Francja się cieszy. Parlament Europejski wysyła umowę Mercosur do TSUE
Przed gmachem Parlamentu Europejskiego jeszcze nie opadł zapach rac dymnych i mokrej słomy, gdy europosłowie podjęli decyzję, na którą francuscy rolnicy czekali miesiącami. Minimalną większością głosów Parlament Europejski zdecydował o skierowaniu umowy handlowej UE–Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE). Dla Paryża to oddech ulgi i polityczne zwycięstwo; dla Berlina — frustrująca zwłoka w projekcie, który miał wzmocnić europejski eksport. Skutek jest natychmiastowy: Parlament nie może głosować nad ostateczną zgodą na umowę, dopóki trybunał nie wyda opinii, to zamrożenie procesu nawet na 18–24 miesiące, o ile KE nie zacznie procedury tymczasowego stosowania umowy.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Co oznacza skierowanie umowy o wolnym handlu UE-Mercosur do TSUE.
- Jakie stanowiska reprezentuje Francja i Niemcy po decyzji PE.
- Jakich pozahandlowych argumentów używa Francja, krytykując umowę UE-Mercosur.
„To euforia. Bardzo długi bój” — mówił tuż po głosowaniu Quentin Le Guillous z organizacji Jeunes Agriculteurs, stojąc w tłumie setek demonstrantów. „Jesteśmy wykończeni. Od miesięcy, od lat walczymy o to, by nas usłyszano”. Obok niego Romain Blanchard, winiarz i producent zbóż z departamentu Bouches-du-Rhône, dodawał: „Zostawiliśmy gospodarstwa, rodziny, jechaliśmy dziewięć godzin. To rozstrzygnęło się o włos”.
Co się właściwie wydarzyło
Parlament Europejski przyjął w środę rezolucję wzywającą do zasięgnięcia opinii TSUE na temat zgodności umowy UE–Mercosur z traktatami unijnymi. Zaledwie 334 europosłów zagłosowało za, a 324 przeciw, zaś 10 wstrzymało się od głosu. Chodzi nie o ocenę polityczną, lecz o pytanie prawne: czy konstrukcja porozumienia — obejmującego handel z Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem — mieści się w kompetencjach Unii i czy może być ratyfikowana w obecnej formie.
Skutek jest natychmiastowy: Parlament nie może głosować nad ostateczną zgodą na umowę, dopóki trybunał nie wyda opinii. W praktyce oznacza to zamrożenie procesu nawet na 18–24 miesiące.
Skierowanie sprawy do TSUE to nie jest „pozew” ani proces w klasycznym sensie. Parlament zwraca się o tzw. opinię prawną. Trybunał analizuje dokumenty, wysłuchuje instytucji i państw członkowskich, a następnie odpowiada na pytanie, czy umowa jest zgodna z prawem pierwotnym UE.
Jeśli trybunał uzna, że wszystko jest w porządku, piłka wraca do Parlamentu i można głosować nad ratyfikacją. Jeśli wskaże problemy, Komisja Europejska będzie musiała renegocjować lub zmienić konstrukcję prawną porozumienia.
Teoretycznie Komisja może w tym czasie zdecydować się na tzw. tymczasowe stosowanie umowy. To właśnie ta możliwość najbardziej niepokoi rolników i Paryż — bo oznaczałaby otwarcie rynku, zanim europosłowie powiedzą ostatnie słowo.
Francja mówi: „wreszcie”
Reakcja Paryża była natychmiastowa. Szef francuskiej dyplomacji Jean‑Noël Barrot ocenił, że Parlament „wypowiedział się w zgodzie ze stanowiskiem Francji”. „Francja bierze na siebie odpowiedzialność mówienia ‘nie’, gdy jest to konieczne — i często historia przyznaje jej rację” — podkreślił, zapowiadając dalszą walkę „o ochronę rolnictwa i suwerenności żywnościowej”.
Dla francuskiego rządu to nie tylko kwestia handlu. To także odpowiedź na bezprecedensową mobilizację wsi, która od miesięcy blokuje autostrady, wjazdy do miast i urzędy prefektur.
Protesty: gniew, który nie gaśnie
Francuskie protesty rolnicze przeciwko umowie Mercosur są jednymi z najbardziej intensywnych w UE. Traktory wjeżdżały do centrów miast, a przed siedzibami instytucji unijnych wysypywano bele siana i obornik. Rolnicy zarzucają umowie nieuczciwą konkurencję: południowoamerykańska wołowina, drób czy cukier miałyby trafiać na unijny rynek bez spełniania rygorystycznych norm środowiskowych i sanitarnych, które obowiązują producentów w Europie.
„Nie możemy być zmienną dostosowawczą globalnego handlu” — ostrzega sojusz związkowy FNSEA–Jeunes Agriculteurs, domagając się, by Komisja nie stosowała umowy nawet tymczasowo.
Presja przenosi się także na poziom lokalny. Departament Loiret zapowiedział bojkot produktów z Ameryki Południowej w szkolnych stołówkach. To symboliczny, ale głośny gest, który ma — jak mówią lokalne władze — uruchomić „efekt kuli śnieżnej”.
Perspektywa państw Mercosur
Po drugiej stronie Atlantyku ton debaty jest diametralnie inny. W krajach Mercosur — Argentynie, Brazylii, Paragwaju i Urugwaju — umowa z Unią Europejską postrzegana jest jako strategiczna szansa gospodarcza i geopolityczna, zwłaszcza w czasie narastającego protekcjonizmu na świecie.
Prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva wielokrotnie podkreślał, że porozumienie z UE to dla regionu „strategiczny most do jednego z najważniejszych rynków świata” i narzędzie dywersyfikacji handlu w momencie, gdy globalne łańcuchy dostaw stają się coraz bardziej niestabilne. W podobnym tonie wypowiadał się libertariański prezydent Argentyny Javier Milei, który uznaje umowę za „historyczną szansę na otwarcie gospodarki i powrót Argentyny do globalnego handlu” — choć zastrzega, że kraj musi równolegle wzmocnić własną konkurencyjność.
Entuzjazm słychać także w organizacjach branżowych. Federacja stowarzyszeń rolniczych Mercosur oceniła w styczniowym komunikacie, że „zniesienie ceł i uproszczenie zasad handlowych nie tylko pobudzi eksport, ale również zwiększy konkurencyjność, innowacyjność i modernizację produkcji”. Brazylijskie stowarzyszenia sektora mięsnego i kawowego liczą na „pozytywną waloryzację” swoich produktów na rynku europejskim, a argentyńska Sociedad Rural Argentina mówi wprost o „bardzo pozytywnym oknie” dla wołowiny, zbóż i win.
Jednocześnie także w Ameryce Południowej pojawiają się obawy — zwłaszcza w przemyśle motoryzacyjnym i maszynowym — przed napływem wysoko zaawansowanych technologicznie produktów z UE, które mogłyby uderzyć w lokalnych producentów.
Wątek Amazonii i środowiska
Spór o Mercosur od lat wykracza poza czyste liczby handlowe i dotyka kwestii klimatu oraz ochrony środowiska. W Europie — szczególnie we Francji — umowa krytykowana jest za ryzyko przyspieszenia wylesiania Amazonii poprzez zwiększenie produkcji wołowiny i soi na eksport. Organizacje ekologiczne argumentują, że nawet jeśli w tekście porozumienia znalazły się zobowiązania dotyczące Porozumienia Paryskiego, to mechanizmy ich egzekwowania pozostają słabe.
Lula, który po powrocie do władzy uczynił ochronę Amazonii jednym z filarów swojej polityki, przekonuje, że Brazylia „nie potrzebuje niszczyć lasów, by się rozwijać” i że umowa z UE może wręcz sprzyjać zielonej transformacji poprzez dostęp do technologii i inwestycji. Krytycy w Europie pozostają jednak sceptyczni, wskazując na rozbieżność między deklaracjami a realiami produkcji rolnej w regionie.
Berlin kontra Paryż
Po drugiej stronie Renu nastroje są zgoła odmienne. Niemcy, których przemysł liczy na łatwiejszy dostęp do rynków Ameryki Łacińskiej, uznały decyzję europosłów za „godną pożałowania”. Kanclerz Friedrich Merz wezwał do „braku dalszych opóźnień” i otwarcie poparł tymczasowe stosowanie umowy.
Ten spór obnaża klasyczny podział w UE: Francja broni rolników i modelu ochrony rynku, Niemcy — eksportowego przemysłu. A Komisja Europejska znalazła się między młotem a kowadłem, oskarżana przez Parlament o omijanie demokratycznej kontroli.
Co dalej
Jeśli TSUE potwierdzi legalność umowy, Parlament wróci do głosowania nad jej ratyfikacją — najwcześniej w 2027 roku. Do tego czasu bitwa polityczna będzie trwać: o tymczasowe stosowanie, o ustępstwa dla rolników i o to, kto w Unii naprawdę decyduje o handlu.
Na razie jednak to Francja może odtrąbić sukces. Jak ujął to jeden z protestujących rolników w Strasburgu: „To nie koniec wojny. Ale dziś wygraliśmy ważną bitwę”.
Warto wiedzieć
Czym jest Mercosur i o co toczy się gra
Mercosur, czyli Wspólny Rynek Południa, to południowoamerykański blok handlowy powołany w 1991 roku, skupiający Argentynę, Brazylię, Paragwaj i Urugwaj. Negocjowana od 1999 roku umowa z UE ma stworzyć jedną z największych stref wolnego handlu na świecie, obejmującą ponad 700 milionów konsumentów. Jej sednem jest zniesienie ceł na ponad 90 proc. towarów w wymianie dwustronnej.
Dla Unii oznaczałoby to łatwiejszy eksport samochodów, maszyn, chemikaliów, win i alkoholi do Ameryki Łacińskiej. Dla państw Mercosur — zwiększone kontyngenty eksportowe na wołowinę, drób, cukier, ryż, miód, soję i inne produkty rolne. To właśnie ten element umowy jest najbardziej kontrowersyjny w Europie: krytycy wskazują na różnice w standardach produkcji, ochrony środowiska i dobrostanu zwierząt, a także na ryzyko presji cenowej na europejskich rolników.
Dlaczego umowa mimo wszystko posuwa się naprzód
Mimo presji ze strony państw członkowskich, protestów rolników i sprzeciwu części Parlamentu Europejskiego, umowa została przyjęta . Dla Komisji Europejskiej i krajów takich jak Niemcy czy Hiszpania porozumienie ma znaczenie strategiczne: jest postrzegane jako narzędzie dywersyfikacji handlu, wzmocnienia europejskiego eksportu i odpowiedź na coraz bardziej konfrontacyjną politykę handlową Stanów Zjednoczonych.
W Brukseli dominuje także argument geopolityczny — zacieśnienie relacji z Ameryką Południową ma ograniczyć wpływy Chin w regionie i wzmocnić pozycję UE jako globalnego aktora handlowego. Krytycy odpowiadają jednak, że cena tej strategii może zostać zapłacona przez europejskie rolnictwo, które — jak ostrzegają francuskie związki zawodowe — znalazłoby się na pierwszej linii skutków liberalizacji.
Główne wnioski
- Parlament Europejski przyjął w środę rezolucję wzywającą do zasięgnięcia opinii TSUE na temat zgodności umowy UE–Mercosur z traktatami unijnymi. Chodzi nie o ocenę polityczną, lecz o pytanie prawne: czy konstrukcja porozumienia mieści się w kompetencjach Unii i czy może być ratyfikowana w obecnej formie.Skutek jest natychmiastowy: Parlament nie może głosować nad ostateczną zgodą na umowę, dopóki trybunał nie wyda opinii. W praktyce oznacza to zamrożenie procesu nawet na 18–24 miesiące. Skierowanie sprawy do TSUE to nie jest „pozew” ani proces w klasycznym sensie. Parlament zwraca się o tzw. opinię prawną. Trybunał analizuje dokumenty, wysłuchuje instytucji i państw członkowskich, a następnie odpowiada na pytanie, czy umowa jest zgodna z prawem pierwotnym UE.Jeśli trybunał uzna, że wszystko jest w porządku, piłka wraca do Parlamentu i można głosować nad ratyfikacją. Jeśli wskaże problemy, Komisja Europejska będzie musiała renegocjować lub zmienić konstrukcję prawną porozumienia.
- Reakcja Paryża była natychmiastowa. Szef francuskiej dyplomacji Jean‑Noël Barrot ocenił, że Parlament „wypowiedział się w zgodzie ze stanowiskiem Francji”. „Francja bierze na siebie odpowiedzialność mówienia ‘nie’, gdy jest to konieczne — i często historia przyznaje jej rację” — podkreślił, zapowiadając dalszą walkę „o ochronę rolnictwa i suwerenności żywnościowej”.Dla francuskiego rządu to nie tylko kwestia handlu. To także odpowiedź na bezprecedensową mobilizację wsi, która od miesięcy blokuje autostrady, wjazdy do miast i urzędy prefektur.Niemcy, których przemysł liczy na łatwiejszy dostęp do rynków Ameryki Łacińskiej, uznały decyzję europosłów za „godną pożałowania”. Kanclerz Friedrich Merz wezwał do „braku dalszych opóźnień” i otwarcie poparł tymczasowe stosowanie umowy.Ten spór obnaża klasyczny podział w UE: Francja broni rolników i modelu ochrony rynku, Niemcy — eksportowego przemysłu. A Komisja Europejska znalazła się między młotem a kowadłem, oskarżana przez Parlament o omijanie demokratycznej kontroli.
- Spór o Mercosur od lat wykracza poza czyste liczby handlowe i dotyka kwestii klimatu oraz ochrony środowiska. W Europie — szczególnie we Francji — umowa krytykowana jest za ryzyko przyspieszenia wylesiania Amazonii poprzez zwiększenie produkcji wołowiny i soi na eksport. Organizacje ekologiczne argumentują, że nawet jeśli w tekście porozumienia znalazły się zobowiązania dotyczące Porozumienia Paryskiego, to mechanizmy ich egzekwowania pozostają słabe.