"Pieniądze w tenisie są tak samo ważne jak forehand czy backhand". Ile kosztuje wychowanie mistrza?
Nowy sezon tenisowy tradycyjnie otwierają turnieje w Australii. Polscy tenisiści walczą w United Cup, jednocześnie przygotowując się do Australian Open. Gościem podcastu "Sport to pieniądz" jest Mariusz Fyrstenberg, który opowiada o zmianie partnera najlepszego polskiego deblisty Jana Zielińskiego, wylicza ile kosztuje gra w tenisa na dobrym poziomie i komentuje głośne spotkanie Aryny Sabalenki z Nickiem Kyrgiosem.
Z tego odcinka dowiesz się…
- Z jakimi kosztami muszą liczyć się młodzi tenisiści i co kosztuje najwięcej.
- Dlaczego Jan Zieliński zmienił swojego partnera deblowego.
- Którzy z młodych polskich tenisistów mogą według Mariusza Fyrstenberga zrobić największą karierę.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Pod koniec roku szerokim echem odbił się mecz Aryny Sabalenki z Nickiem Kyrgiosem. Spotkanie rozegrano pod hasłem "Bitwa Płci". Zdumienie, ale też szydercze komentarze wywołał fakt, że część kortu Aryny Sabelenki była węższa i krótsza niż ta, na której występował Kyrgios.
- Zdecydowanie lepiej by było, gdyby grali normalnie na równych warunkach. Ten mecz miał pokazać, że tenis damski nie różni się dużo od tenisa męskiego. Okazało się przeciwnie i jeszcze było to spotęgowane. Oceniam to bardzo negatywnie. Zresztą dla mnie Iga najlepiej to podsumowała mówiąc, że tenis damski ma do zaoferowania dużo i powinniśmy się tego trzymać. Tenis damski nie będzie tak jak męski - tak jak w innych sportach. Mężczyźni są mocniejsi fizycznie, szybsi, mocniej grają. Powiedziałbym, że powinniśmy to traktować, tenis damski i męski jak dwie różne dyscypliny. Wtedy może ludzie by się uspokoili troszeczkę, bo inaczej to porównywanie zawsze jest na szkodę tenisa damskiego - uważa Mariusz Fyrstenberg, niegdyś znakomity deblista, a obecnie trener Jana Zielińskiego i kapitan reprezentacji Polski na Puchar Davisa.
W ubiegłym roku Jan Zieliński rozstał się z Monakijczykiem Hugo Nysem, z którym w 2023 roku dotarł do finału deblowego Australian Open. Następnie próbował połączyć siły z Belgiem Sanderem Gillém i Czechem Adamem Pavláskiem. Obie współprace szybko się jednak zakończyły.
- Sander Gillé miał bardzo groźną kontuzję, zator w łydce, a oprócz tego nie ukrywajmy, że oprócz jednego-dwóch turniejów, nie układało się im najlepiej w sensie wynikowym. Partnerstwo z Pavláskiem uważam, że kulturowo, jako że Pavlásek jest Czechem było świetne. Ale tenisowo znowu nie wyszło. Pavláskowi powiększyła się rodzina, dlatego zrezygnował z kilku turniejów, tuż przed nimi. Janek jest wciąż młodym zawodnikiem, więc ma inne ambicje i cele - mówi trener Jana Zielińskiego Mariusz Fyrstenberg.
Optymalny duet z drugim Polakiem
W nowy sezon najlepszy obecnie polski deblista wejdzie u boku Brytyjczyka Luke'a Johnsona.
- Tenis deblowy w brytyjskiej federacji stoi na bardzo dobrym poziomie. Mają chyba pięciu deblistów w pierwszej dziesiątce, -to jest absolutny ewenement. Janek już był w Londynie, trenował z nimi, zobaczył co oni robią, wprowadziliśmy kilka aspektów do naszych treningów. Bardzo dużo konsultujemy się właśnie z Luke'iem i z jego trenerem. Po raz pierwszy obyło się w tym przygotowaniu bez jakiejś tam kontuzji, czyli mógł przepracować solidnie ten miesiąc, no i nadzieje są wysokie na początku sezonu - mówi Mariusz Fyrstenberg.
Trener polskiego deblisty uważa, że w optymalnym scenariuszu Jan Zieliński mógłby tworzyć duet z innym polskim tenisistą. Na przykład Kamilem Majchrzakiem, który też wystąpi na Australian Open w grze podwójnej.
- Rzeczywiście to jest cel, który każdy chciałby osiągnąć: partner na bardzo wysokim poziomie, z dobrym rankingiem i jest rodakiem. To jest zupełnie inna chemia wtedy. Kamil jest bardzo wysoko w rankingu singlowym, jest jego najlepszy ranking w karierze, ale jako Deblista Janek potrzebuje kogoś, z którym mógłby się łapać do wszystkich. Grali razem wiele turniejów, bardzo dobrze grali na poziomie z tego co pamiętam futuresów, wygrali kilka z nich. Zieliński – Majchrzak to jest taki plan B – para która na pewno zagra na pewnym dobrym poziomie - mówi Mariusz Fyrstenberg.
Bez pieniędzy nie ma grania
Tegoroczna pula nagród na Australian Open znów jest rekordowa. Uczestnicy podzielą między siebie ponad 75 mln dolarów. Zwycięzcy turniejów pań i panów dostaną po blisko 2,8 mln. Ale wszyscy tenisiści, którzy zagrają w Melbourne, musieli przejść długą i kosztowną drogę, zanim zaczęli walczyć o tak duże pieniądze.
- Forehand, serwis, backhand, kontuzja, pieniądze, to wszystko jest częścią gry. Jak ktoś nie ma pieniędzy, to po prostu nie będzie grał w tenisa i tyle. Smutne, ale tak jest - uważa Mariusz Fyrstenberg.
- Do lat 12 można to spokojnie ogarnąć finansowo. Potem, w wieku 12-14, już się to trochę zmienia. Potrzeba trenera, potrzeba lepszego sparingpartnera, pojawiają się jakieś małe kontuzje, odnowa biologiczna, szkoła jest coraz bardziej wymagająca. Rodzic musi poświęcić nie tylko czas, nie tylko finansowe aspekty, ale również też czasowo. Później, do lat 16, już trzeba występować w Europie. To jest ważne dla rankingu. Ale trzeba też zaistnieć i się porównać z innymi, żeby zobaczyć faktyczny poziom zawodnika. I tu już są koszty około kilkudziesięciu tysięcy złotych - tłumaczy.
A im lepiej się gra i im więcej chce się osiągnąć, tym więcej trzeba wydać.
- Wchodzimy w bardzo nieekonomiczną kategorię wiekową 18 lat, gdzie już trzeba wyjeździć po całym świecie, jeżeli jest się dobrym. Trzeba mieć własnego trenera, fizjoterapia. Wchodzimy już w rejony 120-130 tys. złotych. I teraz przechodzimy do ostatniego etapu, seniora. Trzeba grac po kilka godzin dziennie, to kosztuje. Bilety lotnicze za granicę, za Ocean. A więc mówimy o 150-250 tys. złotych rocznie - mówi Mariusz Fyrstenberg.
Miliony za drinka
Turnieje Wielkiego Szlema oferują zawodnikom wysokie nagrody, bo same zarabiają ogromne pieniądze.
- To są prywatne firmy, które świetnie prosperują. US Open miał w 2025 roku 600 mln dolarów przychodu. Wiadomo, prawa telewizyjne, sponsorzy. Ale jest taki drink na US Open, który, można kupić tylko tam. On kosztuje 17 dolarów. Tylko z jego sprzedaży mieli 17 mln dolarów – opowiada Mariusz Fyrstenberg.
A czy taki dochodowy turniej mógłby być organizowany w Polsce?
- Bardzo ciężko się wbić w kalendarz. Nie będą nieskończenie wiele turniejów organizować. Nie mogą, bo nie mogą „rozwadniać” zawodników. Czołówka nie może tak się rozbiec po świecie, że w tym tygodniu jest 8 turniejów. Najlepsi muszą być w jednym miejscu, żeby telewizja i sponsorzy mieli się czym pochwalić. U nas, żeby zorganizować duży turniej, musiałaby się tym zainteresować Spółka Skarbu Państwa - mówi Mariusz Fyrstenberg.