Kategoria artykułu: Finanse osobiste

Z projektu króla spekulantów Rafała Zaorskiego wyparowały miliony. Po latach padają mocne oskarżenia

Rafał Zaorski to giełdowy inwestor-influencer, często nazywany „królem polskich spekulantów giełdowych” i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci tego rynku. Osoby z jego otoczenia kreślą jednak inny obraz: człowieka skupionego na grze i byciu w centrum uwagi, który – gdy pieniądze ze wspólnego przedsięwzięcia „wyparowują”, jak w przypadku tokena BSB – unika współpracowników. Lista ich zarzutów jest długa, choć prokuratura nie uznała, że doszło do sprzeniewierzenia pieniędzy. Sam Zaorski zapowiada, że „powróci do projektu”.

Reklama tokena BSB na tle zdjęcia Rafała Zaorskiego
Reklama tokena BSB na tle zdjęcia Rafała Zaorskiego z 2024 r. Fot. FOTON/PAP

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Kim jest Rafał Zaorski, jak zbudował swój wizerunek i wpływy oraz jak – zupełnie inaczej – widzą go osoby z jego najbliższego otoczenia.
  2. Na czym polegał projekt BigShortBets (BSB) i dlaczego inwestorzy czują się dziś oszukani, nawet na kwoty rzędu milionów złotych.
  3. Dlaczego prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie tokena BSB i dlaczego to może nie być jeszcze koniec tej historii.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Rafał Zaorski, twórca tokena BigShortBets (BSB), ma kilkadziesiąt, a według niektórych szacunków nawet kilkaset tysięcy fanów. Wszyscy śledzą jego giełdowe poczynania w mediach społecznościowych. Pod tym względem jest w Polsce ewenementem. Trudno wskazać inną osobę, która zgromadziła tak liczną publiczność, skupiając się niemal wyłącznie na tematyce giełdowej.

Rafał Zaorski – najbardziej znany polski gracz giełdowy i medialny ekspert

Zaorski jest także częstym gościem mediów. Poza komentowaniem spekulacji giełdowych wypowiada się tam również na tematy makroekonomiczne, takie jak przyszłość gospodarcza największych światowych potęg czy perspektywy dla Polski. Zaproszenia pojawiają się nawet dziś, mimo że ma on na koncie jeden nieprawomocny wyrok za insider trading. Znane są też inne zarzuty, w szczególności dotyczące tokena BSB.

Swoją pozycję budował przez lata, po drodze silnie angażując się w działalność mającą – jak sam deklarował – obnażać nieprawidłowości w środowisku giełdowych graczy. Pozycjonował się zwłaszcza jako rzecznik giełdowych „szaraków”. Miał ujawniać nieuczciwe wobec nich działania „grubych ryb”, czyli dużych funduszy i brokerów.

Równolegle w mediach społecznościowych relacjonował zarówno spektakularne zyski, jak i – szczególnie po 2020 r. – dotkliwe straty. Według jego własnych deklaracji sięgały one nawet dziesiątek milionów złotych w ciągu zaledwie kilku dni.

Nasz rozmówca na tokenie BSB miał stracić 1,5 mln zł

Token BSB, prywatna kryptowaluta Rafała Zaorskiego, nad którą prace rozpoczęto w 2021 r., miał być narzędziem do „ucierania nosa grubym rybom”. Jednocześnie projekt miał zyskiwać na wartości dzięki popularności twórcy oraz jego – deklarowanym – ponadprzeciętnym umiejętnościom inwestycyjnym. Tak się jednak nie stało.

O tokenie BSB, autorskim projekcie krypto Rafała Zaorskiego, rozmawialiśmy z jednym z pierwszych inwestorów, byłym współpracownikiem Zaorskiego oraz osobą, która zna go m.in. ze współpracy w fundacji Trading Jam Session. Z tych rozmów wyłania się zupełnie inny obraz niż ten znany z mediów. Widzimy człowieka, który potrafi obiecywać zwrot 100 tys. zł, jednocześnie przegrywając na giełdzie miliony. Gdy zaś pieniądze „wyparowują” – jak w przypadku tokena BSB – unika kontaktu ze współpracownikami. Lista zarzutów wobec niego jest długa.

Nasz rozmówca twierdzi, że na tokenie BSB stracił – według własnych wyliczeń – około 1,5 mln zł. Łączne straty wszystkich inwestorów szacuje na kilka milionów dolarów. Dług, który zaciągnął w tym celu na rozwijaną przez siebie firmę, obciąża jego działalność do dziś. Co sprawia, że ktoś decyduje się powierzyć mu pieniądze na rozwój kryptowaluty?

Rafał Zaorski sam przestrzegał przed giełdowymi oszustami

Inwestor w tokena BSB, z którym rozmawialiśmy, do dziś jest przekonany, że jego decyzja nie była całkowicie nieracjonalna. Jak podkreśla, od kiedy zainteresował się giełdą, czyli od 2017 r., Rafał Zaorski był dla niego autorytetem. Starszy od niego o blisko jedno pokolenie, urodzony w 1978 r. Rafał Zaorski uchodził za osobę, która zarobiła na giełdzie miliony. Był gwiazdą środowiska inwestorów i postacią funkcjonującą także w głównym obiegu medialnym. Rozmówca wspomina wykład Zaorskiego dla studentów SGH oraz zdjęcia z osobami znanymi z życia publicznego.

– Nie wyobrażałem sobie, że taka osoba może mnie oszukać. Zaorski wyglądał na naprawdę porządnego gościa, kompana do wspólnej walki z dużymi graczami na rynku – mówi nasz interlokutor.

– Dziś pełno jest hochsztaplerów, którzy sprzedają za pieniądze swoje wątpliwe „prawdy objawione”. Albo przekonują ludzi, że z marszu zostaną milionerami. To bzdura, ale zawsze znajdą się naiwni – mówił sam Zaorski w wywiadzie dla money.pl w 2018 r.

– Przez lata spotkałem wielu ludzi, którzy angażowali się finansowo z Rafałem we wspólne projekty. Nie potrafię podać przykładu, żeby z któregoś z nich wyniknęło coś dobrego – mówi w rozmowie z XYZ jeden z przedstawicieli środowiska.

Sam rozmówca dobrze poznał Zaorskiego w czasie współpracy przy fundacji Trading Jam Session, zajmującej się nagłaśnianiem nieetycznych praktyk w świecie inwestycji. Społeczność tę w 2015 r. założył sam Rafał Zaorski.

Zaorski przyznaje się do gigantycznych strat. Sugeruje, że je odrobił

Na kanale YouTube fundacji oraz w innych mediach dostępnych jest wiele, często bardzo popularnych nagrań. Można zobaczyć, jak Zaorski przez długie godziny opowiada o graniu na giełdzie. Mówi zarówno o wygranych, jak i o przegranych. W mediach społecznościowych publikuje także zrzuty ekranu, które mają potwierdzać autentyczność prezentowanych zysków i strat.

– Zdarzają mi się prezentacje i wystąpienia na branżowych wydarzeniach, więc po prostu muszę być wiarygodny. Jakie zaufanie ma gość, który mówi o technikach, a nie pokazuje ich rezultatów? – pytał w 2018 r. dziennikarza prowadzącego rozmowę.

– Na pewno nie wszystkie te zyski i straty są autentyczne – twierdzi w rozmowie z XYZ jego były współpracownik.

Zdaniem inwestora w tokena BSB „porządny gość” zmienił się dopiero później. Za punkt zwrotny – z dzisiejszej perspektywy – uznaje poważne straty, jakie Zaorski miał ponieść w 2020 r., spekulując na rynku ropy. Sam Zaorski sugerował wówczas, że „zgrał się do zera”. Kilka dni później pokazał jednak transmisję na żywo, podczas której – jak twierdził – w krótkim czasie zamienił 100 tys. zł w 1,3 mln zł. W trakcie relacji dziękował „ważnej dla niego osobie, która mu to umożliwiła”. Radził też oglądającym, że „najważniejsze to nie myśleć”.

– Zobaczcie też, że przyznanie się do strat jest najważniejsze, aby z nich wyjść. Gdybym je ukrywał albo udawał, że wszystko jest w porządku, byłby to największy błąd – stwierdził Rafał Zaorski.

Przyznanie się do strat jest najważniejsze, aby z nich wyjść. Gdybym je ukrywał albo udawał, że wszystko jest w porządku, byłby to największy błąd.

BigShortBets jako narzędzie „bez ryzyka" do zarobienia dużych pieniędzy

Inwestor w tokena BSB, który w pewnym momencie znalazł się w kręgu bliskich znajomych Rafała Zaorskiego, mówi, że na własne oczy widział, jak ten w trakcie imprezy obracał na giełdzie kwotami rzędu milionów dolarów. W 2021 r. rekordy popularności biła społeczność skupiona wokół forum WallStreetBets na Reddicie. Doprowadziła ona m.in. do gwałtownych wzrostów kursu akcji spółki GameStop. Hasłem, które skutecznie zachęciło do giełdowej spekulacji także osoby na co dzień niemające z rynkiem nic wspólnego, było „utarcie nosa” funduszom z Wall Street obstawiającym spadki GameStop. Części uczestników rzeczywiście się to udało, inni stracili, jeśli nie zdążyli sprzedać akcji odpowiednio wcześnie. Spekulacja niosła więc realne ryzyko utraty pieniędzy.

W środku covidowej bańki na tzw. memestockach – spółkach, których kurs zależy głównie od internetowej popularności – narodziła się idea tokena BSB. Własna kryptowaluta miała, jak relacjonuje inwestor, „wyrównywać przewagę dużych funduszy”.

– Wierzyłem, że Rafał jest osobą, która dowiezie te obietnice – twierdzi nasz rozmówca.

Jak opowiada, Zaorski „postanowił stworzyć własną kryptowalutę, która miała dawać dostęp do zamkniętej grupy i narzędzi komunikacyjnych. Miały one umożliwiać skoordynowane zagrania przeciwko funduszom hedgingowym, tak aby ‘wyrównać’ rynkowe szanse”. Zyski z tych transakcji miały być dodatkowo przeznaczane na skup tokenów.

Zaorski „postanowił stworzyć własną kryptowalutę, która miała dawać dostęp do zamkniętej grupy i narzędzi komunikacyjnych. Miały one umożliwiać skoordynowane zagrania przeciwko funduszom hedgingowym.

Projekt miał też – jak podkreśla rozmówca – jedną kluczową zasadę: „był zabezpieczony w 100 proc. w stosunku do zebranych środków”. Zaorski prezentował to w ten sposób, że nawet gdyby wszyscy uczestnicy jednocześnie chcieli wyjść z projektu, cena tokena nie spadnie poniżej określonego poziomu. Miało to być zagwarantowane istnieniem specjalnej puli zabezpieczającej, tzw. poola. Dostępne są również nagrania, w których Zaorski w taki właśnie sposób przedstawia ten mechanizm.

Zdaniem eksperta

Nie ma inwestycji bez ryzyka, trzeba umieć tym ryzykiem zarządzać

Zadaniem inwestorów jest osiągać dodatnią stopę zwrotu przy jednoczesnej kontroli ryzyka i głębokiej świadomości jego natury. Bywa, że inwestycje powszechnie uważane za bezpieczne mają tendencję, by zmieniać się w najbardziej toksyczne i niszczycielskie siły rynkowe. Tak było w przypadku kryzysu kredytów sub-prime w latach 2007-2009.

Gdy inwestorzy masowo zaczynają postrzegać pewne aktywa (także obligacje państw) jako „bardzo bezpieczne”, system ma tendencję do degenerowania się. Jednocześnie rośnie niemierzalne ryzyko tzw. ogona. Nieszczęśliwy splot wydarzeń (nawet po wielu latach) może ujawnić prawdę o kruchości tak powstałego systemu. Inwestorzy używają różnych miar, by próbować mierzyć ryzyko i prawdopodobieństwo wystąpienia niszczycielskich zdarzeń. Żadna z nich nie jest jednak doskonała i nie daje gwarancji ich uniknięcia. Nie byłoby właściwe stwierdzić na przykład, ile razy wyższe jest ryzyko inwestycji w kryptowaluty niż w obligacje. Co do zasady nie są to wartości w pełni mierzalne.

Każda klasa aktywów posiada indywidualne ryzyka. W przypadku kryptowalut można stwierdzić, że ryzyko wynika nie tylko ze zmienności (która sama w sobie ryzykowna nie jest – ryzykowne jest to, jak reaguje na nią ludzka psychika oraz portfele traderów). Wynika ona także z niestabilności systemu, gwałtownych rewolucji technologicznych (lepsze projekty mogą wyprzeć słabsze), tempa adopcji użytkowników oraz skali oszustw i braku regulacji. Podsumowując, inwestycja w kryptowaluty jest bardzo ryzykowna. Nie oznacza to jednak, że tylko z tego powodu należy jej unikać. To drogowskaz, który mówi, że powinna być dokonywana świadomie i z zachowaniem odpowiednich proporcji.

Dodatkowo, ci, którzy weszli w token BSB jako pierwsi, mieli mieć uprzywilejowaną pozycję. Pierwsza seria tokenów miała kosztować 0,8 dolarów, kolejne już 1-2 dolary za sztukę. Zaorski obniżył też cenę dla pierwszych inwestorów do 0,65 dolarów.

– Rafał zrobił nam niespodziankę i powiedział, że zgodnie z zasadą under-promise, over-deliver [obiecuj mniej, dostarczaj więcej – red.] w ten sposób nas nagradza – opowiada nasz rozmówca.

Inwestycja w tokena BSB odbywała się bez spisanej umowy

– Pomyślałem, co może pójść nie tak? Wchodzę – wspomina nasz rozmówca.

On wszedł. I nie był sam. Zaorski w trzech partiach, jak sam raportował, w kilka miesięcy zebrał od inwestorów ponad 3,5 mln dolarów. Jak przyznaje rozmówca, nikt jednak nie spisał umowy. Ustalenia miały wyłącznie charakter ustny. Co sprawia, że ktoś decyduje się przekazać na projekt kwotę rzędu 1,5 mln zł, nie dysponując żadnym pisemnym zabezpieczeniem?

– Miałem wielu kontrahentów z różnych stron świata i wysyłałem im pieniądze. Oczywiście wcześniej zdarzało mi się, że ktoś mnie oszukał. Nie wyobrażałem sobie jednak, że moje pieniądze sprzeniewierzy osoba, która obnaża oszustwa innych. Która sama – jak widziałem na własne oczy – obraca milionami dolarów – opowiada nasz rozmówca.

Była wspólna grupa, były imprezy. Dziś token BSB wart jest kilka centów

Według jego relacji kurs tokena BSB początkowo rósł zgodnie z założeniami i rozwojem projektu.

– Nie udało się jednak stworzyć tajnego forum, czyli sprawnie działającego narzędzia wymiany informacji, jak zakładał Rafał. Zmienił plan i skierował projekt w stronę stworzenia anonimowej giełdy kryptowalut. To również nigdy nie wypaliło – mówi anonimowy inwestor.

Choć w tamtym czasie jego entuzjazm rósł, dziś patrzy na to inaczej.

– To były bajki i opowieści. Zwodził nas i obiecywał rzeczy, które nigdy nie miały się wydarzyć – twierdzi dziś nasz rozmówca.

W styczniu 2022 r. kurs tokena BSB spadł poniżej 0,5 dolara. W maju 2022 r. token BigShortBets przez krótki czas był jednak wyceniany powyżej 2 dolarów (dane dropstab.com). Wtedy inwestorzy mogli poczuć się bogaci. Kurs dawał stworzonej przez Rafała Zaorskiego kryptowalucie wycenę rynkową rzędu 20 mln dolarów.

Jak relacjonuje nasz rozmówca, osoby najmocniej zaangażowane miały dostęp do grupy „Government” (ang. „rząd”) na Telegramie.

– Byliśmy w stałym kontakcie z Rafałem i mieliśmy go rozliczać z prac nad projektem. Wszystko miało być z nami konsultowane. Później, w 2023 r., powstała też druga grupa dla TOP 250 holderów [posiadaczy największej liczby tokenów – przyp. red.]. Rafał bywał tam często, karmił nas pozytywnymi informacjami, roztaczał wizje wzrostu projektu, planowanych współprac zagranicznych, marketingu... Opowiadał, kogo zna i z kim rozmawia. Miód na uszy inwestorów – mówi dziś pechowy inwestor.

Według jego relacji regularnie odbywały się też wspólne imprezy pod hasłem „Art of Speculation”. Najpierw w mieszkaniu Rafała na 39. piętrze przy Złotej 44 w Warszawie, później w większym formacie, m.in. w Fabryce Norblina. W okresie, gdy kurs tokena rósł w okolice 2 dolarów, Rafał przekonywał również, że „ma kilka pomysłów, jak wybić ten token na 5 dolarów albo wyżej”. Tak się jednak nie stało. Obecnie za jednego tokena można otrzymać około 11 centów.

Zdaniem eksperta

Spekulacja to nie inwestowanie, większość graczy giełdowych traci pieniądze

Benjamin Graham, mentor Warrena Buffetta i jeden z ojców filozofii inwestowania w wartość, wskazywał, że na rynku funkcjonują dwie grupy uczestników. Pierwszą są inwestorzy – osoby kupujące aktywa ze względu na ich wewnętrzną wartość (intrinsic value). Drugą stanowią spekulanci, którzy nie koncentrują się na tym, co kupują, lecz wyłącznie na tym, jak może zmienić się cena danego aktywa w krótkim czasie. O tej drugiej grupie Graham miał jak najgorsze zdanie. Uważał ją za główne źródło niestabilności rynków, a spekulację porównywał do gry hazardowej, przed którą długoterminowy inwestor powinien się konsekwentnie bronić.

I trudno nie przyznać mu racji. Spekulacja jest korzystna przede wszystkim dla brokerów. Zwiększają dzięki niej przychody z prowizji oraz liczby transakcji zawieranych przez klientów. Dla zdecydowanej większości „graczy” jest ona natomiast niekorzystna. Potwierdzają to dane KNF dotyczące wyników klientów brokerów na rynku forex. W 2024 r. klienci będący polskimi rezydentami zrealizowali niemal 1,3 mld zł strat, przy jednoczesnych zyskach na poziomie zaledwie 0,3 mld zł. Oznacza to łączną stratę bliską 1 mld zł. Przeciętny wynik przypadający na jednego klienta to strata rzędu ponad 8 tys. zł. Odsetek klientów ponoszących straty wynosi rokrocznie 70-80 proc. ogółu uczestników rynku.

W krótkim okresie ruchy rynkowe są w dużej mierze losowe, dlatego ich przewidywanie nie jest możliwe. Zamiast tracić czas i pieniądze na próby „grania rynku”, lepiej rzeczywiście inwestować. Najprostszą drogą są tzw. fundusze ETF(exchange-traded funds). To pasywne fundusze, których celem jest odwzorowanie określonego indeksu giełdowego. Osoby, które mogą i chcą poświęcić przynajmniej kilka godzin tygodniowo na inwestowanie, powinny rozważyć także zakup akcji konkretnych spółek.

Dlaczego prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania ws. tokena BSB?

Strata rzędu 90 proc. nie jest niczym zaskakującym na rynku tzw. shitcoinów, czyli kryptowalut o wątpliwej wartości. To powtarzający się schemat, a – jak podkreślają krytycy rynku – często wręcz działanie celowe, szczególnie popularne wśród różnego rodzaju internetowych celebrytów. Najpierw pompuje się wartość tokena, by następnie zalać rynek posiadanymi przez siebie aktywami. Dla organizatora oznacza to realizację zysków, dla pozostałych – straty, gdy kurs załamuje się wskutek gwałtownego wzrostu podaży.

Takie działanie, określane jako pump and dump, jest zabronione na rynku giełdowym. Jednak – jak podkreśla m.in. w ostrzeżeniach KNF – rynek kryptowalut nie podlega tym samym regulacjom. Bankructwo kryptowaluty nie jest zresztą zjawiskiem rzadkim. Według danych serwisu CoinGecko, ostatnio aktualizowanych w styczniu 2026 r., upadło 53 proc. wszystkich kryptowalut, których notowania były publikowane na tej platformie. 2025 r. był pod tym względem rekordowy. Odnotowano aż 11,6 mln bankructw tokenów, co stanowi 86 proc. wszystkich przypadków z lat 2021-25.

Jak wskazuje raport CoinGecko, zjawisko to wiąże się zarówno z załamaniem rynku w październiku 2025 r., kiedy doszło do tzw. kaskady likwidacji, jak i z gwałtownym wzrostem popularności memecoinów. W 2021 r. na GeckoTerminal notowanych było 428 tys. projektów, a w 2025 r. już 20,2 mln. W poprzednim roku własną kryptowalutę wyemitowali nawet prezydent USA Donald Trump oraz jego żona. Tokeny amerykańskiej pary prezydenckiej również znacząco straciły na wartości.

Nie ma twardych dowodów, że w przypadku tokena BSB doszło do oszustwa. Przynajmniej takich, które przekonałyby Prokuraturę Okręgową w Warszawie, rozpatrującą zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Prokuratura, która odmówiła wszczęcia postępowania przygotowawczego w sprawie tokena BSB, wskazuje w przesłanym nam oświadczeniu, że w każdej inwestycji wycena może zarówno rosnąć, jak i spadać. Inwestorzy – argumentuje – nie padli ofiarą oszustwa.

Zdaniem eksperta

Od czasu wejścia w projekt przez pokrzywdzonych wartość tokenów przez pewien czas rosła

Jak zeznali pokrzywdzeni, po wstępnym zapoznaniu się z ofertą zamieszczoną w internecie przez oferenta podjęli decyzje inwestycyjne i dokonali zakupu różnej liczby tokenów Big Short Bets. Tokeny te faktycznie otrzymali.

Ustalono, że w chwili podejmowania decyzji inwestycyjnych kierowali się motywacją czysto spekulacyjną, oczekując w przyszłości wzrostu wartości nabytych tokenów. Wzrost ten miał nastąpić – zgodnie z deklaracjami oferenta – poprzez wprowadzanie nowych funkcjonalności kryptowaluty przez powołany przez niego zespół. Nie określono terminu ważności tej kryptowaluty, natomiast wskazano terminy wdrażania kolejnych funkcjonalności, które – jak się później okazało – nie były dotrzymywane.

Od momentu wejścia pokrzywdzonych w projekt wartość tokenów przez pewien czas rosła, a następnie zaczęła systematycznie spadać. Część pokrzywdzonych, w reakcji na spadki, podjęła decyzje o sprzedaży tokenów. Decyzje te skutkowały poniesieniem strat, ale jednocześnie chroniły przed ich dalszym pogłębianiem w przypadku kontynuacji spadku wartości.

Część pokrzywdzonych nie podjęła decyzji sprzedażowych, w związku z czym nie sposób ustalić faktycznego poziomu poniesionych strat. Mają one w tym przypadku charakter subiektywnego odczucia samych pokrzywdzonych. Bez tzw. wyjścia z pozycji nie można bowiem określić wysokości straty ani przesądzić, czy w przyszłości ujemne saldo nie ulegnie zmianie i nie zacznie przynosić zysku w razie wzrostu wartości projektu, a tym samym wartości nabytych tokenów.

Prokuratura zauważa, że „analiza wykresu wartości kryptowaluty Big Short Bets wskazuje, iż od dnia 26 lutego 2021 r., kiedy pokrzywdzeni dokonywali pierwszych inwestycji, wartość jednego tokena wynosiła około 3 zł i – z lokalnymi korektami – systematycznie rosła, by w dniu 20 sierpnia 2022 r. osiągnąć szczyt na poziomie 9,38 zł, dając tym samym potencjał zarobkowy na poziomie 312 proc. w okresie 18 miesięcy”. W ocenie prokuratury oznacza to, że „trudno mówić o z góry powziętym zamiarze doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem (…), gdyż – jak powszechnie wiadomo – inwestowanie zawsze wiąże się z ryzykiem”.

Gdzie są pieniądze z poola tokena BSB?

Inwestor w tokena BSB, z którym rozmawialiśmy, podobnie jak inni nasi rozmówcy, nie zgadza się z takim postawieniem sprawy. Jak twierdzą nasze źródła, dysponują zapisami prywatnych rozmów, a także ogólnodostępnymi nagraniami, które – w ich ocenie – mają potwierdzać tezę, że Rafał Zaorski wykorzystywał środki zgromadzone jako zabezpieczenie wspólnej inwestycji do własnej spekulacji giełdowej lub że wyprowadzał je bez wiedzy i zgody inwestorów. Podkreślają również, że gdy pojawiły się pierwsze wątpliwości, Zaorski nie podporządkował się wspólnie podjętej przez społeczność inwestorów decyzji, która miała na celu zabezpieczenie projektu.

Jak twierdzą on oraz inne osoby czujące się poszkodowane, zapisy na portfelach kryptowalutowych mają świadczyć o tym, że z poola wyprowadzono środki w wysokości około 3 600 ETH, co odpowiada kwocie rzędu 3,5 mln dolarów.

Nasz rozmówca nie ma wątpliwości, że tymi pieniędzmi Zaorski grał na giełdzie i je stracił. Podobnego zdania jest dwóch innych naszych rozmówców, którzy znają przedstawiane dowody i potwierdzają autentyczność jego relacji.

Kiedy po raz pierwszy inwestorzy zaczęli podejrzewać, że coś jest nie tak?

– Jeden z użytkowników dotarł do informacji, że podczas presale’u 700 ETH w niewyjaśniony sposób zniknęło. Zaorski grał tymi 700 ETH na prywatnym rachunku? Przecież były to środki ze zbiórki. Rafał znalazł wtedy logiczne wytłumaczenie – przyznaje rozmówca XYZ.

Zaorski, choć nie uważał, że zrobił coś niewłaściwego, zdecydował się – jak sam to określał – „być bardziej fair”. Miał przeprowadzić głosowanie wśród społeczności, któremu, jak zapewniał, zamierzał się podporządkować.

– Jeśli chcecie o tym zadecydować, oddaję wam decyzję (…) – powiedział w streamie z 12 czerwca 2022 r., prowadzonym na kanale popularnego w środowisku YouTubera.

Tego dnia w „poolu” miało być – według jego własnych słów – 3 600 ETH, czyli przy ówczesnym kursie nawet 5,2 mln dolarów.

– Głosowanie się odbyło, ale Rafał się mu nie podporządkował – podkreśla rozmówca XYZ.

Rafał miał obiecać, że odda pieniądze „prywatnie"

Na obrazie prosperującej, pozbawionej ryzyka inwestycji zaczęły pojawiać się kolejne pęknięcia.

– Projekt zaczął zwalniać, kurs stopniowo spadał, a użytkownicy zaczęli rozliczać Rafała z działań przy projekcie. Pojawiły się zastrzeżenia dotyczące braku marketingu na Zachodzie. Padały pytania o ciągłe opóźnienia w realizacji zapowiedzi. Rafał wszystko zgrabnie odbijał, ale coraz rzadziej pojawiał się na kanale i nie z każdym chciał już rozmawiać – relacjonuje rozmówca.

Gdy nabrał przekonania, że sytuacja jest poważna, udało mu się przekonać Rafała do spotkania w sprawie pieniędzy w Złotych Tarasach. Zaorski miał wówczas obiecać, że – zgodnie z wcześniejszymi zapewnieniami – zwróci pieniądze, jednak „prywatnie”. Na spotkaniu miał też zadeklarować, że wkrótce przeleje pierwsze 100 tys. zł. Mimo kolejnych próśb i ponagleń do przekazania pieniędzy jednak nie doszło. W trakcie tygodni, w których prowadzili negocjacje dotyczące zwrotu, Rafał – według własnych deklaracji – miał przegrać na giełdzie około 53 mln zł.

„Popłynąłem grubo. Bardzo grubo – prawie 53 mln zł. Tym razem nie była to kwestia jednej operacji, jak na ropie w 2020 r., lecz wielu złych decyzji rynkowych, z wielkim finałem na chińskich cłach w wojnie handlowej Trumpa z resztą świata” – napisał na platformie X.

Jak stwierdził, „odchodzi od rynkowego stolika”.

„Gram ostro, co przez niektórych może być postrzegane jako hazard. Rozumiem, że można tak to widzieć” – napisał.

Zdaniem eksperta

Inwestowanie w kryptowaluty wiąże się z ryzykiem uzależnienia

Badanie przeprowadzone na ogólnopolskiej próbie wykazało między innymi, że problemowe inwestowanie w kryptowaluty może dotyczyć znaczącej części uczestników rynku, a jego mechanizmy psychologiczne wykazują silne podobieństwa do tych obserwowanych w zaburzeniach hazardowych, takich jak utrata kontroli nad inwestycjami, impulsywne podejmowanie ryzyka czy kompulsywne sprawdzanie kursów.

Ze względu na brak odrębnych rejestrów oraz dedykowanej kategorii diagnostycznej nie ma jednak obecnie podstaw do jednoznacznej oceny, czy skala problemów zgłaszanych przez graczy giełdowych, traderów oraz osoby inwestujące w kryptowaluty w systemie leczenia uzależnień rośnie, czy maleje. Prawdopodobnie nawet jeżeli osoby te zgłaszają się po pomoc, w statystykach placówek pomocowych są klasyfikowane jako „hazardziści”.

Czy powinien istnieć obowiązek ostrzegania o ryzyku uzależnienia, podobnie jak w przypadku gier hazardowych? Na podstawie wyników badań można stwierdzić, że istnieją argumenty przemawiające za rozważeniem obowiązku ostrzegania o ryzyku uzależnienia, zwłaszcza w przypadku spekulacyjnych form inwestowania, ponieważ:

– istnieje realne ryzyko uzależnienia;
– mechanizmy psychologiczne leżące u podstaw obu zjawisk są niemal identyczne i obejmują m.in. tendencję do zwiększania ryzyka w sytuacji ponoszenia strat, uleganie emocjom, kompulsywne zachowania oraz poszukiwanie szybkich i wysokich zysków;
– jednocześnie mechanizmy ostrzegawcze mogłyby zwiększać świadomość ryzyka, szczególnie wśród młodych inwestorów.

– Nie mogłem zrozumieć, jak można w kilka tygodni przegrać 53 mln zł, a jednocześnie nie być w stanie przelać 100 tys. zł koledze – zauważa nasz rozmówca.

Nie mogłem zrozumieć, jak można w kilka tygodni przegrać 53 mln zł, a jednocześnie nie być w stanie przelać 100 tys. zł koledze.

„W zawiadomieniu wskazywano na takie fakty, jednak nie miały one istotnego znaczenia dla analizy stanu faktycznego. Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy, rozpoznając zażalenie w dniu 16 września 2025 r., postanowił utrzymać w mocy postanowienie prokuratora z 30 czerwca 2025 r. o odmowie wszczęcia dochodzenia. Sąd zwrócił również uwagę, że skarżący podnosili zarzut braku transparentności działań, jednak mimo to, podejmując decyzje inwestycyjne, liczyli się z możliwością poniesienia strat, zwłaszcza że na początku inwestycje przynosiły korzyści” – przekazał XYZ Piotr A. Skiba, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Token BSB to nie jest odosobniona sprawa

– Dla prokuratury istotne są statystyki, a sprawy gospodarcze – szczególnie dotyczące inwestowania w kryptowaluty – nie należą do łatwych – ocenia były współpracownik Rafała Zaorskiego.

Jak zauważa, nie jest to przypadek odosobniony. W jego ocenie prokuratura nie była również szczególnie skłonna zajmować się sprawą Merlina.

– No i jest efekt. Skazany jest Rafał. Skazana jest też księgowa – twierdzi nasz rozmówca.

W lipcu 2025 r. Rafał Zaorski został skazany za insider trading. Jak stwierdził sąd, wykorzystał informację poufną dotyczącą przebiegu negocjacji między nim – jako prezesem spółki Krypto Jam – a zarządem Merlin Group i nabył akcje spółki jeszcze przed ujawnieniem informacji o współpracy. Sąd nałożył grzywnę w wysokości 250 tys. zł. Wyrok jest nieprawomocny.

Jak poinformował w przesłanym nam oświadczeniu KNF, „Urząd Komisji Nadzoru Finansowego podejmował czynności w sprawach dotyczących inicjatyw powiązanych z Rafałem Zaorskim, mieszczących się w obszarze oddziaływania Komisji Nadzoru Finansowego, w szczególności w odniesieniu do Merlin Group”.

– W chwili emisji tokena BigShortBets (BigSB) oraz jego oferty tokeny nie podlegały regulacjom, ponieważ przepisy rozporządzenia dotyczącego tokenów zaczęły obowiązywać od 30 grudnia 2024 r. Niezależnie od tego projekt BigShortBets również podlegał analizie Urzędu KNF – mówi w komentarzu dla XYZ Jacek Barszczewski, dyrektor departamentu komunikacji społecznej KNF.

Jak podkreśla Barszczewski, Urząd KNF nie jest uprawniony do informowania o szczegółowych ustaleniach ani podejmowanych działaniach w konkretnych sprawach. Chyba że – w uzasadnionych przypadkach – zostanie podjęta stosowna uchwała KNF o ich ujawnieniu.

Rafał to patologiczny hazardzista. Człowiek, który pożycza od jednego, by oddać drugiemu. To także skrajny narcyz, który nie czuje winy. Widziałem, jak wyglądało jego zarządzanie: straszenie, szantażowanie, oszukiwanie najbliższych współpracowników – twierdzi były współpracownik, z którym rozmawialiśmy.

W jego ocenie Rafał Zaorski to osoba, która „musi skłamać nawet o tym, co jadła na śniadanie”. Miał także zwlekać z wypłatą wynagrodzeń, a nawet grozić ich niewypłaceniem, jeśli kolejne zlecenia nie zostaną wykonane.

Podobny obraz rysuje inny nasz rozmówca. Sam nigdy nie powierzył Zaorskiemu większych kwot, ale pożyczał mu mniejsze sumy. Nigdy ich nie odzyskał.

Prokuratura też nie ma łatwego zadania

W jego ocenie w sprawie tokena BSB prokurator „pomylił ryzyko inwestycyjne z kradzieżą środków”.

Jak podkreśla w komentarzu dla XYZ – nie odnosząc się do tej konkretnej sprawy – adwokat, dr nauk prawnych, adiunkt Uniwersytetu SWPS i autor instagramowego profilu @gieldowy_prawnik Adrian Rycerski, „do potencjalnych inwestorów dociera dziś mnóstwo kuszących ofert i okazji inwestycyjnych, które – w zależności od okoliczności – mogą okazać się nieporozumieniem, pułapką, błędem inwestycyjnym, a nawet oszustwem”.

– Ustalenie, z czym w danym przypadku mamy do czynienia, wcale nie jest jednak takie łatwe – zaznacza ekspert.

Dodatkowo – jak zauważa – jest to znacznie utrudnione (choć nie niemożliwe) w sytuacji, gdy zamiast spisanej umowy komunikacja obejmująca ustalenia z inwestorami miała charakter ustny lub odbywała się za pośrednictwem internetowych komunikatorów. Czy to oznacza, że w sytuacji, gdy mamy poczucie, iż ktoś postąpił nieprawidłowo lub nieuczciwie, należy odpuścić?

– Absolutnie nie. Prawo daje narzędzia do walki z niesprawiedliwością. Kluczowe są chłodna i wnikliwa ocena sytuacji, właściwa kwalifikacja prawna oraz wybór odpowiedniej ścieżki prawnej – podkreśla ekspert.

Jak dodaje, także prokurator nie ma łatwego zadania. Musi bowiem wykazać realizację wszystkich znamion danego typu czynu zabronionego, obalić przed sądem domniemanie niewinności oraz udowodnić, że nie istnieją niedające się usunąć wątpliwości przemawiające na korzyść oskarżonego. Adrian Rycerski przypomina, że art. 286 kodeksu karnego, dotyczący oszustwa, zakłada możliwość popełnienia tego przestępstwa wyłącznie umyślnie, w zamiarze bezpośrednim. Kodeks karny „(…) wymaga, aby zachowanie sprawcy było ukierunkowane na określony cel, którym w przypadku oszustwa jest osiągnięcie korzyści majątkowej. Sprawca, podejmując działania, musi mieć wyobrażenie pożądanej dla niego sytuacji, która ma stanowić rezultat jego zachowania” (wyr. SN z 14.1.2004 r., IV KK 192/03). Nawet jednak gdy postępowanie karne nie kończy się skazaniem, nie zamyka to drogi do dochodzenia roszczeń na drodze cywilnoprawnej.

– Odpowiedzialność cywilnoprawna może wynikać z naruszenia zobowiązań, jakie emitent przyjął wobec inwestorów w związku z emisją kryptoaktywów. Może też dotyczyć wadliwego zarządzania portfelem kryptoaktywów, majątkiem powierzonym przez inwestorów lub udzielenia wadliwej porady inwestycyjnej – zauważa Adrian Rycerski.

– Teoretycznie nawet naruszenie ustnego zobowiązania może prowadzić do odpowiedzialności cywilnoprawnej. Trzeba jednak pamiętać, że wykazanie podstaw takiej odpowiedzialności przed sądem bywa bardzo trudne, a czasem wręcz niemożliwe – dodaje nasz rozmówca.

Dlatego – jak podkreśla – w przypadku kryptoaktywów szczególnie istotne jest precyzyjne ustalenie wzajemnych zobowiązań w umowie, regulaminie lub dokumencie informacyjnym.

Ważne

Rafał Zaorski nie odpowiedział na nasze prośby o rozmowę

Zwróciliśmy się do niego z prośbą o odniesienie się do zarzutów pojawiających się w rozmowach z jego byłymi kolegami.

W szczególności pytaliśmy:

  • Czy sprzeniewierzył środki, które miały zabezpieczać inwestycję w token BSB (tzw. pool), m.in. wykorzystując je do własnej gry giełdowej?
  • Czy obiecywał „prywatnie” zwrot części pieniędzy, lecz nie dotrzymał tych deklaracji, jednocześnie informując publicznie o milionowych stratach na giełdzie?
  • Czy zalegał z wypłatami wynagrodzeń wobec bezpośrednich współpracowników, groził ich niewypłaceniem lub niewłaściwie ich traktował?
  • Jak odniósłby się do zarzutów dotyczących braku wiarygodności, skłonności do hazardu czy przypuszczeń, że kolejne projekty miały służyć spłacie wcześniejszych zobowiązań i pozyskiwaniu środków na dalszą grę?

Życie po życiu projektu Rafała Zaorskiego

Gdy byli współpracownicy na przełomie roku ponownie rozpoczęli kampanię przeciwko Zaorskiemu w mediach społecznościowych, do sprawy odniósł się – za ich pośrednictwem – sam Rafał Zaorski.

„Jak już wywołujecie mnie do tablicy z BigSB. Po półrocznej przerwie, wynikającej ze spraw rodzinnych, wróciłem, by przywrócić do sprawności projekt BigSB, a jednocześnie mój osobisty token. Nie wiem jeszcze, jak dokładnie to zrobię. Mam na to kilka pomysłów. Zostawiam sobie na to cały 2026/27 r. Pewnie – jak zawsze – wyłącznie przez rynek i spekulacje. (…) Od razu odpowiadam na potencjalne głupie pytania: nie mam zamiaru wam nic sprzedawać. Sam to podniosę. To będzie mój ostatni komentarz w tej sprawie. PS. Przegrywa tylko ten, kto się poddaje” – napisał we wpisie na platformie X.

Nie był to jednak ostatni komentarz Rafała Zaorskiego w tej sprawie.

Kilka dni później stwierdził, że gdy kurs rósł, inwestorzy nazywali go geniuszem, a teraz nazywają debilem – wyłącznie dlatego, że ocenił, iż kurs spadł.

Po kolejnych dniach – jak za dawnych „dobrych” lat – Rafał Zaorski poinformował, że gra na spadki cen złota i srebra.

„Jak to nie siądzie, widzimy się pod mostem” – napisał.

Mimo wielokrotnych prób kontaktu do chwili publikacji tekstu nie udało się uzyskać bezpośredniego komentarza od Rafała Zaorskiego. Zdążył natomiast opublikować jeszcze jeden post na temat tokena BSB, w którym chwali się wzrostem kursu do 25 centów i twierdzi m.in., że projekt wcześniej się nie udał, bo „wpompował za dużo kasy w IT” oraz że „traktuje token jako swój personalny”. W tym poście również nie odniósł się do stawianych mu zarzutów.

Główne wnioski

  1. Wizerunek Rafała Zaorskiego jako eksperta był kluczowym elementem, który pozwolił mu zdobyć zaufanie inwestorów i pozyskać ich pieniądze. Był postrzegany jako autorytet, skuteczny trader oraz osoba walcząca z „oszustami” rynku. Zaufanie to budował latami poprzez aktywność medialną, wykłady oraz publikowanie nagrań przedstawiających rzekome zyski i straty.
  2. Osoby, które zainwestowały w projekt tokena BSB, sugerują, że mogło dojść do wyprowadzenia środków z projektu niezgodnie z ustaleniami. Nawet jeśli tak się nie stało, dla projektu Zaorskiego charakterystyczne były m.in. brak pisemnych umów, zmieniające się deklaracje, niedostarczone funkcjonalności oraz zmiany narracji dotyczącej kierunku rozwoju przedsięwzięcia.
  3. Prokuratura uznała gigantyczne straty za element ryzyka inwestycyjnego, niewyczerpujący znamion oszustwa. W praktyce udowodnienie oszustwa w projektach krypto, pozbawionych twardej dokumentacji, jest wyjątkowo trudne. Sam Rafał Zaorski pozostaje natomiast przekonany, że jest w stanie „przywrócić projekt do sprawności”. Na początku roku ogłosił również, że wrócił do gry na giełdzie, mimo wcześniejszych wielomilionowych strat.