Kategoria artykułu: Sport

Legenda hiszpańskiej piłki uratuje Sevillę przed dalszą degrengoladą?

Sergio Ramos, przez lata lider obrony Realu Madryt i reprezentacji Hiszpanii, jest poważnie zainteresowany inwestycją w klub, w którym zaczynał wielką karierę. Sevilla FC pozwoliła mu się wypromować. Dzięki grze w stolicy Andaluzji przeszedł do Realu Madryt, co jednak wzbudziło także niesmak na Estadio Ramón Sánchez-Pizjuán.

José Maríadel Nido Carrasco, prezes klubu Sevilla FC, w towarzystwie Sergio Ramosa. Czy wybitny obrońca przejmie władzę w klubie, co zakończy rządy znienawidzonego przez kibiców del Nido juniora? Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jaką kwotę Sergio Ramos i jego partnerzy biznesowi zaproponowali Sevilli z myślą o zakupie tego klubu.
  2. Na czym polega wojna we wpływowej sewilskiej rodzinie, która ma wpływ na funkcjonowanie andaluzyjskiego klubu.
  3. Co musi się stać, by inwestorzy, w tym Sergio Ramos, podjęli ostateczną decyzję w sprawie zaangażowania się w piłkarski projekt w Sewilli.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Dla Ramosa, który jest wychowankiem Sevilli (grał w niej w latach 2004-2005 oraz 2023-2024), zakup akcji „Los Nervionenses” byłby zatem ruchem sentymentalnym. Uważni obserwatorzy rozgrywek LaLiga EA Sports z pewnością mają świadomość, że na Estadio Ramón Sánchez-Pizjuán już wielokrotnie kibice zabierali głos w sposób stanowczy, skandując hasła: „directiva dimisión” czy „fuera del Sevilla”. To słowa kierowane do klubowej wierchuszki, która nie zaskarbiła sobie sympatii miejscowych fanów futbolu.

Finansowa ruina

Sergio Ramos ma być twarzą nowego projektu piłkarskiego w Sewilli. Słynny obrońca oferuje wraz ze swoimi partnerami biznesowymi zakup klubu za 400 mln euro. Zaznaczmy, że Hiszpan nie byłby największym inwestorem, a z relacji mediów na Półwyspie Iberyjskim wynika, iż w sprawę zaangażowany jest amerykański fundusz. Chodzi o pozyskanie 100 proc. akcji klubu, przy czym inwestorzy chcą mieć pewność, ile dokładnie wynosi zadłużenie. Liczą więc na rzetelny audyt.

– W ciągu pięciu lat nagromadziły się setki milionów długu. Klub nie zarabia na transferach tak jak w przeszłości. Akademia piłkarska nie dostarcza nowych zawodników, a zatem nie ma z niej korzyści sportowych i finansowych. Dyrektor sportowy Antonio Cordón miał ograniczone możliwości na rynku transferowym, co doprowadziło jedynie do pozyskania m.in. doświadczonych piłkarzy bez klubu czy wypożyczeń – mówi Juan Guillermo Salas, dziennikarz sportowy z Andaluzji.

Znamienne, że Sevilla w letnim oknie transferowym wydała jedynie 250 tys. euro. Tyle trzeba było zapłacić za wypożyczenie defensywnego pomocnika Trabzonsporu Batistę Mendiego. Na zasadzie wolnego transferu na Pizjuán zawitali natomiast 36-letni weterani: César Azpilicueta i Alexis Sánchez. Jednocześnie Sevilla musiała pogodzić się ze stratą dwóch liderów z poprzedniego sezonu i de facto jedynych piłkarzy w drużynie, na których można było zarobić pokaźne kwoty. Mowa o Loïcu Badé, środkowym obrońcy, który za 25 mln euro powędrował do Bayeru Leverkusen oraz Dodim Lukébakio, wiodącej postaci w ofensywie „Los Nervionenses”. Belg przeniósł się do Benfiki Lizbona za 20 mln euro.

Abdykacja królów Europy

Dawniej piłkarze drużyny z Andaluzji byli nazywani właśnie „Los Reyes de Europa”, ponieważ w latach 2006-2023 aż siedmiokrotnie triumfowali w finałach europejskich pucharów (dwa razy w Pucharze UEFA i pięć w Lidze Europy). Do sukcesów na arenie międzynarodowej przyczynił się wieloletni prezes klubu José María del Nido Benavente, prawnik, który przejął władzę na Pizjuán przed 24 laty. Otoczył się fachowcami, na czele z Monchim, w przeszłości niespełnionym piłkarzem miejscowego teamu, który znalazł swoje powołanie jako dyrektor sportowy. Sevilla przez lata promowała zdolnych piłkarzy, następnie sprzedawała ich z zyskiem, a dopływ świeżej krwi do zespołu nie ustawał. Była to zatem sytuacja win-win. Okres rządów del Nido zakończył się skandalem w 2013 r., gdyż prezes Sevilli trafił do aresztu za defraudację publicznych pieniędzy. Jego miejsce za sterami klubu zajął odwieczny antagonista: José Castro, który także nie jest postacią bez skazy. Był bowiem zamieszany m.in. w aferę korupcyjną przy organizacji meczu towarzyskiego w Meksyku. Rzecz w tym, że José María del Nido Carrasco, syn byłego prezesa, zawarł sojusz z Castro (stał na czele klubu w latach 2013-2023), który w zamian dostał funkcję wiceprezesa.

– Jest jeszcze gorzej, niż było. Ciągłe zmiany trenerów, spora rotacja zawodników świadczy o braku stabilizacji w klubie. A gdy nie ma ładu, siłą rzeczy brakuje także dobrych wyników, przychodów etc. Co jakiś czas kilku piłkarzy wyróżnia się na tle pozostałych, więc kibic liczy, że oni pociągną grę do przodu. Marzenia te znikają, kiedy nadchodzi zimowe bądź letnie okienko transferowe, a ci gracze muszą zostać sprzedani, gdyż zyskali na wartości. Pieniądze są potrzebne, by uzyskać płynność finansową i choć trochę wyjść z długów – mówi Grzegorz Czerniecki, kibic Sevilli.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni

Na początku października 2025 r. kibice Sevilli przeżyli chwile euforii. Andaluzyjczycy przed własną publicznością rozbili bowiem Barcelonę aż 4:1. W mediach społecznościowych bardzo duże zainteresowanie wzbudziła odprawa, jaką trener Matías Almeyda przygotował dla swojej drużyny.

– Nie wygraliśmy z Barceloną od 10 lat. Od 10 lat! Nie możecie być bardziej zmotywowani niż teraz. Możecie przerwać tę passę i to zrobicie. Wiem, że to nie jest finał czy mecz w fazie pucharowej, ale to mecz o dumę! Kiedy gracie o dumę, gracie sercem. A kiedy gracie sercem, gracie z cojones. Wówczas już nie ma rywala. Dlatego wyjdźcie i wygrajcie, do cholery – motywował swoich piłkarzy charyzmatyczny Argentyńczyk.

Choć wielu w to wierzyło, ostatecznie tamten mecz nie okazał się punktem zwrotnym dla Sevilli.

– Kibice uważają, że zarząd jest oderwany od rzeczywistości, a jego absurdalne decyzje doprowadziły klub do ruiny. Pod względem finansowym Sevilla znajduje się na krawędzi. Nie ma pola manewru i graczy, z których mogłaby czerpać maksymalne profity. Nie widać zaangażowania na poziomie podstawowym, a pod względem sportowym drużyna jest martwa, pozbawiona sensownej wizji. Po meczu z Celtą Vigo rozegranym 12 stycznia, miała najwięcej porażek w ligowych zmaganiach, bo aż 11 – mówi Juan Guillermo Salas.

Tęsknota za Monchim

Chaos potęguje brak jednej, kompetentnej osoby, która nadzorowałaby politykę transferową klubu.

– Kierownictwu zarzuca się niestabilność: po odejściu Monchiego stery przejął Víctor Orta, a jego transfery okazały się katastrofalne. Kolejny dyrektor sportowy: Antonio Cordón również nie był w stanie dokonać znaczących wzmocnień ze względu na ograniczenia finansowe. Niezrozumiałe było zwolnienie trenera Jose Luisa Mendilibara po wygraniu Ligi Europy. Od tego czasu żaden szkoleniowiec nie zdołał przywrócić drużyny na właściwe tory. Quique Sánchez Flores radził sobie dobrze, ale również został zwolniony – utrzymuje Juan Guillermo Salas.

Czy są jakieś szanse na wyjście z tego dołka?

– Podsumowując, nikt nie popiera del Nido Juniora, obecnego prezesa, który jest w konflikcie ze swoim ojcem i innymi udziałowcami. Co gorsza, nikt nie jest w stanie go odwołać z powodu jego niekompetencji – ubolewa hiszpański dziennikarz.

Niewłaściwe priorytety

Obserwując rozwój wypadków w stolicy Andaluzji, można odnieść wrażenie, że bardzo daleko do wyjścia na prostą.

– W ubiegłym sezonie Sevilla zanotowała straty bliskie 50 mln euro. Jak na siedmiokrotnego triumfatora rozgrywek europejskich jest to wręcz nieprawdopodobne. Można oczywiście odnieść się do restrykcyjnej polityki LaLiga, którą wprowadził prezes Javier Tebas, ale to nie powinna być wymówka. Prezes José María del Nido Carrasco nadzoruje proces uzdrawiania, prezentując wizję stabilizacji i przyszłego wzrostu, w tym plan modernizacji stadionu. Ale czy nowy stadion jest teraz potrzebny? – pyta retorycznie Grzegorz Czerniecki.

Cała nadzieja w byłym znakomitym obrońcy Sevilli?

– Sergio Ramos jest wspierany w swojej inicjatywie przez inwestorów z USA, a celem numer jeden jest stabilizacja i wyjście z zapaści. Nie będzie to jednak proste, gdyż trzeba skrupulatnie przeanalizować finanse z ostatnich lat, a głównym tematem jest zaciągnięta pożyczka w 2024 r. – dodaje kibic Sevilli.

Gdyby jednak doszło do takiego ruchu – przejęcia klubu – to czego kibice mogliby oczekiwać?

– Przede wszystkim pozyskania nowego dyrektora sportowego pokroju Monchiego, z wizją, dobrą znajomością rynku transferowego. Co do trenera, sytuacja jest inna. Almeida robi, co może. Wyniki jednak z kolejki na kolejkę nie bronią tego szkoleniowca, ale w tym sezonie były też pozytywne momenty, takie jak spektakularna wygrana z Barceloną 4:1 – przypomina nasz rozmówca.

Teraz priorytetem jest nowe otwarcie.

– Liczę, że tak skomplikowana transakcja przejęcia wyjdzie na dobre Sevilli, która wróci do żywych i nie jednemu gigantowi napsuje krwi. Będzie to jednak wymagało czasu, na co trzeba być przygotowanym. Efekty nie przyjdą od razu, lecz po jakimś czasie. Ale to tylko ciche marzenia, które, mam nadzieję, się spełnią – mówi Grzegorz Czerniecki.

Awersja do Ramosa

Wbrew pozorom nie wszyscy kibice Sevilli czekają z wielkimi nadziejami na finalizację transakcji z udziałem swojego wybitnego wychowanka.

– Ostatni etap kariery Ramosa w drużynie został oceniony jako brak szacunku, próba oczyszczenia wizerunku po kontrowersyjnym odejściu do Realu Madryt. Jego relacje z kibicami są niejednoznaczne, a teraz pojawia się jako potencjalny inwestor – tłumaczy Juan Guillermo Salas.

Choć we wrześniu 2023 r. 20 tys. kibiców Sevilli przybyło na Estadio Ramón Sánchez-Pizjuán, by celebrować powrót Ramosa do macierzystego klubu, wielu fanów wciąż ma do niego sceptyczny stosunek. Latem 2005 r. zaakceptował ofertę Realu Madryt rzutem na taśmę, tuż przed zamknięciem okienka transferowego. Mimo iż zapewniał kibiców Sevilli, że okaże temu klubowi lojalność, przyjął propozycję potentata LaLiga...

Zawsze był krnąbrny, więc nie dziwi, że gdy w finale Superpucharu Europy w 2016 r. w doliczonym czasie gry strzelił arcyważnego gola, świętował zdobycie bramki z ostentacją. Rok później wzbudził furię ultrasów z Biris Norte, gdyż podcinką wykorzystał rzut karny, by następnie podbiec do sektora najzagorzalszych fanów. Dla Sevilli to była niedopuszczalna prowokacja, wręcz zniewaga. Klub zgłosił tamten incydent stosownej komisji, a napięcie rosło…

– Sprzedaż jest jedyną opcją dla obecnego prezesa, by opuścić stanowisko. Dopóki nie pojawi się oferta, która go zadowoli, dopóty nie sprzeda klubu. Mówi się o 3 tys. euro za akcję.

Ze sportowego punktu widzenia może to być pozytywne, a ponadto Sergio Ramos nie będzie sam, będzie mu towarzyszyć grupa zagranicznych inwestorów. Wciąż mówi się o ofercie w wysokości 400 mln euro. Sevilla ma również inną ofertę. To „Tercera Via”, złożona przez Antonio Lappiego i Fernando Quintero – podsumowuje Juan Guillermo Salas.

Główne wnioski

  1. Hiszpańskie media donoszą, że Sergio Ramos i grupa zagranicznych inwestorów, która z nim współpracuje, są skłonni przeznaczyć 400 mln euro na zakup klubu. Należy jednak pamiętać, że aby transakcja mogła dojść do skutku, potrzebna jest dobra wola i szereg działań ze strony klubu.
  2. Pierwszym architektem sukcesów Sevilli w XXI w. był José María del Nido Benavente , ojciec obecnego prezesa klubu. Del Nido senior został jednak aresztowany w 2013 r. za defraudacje publicznych środków. Wówczas władzę przejął jego przeciwnik: José Castro. Gdy z końcem 2023 r. w klubie doszło do zmiany w strukturach władzy, został zawarty sojusz między José Maríadel Nido Carrasco a Castro, który pozostał w Sevilli jako wiceprezes. Ten alians oburzył del Nido Benavente. Od tego momentu relacje ojca z synem są bardzo napięte. 
  3. Potencjalni inwestorzy, a wśród nich Sergio Ramos, oczekują, że klub dokona rzetelnego audytu, by poznać obecne zadłużenie. W relacji hiszpańskich mediów tę kwotę szacuje się na około 200 mln euro.