Kategorie artykułu: Newsy Świat

Donald Trump: moją władzę ogranicza tylko moja moralność

Prezydent USA oświadczył, że jako naczelny dowódca sił zbrojnych jest ograniczany wyłącznie przez „własną moralność”. W wywiadzie dla „The New York Times” zakwestionował znaczenie prawa międzynarodowego, sojuszy i traktatów jako realnych hamulców amerykańskiej siły.

Prezydent Donald Trump w trakcie przemówienia
Zapytany wprost, czy istnieją jakiekolwiek granice jego globalnej władzy, odpowiedział: „Tak, jest jedna rzecz. Moja własna moralność. Mój własny umysł”. Dodał, że to jedyne, co może go powstrzymać. Fot. Tasos Katopodis/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Na czym polega definicja granic władzy Donalda Trumpa jako prezydenta USA.
  2. W jaki sposób USA wykorzystują groźbę siły militarnej wobec innych państw.
  3. Dlaczego Trump stawia amerykańską siłę ponad sojuszami i traktatami, w tym NATO i porządkiem powojennym.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Wywiad ukazał się w „New York Times” w środę wieczorem i obejmował szeroki zakres tematów – od użycia wojska, przez politykę wobec NATO, po Grenlandię, Wenezuelę i Chiny. Trump wielokrotnie podkreślał, że to on sam rozstrzyga, gdzie kończą się jego kompetencje.

Zapytany wprost, czy istnieją jakiekolwiek granice jego globalnej władzy, odpowiedział: „Tak, jest jedna rzecz. Moja własna moralność. Mój własny umysł”. Dodał, że to jedyne, co może go powstrzymać.

Trump stwierdził też: „Nie potrzebuję prawa międzynarodowego”. Zapewniał jednocześnie, że „nie chce krzywdzić ludzi”. Zaznaczył, że to on decyduje, kiedy i jak prawo międzynarodowe ma zastosowanie wobec USA.

„To zależy od tego, jak definiujesz prawo międzynarodowe” – powiedział. W jego ocenie ostatecznym kryterium w relacjach międzynarodowych jest siła państwa, a nie umowy, konwencje czy instytucje.

Trump przyznał, że w polityce wewnętrznej istnieją pewne ograniczenia, ale równocześnie opisywał działania odwetowe wobec instytucji i przeciwników politycznych oraz gotowość do użycia Gwardii Narodowej mimo sprzeciwu władz stanowych i lokalnych.

Dyplomacja oparta na groźbie siły

Prezydent USA podkreślał, że śmiało korzysta z wizerunku nieprzewidywalnego lidera, skłonnego szybko sięgać po rozwiązania militarne. Ma to służyć wywieraniu presji na inne państwa.

Podczas rozmowy z „The New York Times” Trump odebrał telefon od prezydenta Kolumbii Gustavo Petro. Kolumbijski przywódca obawiał się, że USA rozważają atak na jego kraj, podobny do działań wobec Wenezueli.

„Jesteśmy w niebezpieczeństwie, ponieważ groźba jest realna” – mówił Petro w osobnym wywiadzie dla NYT. Podkreślił, że zagrożenie zostało wprost sformułowane przez Trumpa.

Rozmowa obu przywódców była przykładem dyplomacji przymusu. Odbyła się kilka godzin po tym, jak Trump i sekretarz stanu Marco Rubio wycofali USA z kilkudziesięciu organizacji międzynarodowych.

Dziennikarze NYT wskazują, że Trump emanował pewnością siebie. Chwalił się atakiem na irański program nuklearny, obaleniem władz Wenezueli oraz planami wobec Grenlandii.

Na biurku prezydenta stoi model bombowca B-2, użytego w uderzeniu na Iran. Trump chwalił się także szybkością, z jaką – jego zdaniem – „zdekapitował” rząd Nicolása Maduro w Caracas w ostatni weekend.

Grenlandia czy sojusze?

Trump otwarcie mówił o pozyskaniu Grenlandii, która pozostaje pod kontrolą Danii, sojusznika USA w NATO. Zapytany, co jest ważniejsze – Grenlandia czy NATO – przyznał, że „faktycznie może dojść do konieczności dokonania takiego wyboru”.

Prezydent ocenił, że NATO bez USA jest w praktyce bezużyteczne, a Europa zależy od amerykańskiej siły militarnej. Jednocześnie bagatelizował znaczenie powojennego porządku międzynarodowego dla supermocarstwa.

Trump odrzucał porównania do Chin i Rosji – nie traktował poważnie możliwości, że te kraje mogą również postawić na siłowe rozwiązania, co nie byłoby dobrą informacją dla USA. Zdaniem Trumpa USA mają prawo kierować się logiką siły, a poprzedni prezydenci byli zbyt ostrożni, by wykorzystać ją dla „narodowego zysku”.

W przypadku Grenlandii podkreślał, że nie wystarczy korzystanie z praw wynikających z traktatu z 1951 r., który umożliwia USA otwieranie baz wojskowych. „Własność jest bardzo ważna” – mówił. Zwracał uwagę, że Grenlandia jest trzy razy większa od Teksasu, a zamieszkuje ją mniej niż 60 tys. osób. Odrzucał argument, że pozostanie wyspy pod kontrolą bliskiego sojusznika jest wystarczające.

„Własność daje rzeczy, których nie da się uzyskać przez dzierżawę czy traktat” – tłumaczył. W jego ocenie suwerenność i granice mają mniejsze znaczenie niż rola USA jako „obrońcy Zachodu”.

NATO, Rosja i wygasające traktaty

Trump twierdził, że tylko on był w stanie zmusić państwa NATO do wydatków na obronność na poziomie 5 proc. PKB. Zauważył, że Stany Zjednoczone zawsze dogadają się z Europą, ale chciał, aby europejscy sojusznicy „nabrali formy”. Dodał, że jego zdaniem Rosja nie przejmuje się żadnym innym krajem poza USA. Bez jego działań „Rosja miałaby dziś całą Ukrainę”.

Prezydent nie wykazywał niepokoju w związku z wygaśnięciem za cztery tygodnie ostatniego dużego traktatu o kontroli zbrojeń jądrowych z Rosją. Oznaczałoby to brak ograniczeń dla obu arsen­ałów po raz pierwszy od pół wieku.

„Jeśli wygaśnie, to wygaśnie” – stwierdził. Zapowiedział nową umowę, do której miałyby dołączyć także Chiny, dysponujące najszybciej rosnącym arsenałem nuklearnym.

Wenezuela, Chiny i władza w kraju

Trump bagatelizował obawy, że operacja wojskowa w Wenezueli może stworzyć precedens – np. dla Chin wobec Tajwanu. Jego zdaniem sytuacje są „całkowicie różne”.

Tłumaczył, że Wenezuela była „realnym zagrożeniem”. Chodzi o oskarżenia wobec reżimu Maduro o wysyłanie przestępców i narkotyków do USA. Takich zjawisk – jak mówił – nie ma w przypadku Chin i Tajwanu.

Zapytany o stanowisko Xi Jinpinga, który uważa Tajwan za zagrożenie separatystyczne, Trump odparł: „To jego sprawa i jego ewentualne działania”. Dodał jednak, że byłby „bardzo niezadowolony”, gdyby Chiny zaatakowały wyspę i ma nadzieję, że do tego nie dojdzie.

Prezydent stwierdził, że Xi Jinping nie odważy się na taki krok, dopóki Trump pozostaje w Białym Domu. Jego zdaniem ryzyko wzrośnie dopiero po zmianie prezydenta USA.

W czwartek Senat USA zgodził się na debatę nad rezolucją ograniczającą uprawnienia wojenne prezydenta w Wenezueli. Senator Rand Paul wskazał, że impulsem były słowa Trumpa o możliwej wieloletniej obecności USA w tym kraju.

Na krajowym podwórku Trump stwierdził, że sędziowie mogą ograniczać jego działania tylko „w pewnych okolicznościach”. Rozważał obejścia ewentualnych wyroków, m.in. poprzez zastąpienie ceł opłatami licencyjnymi.

Prezydent ponownie zadeklarował gotowość do użycia ustawy o rebelii i wysłania wojska na ulice USA oraz federalizacji Gwardii Narodowej. Jak zaznaczył, „na razie nie czuł jednak takiej potrzeby”.

Główne wnioski

  1. Donald Trump postrzega władzę prezydenta jako niemal nieograniczoną, a jedynym realnym hamulcem ma być jego osobista ocena sytuacji.
  2. Polityka zagraniczna USA pod jego przywództwem opiera się na presji i demonstracji siły, a nie na instytucjach międzynarodowych.
  3. Takie podejście zwiększa ryzyko globalnej destabilizacji, osłabia sojusze i podważa dotychczasowe zasady ładu międzynarodowego.