Czy Adam Małysz podniesie polskie skoki? „Był lepszym zawodnikiem niż jest działaczem"
Mija już trzeci rok od ostatniej wygranej polskiego skoczka w zawodach Pucharu Świata. Ostatni raz tak długą przerwę od triumfu polska kadra miała 15 lat temu. Czy to chwilowy kryzys, który przytrafia się każdemu? A może definitywny koniec 25-letniej złotej ery, zapoczątkowanej sukcesami Adama Małysza? Te pytania padają w nowym odcinku podcastu „Sport to pieniądz", w którym dziennikarz Eurosportu Kacper Merk mówi też o medalowych szansach Polaków na igrzyskach we Włoszech i powracającym zamieszaniu wokół narciarskich kombinezonów.
Z tego odcinka dowiesz się…
- Jaką tajną broń sprzętową szykują na igrzyska polscy skoczkowie.
- Jak Kacper Merk ocenia pracę Adama Małysza na stanowisku prezesa Polskiego Związku Narciarskiego.
- Jacy młodzi skoczkowie mogą wkrótce trafić do polskiej kadry i poprawić sytuację polskich skoków.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
O olimpijskie medale w skokach powalczy we Włoszech piątka Polaków: Anna Twardosz, Pola Bełtowska, a także Kacper Tomasiak , Kamil Stoch i Paweł Wąsek. Najwięcej dyskusji wzbudziło powołanie tego ostatniego - wydawało się, że walka o nominację na igrzyska rozegra się między Dawidem Kubackim a Maciejem Kotem.
– Trenuje właściwie od Zakopanego, czyli już dwa tygodnie, teraz do Willingen też nie jedzie, czyli trzy tygodnie takiego bezpośredniego przygotowania pod igrzyska, poprawiania techniki. Prawdopodobnie jego poziom maksymalny jest teraz wyższy niż Dawida Kubackiego, niż Maćka Kota, niż Piotra Żyły. Ale z drugiej strony tę zimę Paweł miał fatalną. Zaskoczyło mnie, że to on jedzie. Chociaż też prawda jest taka, że czy byłby to Paweł, czy byłby to Dawid, czy byłby to Maciek, obawiam się, że żaden z nich do walki o czołowe miejsca by się nie włączył - mówi Kacper Merk, od lat zajmujący się skokami narciarskimi w Eurosporcie.
Pod nieobecność Simmona Ammana, który nie znalazł się w kadrze Szwajcarii i tym samym nie wyrówna rekordu Noriakiego Kasaiego (startował na ośmiu igrzyskach), najstarszym zawodnikiem na igrzyskach będzie Kamil Stoch.
Tajna broń w walce o medal
Od igrzysk w w Salt Lake City w 2002 roku, na których Adam Małysz wywalczył pierwsze medale dla Polski od złota Wojciecha Fortuny z 1972 roku, tylko w Turynie w 2006 polscy skoczkowie nie zdobyli medalu. Starty Polaków w tym sezonie wskazują, że po 20 latach z włoskiej ziemi ponownie możemy wrócić bez krążka w skokach.
Według Kacpra Merka, nadzieje powinniśmy pokładać przede wszystkim w konkursie duetów.
– W duetach jest paradoksalnie łatwiej o medal, bo masz tylko jeden duet austriacki, jeden duet słoweński, jeden duet japoński itd. W konkursie indywidualnym musisz pokonać czterech Austriaków, trzech Japończyków, trzech Słoweńców. Z rachunku prawdopodobieństwa
wynika, że w duetach jest trochę łatwiej o medal. Może w tym konkursie, na koniec igrzysk, taki duet Tomasiak - Stoch? – zastanawia się Kacper Merk.
Na igrzyska Polacy zabiorą nowe kombinezony, szyte z polskiej produkcji prefabrykatów. Mają dać tak bardzo poszukiwaną w skokach technologiczną przewagę nad konkurencją.
– Trudno powiedzieć jak te stroje się sprawdzą, ale czy my nie jesteśmy za daleko sportowo, żeby
móc walczyć sprzętowo? Jak jesteś blisko, jesteś obecnie Słoweńcem, Austriakiem, Japończykiem, to faktycznie dodając 5% ekstra sprzętowo, pewnie to zadziała. Jak jesteś trochę dalej albo dużo dalej, to może być trochę, co też jest w skokach narciarskich często spotykane, trochę próba zamącenia rywalom w głowach. No bo na igrzyska często ktoś coś wyjmuje. Pamiętamy te specyficzne wiązania Simona Ammana, dzięki którym wygrał dwa medale w 2010 roku Ale czy
te kombinezony, czy ten materiał może być gamechangerem? Nie do końca wierzę w to, że samymi kombinezonami będziemy w stanie nadrobić tyle, ile tracimy, bo my technicznie skaczemy przeciętnie w tym sezonie – uważa Kacper Merk.
W tym sezonie kontrolerzy FIS przeprowadzają na zawodach więcej niż zwykle kontroli sprzętowych. Niejednokrotnie kończyło się to dyskwalifikacjami np. za kombinezon za długi o 3 milimetry, jak miało to miejsce w przypadku Timiego Zajca.
– W XXI wieku dziwi to, że my cały czas rozmawiamy o sprzęcie w skokach narciarskich. Bardzo prosto można rozwikłać ten problem, czy to zamykając kombinezony, czy szyjąc wszystkim takie same. Ta cała dyskusja o sprzęcie powoduje, że ten sport jest momentami trochę śmieszny, no bo naprawdę tłumaczenie później komuś niebędącemu w tej bańce, że facet miało dwa milimetry, czy trzy milimetry za długie, czy za krótkie nogawki, to spowodowało wyrzucenie go z tych zawodów - mówi Kacper Merk.
Kryzys czy tylko zadyszka?
Brak sukcesów w Pucharze Świata i koniec kariery Kamila Stocha zwiastują trudny okres dla polskich skoków.
– Po kolejnym roku bez sukcesów negocjacje z sponsorami raczej łatwe nie będą. Do tego
odchodzi twarz skoków narciarskich, bo odejście Kamila Stocha wizerunkowo jest po prostu
jakimś ciosem marketingowym – mówi Kacper Merk.
W ostatnich latach kryzysy przechodziły właściwie wszystkie federacje - niemal wszystkie zdołały z nich wyjść i wrócić do osiągania sukcesów.
– Okej, nie mamy takiego systemu jak mają Austriacy czy jak mają Słoweńcy i pewnie nigdy nie
będziemy mieli z wielu różnych powodów. Ale jak jedziesz na zawody dziecięce, juniorskie, startuje ci 300 czy 400 dzieciaków i reprezentują co po niektórzy naprawdę kapitalny poziom. Program Szukamy Następców Mistrza, później przekształcony w Lotos Cupy, a teraz Orlen Cup, to jest bardzo dobra podwalina pod budowę systemu. To nie jest tak, że Kacper Tomasiak nam się wziął znikąd. Jak ktoś się interesował skokami juniorów lat temu 6-7, to widział, że jest człowiek, który nazywa się Kacper Tomasiak. Zresztą nie tylko Kacper Tomasiak, bo Łukasz Łukaszczyk też i możemy tak wymieniać: Miłosz Malarz, Szymon Byrski, młodszy brat Kacpra Tomasiaka, Konrad – tłumaczy Kacper Berk.
– Naszym największym problemem, i to też teraz śmiesznie zabrzmi, było to, że mieliśmy Stocha, Żyłę i Kubackiego w jednym momencie i oni byli super długowieczni, z wieloma sukcesami.
I wielu zawodnikom młodszym brakowało zapału, energii, finansów, dobrego podejścia do
tego, żeby cały czas być w tym sporcie, tkwić i skakać, bo nie mieli szansy przebić się wyżej - wyjaśnia Kacper Berk.
Zmieniać trenera a może prezesa?
Apatia w polskich skokach zrodziła wiele pytań o przyszłość trenera Kadry A Macieja Maciuszka i szefującego Polskiemu Związkowi Narciarskiemu Adama Małysza, który dodatkowo odpowiada też za inne dyscypliny, w tym biegi narciarskie i narciarstwo alpejskie.
– Uważam Macieja Maciusiaka za bardzo dobrego fachowca, jeżeli chodzi o trening skoków narciarskich, aczkolwiek ten sezon, co tu dużo mówić, świadczy przeciwko niemu, bo nie ułożył żadnego zawodnika, nie zrobił z żadnym zawodnikiem tego, z czego był znany do tej pory. Pytanie brzmi, czy to były trochę za wysokie progi dla Maćka? A może trafił w bardzo złym momencie w to miejsce, bo to sezon olimpijski. Nie mogłeś powiedzieć sobie w kwietniu: dobra, robimy sezon na stracenie, resetujemy, co będzie to będzie – mówi Kacper Merk.
– Czy Adam Małysz jest dobrym prezesem Polskiego Związku Narciarskiego? Był lepszym
zawodnikiem niż jest działaczem. Adam Małysz jako prezes nie sprawdza się na tyle, na ile powinien się prezes Polskiego Związku Narciarskiego sprawdzać. Ja w ogóle uważam, że prezesami związków sportowych powinni być menedżerowie. Po prostu ludzie z korporacji, z biznesu, którzy dostają od zarządu konkretny cel. Adam mógłby być superambasadorem, człowiekiem, który przyciąga pieniądze, który, bo wiadomo, że każdy polityk od lewa do prawa chce się spotykać z Adamem Małyszem. Albo mógłby być dyrektorem sportowym, tak jak był do tej pory, bo, bo ma czutkę do skoków narciarskich, tego mu odmówić nie można – uważa Kacper Merk.