Centrum się broni, prawica się zbroi – z jednym ważnym wyjątkiem. Gdzie odbędą się wybory w Europie w 2026 r.?
W 2026 r. do urn pójdą miliony wyborców w kilku krajach europejskich. W części z nich wybory mogą przynieść dalsze polityczne turbulencje i wzrost znaczenia prawicy, która na kontynencie jest dziś coraz silniejsza. Nie można jednak wykluczyć, że będziemy świadkami scenariuszy mniej oczywistych, wykraczających poza dotychczasowe trendy.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Gdzie odbędą się wybory prezydenckie i parlamentarne.
- Co może pomóc Viktorowi Orbánowi w utrzymaniu władzy, mimo przewagi opozycji w sondażach.
- Który obszar polityki staje się dominujący w Danii i Szwecji.
Rok 2026 przyniesie mniej elekcji kluczowych dla przyszłości Starego Kontynentu niż poprzednie lata. Nie oznacza to jednak, że w najbliższych 12 miesiącach zabraknie wyborów istotnych dla poszczególnych regionów i potencjalnie wpływających na szerszą dynamikę polityczną w Europie.
Elekcje prezydenckie
W 2026 r. jako pierwsi do urn pójdą mieszkańcy Portugalii. Już w styczniu odbędzie się pierwsza tura wyborów prezydenckich. Pod koniec grudnia w sondażach prowadził André Ventura ze skrajnie prawicowej partii Chega. Ventura jest zarazem liderem opozycji wobec gabinetu socjaldemokratów. Badania opinii pozostają jednak wyrównane, a ostateczny wynik wyborów jest trudny do przewidzenia.
Prezydent Portugalii odgrywa istotną rolę w systemie politycznym. Głowa państwa dysponuje bowiem uprawnieniami do rozwiązania parlamentu i rozpisania nowych wyborów – co zresztą miało miejsce w 2025 r. Warto więc uważnie obserwować, w jakim kierunku politycznym zmierzać będzie Portugalia.
Niewykluczony jest scenariusz dobrze znany także z Polski – trudna kohabitacja między ośrodkiem rządowym a prezydenckim, której konsekwencją może być polityczny klincz w Lizbonie.
Na mapie uwzględniono państwa, w których odbędą się wybory powszechne. Dla porządku należy dodać, że nowego prezydenta będzie miała również Estonia. Na północy Europy prezydent nie jest wybierany bezpośrednio przez obywateli, lecz przez członków parlamentu. Prezydent Estonii pełni funkcje głównie reprezentacyjne.
Prezydenta wybiorą również Bułgarzy. Najmłodsze państwo strefy euro od lat targane jest kryzysami politycznymi, przez co regularnie odbywają się tam przyspieszone wybory parlamentarne. W ostatnich latach w Bułgarii przeprowadzono aż osiem przedterminowych elekcji. Prezydent Bułgarii ma prawo do powoływania rządów tymczasowych, co w warunkach permanentnego chaosu politycznego stało się standardem. Dotychczasowy prezydent Rumen Radew nie będzie mógł ubiegać się o reelekcję. Pod koniec 2025 r. Radew wystąpił z inicjatywą referendum w sprawie przystąpienia Bułgarii do strefy euro 1 stycznia 2026 r., jednak parlament odrzucił tę propozycję.
Wszystkie oczy nad Balaton
Nie jest jednak tajemnicą, że w większości państw Europy największe znaczenie mają wybory parlamentarne. Swoich reprezentantów w 2026 r. wybiorą Słoweńcy, Cypryjczycy, Łotysze, Bośniacy, Węgrzy, Duńczycy i Szwedzi. Szczególnie istotne z perspektywy Unii Europejskiej będą elekcje na Węgrzech oraz w krajach skandynawskich.
Bez cienia wątpliwości oczy całego politycznego świata skierują się przede wszystkim na Budapeszt. Niekwestionowany od 2010 r. lider Węgier, Viktor Orbán, stojący na czele partii FIDESZ, stanie przed najtrudniejszym wyzwaniem wyborczym od lat. Guru międzynarodowej prawicy od wielu miesięcy przegrywa w sondażach z opozycyjną partią TISZA.
Antyorbanowskiemu ugrupowaniu przewodzi Péter Magyar – dawny stronnik Orbána i były działacz FIDESZ. Magyar zbudował swoją pozycję polityczną na obietnicy walki z systemową korupcją oraz zapowiedzi odejścia od kleptokratycznego modelu zarządzania państwem, który – jego zdaniem – ukształtował się pod rządami Orbána.
TISZA Magyara pod koniec grudnia ma już kilkanaście punktów procentowych przewagi nad partią FIDESZ. W wielu państwach przy podobnym krajobrazie politycznym publicyści zastanawialiby się nie kto wygra, a jak dużą przewagę utrzyma lider nad pretendentem.
Na Węgrzech jednak sprawa nie będzie do końca oczywista. Orbán zrewolucjonizował ordynację wyborczą i tak przeorganizował okręgi wyborcze, że nawet w przypadku porażki z partią TISZA ma duże szanse na ponowną reelekcję. Głosy na Węgrzech „ważą” więcej na prowincji, gdzie Orbán nadal cieszy się wysokim poparciem. Zebranie głosów mieszkańców terenów wiejskich będzie największym wyzwaniem dla Magyara.
Orbán sprawuje również kontrolę nad lokalnymi oraz większością ogólnokrajowych mediów. Ponadto zapowiedział wprowadzenie 14. emerytury w 2026 r. – oczywiście w celu zmobilizowania wiernej bazy wyborczej.
Czy wybuchnie duński dynamit?
Ważne elekcje odbędą się także w Danii i Szwecji. W Danii od 2019 r. funkcję premierki pełni Mette Frederiksen, liderka Socjaldemokracji Danii. Rządzi w trudnej koalicji – jej partia dzieli władzę z centrowymi Moderatami oraz liberalnym Venstre.
Z perspektywy historii duńskiej polityki taka konfiguracja to ewenement. Tradycyjnie liberałowie i socjaldemokraci byli politycznymi rywalami. W ostatnich latach premier Frederiksen potrafiła jednak połączyć ogień z wodą. Najbardziej charakterystycznym elementem jej rządów było odejście od tradycyjnie lewicowej narracji migracyjnej. Koalicja postawiła na zaostrzenie przepisów imigracyjnych, przejmując w tym obszarze retorykę prawicy.
Z drugiej strony rząd Frederiksen sprawił, że Dania stała się państwem, które – w relacji do wielkości gospodarki – obok Estonii najmocniej wspiera Ukrainę. W grudniu 2025 r. rząd wprowadził już 29. pakiet pomocowy. W tym samym miesiącu portal Politico wyróżnił Frederiksen jako drugą – zaraz po Donaldzie Trumpie – najbardziej wpływową osobę w Europie. Na europejskich salonach premierka postrzegana jest jako jedna z kluczowych orędowniczek budowy europejskiej niezależności obronnej.
Ten wizerunek nie w pełni koreluje z odbiorem wewnętrznym. W 2025 r. jej partia poniosła prestiżową porażkę w wyborach samorządowych. Po raz pierwszy od 1903 r. Kopenhagą będzie rządzić polityczka spoza obozu socjaldemokratów. Gabinet Frederiksen krytykowany jest za zbyt ostry skręt w prawo, czego dowodem jest rosnące poparcie dla Zielonych, którzy w badaniach znajdują się tuż za socjaldemokratami. Do wyborów parlamentarnych wciąż jednak sporo czasu – odbędą się jesienią 2026 r.
Szwedzki ogień z wodą
Ważne wybory odbędą się również w Szwecji. Ostatnie lata przyniosły drastyczną zmianę w polityce bezpieczeństwa tego kraju. Po ponad 200 latach neutralności Szwecja w 2024 r. dołączyła do NATO. Proces akcesyjny zapoczątkowała jeszcze socjaldemokracja pod wodzą Magdaleny Andersson, a zakończony został już za rządów obecnego premiera Ulfa Kristerssona z centrowo-liberalnych Moderatów.
Na tym jednak konsensus się kończy. Jednym z głównych pól sporu pozostaje migracja. Szwecja pod rządami Kristerssona – podobnie jak Dania – zaostrza prawo migracyjne. W życie wchodzi program mający zachęcać migrantów do dobrowolnego opuszczenia kraju, z kwotami sięgającymi 30 tys. euro. Trwają również prace nad możliwością cofania stałych pozwoleń na pobyt osobom już przebywającym w Szwecji.
Andersson obiecuje powrót do wizerunku statecznego i otwartego społeczeństwa, jednocześnie unikając jednoznacznego zanegowania migracyjnych decyzji obecnej koalicji.
Dziś trudno przewidzieć wynik elekcji. W sondażach zdecydowanie prowadzą socjaldemokraci, ale połączone siły Moderatów, Szwedzkich Demokratów i mniejszych partnerów nadal mają szansę na reelekcję.
Europa idzie w prawo, ale...
Z krótkiego przeglądu wyborczej mapy 2026 r. wyłania się znany już krajobraz polityczny. Prawica niemal w całej Europie jest na fali, a partie establishmentowe – próbując ją powstrzymać – częściowo przejmują jej narrację, zwłaszcza w kwestii migracji. Czy czeka nas dalsze wzmocnienie tej tendencji? Nie można tego wykluczyć.
Być może jednak równolegle zaczniemy obserwować zalążki nowego zjawiska. Gdy w 2010 r. FIDESZ wracał do władzy na Węgrzech, niewielu przypuszczało, że przez kolejne kilkanaście lat demokracja zostanie tam sprowadzona do niemal domkniętej fasady. Węgierski triumf populistycznej prawicy sprzed 15 lat zapoczątkował falę, której skutki widzimy dziś w całej Europie. Być może potencjalne zwycięstwo Magyara i odsunięcie od władzy dotąd nieusuwalnego Orbána stanie się impulsem dla nowego trendu, który za kolejne kilkanaście lat okaże się polityczną oczywistością.
Główne wnioski
- Choć TISZA pod wodzą Pétera Magyara utrzymuje przewagę nad partią FIDESZ, zwycięstwo opozycji nie jest przesądzone ze względu na zmienioną ordynację wyborczą i silne poparcie Orbána na prowincji. Ewentualna zmiana władzy po 16 latach mogłaby jednak stać się symbolicznym końcem fali populistycznej prawicy, podobnie jak triumf partii FIDESZ w 2010 r. był jej początkiem.
- Dania i Szwecja zaostrzają kurs wobec migracji, by neutralizować prawicową opozycję, co jednocześnie prowadzi do wewnętrznych napięć i wzrostu sił alternatywnych, takich jak Zieloni. Równolegle Dania buduje pozycję lidera europejskiej obronności i wsparcia Ukrainy.
- W Portugalii wysokie notowania skrajnie prawicowego André Ventury grożą politycznym paraliżem, a Bułgaria wchodzi w kolejny cykl wyborczy po serii ośmiu przedterminowych elekcji, pogłębiając chaos instytucjonalny. Mimo prób obrony centrum prawica konsekwentnie wzmacnia swoje wpływy, wykorzystując zmęczenie wyborców długotrwałymi kryzysami.