Szef rozwoju technologii w ABB: „Wciąganie naukowców we współpracę powinno stać się jedną z zasad działania biznesu w Polsce” (WYWIAD)
Wywrotowe, jak na polskie warunki, podejście do współpracy korporacji w Polsce z polskimi naukowcami przedstawia szef krakowskiego centrum technologicznego koncernu ABB. – Mogę wyobrazić sobie w Polsce mechanizm, w którym biznes jest zobligowany do nawiązania stałych relacji na odcinku: biznes–uczelnia – mówi dyrektor Przemysław Zakrzewski. Przyznaje jednak, że w ostatnich latach ABB w Polsce ani nie wypracowała wspólnych z nauką patentów, ani nie znalazła żadnego atrakcyjnego startupu.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak wygląda współpraca międzynarodowego koncernu technologicznego ABB z polskimi naukowcami i uczelniami technicznymi; wspólne inwestycje i badania.
- Jak to się stało, że mimo 27 lat zaawansowanych relacji z nauką, w ostatnich latach ABB nie wypracowała jednak żadnych wspólnych innowacji na tyle nowoczesnych, że warto je opatentować i skomercjalizować.
- Jak ABB szuka w Polsce i Europie startupów do kupienia i dlaczego tylko niektóre rozwiązania z polskiego centrum trafiają do produkcji i sprzedaży.
Katarzyna Mokrzycka, XYZ: Z jednej strony przez cały miniony rok słyszało się w kraju: nauka nie rozumie potrzeb biznesu, więc nie ma mu nic do zaoferowania. Z drugiej jednak to biznes w Polsce dość butnie podchodzi do tej współpracy, niewiele nauce zlecając. Jakby uważał, że to się nie opłaca, że nic porządnego z tego nie wyjdzie. ABB wyłamuje się z tego schematu? Bo blisko kooperujecie z uczelniami. To efekt krakowskiego lokalnego zblatowania, personalnych sympatii czy oceny korzyści wynikających z takiego mariażu?
Przemysław Zakrzewski, dyrektor Korporacyjnego Centrum Technologicznego ABB: Biznes rzeczywiście najczęściej zwraca uwagę na naukę dopiero, gdy ta wchodzi w etap testów swoich innowacji. My w ABB w Krakowie wierzymy w to, że także badania podstawowe, a nie tylko aplikacyjne, powinny być w centrum zainteresowania takich firm jak nasza – dużych koncernów, które tworzą technologie. To jest jednak raczej rzadkie podejście w przemyśle.
Podkreślamy, że nie przychodzimy do uczelni tylko po to, by jej zlecić coś, co jest nam potrzebne. My doceniamy naukę. Brzmi to górnolotnie, ale po prostu nie chcemy, aby polskie połączenie nauki z biznesem stało się odbiciem najgorszej odmiany kapitalizmu. Takiej, gdzie jedna strona wyłącznie wymaga, zleca i pokazuje palcem, a druga musi się podporządkować, jeśli chce przetrwać. Dla mnie współpraca z uczelniami to motor napędowy dla pewnych nowoczesnych idei.
Nauka nie jest tylko po to, żeby mieć konkretne aplikacje w przemyśle. Oczywiście nie mamy szansy wygrać w technologicznym wyścigu, jeśli nauka będzie działać sama dla siebie. Jeżeli jej najważniejszym owocem będą publikacje w czasopismach.
Badania na uczelniach są papierkiem lakmusowym przyszłych możliwych zmian w technologiach. Warto wiedzieć, co robią uczelnie, bo to stamtąd za chwilę wypłyną pomysły, które wskażą nowe kierunki.
Nie chcemy, aby polskie połączenie nauki z biznesem stało się odbiciem najgorszej odmiany kapitalizmu. Takiej, gdzie jedna strona wyłącznie wymaga, zleca i pokazuje palcem, a druga musi się podporządkować, jeśli chce przetrwać.
Nasza firma od dwudziestu trzech lat przyznaje nagrodę za najlepszą pracę doktorską. To, czym zajmują się badacze – z reguły młodzi – potrafi być inspirujące. Przy ponad 150 zgłoszeniach prac doktorskich rocznie mam dobry wgląd w to, co jest modne na uczelniach. Widzę, jakie obszary badawcze pojawiają się każdego roku. Analizujemy wówczas, czy dana dziedzina „wypłynęła” dlatego, że popłynęły na nią pieniądze z jakichś grantów, czy dlatego, że wymaga tego sytuacja rynkowa, oraz co może wynikać z pomysłów naukowców.
Warto wiedzieć
Przemysław Zakrzewski
Od 2018 r. zarządza Korporacyjnym Centrum Technologicznym ABB w Krakowie. Z ABB jest związany od 2004 r. Jest współodpowiedzialny m.in. za projekty badawczo-rozwojowe, których rezultatem są konkretne produkty oraz usługi.
Jest absolwentem Politechniki Łódzkiej. Ukończył Executive MBA University of Warsaw / University of Illinois. Pasjonat programowania, od wielu lat zafascynowany technologiami cyfrowymi oraz definiowaniem przyszłych interfejsów i metod współpracy człowiek-maszyna oraz maszyna-maszyna.
KCT tworzy rozwiązania z obszaru zarządzania produkcją, efektywnego wykorzystania i magazynowania energii, inteligentnych budynków oraz cyfrowych rozwiązań dla jednostek morskich, łącząc platformy chmurowe, internet rzeczy, automatyzację i zaawansowaną analitykę danych.
Szperanie po laboratoriach
To dosyć nowatorska myśl o polskiej nauce, którą wiele osób z rynku komercyjnego traktuje jak skostniałą, nierynkową strukturę, gdzie patent zwykle kończy w szufladzie, a nie w firmie.
Ja jestem przekonany, że jako biznes nie powinniśmy tylko zachłystywać się zapowiedziami różnych firm, które obiecują, że za chwilę coś stanie się superproduktem. Musimy przyglądać się temu, co oferują spółki transferu technologii z uczelni, jakie rozwiązania uczelnie próbują opatentować i nad czym pracują w laboratoriach. My robimy to od 27 lat. Poszukujemy wiedzy, gdzie i jak się da, a współpraca z nauką na różnych płaszczyznach przynosi wymierne efekty.
W Krakowie działamy w trzech obszarach. Po pierwsze, są to wewnętrzne projekty naszej firmy. Badamy na przykład właściwości jakiegoś sensora i okazuje się, że chcielibyśmy zlecić konkretne badania – wykonanie określonego rodzaju testów, podsumowań, analiz parametrów czy charakterystyk – których nie możemy przeprowadzić, bo nie mamy odpowiedniej infrastruktury. Wtedy zlecamy je instytucji, o której wiemy, że dysponuje takimi kompetencjami.
Drugi model współpracy to podpisywanie umów o długoterminowej współpracy z uczelniami. Chcemy, żeby kończyły się one konkretnymi projektami badawczo-naukowymi.
Trzeci model jest powszechnie stosowany w kraju – to angażowanie studentów. Na ponad 300 osób pracujących w centrum mamy średnio około 70 studentów. Współpraca studenta z nami trwa około trzech lat. To pozwala im angażować się w długoterminowe projekty, które zwykle kończą się pracą magisterską lub pracą dyplomową.
Badania na uczelniach są papierkiem lakmusowym przyszłych możliwych zmian w technologiach. Warto wiedzieć, co robią uczelnie, bo to stamtąd za chwilę wypłyną pomysły, które wskażą nowe kierunki.
Tak jak powiedziałem, ze studentami współpracuje większość firm. My staramy się kontynuować tę współpracę, dając im na przykład możliwość realizacji doktoratu wdrożeniowego. Wówczas nasza firma korzysta podwójnie.
Patenty mają znaczenie, ale nie zawsze trafiają na rynek
Doktoraty wdrożeniowe są jednym z czynników służących do mierzenia efektywności naszego centrum. Kolejnym są patenty. Rocznie patentujemy nawet kilkanaście innowacji.
We współpracy z jednostkami naukowymi i z uczelniami?
Głównie naszych, wewnętrznych. Jako zespół bardzo wierzymy w patentowanie. Uważamy, że innowacyjność może być mierzona w ten sposób.
Komercjalizujecie te patenty?
Działamy w ramach korporacji. O tym decyduje spółka matka.
Czyli wasze patenty też nie zawsze znajdują zastosowanie? Pytam o to, bo często do uczelni ma się pretensje o brak komercjalizacji wyników badań.
Mamy siedem centrów badawczych rozsianych po świecie. Mamy też określone specjalizacje i podział kompetencji. Realizujemy projekty, a ich użyteczność komercyjna jest oceniana z punktu widzenia ekonomii i biznesu całej korporacji.
Mamy oczywiście możliwość promowania naszych projektów, także tych realizowanych we współpracy z uczelniami. To nie muszą być tylko patenty – projekty to znacznie szersze pojęcie. Z grantów europejskich wspólnie w konsorcjum z AGH zbudowaliśmy laboratorium na tej uczelni. Drugie takie wspólne laboratorium działa na Politechnice Krakowskiej. Chcieliśmy mieć bazę do badań nowoczesnych materiałów. Zajmujemy się m.in. polimerami i termoplastami. Szukamy rozwiązań, jak ograniczyć stosowanie niebiodegradowalnych tworzyw sztucznych na rzecz materiałów nadających się do recyklingu.
Z grantów europejskich wspólnie w konsorcjum z AGH zbudowaliśmy laboratorium na tej uczelni. Drugie takie wspólne laboratorium działa na Politechnice Krakowskiej.
Biznes zmuszony do współpracy z nauką?
Macie patenty wspólne z którąś uczelnią?
W ostatnich latach – nie.
A nie uważa Pan, że to już czas, aby firmy w Polsce – także zagraniczne koncerny – były zobowiązane do zacieśnienia współpracy z polskim zapleczem badawczo-rozwojowym? By wspólnie wypracowywać rozwiązania technologiczne i zlecać działania w ramach R&D w Polsce? Dziś to na uczelnie naciska się, aby szukały partnerów w biznesie. Czy to nie pora, aby także na biznes wywrzeć presję – nie tylko go zachęcać – żeby również szukał takich relacji z nauką, skoro prowadzi w Polsce fabryki i sprzedaż?
Przyjrzałbym się regulacjom obowiązującym w innych krajach europejskich i temu, w jakim stopniu takie firmy są zobligowane do współpracy z nauką w innych jurysdykcjach. Mogę wyobrazić sobie w Polsce mechanizm, w którym – oprócz płacenia podatków – biznes byłby w jakiejś formie zobligowany do zmiany modelu działania i nawiązania stałych relacji na odcinku: biznes–uczelnia.
Mogę wyobrazić sobie w Polsce mechanizm, w którym – oprócz płacenia podatków – biznes byłby w jakiejś formie zobligowany do zmiany modelu działania i nawiązania stałych relacji na odcinku: biznes–uczelnia.
Zawsze się mówi o zachętach i ulgach dla biznesu, żeby chciał prowadzić działalność R&D w danym kraju. Pan mówi zaś o pewnym zobowiązaniu zwrotnym biznesu wobec kraju, który umożliwia mu rozwój i osiąganie zysków.
Tak właśnie definiuję misję ABB w Krakowie. W tej chwili jest w tym budynku pewnie około 250 osób, które główkują nad różnego rodzaju ulepszeniami. Czerpiemy z lokalnych zasobów, ale też staramy się rewanżować. Stąd te wspólne laboratoria, studenci, doktoranci. Napędzamy się z uczelniami wzajemnie. Powstają wspólne publikacje, powstają wspólne doktoraty.
Ale nie produkty.
Bo też nie jestem dziś zainteresowany wspólnym produktem. Mamy inną filozofię myślenia i działania.
Współpraca tak, produkty nie
Niech pan sobie jednak wyobrazi, panie dyrektorze, „w druku” moje ostatnie pytania i pana odpowiedzi. Mówi pan o lokalnych zobowiązaniach firm – różnych firm, nie tylko ABB. Ale gdy pytam o patenty i produkty wspólne z uczelniami, odpowiedź brzmi: nie w ostatnich latach. Muszę więc zapytać: dlaczego? Co poszło nie tak, mimo wieloletniej współpracy z tymi uczelniami?
U zarania tworzenia naszego centrum było założenie, że wiele rzeczy badawczych realizujemy wewnętrznie. Dlatego w ramach korporacji mamy aż siedem centrów badawczo-naukowych.
To nie znaczy, że nie jesteśmy zainteresowani współpracą z uczelniami. Robimy to stale, nawet jeśli celem nie jest konkretny produkt ze wspólnym patentem.
Angażujemy się też w różne inicjatywy, które mają przełamać swoisty monopol współpracy dużych zagranicznych korporacji mających oddziały w Polsce wyłącznie z ośrodkami badawczymi wskazanymi przez centrale – zwykle w ich macierzystych krajach. Weszliśmy razem z siedmioma innymi dużymi firmami w projekt EU Innovate Together, uruchomiony przez Jakuba Jasiczak. Jego celem jest nawiązanie regularnych relacji między koncernami a podmiotami naukowo-badawczymi w całej Europie Wschodniej. Także w kilku dużych firmach realna chęć współpracy już istnieje.
My wysłaliśmy zgłoszenia z naszymi potrzebami, a odpowiedzi dostaliśmy z kilku różnych ośrodków, które chcą się podjąć wyzwania. Analizujemy je i zdecydujemy, czy i z kim nawiążemy współpracę. To wymaga także bardzo pragmatycznej analizy potencjalnej współpracy: jaki model codziennego działania przyjąć, kto patentuje, komu przysługują prawa, jakie umowy zawrzeć.
Nasze centrum nie jest jednak stworzone do tego, żeby w pełni odpowiadać za produkt – za sprzedaż, wyniki, zyski i ryzyka. Jesteśmy odpowiedzialni za zbudowanie technologii produktu lub usługi jako narzędzia. Ale nie musimy wykazywać dywidendy naszym akcjonariuszom. To nie jest nasza odpowiedzialność. ABB nie postawiło mnie w takiej roli.
Ale nie ma pan czasem pokusy, żeby pokazać korporacji, spółce matce, że stąd można wynieść konkretne, wysokiej jakości rozwiązania w dookreślonym czasie?
Cały czas to robimy. I bardzo często z udziałem lokalnych naukowców, na przykład w ramach doktoratów wdrożeniowych, o których wspominałem.
Inżynier nie wystarczy, naukowiec to wartość dodana
Co w tych doktoratach wdrożeniowych jest dla was ważne? Chodzi o umiejętność przygotowania projektu przez danego badacza, czy o przedmiot projektu – czyli potencjalne wynalazki do wdrożenia w firmie? Przecież moglibyście współpracować po prostu z inżynierami, niekoniecznie doktorami.
To nie jest długoterminowe myślenie.
Co nie jest długoterminowym myśleniem?
Zatrudnianie wyłącznie inżynierów. Dziś w Polsce bardzo mocno zmienia się rynek pracy. Jako Polska musimy się na nowo zdefiniować. Musimy uwierzyć, ja w to wierzę, że mamy być myślą, która napędza pewne procesy w skali Europy. To napędzanie zaczyna się na styku nauki i przedsiębiorczości. Nie każdy projekt i nie każdy doktorat od razu kończy się sukcesem komercyjnym. Ale istnieje pewien pierwiastek ludzi, który trzeba wykorzystać, bo to dzięki nim buduje się przewagę firm.
„Zwykłych” inżynierów można wynająć, można wykształcić, można pozyskać z innych krajów – dziś często tańszych niż Polska. Nie umniejszam ich wiedzy ani roli, ale naukowiec realizujący badania wdrożeniowe wnosi szczególną wartość dodaną.
Dziś w Polsce bardzo mocno zmienia się rynek pracy. Jako Polska musimy się na nowo zdefiniować – musimy uwierzyć, że mamy być myślą, która napędza pewne procesy w skali Europy. To napędzanie zaczyna się na styku nauki i przedsiębiorczości.
Chodzi panu o to, że to ludzie, którzy potrafią łączyć myślenie naukowca z myśleniem przedsiębiorcy?
Tak. Dzisiaj liczy się branie odpowiedzialności za jakiś temat, za przedsięwzięcie. Trzeba mieć pomysł nie tylko na badania, trzeba też wiedzieć, co się chce z tym zrobić. Trzeba widzieć zakończenie dla swojego pomysłu. Po drugiej stronie jest zaś biznes.
Nowa zasada dla biznesu: wciąganie naukowców do projektów
Uważam, że wciąganie naukowców we współpracę tak, żeby mobilizować ich do perspektywicznego myślenia o projekcie, który prowadzą, powinno stać się ogólnopolską strategią i jedną z zasad działania biznesu.
Biznes w Polsce już nie wygrywa niskimi kosztami pracy. Ale ma inne przewagi – to doskonali specjaliści, wysokiej jakości wiedza. Tym bardziej biznes powinien współpracować z nauką. Pokazywać, że w Polsce można wyjść poza usługi zlecone i oferować konkretne innowacje oraz pomysły na nowe technologie.
Trudno zrozumieć, że duże koncerny, które działają w Polsce, nie próbują wykorzystać potencjału krajowych uczelni z powodów czysto merkantylnych – mówiąc brutalnie. Nikt nie oczekuje od nich dobroczynności. Mogłyby przecież zamawiać badania, które przynosiłyby później firmie korzyści.
Jeśli chodzi o naszą firmę, to mogę powiedzieć, że centrum w Krakowie nie jest stworzone do tego, by bezpośrednio zarabiać na czymkolwiek. Jednak staramy się działać dwukierunkowo. Pracujemy z uczelniami, korzystamy z wiedzy i współtworzymy ją, promujemy polską naukę. Pracujemy nad nowoczesnymi materiałami, elektroniką i – oczywiście – cyfrowymi rozwiązaniami. I zdarza się, że nasze pomysły, nasze idee są wdrażane w produkty globalne naszej firmy. Koncern finalnie na nich zarabia. Chciałbym, żeby więcej było takich firm, które tak intensywnie współpracują z naukowcami.
Startupy? Tak, ale tu ich nie ma
Mamy w Polsce ogromny problem z przechodzeniem z fazy wynalazku – na poziomie startupu – do skalowalnego produktu nadającego się do masowej produkcji. Niewiele jest instytucji, które wspierają rozwój projektu na takim poziomie. Startupy zostają ze swoimi innowacjami. Jeśli mają szczęście, wychodzą za granicę, żeby znaleźć inwestora. U nas bardzo niewiele firm skupuje na rynku nowatorskie pomysły. Czy wasza firma wykupuje innowacje z rynku? Inwestujecie w startupowe rozwiązania? Współpracujecie z nimi?
Mamy specjalną jednostkę ABB, która ma siedzibę w Szwecji. Tam przekierowujemy startupy, które nas interesują. W Polsce mamy zaś osoby, które w kilku krajach Europy – także w Polsce – prowadzą skauting, szukając projektów pod nasze konkretne potrzeby czy sektory w firmie.
Wyłoniliście do takiej współpracy jakieś startupy w Polsce?
Przyznam, że w ostatnim czasie nie udało się znaleźć w Polsce dobrej inwestycji.
Ale szukaliście?
Tak, ale żadna propozycja nie spełniała kryteriów. Poszukiwania trwają cały czas. Nasi ludzie bywają na różnych eventach, targach, festiwalach startupowych itp., rozmawiają, sprawdzają.
O czym, pana zdaniem, świadczy to, że w Polsce nie znaleźliście żadnego interesującego projektu?
W naszych obszarach, na poziomie rozwoju technologii, który nas interesuje, nie było rozwiązań o jakości, która skłoniłaby nas do inwestycji.
To jest ważny komunikat. A generalnie propozycji jest dużo, czy w zasadzie i wybierać nie ma z czego?
Nasz startupowy ekosystem jest bardzo fragmentaryczny. Każde miasto, każda uczelnia, każda instytucja udzielająca grantów na rozwój ma własny podzbiór startupów. Przydałby się lepszy mechanizm wymiany informacji o młodych firmach pracujących nad różnymi technologiami.
Od przyszłego roku mają się zmienić zasady ewaluacji uczelni. Patenty będą mieć większe znaczenie w ocenie, za czym pójdą też większe subwencje. Urząd Patentowy chciałby jeszcze podnieść temperaturę. Rekomenduje, aby uczelnię oceniano za to, ile firma komercyjna zarobi na produkcie przez nią opracowanym i opatentowanym. To ma zmobilizować naukę do większej współpracy z biznesem. Czy zmobilizuje też biznes?
To będzie ciekawa zmiana.
Ciekawa na pewno, tylko czy realna? Będą tu nad panem stać różne uczelnie, którym zależy, i powtarzać: zróbmy coś razem, zróbmy, zróbmy. A pan odpowie: nie, bo firma matka się nie zgadza?
Może tak być, bo to firma matka decyduje. Żeby się spotkać w połowie drogi, najpierw trzeba zidentyfikować właściwy podmiot po stronie korporacji. Jeżeli nie moja jednostka, to gdzieś w organizacji jest taka, która od razu przekłada współpracę z uczelnią czy instytucją naukowo-badawczą na produkt nadający się do skomercjalizowania. Tam zaczyna się od wyliczenia, ile z tego będzie pieniędzy.
Czekam z niecierpliwością na takie regulacje, bo one będą musiały zredefiniować to, jak działają firmy – nasza także.
Trzeba jednak też mieć świadomość, że patent nie zawsze jest po to, żeby na nim zarobić. Czasami patent jest po to, żeby zabezpieczyć pewien obszar. Patent nie pozwala wejść w dany segment rynku żadnej innej firmie. Każdy biznes analizuje, gdzie są patenty, kto je posiada, co robią nasi klienci, co robią nasi konkurenci i jak my się wobec tego pozycjonujemy. Potem mamy różne strategie patentowe dotyczące konkretnych obszarów i konkretnych produktów.
Patent nie zawsze jest po to, żeby na nim zarobić. Czasami patent jest po to, żeby zabezpieczyć pewien obszar.
Technologie warte uwagi: autonomiczność
My w Krakowie mamy wewnątrz organizacji możliwość myślenia instytucjonalnego i badawczego. Staramy się, żeby kończyło się to patentem, ale nie zawsze musi. Jedną z naszych działalności – jak na centrum badawcze przystało – jest także detekcja nowych, potencjalnie atrakcyjnych rozwiązań oraz obszarów, w których mogą powstawać nowe, interesujące technologie.
I co pan widzi, gdy spogląda pan w przyszłość? Żyjemy w czasach, gdy technologie rozwijają się z prędkością światła. Co będzie dla was atrakcyjne w ciągu 5-10 lat?
Słyszę to codziennie – że świat przyspiesza, że właściwie każdego dnia budzimy się w nowej rzeczywistości, że wszystko wywraca się do góry nogami. Ja tak nie uważam. Od momentu, kiedy bracia Wright polecieli po raz pierwszy, do momentu, kiedy człowiek po raz pierwszy przeleciał ocean, minęło 16 lat. Tylko 16 lat. Czy technologicznie współczesny świat zmienił się równie mocno w ciągu ostatnich 16-20 lat? Moim zdaniem nie. Czyli można powiedzieć, że kiedyś ludzkość rozwijała się szybciej niż dziś.
Ja bym powiedziała, że pierwszy smartfon w 2006 czy 2007 r. jednak był początkiem jakiegoś przełomu.
Wcześniej już był telefon. Można się było komunikować na odległość, więc dla mnie to ulepszenie, ale nie przełom.
Świat się zmienia stale, 2025 r. nie był pod tym względem wyjątkiem. Ale od dawna nie było przełomowych zmian postępujących tak szybko, jak pierwszy lot, a później przekroczenie Atlantyku.
To, gdzie w najbliższej dekadzie spodziewa się pan ciekawych zmian? Na co pan jako inżynier czeka?
Na pewno takim obszarem rozwojowym, który będzie znajdował zastosowanie w bardzo wielu dziedzinach, jest szeroko pojęta autonomiczność – w systemach decyzyjnych, algorytmach, życiu codziennym oraz w przemyśle.
Autonomiczny w kontekście: bez udziału człowieka?
Tak, mam na myśli autonomiczność, która będzie działać poza bezpośrednim wpływem człowieka. Fascynuje mnie to, gdzie i w jaki sposób da się tę autonomiczność „przyłożyć”, bo tych punktów jest bardzo wiele. Można na nią spojrzeć z perspektywy systemów zarządzania – energią, transportem, inwestycjami i innymi obszarami – ale też z punktu widzenia automatyzacji produkcji, robotyki czy autonomii algorytmów. Ciekawe będzie to, jak ten proces będzie się rozwijać. Gdzie ludzie celowo będą go spowalniać, a gdzie pozwolą na gwałtowne przyspieszenie?
Autonomiczne systemy będą jeszcze potrzebować ludzi?
Zawsze stawialiśmy człowieka w centrum decyzyjności systemów. Ale pewnego dnia systemy mogą same decydować o innych systemach. Jako entuzjasta technologii zawsze uważałem natomiast, że może ona być znacznie silniej zintegrowana z człowiekiem – jako kolejny etap ewolucji gatunku. Zakładam jednak, że za szeroko pojętą autonomicznością idzie dziś także element etyki oraz świadomego ograniczania pewnych rozwiązań, nawet jeśli technicznie byłyby one możliwe.
Kluczem w takich innowacjach jest znalezienie złotego środka pomiędzy tym, jak przyjazne środowisku jest nowe rozwiązanie, a tym, jak dobrze spełnia zadania, które przed nim stawiamy.
Technologia powinna nam służyć, powinna zmieniać świat na lepsze. I nad tym pracuje w naszym centrum 300 osób. Po to rozwijamy nowoczesne materiały, systemy zasilania silników, po to myślimy o ograniczeniu zużycia zasobów naturalnych w działalności naszej firmy, o nowoczesnych systemach zarządzania budynkiem i oszczędzaniu energii, żeby zostawić planetę w nie gorszym stanie, niż ją zastaliśmy. Szukamy rozwiązań, które nie generują śladu węglowego. Na przykład materiałów, które w całym cyklu życia więcej pochłaniają CO2, niż go generują.
Kluczem w takich innowacjach jest znalezienie złotego środka pomiędzy tym, jak przyjazne środowisku jest nowe rozwiązanie, a tym, jak dobrze spełnia zadania, które przed nim stawiamy. Dopiero wtedy innowacja jest akceptowana w całej firmie jako rozwiązanie warte zastosowania. Tak działa biznes.
Główne wnioski
- Krytyka jednostronnego podejścia biznesu i postulat większego zaangażowania: Przemysław Zakrzewski uważa, że polski biznes zbyt rzadko zleca uczelniom ambitne projekty R&D i zbyt późno interesuje się nauką. Proponuje mechanizmy zobowiązujące firmy działające w Polsce do stałej współpracy z uczelniami. Jednocześnie przyznaje, że w ABB decyzje o komercjalizacji i wspólnych patentach podejmuje centrala, a w ostatnich latach nie powstały wspólne patenty z polskimi uczelniami.
- Współpraca ABB z polskimi uczelniami jako model wzajemnych korzyści: Dyrektor Zakrzewski podkreśla, że krakowskie centrum ABB intensywnie współpracuje z uczelniami (AGH, Politechnika Krakowska) poprzez wspólne laboratoria, zlecanie badań, długoterminowe umowy, angażowanie studentów, a zwłaszcza doktoraty wdrożeniowe. Firma nie tylko korzysta z lokalnej wiedzy, ale także się „rewanżuje”, traktując naukę jako motor innowacji, również na etapie badań podstawowych.
- Trudności polskiego ekosystemu startupowego i wizja przyszłości technologii: ABB aktywnie poszukuje startupów, jednak w ostatnim czasie nie znalazła w Polsce projektu spełniającego kryteria inwestycyjne – ekosystem jest fragmentaryczny i brakuje sprawnego mechanizmu wymiany informacji o tym, nad czym pracują młode firmy. Największy potencjał w najbliższych latach rozmówca widzi w szeroko pojętej autonomiczności systemów (decyzyjnych, produkcyjnych, algorytmicznych) oraz w materiałach i rozwiązaniach minimalizujących ślad węglowy, przy zachowaniu równowagi między ekologią a efektywnością biznesową.

