej z nożycami puszeczki. Szpikulec wieńczący przyrząd służył natomiast do nakłuwania palącej się świecy tak, żeby gromadzący się wosk mógł wypływać na zewnątrz. Choć objaśniacze ze srebra budzą popyt wielu kolekcjonerów, trudno byłoby sobie wyobrazić konsekwentny powrót do epoki – kolację przy świecach z baraniego łoju, które oprócz sadzy roztaczałby charakterystyczny, rustykalny aromat…
2. Filiżanka dla pomadujących wąsy

Barttasse to porcelanowa filiżanka, której pomysłowy fason upowszechnił się w drugiej połowie XIX wieku. Od klasycznych wzorów odróżnia ją dodatkowa poprzeczka z wąziutkim otworem, przez który można sączyć napoje. Wynalazek opracowano z myślą o ówczesnych elegantach, którzy mieli w zwyczaju czernić, a przede wszystkim usztywniać wąsy. Od gorącej pary unoszącej się nad kawą czy herbatą na wystylizowanym zaroście rozpuszczała się jednak pomada, czemu udało się zaradzić jednemu z wytwórców ceramiki w Wielkiej Brytanii. Gdyby barberska moda ukonstytuowała więc wielki powrót sumiastych wąsów, rynek kolekcjonerski już ma odpowiedź.
3. Flakon na truciznę

Jedną z ciekawszych dziedzin kolekcjonerstwa jest budowa zbioru związanego z dawnym aptekarstwem. Ręcznie malowane słoje, które licytowane bywają na aukcjach, pozwalają niemalże fantazjować o warsztacie leśnej wiedźmy. Grube litery biegnące w poprzek ich brzuśców oddają łacińskie nazwy najróżniejszych mikstur – sproszkowanych rogów, dawno zapomnianych ziół, a nawet trucizn. Apteczna karafka wylicytowana we wrześniu mieściła niegdyś preparat z tojadu – gatunku, którego dziś nikt nie rozważa już raczej w lecznictwie. Szczególna popularność tojadu przypadała na czasy, w których użyteczne okazywało się zatruwanie strzał oraz strategiczne, bezgłośne eliminowanie politycznych przeciwników.
4. Naczynie do cukru pudru

Ile akcesoriów można byłoby zgromadzić wokół zagadnienia pudrowania ciastka? To chyba wartość niepoliczalna. Najciekawsze w swojej fantazyjnej formie wydają się specjalne ażurowe łyżki o czerpakach w kształcie muszli oraz naczynia przypominające nieco bliskowschodnią architekturę. Srebrne pojemniki o dziurkowanych pokrywach licytowane są zwykle powyżej progu 1 tys. zł i – w przeciwieństwie do flakonów po truciznach – wciąż można ich śmiało używać.
5. Ikebana

Choć obecnie całkowicie niepopularne, naczynia do ikebany licznie gościły w katalogach PRL-owskich zakładów fajansu. Przybierając formy zbliżone do gondoli lub bardziej bulwiaste, pozwalały skomponować efektowne roślinne dekoracje nawet z oszczędnej ilości kwiatów. Pokryte abstrakcyjną malaturą w zgaszonych barwach doskonale współgrałyby z prostotą naszych modnie ogołoconych blatów.
6. Łyżeczka do karmienia

Pozbawiona tworzyw sztucznych oraz silnie zakorzeniona w kulturze „zero waste”. Jak na przedmiot antykwaryczny, łyżeczka do karmienia dziecka wydaje się niezwykle bliska dzisiejszym tendencjom społecznym. Dla dodatkowego umilenia tematu na trzonkach takich sztućców umieszczano rozmaite dekoracje – np. przedstawienie rzymskiej bogini Diany w towarzystwie łani. Wizerunek poniekąd niejednoznaczny, bo Diana była zarówno boginią płodności i przyrody, jak i barbarzyńskich łowów.
7. Szczypce do rękawiczek

Rękawicznictwo to jedna z najstarszych dziedzin polskiego rzemiosła. O ile wydawałoby się zupełnie naturalne, że rękawiczki z cienkiej skóry należało jakoś wymodelować po praniu, gadżet w postaci szczypiec wymaga jednak bujniejszej wyobraźni. Wiązał się bowiem z modą na kruchą budowę dłoni. Kobiety, chcąc je optycznie wyszczuplić, wybierały fasony tak ciasno opinające palce, że ich zakładanie wymagało zarówno użycia szczypiec, jak i wsypania do rękawiczek odrobiny talku.
8. Pojemnik na tytoń

Chłopięca twarzyczka o podkrążonych oczach, a na dodatek z niedopałkiem w ustach? Dowodzi to bez wątpienia, że oferta akcesoriów dla palaczy jest na rynku kolekcjonerskim bardzo obszerna. Pojemnik w kształcie dziecięcej główki w stylu niderlandzkiego fajansu stanowi jedynie element tytoniowej układanki, na którą składają się najróżniejsze tacki, zapalniczki, puzderka oraz popielniczki. Żartobliwym naczyniom do przechowywania suszu można jednak nadać całkowicie dowolne przeznaczenie – jeśli mamy już pojemnik na cukier puder i szkło na trucizny, to może coś na talk do rękawiczek?
9. Obcinarka do cygar

Jak widać, ceramiczny pojemnik na tytoń nie wyczerpał tematu używek. Datowany na okres międzywojenny metalowy przyrząd o tajemniczych otworach służy do odpowiedniego przycinania cygar. Entuzjaści sprowadzający samo palenie do rytuału, czynność tę nazywają ceremonią otwarcia. Jeśli więc otwierać już płuca na substancje smoliste, to bez wątpienia można to robić z fasonem – wyrażając podziw dla rzemiosła europejskiego modernizmu.
10. Sztućce do ostryg

Zasady, do czego służyć mają konkretne typy sztućców, znacząco nie zmieniły się właściwie od początku XIX wieku. A my na ogół dalej nie wiemy, co do czego! Oprócz formatów takich jak nóż, łyżka czy obiadowy widelec biegle rozróżniamy przeważnie wąski zakres wzorów. Chochla, łopatka do tortu, może coś do krojenia steków? W okresie przedwojennym kultura aranżowania stołu była znacząco bardziej wyrafinowana. Ci, którym dane było częstować się najróżniejszymi owocami morza, gromadzili również kantyny pełne stosownych sztućców wszelkiego rodzaju. Łopatki do sardynek, szczypce do raków, widelczyki do ostryg… Trudno zaprzeczyć, że nasza epoka wypada w tym zestawieniu dość marnie. Z drugiej strony jednak, czy swobodne jedzenie sushi prosto z opakowania nie ma w sobie szlachetnego ducha demokracji? Tak sobie to tłumaczmy.
11. Nocnik w typie „bourdaloue”

Czy tak piękne naczynie nie mogłoby się wdzięczyć na obrusie? Poręczny porcelanowy nocnik zawdzięcza swoją nazwę talentom oratorskim jezuickiego kaznodziei Louisa Bourdaloue. Kazania, które wygłaszał na dworze Ludwika XIV w Wersalu bywały tak rozbudowane, że zaczęły nastręczać wiernym kłopotów natury fizjologicznej. Ze względu na fakt, że w pałacowych zabudowaniach Ludwika XIV i tak wyczuwalna była stężona woń uryny, damy zaczęły zabierać ze sobą sosjerki, żeby nie opuszczać mszy. Znakomity pomysł podchwycił natychmiast rynek. Ówczesne manufaktury porcelany i fajansu spieszyły z produkcją wykwintnie dekorowanych nocników z uchem, przydatnych również w czasie długiej podróży karetą. Czy zadbano jednak, żeby sosjerka nie myliła się czasem z „bourdaloue”? Owszem – nocnik nie został zaprojektowany z dzióbkiem pozwalającym ukierunkować strumień.
Główne wnioski
- Na rynku antykwarycznym odnaleźć można mnóstwo przykładów rzemiosła, które obecnie śmieszyć może swoim dawnym przeznaczeniem - od oryginalnych elementów zastawy przez szczypce pozwalające kobietom zmniejszać optycznie palce po nocniki, z których korzystać można było… w trakcie kościelnego kazania.
- Niektóre z projektów - jak np. naczynia do ikebany - produkowane były w polskich zakładach fajansu jeszcze w drugiej połowie XX wieku. Najciekawsze ze wzorów uchodzą dziś za poszukiwane przedmioty kolekcjonerskie.
- Rynek antykwaryczny oferuje stosunkowo szeroki wybór akcesoriów dla palaczy – od międzywojennych obcinarek do cygar przez najróżniejsze zestawy z popielniczkami po ręcznie dekorowane pojemniki na tytoń.