Sprzeczne sygnały Hołowni. Polska 2050 traci impet
Szymon Hołownia, zamiast tonować emocje przed drugą turą wewnętrznych wyborów w Polsce 2050, eskaluje napięcie, strasząc partię oraz kandydatki możliwością odejścia. Niezależnie od sobotniego rozstrzygnięcia, ugrupowanie poniosło już straty, które mogą okazać się trudne do odrobienia.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak zachowania Szymona Hołowni wpływają na wizerunek Polski 2050.
- Z jakimi problemami zmagała się partia jeszcze przed wewnętrznymi wyborami.
- Jak może wyglądać przyszłość ugrupowania po zakończeniu głosowania i w perspektywie wyborów parlamentarnych.
Po unieważnieniu drugiej tury wyborów na przewodniczącego Polski 2050 dotychczasowy lider i założyciel ugrupowania wyraźnie zwiększył swoją aktywność publiczną. Szymon Hołownia kilkukrotnie sugerował, że rozważa ponowny start, jeśli głosowanie zostanie powtórzone.
Wybory w Polsce 2050. Niejednoznaczna strategia Hołowni
Gdy na jaw wyszły zapisy rozmów prowadzonych przez Hołownię z jego współpracownikami – w których pojawiały się propozycje storpedowania partyjnych wyborów w celu utrzymania przez niego kontroli nad ugrupowaniem – lider Polski 2050 zmienił ton. Przestał mówić o własnym starcie, a zaczął publicznie namawiać obie kandydatki do podziału władzy i objęcia funkcji współprzewodniczących.
Tu pojawia się zasadniczy problem. Taki model nie jest przewidziany w statucie partii, na co zwraca uwagę Paulina Hennig-Kloska, ministra klimatu i jedna z finalistek wyborów. Znacznie łaskawiej na tę propozycję patrzy jej rywalka, ministra funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Przy braku zgody ze strony konkurentki obstaje ona jednak przy konieczności powtórzenia drugiej tury głosowania.
Jeszcze przed rozpoczęciem wyborów to właśnie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz cieszyła się wyraźnym wsparciem Szymona Hołowni. Lider Polski 2050 popierał także jej ambicje związane z awansem rządowym, gdy starała się o nominację na funkcję wicepremierki. Choć ostatecznie uzyskała ją we wrześniu, od tamtej pory premier Donald Tusk nie spotkał się z nią indywidualnie ani nie potwierdził publicznie zakresu jej kompetencji.
Ruchy Hołowni. Kandydatki się dystansują
Szymon Hołownia coraz wyraźniej podważa sens dokończenia wewnętrznych wyborów w Polsce 2050. W ostatnich dniach w mediach sugerował, że partia znajduje się w złym stanie z powodu konfliktu między rywalizującymi frakcjami. Tak mówił między innymi we wtorek w TVN24. Dzień wcześniej, w Polsat News, sugerował z kolei, że jeśli po wyborach spory w ugrupowaniu nie ustaną, razem z nim mogłoby odejść nawet 15 lub 16 posłów. Dziś klub Polski 2050 liczy 31 posłów i 5 senatorów.
Od takiej narracji wyraźnie dystansuje się Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. W środę na antenie Polskiego Radia przyznała, że sugestie o możliwym odejściu z partii wraz z grupą parlamentarzystów są dla niej niezrozumiałe. Unikała bezpośredniej krytyki Szymona Hołowni, jednak gdy prowadzący przywołał jego słowa – w których odpowiedzialnością za złą atmosferę w partii obarczał kampanię wewnętrzną – odpowiedziała, że to on wciąż jest przewodniczącym i że same wybory są konsekwencją jego decyzji o wycofaniu się z pierwszego szeregu.
Sytuacja szkodzi partii
Powtórzenie drugiej tury wyborów zaplanowano na sobotę 31 stycznia. Głosowanie ponownie ma odbyć się w formie elektronicznej, tym razem przy współpracy z innym operatorem niż ten, z którego systemu partia korzystała 12 stycznia. Na czele partyjnej komisji wyborczej ma stanąć ministra kultury Marta Cienkowska – ta sama, która na partyjnym czacie w wulgarnych słowach sugerowała torpedowanie wyborów, by Szymon Hołownia mógł jak najdłużej utrzymać się u władzy.
Atmosfera w partii wyraźnie się pogarsza. I nie trzeba nawet zaglądać za kulisy, by to dostrzec. O wyciekach z partyjnych czatów politycy Polski 2050 dyskutują już otwarcie w mediach społecznościowych, przerzucając się wzajemnymi oskarżeniami.
Sprzeczna narracja Hołowni
Dr Paweł Maranowski, socjolog z Uniwersytetu Civitas, w rozmowie z XYZ przyznaje, że konieczność powtarzania wyborów przewodniczącej nie pomaga ugrupowaniu. Zwraca też uwagę, że dodatkowym problemem jest sposób komunikacji lidera.
– Narracja Szymona Hołowni jest niespójna – ocenia socjolog.
We wtorkowym wywiadzie w TVN24 Hołownia odniósł się także do komentarzy politologów, sugerując, że „grają dziś w politycznych drużynach”. Tego samego dnia Polskie Towarzystwo Nauk Politycznych opublikowało oświadczenie, w którym sprzeciwiło się takim uogólnieniom.
– Szymon Hołownia nie potrafi uderzyć się w pierś po decyzjach politycznych, które sam podjął i których był świadomy. Dotyczy to choćby kwestii rotacji na stanowisku marszałka Sejmu. Wyborcy odbierają to jednoznacznie negatywnie – jako niechęć do pogodzenia się z rzeczywistością. Negatywnie odbierane są także deklaracje o możliwym starcie w wyborach na przewodniczącego, mimo wcześniejszych zapowiedzi, że nie będzie kandydował i chce rozwijać karierę w organizacjach międzynarodowych. Spadające sondaże są tego konsekwencją – ocenia dr Paweł Maranowski.
Wyborcy odbierają to jednoznacznie negatywnie – jako niechęć do pogodzenia się z rzeczywistością.
Błędy lidera
Szymon Hołownia za obecną sytuację w partii obwinia frakcje dwóch rywalizujących ze sobą kandydatek. W swojej narracji pomija jednak fakt, że Polska 2050 zaczęła tracić w sondażach jeszcze zanim rozpoczęły się wewnętrzne wybory. Po przegranej w wyborach prezydenckich liczył, że uda mu się pozostać na stanowisku marszałka Sejmu. Później bez powodzenia zabiegał o funkcję Wysokiego Komisarza ONZ ds. uchodźców.
Jednocześnie deklarował chęć przekazania władzy w partii, choć był namawiany do startu w wyborach – także przez obie kandydatki, które ostatecznie weszły do drugiej tury. Spadek poparcia dla Polski 2050 nie nastąpił jednak dopiero w grudniu, gdy notowania ugrupowania obniżyły się do poziomu 1–2 proc. Tendencja spadkowa była widoczna znacznie wcześniej.
Politycy Polski 2050 już przed wyborami sygnalizowali, że partia znajduje się w złej kondycji, a jej lider nie angażuje się wystarczająco w jej rozwój. Dobitnie pokazuje to frekwencja w głosowaniu wewnętrznym – 10 stycznia w pierwszej turze udział wzięło zaledwie około 700 członków drugiego stopnia, podczas gdy według przedstawicieli ugrupowania cała struktura liczy ich około dwukrotnie więcej.
Stracony potencjał mobilizacyjny
Zdaniem dr. Pawła Maranowskiego brak realnego zaplecza społecznego jest dziś jednym z głównych problemów Polski 2050 i może zaważyć na jej przyszłości.
– Partia straciła nie tylko zdolność przyciągania nowych wyborców, ale także znaczną część dotychczasowego elektoratu, który traktował ją jako alternatywę – ocenia socjolog.
Jak dodaje, elektorat Polski 2050 składał się przede wszystkim z wyborców rozczarowanych rządami Prawa i Sprawiedliwości, którzy jednocześnie nie chcieli głosować na Koalicję Obywatelską ani Lewicę. Była to także część umiarkowanego centrum, wcześniej skłonna poprzeć KO, ale z czasem zniechęcona.
– Ten potencjał został w dużej mierze utracony. Podobny los spotkał wcześniej inne ugrupowania, które z czasem stały się politycznymi przystawkami – jak Nowoczesna, wchłonięta przez KO, czy ruch Pawła Kukiza, który ostatecznie znalazł się po stronie PiS. Większe organizmy mają większą zdolność przyciągania wyborców i działaczy. Polska 2050 długo budowała zaplecze, ale nie stworzyła trwałych struktur – ocenia ekspert.
„Partia incydentalna”
Jak mogą potoczyć się losy Polski 2050 po sobotniej drugiej turze wyborów? Zdaniem socjologa, z punktu widzenia wyborców nie będzie to miało większego znaczenia.
– Obie kandydatki są do siebie podobne, a pole manewru nowej liderki będzie bardzo ograniczone. To sytuacja partii, a nie ambicje przewodniczącej, będzie determinować kolejne decyzje – mówi Paweł Maranowski.
Jego zdaniem przyszłość ugrupowania rysuje się w mało optymistycznych barwach. Polska 2050 może zostać wchłonięta przez silniejszego koalicjanta jeszcze przed wyborami parlamentarnymi w 2027 r.
– Najbardziej prawdopodobny jest scenariusz przejęcia przez Koalicję Obywatelską. Na razie politycy Polski 2050 będą budować narrację o byciu języczkiem u wagi, ale w polskiej polityce takie formacje rzadko utrzymują samodzielność. Być może nie dojdzie do formalnej fuzji, lecz do stopniowego odpływu polityków. Nie twierdzę, że ta partia nie ma żadnych szans, ale prawdopodobieństwo, że stanie się trwałą siłą z wynikiem powyżej 5 proc., jest dziś bardzo niewielkie – podsumowuje socjolog.
Być może nie dojdzie do formalnej fuzji, lecz do stopniowego odpływu polityków. Nie twierdzę, że ta partia nie ma żadnych szans, ale prawdopodobieństwo, że stanie się trwałą siłą z wynikiem powyżej 5 proc., jest dziś bardzo niewielkie.
Czy kryzys Polski 2050 i jej niskie notowania oznaczają, że w polskiej polityce nie ma dziś miejsca na ugrupowania centrowe? Zdaniem socjologa niekoniecznie. Jak podkreśla, tego typu partie mają w Polsce swoją funkcję. Są jednak raczej formacjami incydentalnymi, które pojawiają się przy okazji wyborów, a następnie tracą wyborców na rzecz silniejszych graczy.
– Mniejsze partie w polskim systemie politycznym często kumulują gniew wyborców, którzy chcą zagłosować na kogoś nowego, nieskażonego wcześniejszą władzą. To poparcie bywa jednak krótkotrwałe, podobnie jak przywiązanie do samej formacji – zauważa dr Paweł Maranowski.
„Partia przezroczysta”
Ekspert zwraca uwagę, że małym ugrupowaniom trudno jest zbudować trwałą więź z elektoratem. W przypadku dużych partii prowadzi to do powstania stabilnych segmentów wyborców, którzy głosują na nie niezależnie od okoliczności i bieżących kryzysów. Polska 2050 takiego zaplecza nie wytworzyła.
– Zarówno PiS, jak i KO posiadają elektoraty, które są w stanie wybaczyć swoim partiom bardzo wiele. To efekt lat budowania rozpoznawalności, narracji i struktur. Polska 2050 nie osiągnęła tego poziomu. Nie zbudowała silnych struktur oddolnych, nie zaznaczyła wyraźnie swojej obecności w samorządach i nie przebiła się z jednoznacznym przekazem – ocenia socjolog.
Jak dodaje, ugrupowanie Szymona Hołowni nie zdołało też wyraźnie określić własnej tożsamości programowej.
– To partia mało charakterystyczna. Jej hasła i program nie funkcjonują szeroko w świadomości wyborców. Nie do końca wiadomo, jaki ma cel – czy chodzi o konkretne zmiany gospodarcze, światopoglądowe, czy ustrojowe. Ten brak wyrazistości sprawia, że Polska 2050 staje się „partią przezroczystą”. Niespójność wizerunkowa pozostaje jej największym problemem – podsumowuje dr Paweł Maranowski.
To partia mało charakterystyczna. Jej hasła i program nie funkcjonują szeroko w świadomości wyborców. Nie do końca wiadomo, jaki ma cel.
Co gdyby Hołownia odszedł z Polski 2050?
Kryzysowi w Polsce 2050 z dużą uwagą przygląda się opozycja. Politycy PiS publicznie zachęcają Szymona Hołownię do opuszczenia koalicji i wsparcia projektu rządu technicznego. Takie sugestie są jednak konsekwentnie odrzucane – zarówno przez samego Hołownię, jak i przez obie kandydatki rywalizujące w drugiej turze wyborów na przewodniczącą partii.
Ewentualne odejście części posłów z klubu Polski 2050 nie musiałoby jednak oznaczać destabilizacji większości sejmowej. Nie prowadziłoby też automatycznie do współpracy z opozycją. Bardziej prawdopodobny byłby scenariusz dalszego funkcjonowania tych polityków w ramach koalicji rządzącej, lecz już poza macierzystą partią.
Nawet w skrajnym – i mało prawdopodobnym – wariancie, w którym stronnictwo Hołowni przestałoby głosować razem z koalicją, większość sejmowa nie zostałaby utracona. Odejście 15–16 posłów, o których wspominał sam Hołownia, nie zmieniłoby arytmetyki sejmowej. Obecnie koalicja dysponuje 275 głosami, wliczając także trójkę posłów niezrzeszonych wspierających rząd. Do uchwalania ustaw wystarczy 230 głosów.
Pojawienie się nowego klubu parlamentarnego mogłoby jednak przełożyć się na renegocjację wpływów. Zwłaszcza w prezydiach komisji sejmowych i w układzie sił wewnątrz większości.
Dla samej Polski 2050 odejście Hołowni oznaczałoby utratę lidera, na którego rozpoznawalności i wizerunku zbudowano cały projekt polityczny. Co istotne, nawet jego obecność nie uchroniła partii przed kryzysem.
Główne wnioski
- Kryzys przywództwa oraz niespójna komunikacja lidera pogłębiły destabilizację w Polsce 2050. Unieważnienie drugiej tury wyborów przewodniczącej, a także ujawnienie rozmów polityków próbujących storpedować głosowanie, wyraźnie obciążyły wizerunek ugrupowania. Negatywnie działały również publiczne rozważania Szymona Hołowni o ewentualnym starcie w wyborach oraz możliwym odejściu z grupą kilkunastu parlamentarzystów.
- Problemy Polski 2050 mają jednak charakter głębszy i nie ograniczają się wyłącznie do bieżącego kryzysu. Spadek notowań był widoczny jeszcze przed rozpoczęciem procedury wyborczej. Niska frekwencja w pierwszej turze oraz słabe struktury terenowe potwierdzają ograniczone zaplecze organizacyjne partii.
- Zdaniem socjologa dr. Pawła Maranowskiego Polska 2050 utraciła zdolność mobilizowania zarówno nowych, jak i dotychczasowych wyborców. W przeciwieństwie do Koalicji Obywatelskiej czy PiS ugrupowanie Hołowni nie posiada trwałego elektoratu, który gwarantowałby przekroczenie progu wyborczego. – Polska 2050 pełni dziś rolę partii incydentalnej. Jej dalsze istnienie na scenie politycznej będzie coraz trudniejsze, choć nie można go całkowicie wykluczyć – ocenia socjolog.