Kategorie artykułu: Polityka Świat

Kraj bez rządu i głowy państwa. Prezydent Bułgarii ustępuje rok przed końcem kadencji

Rezygnacja prezydenta Rumena Radewa to kolejne poważne wstrząsy w państwie, które od sześciu lat zmaga się z kryzysem zaufania do instytucji publicznych. Decyzja ta sprawia, że Sofia znalazła się w bezprecedensowej sytuacji ustrojowej – wakaty obejmują obecnie oba najważniejsze urzędy w państwie. Zaledwie miesiąc wcześniej, w newralgicznym momencie poprzedzającym wejście Bułgarii do strefy euro, do dymisji podał się premier Rosen Żelazkow.

Prezydent Rumen Radew ogłasza swoją rezygnację z urzędu prezydenta Bułgarii
Prezydent Rumen Radew ogłasza swoją rezygnację z urzędu prezydenta Bułgarii, który pełnił jako piąty demokratycznie wybrany prezydent Republiki Bułgarii. Zapowiada, że swoją karierę polityczną będzie kontynuował, tworząc nowy projekt polityczny, z którym weźmie udział w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Fot. Borislav Troshev/Anadolu via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego prezydent Bułgarii Rumen Radew zdecydował się ustąpić z urzędu rok przed końcem drugiej kadencji.
  2. Jakie wydarzenia doprowadziły do obecnej „próżni władzy”, obejmującej dwa kluczowe stanowiska w państwie.
  3. Czy antyukraińskie wypowiedzi Radewa pozwalają uznać go za polityka jednoznacznie prorosyjskiego.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Według doniesień lokalnych mediów Radew nie zamierza przechodzić na polityczną emeryturę. Planuje powołanie własnego ugrupowania o profilu antykorupcyjnym i z jego ramienia wystartować w nadchodzących, wiosennych wyborach parlamentarnych. Będzie to już ósma elekcja w ciągu zaledwie pięciu lat. Decyzja Radewa tworzy podwójny precedens ustrojowy: po raz pierwszy w historii demokratycznej Bułgarii urzędujący prezydent ustępuje przed końcem kadencji oraz po raz pierwszy funkcję głowy państwa obejmuje kobieta – dotychczasowa wiceprezydent Ilijana Jotowa.

Starannie zaplanowany manewr

Kluczowy pozostaje moment, w którym Radew podjął decyzję o rezygnacji. Bułgaria od 2021 r. tkwi w spirali krótkotrwałych koalicji, rządów technicznych i niekończących się kampanii wyborczych. Odejście prezydenta następuje zaledwie kilka tygodni po upadku gabinetu premiera Rosena Żelazkowa, który nie przetrwał masowych protestów społecznych oraz ostrego sporu budżetowego w parlamencie. W sytuacji, gdy partie po raz kolejny nie są w stanie zbudować stabilnej większości, kraj nieuchronnie zmierza ku kolejnym przedterminowym wyborom.

W tym kontekście ruch Radewa wygląda na przemyślany manewr polityczny – swoiste „oczyszczenie przedpola” przed być może najważniejszym testem w jego karierze. Były prezydent sprawdza, czy jako polityk cieszący się najwyższym poziomem zaufania społecznego jest w stanie przełożyć osobistą popularność na realną siłę parlamentarną i przerwać wieloletni impas polityczny.

Niegdyś wojskowy prymus, później menedżer kryzysu

Radew nie wpisuje się w schemat klasycznego polityka partyjnego. Jest zawodowym wojskowym, który doszedł na szczyt hierarchii sił powietrznych, obejmując stanowisko dowódcy lotnictwa. Swój wizerunek budował na wojskowej dyscyplinie, retoryce suwerennościowej oraz przywiązaniu do instytucjonalnego porządku. W 2016 r. te cechy, w połączeniu z narastającym sprzeciwem wobec establishmentu i poparciem Bułgarskiej Partii Socjalistycznej, otworzyły mu drogę do prezydentury.

Jego biografia odpowiada klasycznemu profilowi wojskowego prymusa: krajowe szkolenie uzupełnione studiami w Stanach Zjednoczonych, w tym w prestiżowym Air War College w bazie Maxwell. Ten element życiorysu bywa interpretowany dwojako. Dla jednych stanowi dowód wiarygodności w strukturach NATO, dla innych – argument, że późniejsze zwroty w jego narracji geopolitycznej są wynikiem chłodnej kalkulacji politycznej, a nie niewiedzy czy ideologicznej zmiany.

Choć zgodnie z konstytucją prezydent Bułgarii dysponuje ograniczonymi kompetencjami, długotrwały kryzys polityczny nadał temu urzędowi wyjątkową wagę. Wobec kolejnych upadków rządów Radew stał się kluczowym aktorem sceny politycznej. To on powoływał gabinety techniczne, inicjował procedury tworzenia koalicji i w praktyce wyznaczał rytm polityczny państwa. Pałac prezydencki przejął rolę ośrodka decyzyjnego. Sam Radew wielokrotnie podkreślał, że jego działania były konsekwencją permanentnego paraliżu partyjnego i niemożności wyłonienia stabilnej większości parlamentarnej.

Prorosyjski czy kalkulujący?

Zarówno krajowi oponenci Radewa, jak i zachodni dyplomaci uważnie śledzący sytuację w Sofii od lat przypisują mu wizerunek polityka sceptycznego wobec Kijowa i nadmiernie ugodowego wobec Moskwy. Opinia ta nie wynika z pojedynczej, niefortunnej wypowiedzi. To wręcz konsekwentna linia polityczna i powtarzalne schematy w jego działaniach na arenie międzynarodowej.

Radew wielokrotnie podważał sens długofalowego wsparcia militarnego dla Ukrainy, argumentując, że wojna nie znajdzie rozstrzygnięcia na polu bitwy. Taka postawa stawiała go w wyraźnej kontrze do prozachodnich ugrupowań w Bułgarii oraz części aparatu bezpieczeństwa. Jak odnotowywał Reuters i inne media międzynarodowe, prezydent często przedstawiał wysiłek wojenny Kijowa w skrajnie pesymistycznym świetle. Sugerował, że kolejne dostawy broni są działaniem kontrproduktywnym – przedłużającym konflikt, a nie prowadzącym do jego zakończenia.

Największą burzę polityczną wywołała jednak wypowiedź z 2021 r.. Radew stwierdził, że choć aneksja Krymu narusza prawo międzynarodowe, to półwysep jest „w tej chwili” rosyjski. W Kijowie i wielu europejskich stolicach słowa te odebrano jednoznacznie. Były de facto legitymizacją okupacji i niebezpiecznym wyłomem w spójnej dotąd polityce Zachodu.

Unia Europejska jawi się w narracji Radewa jako podmiot pozbawiony strategicznej sprawczości i sparaliżowany lękiem. „Pokój” definiowany jest przede wszystkim jako szybka deeskalacja i kompromis. Taka retoryka trafia na podatny grunt wśród wyborców zmęczonych kosztami wojny i inflacją, ale niesie też poważne konsekwencje polityczne. Grozi bowiem przesunięciem Bułgarii w kierunku modelu znanego z części Europy Środkowej, gdzie deklaratywny pragmatyzm wobec Rosji splata się z antyestablishmentowym populizmem.

Podziały te mają bezpośrednie przełożenie na arytmetykę parlamentarną. Nawet jeśli projekt polityczny firmowany nazwiskiem Radewa odniesie sukces wyborczy, jego zdolność koalicyjna może okazać się ograniczona. Porozumienie z ugrupowaniami proatlantyckimi będzie trudne, o ile uznają one jego linię zagraniczną za sprzeczną z zobowiązaniami wobec NATO i UE. Analitycy już dziś wskazują, że ewentualny rząd pod jego auspicjami musiałby wybierać między polityczną izolacją a współpracą z mniejszymi, często otwarcie antyzachodnimi formacjami.

Wejście do strefy euro jako paliwo polityczne

Drugą osią sporu stała się kwestia wspólnej waluty. 1 stycznia 2026 r. Bułgaria oficjalnie weszła do strefy euro, finalizując proces zatwierdzony w połowie 2025 r.. Wówczas Unia Europejska ustaliła kurs wymiany na poziomie 1,95583 lewa za euro i rozpoczęła kontrolowany okres przejściowy.

Radew zerwał z technokratyczną narracją wokół euro, czyniąc z akcesji element ostrej walki politycznej. Już w 2025 r. forsował ideę referendum w sprawie przyjęcia wspólnej waluty. Jednak parlament odrzucił ten pomysł, wskazując na zobowiązania traktatowe oraz wątpliwości konstytucyjne. W momencie składania rezygnacji prezydent powrócił do tej retoryki, przedstawiając przyjęcie euro jako symbol „deficytu demokratycznego” i dowód na oderwanie elit od społeczeństwa.

Jak zauważały Euronews i bułgarskie media, spór o euro stał się jednym z najbardziej wyrazistych przykładów narracji „lud kontra establishment”, konsekwentnie budowanej przez Radewa. Z ekonomicznego punktu widzenia akcesja miała solidne podstawy. Bułgaria od lat funkcjonowała w reżimie izby walutowej, a kurs lewa był de facto powiązany z euro. Zwolennicy zmiany podkreślali, że formalne wejście do strefy euro obniży koszty finansowania i zwiększy atrakcyjność inwestycyjną kraju.

W sferze politycznej temat zadziałał jednak jak zapalnik. Obawy przed wzrostem cen, głęboka nieufność wobec instytucji państwa oraz skuteczna mobilizacja elektoratu przez ugrupowania nacjonalistyczne i prorosyjskie stworzyły mieszankę wybuchową. Nastroje te, wzmocnione gniewem antykorupcyjnym, istotnie przyczyniły się do upadku rządu premiera Żelazkowa.

Państwo w ciągłym restarcie

Aby zrozumieć polityczną kalkulację prezydenta, który budowę nowej partii oparł na dynamice własnej dymisji, trzeba cofnąć się do 2020 r. To wówczas masowe protesty antykorupcyjne oraz oskarżenia o tzw. state capture podważyły pozycję obozu skupionego wokół premiera Bojko Borisowa i jego partii GERB, dominującej na bułgarskiej scenie politycznej od ponad dekady. Wydarzenia te zapoczątkowały okres permanentnej kampanii wyborczej, w którym kolejne elekcje rzadko prowadziły do powstania stabilnych koalicji. Analizy bułgarskiego cyklu politycznego wskazują, że przedterminowe wybory oraz rządy techniczne stały się w praktyce nową normą ustrojową.

Końcówka 2025 r. przyniosła kolejne przesilenie. System ponownie ugiął się pod presją ulicy, gdy rząd premiera Rosena Żelazkowa – wobec masowych protestów przeciwko podwyżkom podatków – został zmuszony do wycofania projektu budżetu na 2026 r. Niespełna dwa tygodnie później gabinet podał się do dymisji. Upadek ten utrwalił przekonanie o strukturalnej niewydolności modelu rządzenia, który nie jest w stanie ani wypracować trwałego kompromisu politycznego, ani skutecznie przeciwdziałać korupcji.

Decyzja Radewa o rezygnacji z urzędu dokłada do tej układanki kolejny element niepewności. Instytucja prezydenta, pełniąca w ostatnich latach funkcję ustrojowej „kotwicy”, traci swojego gospodarza w samym środku kryzysu. Bułgarskie media analizują dziś możliwy „efekt domina”. Kluczowe pytania dotyczą tempa, w jakim pełniąca obowiązki głowy państwa Ilijana Jotowa przeprowadzi konsultacje i wskaże premiera technicznego. Nie wiadomo też, czy napięte terminy konstytucyjne pozwolą Radewowi na sprawne zarejestrowanie nowej formacji przed kolejnymi wyborami.

Główne wnioski

  1. Prezydent Rumen Radew ustąpił z urzędu rok przed końcem kadencji, co – w połączeniu z wcześniejszą dymisją rządu – pozostawia Bułgarię bez obsady dwóch kluczowych stanowisk państwowych. Jest to ruch taktyczny, mający „oczyścić przedpole” przed jego startem w wyborach parlamentarnych, które będą już ósmymi w ciągu pięciu lat.
  2. Były prezydent buduje swój kapitał polityczny na krytyce „skorumpowanego establishmentu”, mimo że sam przez dziewięć lat znajdował się w centrum systemu władzy. Jednocześnie ciąży na nim wizerunek polityka sceptycznego wobec wsparcia dla Ukrainy i postrzeganego jako zbyt ugodowy wobec Rosji.
  3. Choć Bułgaria formalnie weszła do strefy euro 1 stycznia 2026 r., temat wspólnej waluty pozostaje istotnym paliwem politycznym. Radew wykorzystuje brak referendum, społeczne obawy przed wzrostem cen oraz poczucie „deficytu demokratycznego” jako element szerszej narracji, która już wcześniej przyczyniła się do upadku rządu Żelazkowa.