Kategoria artykułu: Świat

Mocne wejście w Nowy Rok na Cyprze. Rozmowy o zjednoczeniu, prezydencja w Unii i wielka afera z Pierwszą Damą

To miał być dla Cypru rok dyplomatycznego triumfu. Kraj właśnie objął prezydencję w Unii Europejskiej, a na horyzoncie pojawiła się realna szansa na przełamanie trwającego od pół wieku impasu wokół podziału wyspy. Zamiast obrazów historycznego przełomu w świat poszły jednak doniesienia o kompromitujących nagraniach i podejrzeniach korupcyjnych sięgających najbliższego otoczenia głowy państwa. W cieniu rozmów z Północą i zbliżających się wyborów parlamentarnych prezydent Nikos Christodoulides musi dziś walczyć na dwóch frontach – o przyszłość Cypru i o własną wiarygodność.

W przededniu majowych wyborów parlamentarnych prezydent Cypru Nikos Christodoulides znalazł się w politycznym klinczu. Usiłując przerzucić odpowiedzialność za skandal na „atak hybrydowy” i działania obcych służb, zmuszony jest jednocześnie walczyć o odbudowę zaufania. Fot. Nicolas Economou/NurPhoto via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego wybór nowego lidera Turków cypryjskich stworzył realną szansę na przełamanie wieloletniego impasu w rozmowach zjednoczeniowych.
  2. Jak wyciek nagrań sugerujących handel wpływami w otoczeniu Pierwszej Damy uderzył w wizerunek cypryjskiej prezydencji w UE.
  3. W jaki sposób prezydent Christodoulides próbuje ratować pozycję polityczną u progu unijnej prezydencji i przed majowymi wyborami parlamentarnymi.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Nad cypryjską polityką wciąż unosi się cień 1974 r. To wtedy, po zamachu stanu inspirowanym przez grecką juntę czarnych pułkowników, doszło do tureckiej interwencji wojskowej. Oficjalnym pretekstem była ochrona ludności tureckiej, faktycznym celem – zablokowanie planu enosis, czyli przyłączenia wyspy do Grecji. Skutki tamtych wydarzeń są widoczne do dziś. Cypr został podzielony, dziesiątki tysięcy ludzi przesiedlono, a strefa buforowa ONZ nadal przecina wyspę i jej stolicę.

Społeczność międzynarodowa uznaje wyłącznie Republikę Cypryjską na południu. Północ funkcjonuje jako nieuznawana „Turecka Republika Cypru Północnego”, pozostająca w pełnej zależności politycznej i gospodarczej od Ankary. Od ogłoszenia jej istnienia w 1983 r. region ten trwa w dyplomatycznej próżni, odcięty od świata i unijnego rynku.

Kulminacją dotychczasowych prób pojednania był plan Annana z 2004 r. Turcy cypryjscy opowiedzieli się w referendum za zjednoczeniem, Grecy – przeciw. W efekcie do Unii Europejskiej przystąpiła formalnie cała wyspa, lecz prawo wspólnotowe obowiązuje wyłącznie na południu. Powstał Cypr dwóch prędkości: jeden korzystający z dobrodziejstw integracji, drugi trwale zablokowany na „zielonej linii”. To utrwaliło status quo i pogłębiło frustrację mieszkańców Północy, którzy od lat ponoszą koszt politycznego zawieszenia.

Otwarło się historyczne okno

Od fiaska rozmów w szwajcarskim Crans-Montana w 2017 r. proces pokojowy praktycznie zamarł. Kontakty ograniczały się do technicznych spotkań i symbolicznych gestów, pozbawionych realnej dynamiki. Przełom przyniósł dopiero październik 2025 r., gdy Turcy cypryjscy wybrali na swojego lidera Tufana Erhurmana – proeuropejskiego socjaldemokratę, który pokonał popieranego przez Ankarę Ersina Tatara, zwolennika rozwiązania dwupaństwowego.

Reakcja Nikozji była natychmiastowa. Prezydent Christodoulides zadeklarował gotowość do wznowienia rozmów „choćby w przyszłym tygodniu”, stawiając jednak jasny warunek: powrót do negocjacji musi odbywać się w ramach ONZ, czyli w formule federacji dwustrefowej i dwuwspólnotowej. Dla strony greckiej to jedyna akceptowalna ścieżka. Dla Erhurmana – punkt wyjścia do realnych rozmów.

Dość importowania niestabilności z Turcji

Poparcie dla nowego lidera Północy nie wynika wyłącznie z ideologii. Jego siłą jest ekonomia. Cypr Północny, całkowicie uzależniony od Turcji, stał się zakładnikiem jej kryzysów. Załamanie liry – z około 8 za dolara w 2020 r. do ponad 40 pod koniec 2025 r. – brutalnie uderzyło w poziom życia mieszkańców. Inflacja, drożyzna i brak perspektyw coraz wyraźniej pokazują koszt politycznej izolacji.

Erhurman otwarcie mówi o konieczności wyrwania się z tego impasu. Odrzuca koncepcję dwóch państw jako nierealną w obecnych warunkach międzynarodowych i domaga się rozmów nastawionych na konkretne rezultaty. Postuluje też odejście od dotychczasowej zasady, według której „nic nie jest uzgodnione, dopóki wszystko nie zostanie uzgodnione”. W jego ocenie właśnie ta logika przez lata paraliżowała jakikolwiek postęp.

Dla Nikozji oznacza to jednocześnie szansę i ryzyko. Szansę na historyczne otwarcie – i ryzyko, że w momencie, gdy świat znów patrzy na Cypr, kraj pogrąży się w wewnętrznym kryzysie politycznym. Afera wokół Pierwszej Damy i oskarżenia o handel wpływami już teraz podkopują zaufanie do władz. W roku, który miał być pokazem dyplomatycznej dojrzałości, Cypr znalazł się w punkcie, gdzie stawka jest wyższa niż kiedykolwiek wcześniej.

Ankara obstaje przy swoim, ONZ zachowuje ostrożność

Głównym hamulcowym całego procesu pozostaje – co nie jest zaskoczeniem – Ankara. Podczas tradycyjnej, inauguracyjnej wizyty Tufana Erhurmana w Turcji prezydent Recep Tayyip Erdoğan twardo podtrzymał swoje stanowisko, określając model dwóch państw jako „najbardziej realistyczny”. Jeszcze dalej poszedł lider nacjonalistów Devlet Bahçeli, który otwarcie wezwał separatystyczny parlament do przegłosowania przyłączenia północnej części wyspy do Turcji. Ta wypowiedź unaoczniła, jak niewielki dystans dzieli dziś dyplomatyczny impas od otwartej eskalacji.

Tymczasem ONZ wykazuje dużą wstrzemięźliwość przy próbach reaktywacji procesu pokojowego. Zamiast forsować natychmiastowe, kompleksowe porozumienie organizacja stawia na strategię małych kroków i stopniową budowę zaufania. Dzięki staraniom Marii Angeli Holguín, osobistej wysłanniczki Sekretarza Generalnego ONZ, 11 grudnia 2025 roku w strefie buforowej w Nikozji doszło do kolejnego spotkania Christodoulidesa z Erhurmanem. Była to kontynuacja dialogu zainicjowanego w tym samym miejscu 20 listopada. Choć dyplomatka określiła rozmowy mianem „głębokich i szczerych”, studzi nastroje, przypominając, że proces znajduje się na bardzo wczesnym etapie.

Holguín oceniła również, że na zorganizowanie pełnego szczytu w formacie „5+1” jest stanowczo za wcześnie. Zamiast zwoływać przedstawicieli obu społeczności, szefa ONZ i tzw. państw-gwarantów (Wielkiej Brytanii, Grecji, Turcji) należy jej zdaniem skupić się najpierw na podstawach, czyli wytworzeniu odpowiedniej dynamiki politycznej poprzez odbudowę zaufania.

Milionowa pomoc z Unii wszystkiego nie załatwi

Dla procesu pokojowego Unia Europejska jest dziś jednocześnie zachętą i przeszkodą. Unijne prawo nie obowiązuje tam, gdzie nie sięga władza rządu w Nikozji. Powstaje paradoks: Turcy cypryjscy posiadają unijne paszporty, lecz w praktyce funkcjonują poza wspólnym rynkiem i porządkiem prawnym UE. Bruksela w ciągu ostatnich dwóch dekad wpompowała w północ Cypru około 760 mln euro. Mimo to utknęła na etapie regulowania ruchu przez tzw. zieloną linię. Próby pójścia dalej – na przykład otwarcia bezpośredniego handlu – są konsekwentnie blokowane przez Nikozję, która postrzega je jako formę uznania separatyzmu „tylnymi drzwiami”. Dla Turków cypryjskich oznacza to narastające poczucie, że rozmowy nie prowadzą do żadnego realnego przełomu.

Zjednoczenie wyspy zakończyłoby prawny chaos i umożliwiło wreszcie wytyczenie granic morskich. To z kolei otworzyłoby drogę do realizacji strategicznych projektów energetycznych, w tym rurociągów łączących Cypr z Grecją i Izraelem. Optymizm studzą jednak stare, dobrze znane bariery. Negocjacje niezmiennie grzęzną na tych samych punktach zapalnych: kwestiach gwarancji bezpieczeństwa, obecności wojsk tureckich na wyspie oraz sporze o to, jak w praktyce rozumieć polityczną równość w przyszłej federacji.

W perspektywie wyborów parlamentarnych zaplanowanych na 24 maja liderzy wszystkich stron będą raczej unikać ryzyka. Mimo to coś wyraźnie drgnęło. Silny mandat Erhurmana, sygnały otwartości ze strony Christodoulidesa i aktywność ONZ sprawiły, że sprawa cypryjska po latach stagnacji znów znalazła się w ruchu. Po raz pierwszy od dawna nie jest wyłącznie zamrożonym konfliktem, lecz polem realnego politycznego manewru.

Wielka afera. Nie tak miała się zacząć prezydencja w UE

Równolegle do ostrożnej odwilży w rozmowach z Północą Cypr zmaga się z kryzysem wizerunkowym, który wybuchł w najgorszym możliwym momencie – na początku półrocznej prezydencji w Radzie UE. Władze w Nikozji liczyły na wzmocnienie swojej pozycji jako sprawnego koordynatora unijnej agendy i wiarygodnego partnera w sprawach bezpieczeństwa oraz Ukrainy. Tymczasem prezydencję zdominowała afera korupcyjna, która uderzyła w samo centrum władzy.

Iskrą zapalną było ujawnienie anonimowego nagrania z ukrytej kamery. Materiał – starannie zmontowany i opublikowany w sieci – ma dokumentować handel wpływami w otoczeniu Pałacu Prezydenckiego. W nagraniu pojawiają się osoby przedstawiające się jako zagraniczni inwestorzy oraz kluczowe postacie cypryjskiego życia publicznego: dyrektor biura prezydenta i jednocześnie jego szwagier Charalambos Charalambous, były minister energii Giorgos Lakkotrypis oraz prezes deweloperskiej grupy Cyfield Giorgos Chrysochos.

„Dobroczynność” w zamian za dostęp

Najbardziej obciążający nie jest sam wątek korupcyjny, lecz sugestia istnienia mechanizmu „darowizn za dostęp” – systemu, w którym wpłaty dokonywane pod szyldem działalności charytatywnej lub społecznej odpowiedzialności biznesu miały otwierać drogę do decydentów najwyższego szczebla. Z nagrań wynika, że tego rodzaju „dobroczynność” mogła stanowić nieformalną walutę polityczną.

Sprawa uderza w szczególnie wrażliwy punkt. Niezależny Organ Wsparcia Społecznego, któremu przewodniczy Pierwsza Dama Philippa Karsera Christodoulides, od lat budzi kontrowersje związane z przejrzystością finansowania. Spór między parlamentem a rządem doprowadził nawet do uchwalenia przepisów nakazujących ujawnianie darczyńców. Jednak zostały one później uchylone przez Sąd Konstytucyjny.

Dodatkowego ciężaru sprawie nadaje wątek rosyjski. Nagranie sugeruje bowiem możliwość wpływania na stanowisko Cypru wobec unijnych sankcji wobec Moskwy. I to w momencie, gdy skuteczność Nikozji w egzekwowaniu restrykcji i tak znajduje się pod baczną obserwacją partnerów z UE.

W efekcie kraj, który miał rozpocząć prezydencję jako mediator i stabilizator, znalazł się w sytuacji, w której sam musi tłumaczyć się z własnej wiarygodności. A to w momencie, gdy ważą się losy nie tylko unijnej agendy, ale i przyszłości całej wyspy.

Ślady ingerencji z zewnątrz?

Prezydent Nikos Christodoulides niemal natychmiast podjął próbę ograniczenia strat wizerunkowych, zdecydowanie odrzucając narrację narzuconą przez ujawnione nagranie. Skandal okazał się jednak na tyle poważny, że wymusił dymisje w najbliższym otoczeniu głowy państwa. Ze stanowiska ustąpił szef biura prezydenckiego Charalambos Charalambous, przekonując, że zmanipulowany materiał stał się narzędziem brutalnej walki politycznej. Z funkcji przewodniczącej Niezależnego Organu Wsparcia Społecznego zrezygnowała również Pierwsza Dama, tłumacząc decyzję falą agresywnych ataków w sieci. Prezydent publicznie stanął w ich obronie i wezwał wszystkich, którzy dysponują dowodami łamania prawa, do niezwłocznego przekazania ich organom ścigania.

Równolegle władze zaczęły sugerować możliwość przeprowadzenia zorganizowanego ataku hybrydowego, wymierzonego w wizerunek Cypru w newralgicznym momencie obejmowania prezydencji w Radzie UE. Nikozja zwróciła się o wsparcie analityczne i śledcze do sojuszników – w tym Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Izraela i Francji. Zadaniem zagranicznych ekspertów ma być ocena stopnia ingerencji w nagranie oraz identyfikacja jego źródła.

Tymczasem cypryjska policja prowadzi dochodzenie dwutorowo. Z jednej strony próbuje ustalić autorów i dystrybutorów materiału, z drugiej – bada, czy jego treść wskazuje na popełnienie przestępstwa. Oświadczenie wydał także specjalny urząd antykorupcyjny, który przyznał, że monitoruje sprawę. Tyle że obowiązujące przepisy uniemożliwiają mu wszczęcie własnego postępowania do czasu zakończenia czynności karnych.

Skandal szybko stał się paliwem kampanii przed majowymi wyborami parlamentarnymi. Narastająca polaryzacja polityczna spycha na dalszy plan zarówno rzetelne wyjaśnienie afery, jak i realną debatę o systemowych mechanizmach sprzyjających nadużyciom w kluczowych instytucjach państwa.

Główne wnioski

  1. Drastyczny spadek wartości liry oraz rosnąca zależność gospodarcza od Turcji wyniosły do władzy proeuropejskiego Tufana Erhurmana. Jego silny mandat stworzył pierwszą od lat realną przestrzeń do wznowienia rozmów zjednoczeniowych – mimo twardego oporu Ankary i ostrożnej strategii „małych kroków”, jaką przyjęła ONZ.
  2. Początek cypryjskiej prezydencji w Radzie UE został jednak przyćmiony przez wyciek nagrań sugerujących istnienie mechanizmu „darowizn za dostęp”, czyli kupowania wpływów poprzez fundację powiązaną z Pierwszą Damą. Afera zyskała wymiar międzynarodowy, gdyż pojawiają się w niej wątki potencjalnego obchodzenia sankcji wobec Rosji – co bezpośrednio podważa wiarygodność Nikozji jako koordynatora prac Unii w nadchodzącym półroczu.
  3. W przededniu majowych wyborów parlamentarnych prezydent Christodoulides znalazł się w politycznym klinczu. Próbując przerzucić odpowiedzialność za skandal na „atak hybrydowy” i działania obcych służb, musi jednocześnie odbudowywać zaufanie – kapitał niezbędny do prowadzenia najważnych od dekad negocjacji dotyczących przyszłości wyspy.
Artykuł opublikowany w wydaniu nr 414
Strona główna Świat Mocne wejście w Nowy Rok na Cyprze. Rozmowy o zjednoczeniu, prezydencja w Unii i wielka afera z Pierwszą Damą