Kategorie artykułu: Biznes Sport
Sport to pieniądz Sezon 2 Odc. 7

Od portmonetki z wieżą Eiffla do globalnego biznesu. Jak komercyjnie zmieniały się igrzyska?

Gigantyczne budżety organizacyjne, miliardowe kontrakty telewizyjne, potężni sponsorzy i sportowcy będący globalnymi markami – tak wygląda dziś zaplecze igrzysk olimpijskich. Początki były jednak znacznie skromniejsze. Dość powiedzieć, że pierwsi olimpijczycy… nie wiedzieli, że biorą udział w igrzyskach.

Robert Gawkowski

Z tego odcinka dowiesz się…

  1. Jak wyglądały organizacyjne i komercyjne początki igrzysk olimpijskich.
  2. Jak pieniądze, media i polityka stopniowo zmieniały sposób organizacji igrzysk oraz status samych sportowców.
  3. Dlaczego mimo ogromnych zysków MKOl do dziś nie wypłaca nagród medalistom olimpijskim.
Obejrzyj lub posłuchaj
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
00:00

Baron Pierre de Coubertin marzył o igrzyskach opartych na idei amatorstwa, prestiżu i wychowania poprzez sport. Paradoksalnie już pierwsze nowożytne igrzyska w Atenach w 1896 r. przyciągnęły tłumy, co musiało być dla Francuza źródłem satysfakcji. Stadion był wypełniony, a zainteresowanie wydarzeniem ogromne, choć infrastruktura i standardy sportowe znacznie odbiegały od współczesnych.

Jednak igrzyska w Paryżu w 1900 r. zostały przyćmione przez Wystawę Światową, której były częścią. Zniknęły do tego stopnia, że część sportowców nawet nie wiedziała, iż bierze udział w olimpijskiej rywalizacji. Zawody odbywały się w prowizorycznych warunkach, a sport ginął w cieniu handlu i rozrywki.

– Proszę sobie wyobrazić, jak wyglądał plac do uprawiania lekkiej atletyki. W środku rosły krzaki, a przez źle wyznaczone tory potrafiła przechodzić niania z wózkiem. Zawodnicy rzucali dyskiem niemal w zarośla. Tego typu obrazy musiały boleć samego Pierre’a de Coubertina, bo igrzyska w Paryżu były po prostu źle zorganizowane i zagubione w wielkiej imprezie komercyjnej – mówi w podcaście „Sport to pieniądz” dr hab. Robert Gawkowski, historyk sportu z Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie.

Nagrody tylko symboliczne

Choć oficjalnie sportowcy pozostawali amatorami, zwycięzcy otrzymywali drobne nagrody materialne – na przykład portmonetkę z widokiem wieży Eiffla. Prawdziwa komercjalizacja przyszła jednak znacznie później, wraz z rozwojem mediów, telewizji i rosnącą rozpoznawalnością zawodników.

Szczególnym momentem w historii były narodziny zimowych igrzysk olimpijskich. Pierwsze zawody w Chamonix w 1924 r. początkowo funkcjonowały jako „Tydzień Sportów Zimowych”. Dopiero po czasie Międzynarodowy Komitet Olimpijski uznał je za pierwsze zimowe igrzyska w historii.

– Ci ludzie, którzy startowali w Chamonix, wcale nie wiedzieli, czy są olimpijczykami, czy nie. Brali udział w tygodniu sportów zimowych objętym patronatem igrzysk letnich. Dopiero po dwóch latach MKOl uznał, że to były pierwsze Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Wtedy dopiero historia została napisana na nowo – zauważa dr hab. Robert Gawkowski.

W tym czasie Polska zmagała się z hiperinflacją, chaosem organizacyjnym i brakiem sportowego zaplecza. Zbiórki na wyjazd olimpijczyków traciły wartość, gdy tylko trafiły do banku, a zawodnicy często jechali na igrzyska bez odpowiedniego przygotowania, sprzętu czy nawet znajomości programu zawodów.

– Hiperinflacja niszczyła wszelkie oszczędności. Gdyby brać realną wartość tych pieniędzy, moglibyśmy wystawić solidną ekipę. Trzymano je jednak w banku, a inflacja była większa niż odsetki. To był dramat – w takich warunkach rodził się polski sport olimpijski – tłumaczy historyk.

Olimpijska komercjalizacja

Lata 60. i 70. przyniosły rozwój telewizji, transmisje na żywo i coraz wyraźniejszą obecność reklam. Już wcześniej, na igrzyskach w Japonii w 1964 i 1972 r., gospodarze poczynili gigantyczne inwestycje infrastrukturalne i pokazali światu, że igrzyska mogą być wizytówką nowoczesności.

Dziś MKOl nadal nie płaci medalistom, podtrzymując ideę rywalizacji o prestiż i sławę. Jednocześnie finansowe możliwości, jakie zwłaszcza przed medalistami otwierają igrzyska, są ogromne.

– Te czasy, gdy zwycięzca dostawał pustą portmonetkę, dawno minęły. Komercja finansuje sportowca w sposób pośredni – poprzez rozpoznawalność i sławę. Udział w igrzyskach daje możliwość kontraktów i zarobków, choć nie bezpośrednio od MKOl. Taki jest dziś świat sportu i musimy to jasno powiedzieć – mówi dr hab. Robert Gawkowski.

W polską część historii zimowych igrzysk można się zanurzyć, odwiedzając w lutym i marcu organizowaną przez Muzeum Sportu i Turystyki wystawę „Biało-czerwoni na białych arenach”.

Podpis pod zdjęciem