Rosja wywozi dyplomatów, Teheran wyłącza internet. Bliski Wschód znów na krawędzi konfliktu
Początek 2026 r. nie zapowiada się spokojnie. Po interwencji Amerykanów w Wenezueli i porwaniu Nicolasa Maduro niepokojące sygnały płyną z Bliskiego Wschodu. Czy to zbliżający się konflikt?
Z tego artykułu dowiesz się…
- Co się dzieje w na linii Izrael-Iran i dlaczego Bliski Wschód znowu stoi na krawędzi wybuchu działań zbrojnych.
- Kto i dlaczego wyłączył internet w Iranie.
- Czy można spodziewać się upadku reżimu w Teheranie.
Bliski Wschód rządzi się swoimi prawami. Ale nie jest oderwany od globalnej rzeczywistości. Na podstawie pewnych wydarzeń można przyjąć, że dzieje się coś niepokojącego.
Zacznijmy od Iranu. Tam bowiem od ponad 10 dni trwają protesty, które zaczęły się w Teheranie i rozlały się na cały kraj. Powodem ich wybuchu jest słabnąca i kurcząca się gospodarka. W minionym roku drastycznie podskoczyły ceny żywności, a irańska waluta słabnie. To kolejny efekt sankcji nakładanych na państwo przez społeczność międzynarodową.
Protesty są największe od 2022 r., kiedy zginęła studentka Mahsa Amini. Zaczęły się od sprzedawców, przyłączają się do nich studenci. Mowa już o 36 ofiarach, a do protestujących przyłączają się kolejne miasta i prowincje.
Zaledwie kilka dni temu były szef Agencji Wywiadu pułkownik Piotr Krawczyk, mówił w XYZ, że „nigdy dotąd reżim w Iranie nie był tak blisko upadku jak dziś”. Argumentował to tym, iż słabnie nie tylko gospodarka (oparta na handlu ropą naftową), ale i pozycja międzynarodowa.
Rosjanie opuszczają Izrael? Sprzeczne informacje. „Zdarzyć się może wszystko”
Zaniepokojenie wywołało inne zdarzenie. Otóż z Izraela ewakuują się podobno rodziny rosyjskich dyplomatów. W ostatnich 24 godzinach z kraju odleciało kilka rosyjskich samolotów.
Zazwyczaj jest to sygnał, że „coś” wisi w powietrzu. A w przypadku tak zapalnego regionu, jak Bliski Wschód, owo „coś” może w krótkim czasie oznaczać pociski rakietowe lecące w stronę Tel Awiwu czy Teheranu.
Na to pytanie szukamy odpowiedzi w samym Izraelu. Dr Michael Milshtein z Centrum Mosze Dajana na Uniwersytecie w Tel Awiwie uważa, że sytuacja jest bardzo napięta.
– W Teheranie zdają sobie z tego sprawę. I zadają sobie pytanie: czy Izrael może wykorzystać protesty i zaatakuje? A może powinniśmy zrobić to pierwsi? Izrael próbuje zapobiec eskalacji, ale zdarzyć się może… wszystko – mówi XYZ dr Milshtein.
Juliusz Gojło: wiele sprzecznych sygnałów
Zdaniem Juliusza Gojło, byłego polskiego ambasadora w Iranie, w przestrzeni medialnej jest bardzo dużo sprzecznych sygnałów nadchodzących z Bliskiego Wschodu. Nie poprawia sytuacji choćby to, że niedawno Iran ogłosił doktrynę prewencji, w której zastrzega sobie prawo do uderzenia wyprzedzającego w razie zagrożenia.
Dyplomata zaznacza, że według niektórych źródeł, podczas tzw. wojny 12-dniowej irańskie rakiety radziły sobie z Iron Dome, czyli systemem obrony powietrznej Izraela. Jak mówi ambasador, w internecie pojawiły się doniesienia, że Izrael za pośrednictwem Rosji miał zapewniać, że nie zaatakuje Iranu. Jednocześnie niepokój może budzić inna krążąca w sieciach społecznościowych informacja, że rosyjska placówka w Tel Awiwie ewakuowała część swojego personelu.
Nie jest to informacja potwierdzona.
Protest zaczął się od handlarzy. Manipulacje kursem waluty rozpaliły Iran
Jak dalece irańskie protesty to wynik wyłącznie problemów wewnętrznych? Czy ktoś byłby zainteresowany ich eskalacją?
W dużym skrócie irańskie protesty mają przede wszystkim podłoże ekonomiczne, ale ich bezpośrednim zapalnikiem nie był spontaniczny bunt społeczny, lecz kolejna odsłona wieloletniego sporu wokół polityki finansowej państwa. W ostatnich tygodniach doszło do gwałtownej dewaluacji riala na głównym, oficjalnym rynku walutowym – i nie jest to zjawisko nowe, bo podobny mechanizm powtarza się niemal co roku, zwykle pod koniec roku kalendarzowego, tuż przed początkiem nowego roku fiskalnego w Iranie.
Bank centralny, chcąc skłonić eksporterów do sprowadzenia do kraju walut uzyskanych ze sprzedaży za granicą, dopuszcza wyraźne osłabienie kursu. Eksporterzy, obawiając się dalszej utraty wartości pieniądza, wstrzymują bowiem repatriację dewiz, co dodatkowo pogłębia napięcia na rynku. W efekcie dochodzi do nagłego resetu kursowego, który poprawia sytuację dużych eksporterów – często podmiotów państwowych lub firm dysponujących silnym zapleczem lobbingowym – ale jednocześnie uderza w importerów, drobnych przedsiębiorców i handel detaliczny.
To właśnie właściciele sklepów z towarami importowanymi, szczególnie w rejonach bazarów i centrów handlowych, jako pierwsi odczuli skokowy wzrost kosztów i zaczęli zamykać swoje punkty, co nadało protestom widoczny wymiar uliczny. Na ten strukturalny problem nakładają się oczywiście czynniki społeczne i infrastrukturalne: coraz bardziej dotkliwa susza, chroniczne problemy z dostawami energii oraz ogólne poczucie stagnacji gospodarczej.
Nie można też pominąć fundamentalnego kontekstu sankcji – Iran od dekad funkcjonuje pod presją amerykańskich restrykcji, a okresowo także sankcji unijnych, co ogranicza dostęp do zagranicznych aktywów i realnie zmniejsza zdolność władz do stabilizowania kursu walutowego przy użyciu rezerw.
Ulica i zagranica. Jakim alfabetem napisano scenariusz protestów?
Protesty są nie tylko wyrazem frustracji zwykłych obywateli, lecz także elementem gry interesów między różnymi grupami ekonomicznymi, które przerzucają na siebie koszty sankcji i błędów w zarządzaniu gospodarką. Innymi słowy, mamy do czynienia ze splotem dwóch czynników: wewnętrznych problemów, również błędnej polityki i zaniechań władz oraz silnym naciskiem zewnętrznym.
Nie jest to nic nowego. Szybko pojawiły się inne grupy ludzi, a dynamika protestów zaczęła wykraczać poza pierwotne, ekonomiczne podłoże. Pojawiły się nawoływania do protestów już pod hasłami politycznymi, w mediach społecznościowych dały o sobie znać konta z wcześniej nieznanymi hasłami, które – co ciekawe – polaryzowały również środowiska niechętne obecnym władzom.
– Dała się zauważyć aktywność księcia Pahlaviego (Cyrus Reza Pahlavi, syn Mohammada Rezy Pahlaviego, ostatniego szacha Iranu – red.) z Los Angeles i alarmistyczne raporty niektórych placówek – mówi Juliusz Gojło.
Wyjaśnia, że w historii i irańskiej pamięci zbiorowej jest silnie zakorzeniony precedens, który sprawia, że władze – ale także część społeczeństwa – z dużą podejrzliwością patrzą na gwałtowne umiędzynarodowienie narracji wokół protestów.
Teheran się boi. Iran już widział przewroty po ulicznych buntach
– Chodzi o wydarzenia z początku lat 50., kiedy po nacjonalizacji przemysłu naftowego doszło do obalenia demokratycznie wybranego premiera Mohammada Mossaddegha. Za kulisami tych wydarzeń stały USA i Wielka Brytania, a o wspólnej operacji Ajax, kiedy to doprowadzono do zamachu stanu, napisano dziesiątki książek; całkiem niedawno USA ujawniły część dotychczas tajnej dokumentacji tych działań – wyjaśnia ambasador.
Proces ten nie opierał się wyłącznie na naciskach dyplomatycznych czy zakulisowych działaniach elit, lecz obejmował także szeroko zakrojoną kampanię propagandową oraz celowo wywoływane zamieszki uliczne. Istotną rolę odegrały w nich wynajęte bojówki młodych mężczyzn – swoista „uliczna rezerwa siły”, złożona z osiłków wywodzących się ze środowisk klubów sportów siłowych i tradycyjnych domów ćwiczeń, ludzi zdolnych do brutalnych demonstracji i fizycznej konfrontacji, które miały stworzyć wrażenie masowego, spontanicznego buntu.
Choć nie mamy dziś do czynienia z identycznym scenariuszem, sam fakt takiego precedensu sprawia, że każde gwałtowne przesunięcie protestów w stronę politycznej konfrontacji i zagranicznej narracji jest w Teheranie odbierane z dużą ostrożnością. Nie jest też tajemnicą, że podmiotów zainteresowanych zmianą władz w Iranie nie brakuje – i to zarówno na poziomie regionalnym, jak i globalnym.
USA i Izrael poparły protestujących
Nie da się przy tym zapomnieć, że protesty poparł rząd Izraela. Zaś Donald Trump zapowiedział kilka dni temu, że jeżeli władze Iranu wydadzą rozkaz pacyfikacji protestów, to Stany Zjednoczone „ruszą z odsieczą”.
– Zatem ostrożnie, ale takie deklaracje wpisują się niestety we wzorce opisane wcześniej – stwierdza Juliusz Gojło.
Dodaje, iż nie sądzi, aby Rosjanie mieli więcej informacji od Irańczyków.
Michał Wojnarowicz: sytuacja (jeszcze) spokojna
Nastroje tonuje także analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Michał Wojnarowicz. W rozmowie z XYZ sytuację ocenia jako „jednak jeszcze spokojną”. Z miejsca stawia jednak kluczowe w przypadku tego regionu pytanie: jak długo? Tym bardziej że – jak przypomina – nie można zapomnieć o tym, co dzieje się w innych krajach. Szczególnie w Syrii, Palestynie i Jemenie.
– Oczywiście, Izrael stale podkreśla zagrożenie ze strony Iranu i na pewno Izraelczycy kibicują protestom w Iranie, ale byłbym ostrożny z mówieniem teraz o planach na faktyczną wymianę ciosów – wskazuje Michał Wojnarowicz.
Przypomina, iż Donald Trump wspomniał podczas ostatniego spotkania z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, że USA wesprą Izrael w razie konfliktu. Na pewno byłby to efekt wzmocnienia władzy Netanjahu.
Przypomina jednocześnie, iż mamy do czynienia z różnymi przyczynami protestów w Iranie. Stanowczo podkreśla, że to nie 2022 r., kiedy policja obyczajowa zamordowała Mahsę Amini i ludność Iranu zbuntowała się na kanwie społecznej. Dziś głównym podłożem jest sytuacja gospodarcza kraju, która faktycznie coraz bardziej się pogarsza.
W Iranie wyłączono internet
Na pewno jednak dzieje się w Iranie coś niepokojącego. W środowe popołudnie w kraju wyłączony został internet. Liczący niemal 92 mln ludności kraj został całkowicie odcięty od tego, co dzieje się na świecie. Wydaje się, że dokonał tego Teheran.
Nie jest to dobra wiadomość ani dla protestujących, ani dla władz Iranu. Jedni i drudzy muszą się jakoś komunikować i koordynować swoje działania. Szczególnie w sytuacji, gdy sytuacja w kraju jest napięta i niebezpieczna.
Może więc się zdarzyć, że popłynie krew. Z dużym prawdopodobieństwem będzie to krew Irańczyków. Albo protestujących w kraju obywateli kraju, albo członków władz. A najprawdopodobniej jednych i drugich. Jeśli bowiem władze zdecydują się na bardziej zdecydowaną pacyfikację protestów, to Izrael i USA mogą zdecydować o interwencji. Jedni i drudzy pod wygodnym pretekstem „wsparcia uciśnionych obywateli Iranu”.
Inną sprawą jest, że zarówno Tel Awiw, jak i Waszyngton mają od dawna dość rządów ajatollahów w Teheranie. Mogą więc wykorzystać okazję, by uderzyć. Doniesienia medialne, że ajatollah Ali Chamenei miał szukać możliwości schronienia się ze swoim otoczeniem np. w Rosji, mogą się ziścić.
Główne wnioski
- Sytuacja w Iranie może skłonić Teheran do siłowej pacyfikacji protestów, które zalały kraj.
- Jeśli do tego dojdzie, z tzw. pomocą mogą ruszyć wojska izraelskie. Po ubiegłorocznym rajdzie izraelskiego lotnictwa Iran ma bardzo ograniczone możliwości przeciwdziałania tego rodzaju atakom.
- Były ambasador Polski w Iranie Juliusz Gojło, wskazuje na możliwość sterowania protestami w Iranie z zewnątrz.
