Kategoria artykułu: Świat

250 tys. osób na antyrządowym proteście w Pradze. Dlaczego Czesi wyszli na ulice i kto ich tam wyciągnął?

„Ręce precz od publicznej telewizji i publicznego radia” – skandowali manifestanci podczas antyrządowych protestów w Pradze. Czesi wyszli na ulice, bo nie chcą pójść drogą Węgier i Słowacji. W swoim stylu protestowali w obronie społeczeństwa obywatelskiego, wolności kultury i żądali większych wydatków na obronność.

Protest w Pradze
250 tys. Czechów wyszło w Pradze na ulice w obronie niezależności mediów publicznych. Fot. Katerina Sulova (PAP/CTK)

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego Czesi wyszli na ulicę.
  2. Kto ich tam wyprowadził.
  3. Jak przebiegała jedna z największych manifestacji w Czechach od 1989 roku.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

To była jedna z najliczniejszych politycznych demonstracji w Czechach po upadku komunizmu w 1989 roku. W sobotnie popołudnie w antyrządowych protestach na Letnej w Pradze, gdzie w przeszłości stał ogromny pomnik Stalina – według deklaracji organizatorów – wzięło udział przynajmniej 250 tys. osób. Jak na czeskie realia – to sporo. Wśród protestujących znalazła się m.in. Eva Pavlová, małżonka czeskiego prezydenta Petra Pavla.

Nad tłumem powiewały flagi Czech, Ukrainy oraz Unii Europejskiej. Protestujący trzymali transparenty z hasłami antyrządowymi, krytykowali premiera Andreja Babiša. Solidaryzowali się z czeskim prezydentem Petrem Pavlem oraz z ogromnie popularnym byłym dziennikarzem czeskiej publicznej telewizji Václavem Moravcem. Przed dwoma tygodniami Moravec, który prowadził najpopularniejszy program publicystyczny w Czeskiej Telewizji, po 21 latach niespodziewanie zrezygnował z pracy. Swą decyzję ogłosił na antenie, kiedy na zakończenie programu stwierdził, że nie jest w stanie zagwarantować niezależności pracy redakcji.

Zdaniem eksperta

W ostatnich latach rośnie presja polityków na Czeską Telewizję

Obawy o niezależność mediów publicznych w Czechach są uzasadnione. Nowa koalicja rządowa chce zmienić system finansowania i funkcjonowania mediów publicznych. Jednak nie wiadomo, jak dokładnie ma on wyglądać, co więcej nie chce o tym dyskutować. Rodzi to obawy, że nowy model mediów publicznych nie będzie sprzyjał ich niezależności. Potrzebujemy dyskusji o roli mediów publicznych we współczesnym świecie, ale w przypadku Czech żadnej takiej dyskusji nie ma. To bardzo dziwne.

Odejście Václava Moravca z telewizji publicznej traktuję jako jego osobistą decyzję i rozumiem, co chciał przekazać swoim działaniem. Polemizowałabym jedynie ze sposobem, w jaki to zrobił. Nie zmienia to jednak faktu, że w ciągu ostatnich czterech lat wpływ polityków na Czeską Telewizję (Česká televize) rósł, a Rada Czeskiej Telewizji wywierała presję na kierownictwo, co – w mojej ocenie – wykraczało poza jej kompetencje prawne.

Jak wyglądał sobotni protest?

Czeskie antyrządowe manifestacje mają swoją specyfikę i różnią się od tego, co dobrze znamy z Polski. Zwykle panuje na nich rodzinna atmosfera. Manifestanci śpiewają hymn oraz „Modlitwę dla Marty”, czyli pieśń wykonywaną w przeszłości przez ogromnie popularną piosenkarkę Martę Kubišovą. Pieśń towarzyszyła Czechom i Słowakom podczas Praskiej Wiosny w 1968 roku, a potem Aksamitnej Rewolucji w 1989 roku.

W sobotę zaśpiewała ją Aneta Langerová, która przekazała demonstrantom pozdrowienia od Marty Kubišovej. Podczas jej wykonania „Modlitwy dla Marty” demonstranci trzymali ręce nad głowami w charakterystycznym geście „victoria”.

Podczas ponad dwugodzinnej demonstracji ze sceny przemawiali ludzie kultury, przedsiębiorcy, rolnicy, naukowcy. Byli też przedstawiciele organizacji pozarządowych, którzy tłumaczyli zebranym, z jakimi problemami ze strony rządzących się spotykają.

Zdaniem eksperta

Nowy czeski rząd celowo próbuje osłabić media publiczne

Media publiczne – Czeskie Radio (Český rozhlas), a zwłaszcza Czeska Telewizja – w ostatnich latach są narażone na wzmożoną presję, zwłaszcza ze strony niektórych partii politycznych zasiadających w parlamencie. Ta sytuacja nie jest nowa, bo obserwujemy ją od wielu lat. Jednak dwa ostatnie wydarzenia są znaczące.

Po pierwsze: Hynek Chudárek, czyli wybrany w zeszłym roku dyrektor generalny Czeskiej Telewizji oraz jego współpracownicy są słabi, ostrożni i ulegają presji politycznej. Warto dodać, że jego poprzednik Jan Souček również był słaby i został odwołany ze stanowiska po około półtora roku urzędowania. To zachwiało stabilnością telewizji.

Po drugie: wyniki ubiegłorocznych wyborów do sejmu (Poslanecká sněmovna) umożliwiły utworzenie większościowego rządu populistyczno-ekstremistycznego, który celowo próbuje osłabić media publiczne. Rząd obecnie przygotowuje projekt zmian finansowania tych mediów. Planuje zniesienie abonamentu i przeniesienie finansowania do budżetu państwa. Może to zwiększyć zależność od reprezentacji politycznej. Przepisy nie zostały jeszcze zmienione.

Czesi nie chcą iść drogą Słowaków

Ze sceny ostro krytykowano rząd premiera Andreja Babiša za działania w obszarze kultury i mediów. Ale także środowiska naturalnego, obrony czy organizacji pozarządowych. Protestujący zwracali uwagę, że rząd bagatelizuje niebezpieczeństwo ze strony Rosji, uchwalając budżet, w którym na obronę zaplanowano wydatki w wysokości mniej niż 2 proc. PKB. Niepokój protestujących wzbudza brak transparentności w dotacjach na kulturę, a także plany rządu, który chce zreformować media publiczne. Przeciwnicy Andreja Babiša boją się także zapowiedzi przygotowywania tzw. ustawy o zagranicznych agentach. Zwracają uwagę, że to rosyjski sposób ataku na organizacje pozarządowe i ludzi kultury.

Wśród przedstawicieli czeskich elit demokratycznych powszechny jest strach, że kraj rządzony przez premiera Andreja Babiša pójdzie drogą antydemokratycznych przemian Słowacji czy Węgier. Czesi szczególnie uważnie obserwują polityczne zawirowania na Słowacji. Niedawna gala czeskich nagród filmowych „Czeski Lew”, które – m.in. z powodu historycznych czy bliskości językowej – często trafiają także w ręce słowackich twórców, zamieniła się w festiwal słowackich przestróg dla Czechów z ust nagrodzonych filmowców ze Słowacji.

Nic więc dziwnego, że młody czeski aktywista Mikuláš Minář, założyciel organizacji Milion chwil dla demokracji, która wyprowadziła ludzi na ulicę, podczas demonstracji zachęcał Czechów do aktywności obywatelskiej i obrony demokracji. Atakował też czeskie partie opozycyjne. Wzywał je, by przed jesiennymi wyborami samorządowymi zaoferowały eksponowane miejsca wyborcze na swoich listach nowym twarzom.

Kilka miesięcy nowego rządu wywołało wielki wybuch społecznego niezadowolenia

Jesienią 2025 roku czeskie wybory do Sejmu wygrała populistyczna partia ANO (czyli TAK, ale jest to także skrót od Akcji niezadowolonych obywateli) Andreja Babiša. To czeski przedsiębiorca słowackiego pochodzenia, właściciel holdingu spożywczo-chemicznego Agrofert i jeden z najbogatszych ludzi w Czechach. Andrej Babiš wrócił na fotel premiera po czterech latach konserwatywno-liberalnego rządu Petra Fiali.

Problemem zdaje się być nie tylko sam Andrej Babiš, ale też jego koalicjanci. Razem z partią ANO rządzą eurosceptyczni Zmotoryzowani (Motoristi) oraz radyklana prawicowa Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD), która od lat na sztandarach ma hasła wystąpienia Czech z Unii Europejskiej i NATO. Przewodniczący tej ostatniej partii, czyli Tomio Okamura, został marszałkiem czeskiego sejmu. Jedną z pierwszych jego decyzji było ściągnięcie ukraińskiej flagi z budynku sejmu.

A nowy czeski minister kultury Oto Klempíř ze Zmotoryzowanych odwołał właśnie Alicję Knast ze stanowiska dyrektor generalnej Galerii Narodowej w Pradze. To prestiżowa czeska instytucja od 2021 roku kierowana przez Polkę. Wcześniej Prawo i Sprawiedliwość odwołało ją z funkcji dyrektor Muzeum Śląskiego w Katowicach. Czeski rząd tłumaczy, że teraz odwołanie Knast jest spowodowane niską frekwencją publiczności w prowadzonej przez nią instytucji. Jednak część osób widzi w tym zamach rządu na wolność kultury. Sprawa odwołania Polki także zabrzmiała ze sceny podczas sobotniego protestu w Pradze.

Warto wiedzieć

Kim jest 33-latek, który wyprowadził Czechów na ulicę?

Czechów na ulicę kolejny raz wyprowadziła organizacja Milion chwil dla demokracji (Milion chvilek pro demokracii). Na jej czele stoi 33-letniMikuláš Minář.

Organizacja powstała w 2017 roku, kiedy Mikuláš Minář był młodym studentem Uniwersytetu Karola w Pradze.

– My obudziliśmy się w 2017 r. Wtedy ja i moi koledzy, wcześniej niespecjalnie zainteresowani polityką, zrozumieliśmy, że może dojść do naruszenia demokratycznego systemu i zwrotu na wschód, w stronę Rosji. I że przyszedł czas, by wziąć odpowiedzialność za nasz kraj – tłumaczył w 2019 roku Mikuláš Minář podczas wywiadu w Pradze.

Nazwa ruchu, który powstał wtedy w Czechach, jest symboliczna.

– Chodziło o uświadomienie ludziom, że nie trzeba wiele, by bronić demokracji. Nikt w naszym kraju nie musi oddawać za nią życia. Wystarczą drobne rzeczy – podpisanie petycji, przyjście na protest, przekazywanie informacji, śledzenie tego, co się dzieje. To są właśnie te „chwile” – tłumaczył Minář.

Jego zdaniem, zamiast siedzieć w gospodzie i narzekać, należy działać.

– Efekty starań każdego z nas się sumują – jeśli milion ludzi znajdzie chwilę, by zrobić coś niewielkiego, mamy szansę na duże zmiany – mówił młody Czech.

Milion chwil dla demokracji zorganizowało w 2019 roku ogromne protesty przeciwko ówczesnemu premierowi Andrejowi Babišowi i prezydentowi Milošowi Zemanowi. Wówczas zwłaszcza czeski prezydent mocno atakował Minářa i przekonywał, że zamiast brać się za politykę, powinien skończyć studia. W efekcie tamtych protestów powstała fala, która doprowadziła do politycznej zmiany w Czechach. Andrej Babiš stracił władzę premiera w 2021 roku, a w 2023 roku przegrał wybory prezydenckie z Petrem Pavlem który zastąpił wtedy Miloša Zemana.

Główne wnioski

  1. 250 tys. Czechów wzięło udział w sobotniej antyrządowej manifestacji w Pradze. To jeden z największych protestów od 1989 roku.
  2. Podczas ponad dwugodzinnej demonstracji ze sceny przemawiali ludzie kultury, przedsiębiorcy, rolnicy, naukowcy i przedstawiciele organizacji pozarządowych. Tłumaczyli zebranym, z jakimi problemami ze strony rządzących się spotykają. Głównym tematem demonstracji była obrona niezależności czeskich mediów publicznych. Nowy rząd planuje likwidację abonamentu, który chce zastąpić finansowaniem z budżetu. W ocenie specjalistów może to uzależnić publiczną telewizję i publiczne radio od polityków.
  3. Na czele protestów stoi 33-letni Mikuláš Minář, który atakował także przedstawicieli partii opozycyjnych i apelował, by Czesi mobilizowali się w obronie demokracji.