„Absolutny przełom”. Umowa na system San podpisana
„Bezprecedensowy projekt” – tak premier Donald Tusk określił podpisanie umowy na dostawę systemu San. Ma on wzmocnić ochronę wschodniej i północnej granicy Polski. System, którego wartość sięga miliardów złotych, zostanie sfinansowany ze środków programu SAFE i w dużej mierze zbudowany przez polski przemysł zbrojeniowy.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Czym będzie system San i jakie zagrożenia ma neutralizować.
- Ile będzie kosztował i skąd państwo weźmie pieniądze na jego realizację.
- Jakie firmy wejdą w skład konsorcjum realizującego projekt.
System San ma odpowiadać za ochronę polskiej przestrzeni powietrznej przed zagrożeniami z użyciem bezzałogowych statków powietrznych. Jego zadaniem będzie przede wszystkim przeciwdziałanie atakom dronów. – tak, aby nie powtórzyła się sytuacja z nocy z 9 na 10 września ubiegłego roku.
San stanie się drugim poziomem wielowarstwowego systemu obrony powietrznej Polski, który budowany jest według zasady „warstwowej”, porównywanej przez wojskowych do struktury cebuli.
Najniższy poziom tworzą systemy bardzo krótkiego zasięgu Pilica i Pilica+, przeznaczone do ochrony punktowej. Powyżej znajdzie się właśnie San – system antydronowy, rozmieszczany głównie wzdłuż granicy wschodniej z Białorusią i Ukrainą, a także północnej, w rejonie obwodu królewieckiego. Wyższe warstwy obrony stanowić będą systemy Narew i Wisła.
San ma się specjalizować w zwalczaniu bezzałogowych statków powietrznych. W tym celu zostanie wyposażony zarówno w środki kinetyczne – systemy artyleryjskie – jak i w zaawansowane rozwiązania elektroniczne, obejmujące rozpoznanie oraz zakłócanie sygnałów.
Koszt programu jest znaczący. Szacowana wartość całego projektu wynosi około 15 mld zł. Finansowanie w zdecydowanej większości pochodzić będzie z funduszy SAFE, przeznaczonych na wzmacnianie zdolności obronnych państw Unii Europejskiej.
Dziesiątki plutonów ogniowych, setki pojazdów. Polska ma być bezpieczna i innowacyjna
System San zbudują firmy z Polskiej Grupy Zbrojeniowej we współpracy z prywatnym podmiotem APS oraz norweskim koncernem Kongsberg. Podczas uroczystości podpisania umowy minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił, że San to „cały system naczyń połączonych – efektorów i sensorów”. Będzie on przeznaczony do zwalczania zagrożeń powietrznych, zarówno ze strony śmigłowców, jak i – przede wszystkim – bezzałogowych statków powietrznych.
Jak zaznaczył szef MON, system będzie składał się z 18 baterii antydronowych, 52 plutonów ogniowych, 18 plutonów dowodzenia oraz 703 pojazdów. Około 400 z nich zostanie zbudowanych na podwoziach Jelcza, a kolejne 300 na bazie platformy Legwan. Oba typy pojazdów produkują spółki należące do Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
– To wszystko sprawia, że będziemy w stanie w realny sposób oddziaływać na zagrożenia nadchodzące ze wschodu – podkreślił Władysław Kosiniak-Kamysz.
Skala tych zagrożeń jest realna. Kolejne przypadki naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej przez balony obserwacyjne, a także ubiegłoroczne wtargnięcie kilkunastu bezzałogowych statków powietrznych, pokazały słabości obecnego systemu ochrony. To właśnie w odpowiedzi na te incydenty rozwijany ma być system San.
Agencja Uzbrojenia: Mamy w koszyku klocki
Z podpisania umowy zadowolona jest również Agencja Uzbrojenia. Jak podkreśla zastępca szefa AU, gen. Michał Marciniak, kluczowe będą najbliższe miesiące – zwłaszcza że pierwsze dostawy systemu mają rozpocząć się jeszcze w tym roku. Do tego czasu Agencja skoncentruje się na procesie integracji oraz testów.
– Wiem, że pojawiały się medialne kontrowersje dotyczące wyboru Kongsberga jako partnera zagranicznego. Chcę jednak jasno powiedzieć, że zdecydowaliśmy się na tę firmę z trzech powodów. Po pierwsze – ze względu na efektory, którymi dysponuje. Po drugie – z uwagi na bardzo duże doświadczenie w integracji systemów. Wreszcie, po trzecie – ze względu na krótkie terminy dostaw – mówi nam oficer.
System San będzie – jak już zapowiadano – czwartym elementem budowanego zintegrowanego systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Jak podkreśla generał, filozofia jego budowy jest spójna z pozostałymi komponentami.
– Nad tym projektem pracują ci sami ludzie, co przy wcześniejszych systemach. Założenie jest proste: wszyscy mają na tym zyskać. Siły Zbrojne – bo otrzymują nowe zdolności. Przemysł – bo realizuje duże i wymagające zamówienie – wyjaśnia generał.
Kluczową rolę w projekcie odgrywa Agencja Uzbrojenia, która odpowiada za konfigurację całego systemu.
– Przyjęliśmy zasadę, że każdy komponent musi osiągać co najmniej ósmy poziom gotowości technologicznej. To oznacza, że nie sięgamy po rozwiązania eksperymentalne, lecz po technologie sprawdzone, po badaniach zakładowych. Mówiąc obrazowo – mamy zestaw klocków, z których teraz trzeba złożyć jeden sprawny system. Naszym zadaniem jest jego integracja mechaniczna i programowa – tłumaczy gen. Michał Marciniak.
Jednym z największych wyzwań będzie tempo realizacji zamówień.
– Z punktu widzenia przemysłu kluczowe będzie zapewnienie płynności dostaw w bardzo krótkim czasie. Docelowo chcielibyśmy osiągnąć zdolność przekazywania nawet półtorej baterii miesięcznie – zaznacza nasz rozmówca.
Równie istotna jest kwestia kadr. Systemy San trafią do pułków przeciwlotniczych, czyli do żołnierzy posiadających już doświadczenie w obsłudze tego typu uzbrojenia.
– Dzięki temu mamy pewność, że nie będą z nich korzystać osoby, mówiąc kolokwialnie, „zielone w temacie” – podsumowuje gen. Marciniak.
Jelcz, Tarnów i APS zyskają najwięcej. Miliardy z programu San trafią do polskiego przemysłu
Zgodnie z harmonogramem, pierwsze trzy plutony ogniowe pierwszej baterii mają zostać przekazane Siłom Zbrojnym RP do końca 2026 r.
Największym beneficjentem programu będą polskie przedsiębiorstwa. W realizację projektu zaangażowano Polską Grupę Zbrojeniową, prywatną spółkę APS z Gdyni oraz szereg podmiotów przemysłowych współpracujących przy produkcji sprzętu. Pojazdy dla systemu dostarczą Jelcz oraz Rosomak z Siemianowic Śląskich. Na ich podwoziach montowane będą radary, systemy dowodzenia oraz efektory, czyli środki służące do wykrywania i neutralizacji dronów.
Uzbrojenie systemu obejmie m.in.:
- armaty kal. 35 mm produkcji PIT-Radwar,
- armaty kal. 30 mm dostarczane przez norweski Kongsberg,
- stacje radiolokacyjne opracowane przez APS z Trójmiasta,
- wielolufowe karabiny maszynowe produkowane przez Zakłady Mechaniczne Tarnów,
- oraz pociski rakietowe kalibru 70 mm.
W praktyce oznacza to, że zdecydowana większość środków z programu San trafi do krajowego przemysłu obronnego. W ten sposób wzmocni jego zdolności produkcyjne i technologiczne na wiele lat.
„Mamy poczucie odpowiedzialności za polską przestrzeń powietrzną”
System San wydaje się jednym z nielicznych przykładów spójnie zaprojektowanego i realnie potrzebnego projektu modernizacyjnego w polskich siłach zbrojnych. Jeśli wszystkie jego elementy zostaną właściwie wdrożone, efekt może okazać się korzystny dla wszystkich stron. Wojsko otrzyma brakujące zdolności, przemysł zyska długoterminowe zamówienia, a bezpieczeństwo polskiej przestrzeni powietrznej realnie się poprawi.
– Jesteśmy kluczowym podwykonawcą, bo dostarczamy oprogramowanie C2, radary oraz systemy antydronowe. To unikalne połączenie kompetencji. Liderem przedsięwzięcia jest PGZ, jako reprezentant przemysłu państwowego, we współpracy z uznanym partnerem międzynarodowym. Wspólnie budujemy jeden z najnowocześniejszych w Europie inteligentnych systemów obrony przeciwdronowej. Mamy poczucie odpowiedzialności za polską przestrzeń powietrzną – mówi Radosław Piesiewicz, dyrektor operacyjny i współzałożyciel Advanced Protection Systems z Gdyni.
Jak podkreśla, APS w ciągu dwóch lat dostarczy system nowoczesny, otwarty i możliwy do dalszej rozbudowy. Tak aby mógł odpowiadać na zmieniające się zagrożenia. Firma ma już doświadczenie we współpracy zarówno z Siłami Zbrojnymi RP, jak i z armią ukraińską oraz partnerami z innych państw regionu.
– To efekt połączenia najlepszych kompetencji z sektora publicznego, prywatnego i międzynarodowego. Jesteśmy w pełnej gotowości do realizacji zadania wyznaczonego przez MON, na czele z wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem – dodaje nasz rozmówca.
Istotnym elementem całego programu pozostaje również czynnik ludzki. Jak podkreśla Piesiewicz, nawet najlepszy system wymaga odpowiednio przygotowanych operatorów. APS ma w tym zakresie doświadczenie – wcześniej dostarczała wojsku systemy SkyControl, które stanowią bazę pod obecne rozwiązania.
– Będziemy oczywiście angażować się w dalsze szkolenia. Zrobimy wszystko, aby zespoły obsługujące system były właściwie przygotowane i w pełni wykorzystywały jego możliwości – zaznacza Radosław Piesiewicz.
Pozostaje więc czekać na dostawy pierwszych baterii i sprawdzić, czy wszystkie elementy – technologiczne, organizacyjne i operacyjne – zadziałają zgodnie z założeniami.
Zdaniem eksperta
Płk Robert Stachurski: Bez wyszkolonych operatorów nawet najlepsza technologia pozostanie niewykorzystanym potencjałem
To nowoczesne systemy i zaawansowane efektory. Nie każdy artylerzysta będzie w stanie od razu je obsługiwać. Kluczowe jest również właściwe wpięcie systemu San w całość obrony powietrznej – odpowiednie rozmieszczenie zestawów, przede wszystkim na granicy, ale być może także w rejonach infrastruktury krytycznej czy energetycznej.
To dobre zestawienie efektorów. Wystarczy spojrzeć na Poprady czy Pilicę – one również wykorzystują zarówno efektory artyleryjskie, jak i pociski rakietowe. Takie systemy pozwalają zwalczać cele powietrzne do wysokości około 5 tys. metrów. Do tego dochodzą elementy walki radioelektronicznej, co sprawia, że San w swojej docelowej konfiguracji może stać się skutecznym narzędziem ochrony infrastruktury krytycznej.
Gdyby 10 września na granicy znajdowały się zestawy Poprad lub Pilica, możliwe byłoby zwalczanie wówczas wlatujących dronów. Jeżeli dowódca operacyjny uzna dany obiekt – np. śmigłowiec czy balon – za zagrożenie, system będzie mógł go zneutralizować. Warto też podkreślić, że San zostanie wyposażony w artylerię lufową, którą w razie potrzeby można wykorzystać również do zwalczania celów naziemnych.
Główne wnioski
- Program San, którego wartość sięga około 15 mld zł, może stać się jednym z kluczowych impulsów rozwoju polskiego systemu obrony powietrznej. Połączenie potencjału przemysłu państwowego, prywatnego oraz partnera zagranicznego stwarza realną szansę na zbudowanie skutecznego i nowoczesnego rozwiązania.
- Jak podkreśla były szef Obrony Powietrznej Kraju płk Robert Stachurski, San to „dobrze pomyślany system”, wyposażony w szeroki zestaw efektorów i rozwiązań pozwalających na elastyczne reagowanie na różne typy zagrożeń.
- Największym wyzwaniem pozostanie jednak nie sama koncepcja, lecz jej realizacja. Kluczowe będą skuteczna integracja wszystkich elementów systemu, terminowe dostawy komponentów oraz sprawne wdrożenie całości w strukturach obrony powietrznej.

