Kategoria artykułu: Świat

Hiszpańska gospodarka staje na nogi. Najniższe bezrobocie od czasu kryzysu finansowego. Ale to nie jest cała prawda

Hiszpania przełamała psychologiczną barierę. Po raz pierwszy od 2008 r. bezrobocie spadło poniżej 10 proc. Choć Hiszpania wciąż pozostaje w niechlubnej czołówce unijnych statystyk bezrobocia, ożywienie gospodarcze jest bezsprzeczne. W 2025 r. PKB wzrósł o 2,8 proc., znacznie przewyższając wyniki odnotowane przez Niemcy, Francję czy Włochy. Pytanie – czy te makroekonomiczne sukcesy przekładają się na jakość zatrudnienia, stabilność umów i perspektywy dla młodych? Tu statystyki tracą swoją jednoznaczność.

Bezrobocie wśród Hiszpanów poniżej 25 roku życia wciąż sięga około 23 proc., co znacznie odbiega od średniej unijnej (14,7 proc.). Fot. Hazhard Espinoza Vallejos/NurPhoto via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Co sprawia, że hiszpańska gospodarka rozwija się obecnie szybciej niż niemiecka czy francuska.
  2. Dlaczego bezrobocie strukturalne pozostaje piętą achillesową hiszpańskiej gospodarki.
  3. Dlaczego lewicowy rząd zdecydował się na masową legalizację imigrantów.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Kwartalne Badanie Ludności Aktywnej Zawodowo (EPA) publikowane przez hiszpański urząd statystyczny INE, dostarcza jednoznacznych danych: w IV kwartale 2025 r. stopa bezrobocia spadła do poziomu 9,93 proc., wobec 10,45 proc. we wcześniejszym kwartale. Liczby bezwzględne również robią wrażenie: zatrudnienie osiągnęło pułap 22,46 mln osób, a grono bezrobotnych zmniejszyło się o ponad 136 tys. do 2,48 mln. W skali całego roku bilans wypada jeszcze korzystniej: liczba zatrudnionych wzrosła o ponad 600 tys., podczas gdy liczba bezrobotnych spadła do 120 tys. osób. To kluczowy dowód na siłę ożywienia: stopa bezrobocia spada nie dlatego, że ludzie wypadają z rejestrów, ale dlatego, że gospodarka realnie wchłania nowe rzesze pracowników.

Czy oznacza to powrót do „poziomu sprzed kryzysu”? To zależy od przyjętej perspektywy. Jeśli punktem odniesienia będzie okres tuż przed krachem z początku 2008 r. (gdy bezrobocie wynosiło 9,63 proc.), to Hiszpania rzeczywiście odrobiła straty. Jednak patrząc przez pryzmat rekordowego boomu z połowy pierwszej dekady XXI w., kiedy wskaźnik ten osiągał historycznie niskie poziomy, do pełnego sukcesu droga jest jeszcze długa. To ważne rozróżnienie, które sugeruje ostrożność w ocenie obecnego postępu.

Także kontekst europejski jest mniej optymistyczny. Pomimo niewątpliwych osiągnięć Hiszpania nadal wyraźnie odstaje od reszty kontynentu. Według Eurostatu średnia stopa bezrobocia w Unii Europejskiej wyniosła w grudniu 2025 r. zaledwie 5,9 proc. Co więcej, zgodnie z unijną, zharmonizowaną metodologią wskaźnik dla Hiszpanii wciąż plasował się dokładnie na poziomie 10 proc. Wniosek nasuwa się więc sam. Kraj wykonał pracę, ale bezrobocie strukturalne pozostaje piętą achillesową hiszpańskiej gospodarki w znacznie większym stopniu niż w przypadku większości unijnych partnerów.

Popyt wewnętrzny to tylko jeden z motorów

Poprawa sytuacji na rynku pracy nie wzięła się znikąd, stoi za nią wyraźne ożywienie gospodarcze. Według wstępnych danych hiszpański PKB urósł realnie o 2,8 proc. w całym 2025 r., przy czym szczególnie dynamiczny okazał się ostatni kwartał ze wzrostem rzędu 0,8 proc. (w ujęciu kwartał do kwartału). Głównym motorem napędzającym ten wzrost był popyt wewnętrzny, który neutralizował negatywny wpływ eksportu netto.

Na tle dość anemicznej sytuacji w reszcie Europy Zachodniej jest to wynik wręcz imponujący. W zeszłym roku Hiszpania wyraźnie zostawiła z tyłu największe gospodarki kontynentu: Niemcy, Francję oraz Włochy. Potwierdzają to również analizy OECD, które wskazują na solidne podstawy tego sukcesu. Silnik hiszpańskiej gospodarki pracuje obecnie na kilku cylindrach: silnej konsumpcji prywatnej, rosnącym zatrudnieniu, mocnym odbiciu w sektorze turystycznym oraz inwestycjach finansowanych ze środków unijnego funduszu odbudowy i zwiększonych wydatkach publicznych. To właśnie te czynniki wpływają na wiarygodność o tezie o realnym „hiszpańskim zwrocie” i tłumaczą fenomen tamtejszego rynku pracy. Hiszpania skutecznie tworzyła nowe miejsca pracy w okresie, gdy większość Europy zmagała się z utrzymaniem jakiegokolwiek wzrostu gospodarczego.

Nowy typ zatrudnienia: stałe, ale przerywane

Obecna struktura zatrudnienia wygląda znacznie zdrowiej niż w przeszłości, a bilans zawieranych umów zmienia się na korzyść pracowników. W samym IV kwartale liczba umów na czas nieokreślony wzrosła o 128 tys., podczas gdy liczba umów czasowych skurczyła się o 77 tys. 

To zmiana o ogromnym znaczeniu społecznym. Hiszpański rynek pracy przez dekady cierpiał na tzw. dualizm – podział na uprzywilejowaną grupę pracowników na bezpiecznych etatach i rzeszę skazanych na karuzelę umów śmieciowych. Reforma z grudnia 2021 r. wypowiedziała wojnę nadużywaniu tzw. śmieciówek. Instytucje takie jak OECD, MFW czy Bank Hiszpanii zgodnie przyznają: zmiany działają. Wskaźnik tymczasowości spada, nawet jeśli część tego sukcesu to efekt przesunięcia w stronę kontraktów „stałych-przerywanych” (fijos-discontinuos), czyli formalnie bezterminowych, lecz realizowanych okresowo.

To pewnego rodzaju hybryda. Pracownik ma co prawda umowę na stałe, ale pracuje (i zarabia) tylko w określonych miesiącach, co jest normą np. w turystyce czy rolnictwie. Krytycy alarmują, że zamazuje to obraz rzeczywistości. W okresach przestoju tacy pracownicy znikają z radarów statystyki bezrobocia, choć faktycznie nie pracują.

Skalę zjawiska obnaża badanie hiszpańskiego think-tanku FEDEA. Analiza składek odprowadzanych na ubezpieczenie społeczne wykazała, że po reformie z 2021 r. liczebność tej grupy wystrzeliła z 650 tys. do 1,4 mln w zaledwie dziewięć miesięcy. Nie oznacza to, że hiszpański sukces jest fikcją, ale nakazana jest pewna ostrożność: statystyczny wzrost „stabilności” nie zawsze przekłada się na pełną pensję przez 12 miesięcy w roku.

Młodzi i kobiety wciąż w trudnym położeniu

Nie brakuje innych powodów do niepokoju: struktura zatrudnienia niebezpiecznie przechyla się w stronę usług, a końcówka roku przyniosła wyraźne pogorszenie jakości oferowanych etatów. W IV kwartale 2025 r. usługi zdominowały rynek pracy (+78 tys. etatów), podczas gdy przemysł krwawił (-38 tys.). Co gorsza, doszło do znaczącego przesunięcia w strukturze zatrudnienia: ubyło aż 116 tys. miejsc pracy na pełny etat, a w zamian pojawiło się 192 tys. stanowisk na niepełny wymiar czasu pracy.

Czy to tylko sezonowa anomalia? Pociesza fakt, że w ujęciu rocznym pełne etaty nadal rosną szybciej. Czerwona lampka zapala się jednak gdzie indziej: wzrost netto w ostatnim kwartale wygenerował głównie sektor publiczny, podczas gdy sektor prywatny odnotował spadek. Jeśli ten trend się utrzyma, będzie można mówić o sytuacji, w której ilościowy wzrost zatrudnienia dokonuje się kosztem jakości tworzonych miejsc pracy.

Choć ogólna stopa bezrobocia przełamała symboliczną barierę 10 proc., sytuacja młodych nadal jest bardzo trudna. Bezrobocie wśród osób poniżej 25 roku życia wciąż sięga około 23 proc., co znacznie odbiega od średniej unijnej (14,7 proc.). Hiszpańskie ożywienie odczuwają więc przede wszystkim pracownicy o ugruntowanej pozycji zawodowej, podczas gdy młodzi wciąż mierzą się z poważnymi barierami wejścia na rynek pracy.

Utrzymują się także dawne podziały społeczne: bezrobocie wśród kobiet (11,24 proc.) wciąż znacząco przewyższa poziom obserwowany wśród mężczyzn (8,76 proc.). Co więcej, kwartalny wzrost liczby osób długotrwale bezrobotnych przypomina, że ta grupa jest jednym z najwrażliwszych punktów hiszpańskiego rynku pracy, nawet w okresach wyraźnej poprawy koniunktury gospodarczej.

To nie jest otwarcie granic

Mimo niejednoznacznej poprawy na rynku pracy rząd w Madrycie uznał, że dalszy wzrost gospodarczy wymaga odważnych kroków. Pod koniec stycznia w trybie pilnym zatwierdzono dekret królewski, który otwiera drogę do masowej legalizacji pobytu cudzoziemców już przebywających w Hiszpanii.

Warunki są jasne. Aby skorzystać z programu, imigranci muszą udowodnić, że przebywali w kraju co najmniej pięć miesięcy przed 31 grudnia 2025 r. i mają czystą kartotekę. Okno na składanie wniosków otwiera się w kwietniu i potrwa do 30 czerwca 2026 r. Co oferuje rząd? Wstępne zezwolenie na pobyt na rok, natychmiastowe pozwolenie na pracę już z chwilą przyjęcia wniosku (bez czekania na ostateczną decyzję) oraz pełną legalizację dla małoletnich dzieci (od razu na pięć lat).

Przekaz Madrytu jest wymowny: to nie „otwarcie granic”, ale ujęcie istniejącej już sytuacji w ramy prawne. Rząd oferuje „życie na równych zasadach” i ścieżkę do pełnej legalizacji pobytu, licząc na uregulowanie statusu nawet 500 tys. osób, głównie z Ameryki Łacińskiej.

Mieszkania – „wąskie gardło”

Dla analityków rynkowych cytowanych przez agencję „Reuters” sprawa jest oczywista: ten ruch to dodatkowe wpływy do budżetu, a logika rządu opiera się na twardych liczbach. Sformalizowanie zatrudnienia około pół miliona ludzi oznacza potężny zastrzyk gotówki dla systemu ubezpieczeń społecznych i fiskusa, będąc jednocześnie ciosem wymierzonym w szarą strefę i gospodarkę opartą na wyzysku.

Ważny jest także aspekt kadrowy. OECD szacuje, że cudzoziemcy stanowią już około 14 proc. siły roboczej w Hiszpanii i to oni wygenerowali lwią część wzrostu zatrudnienia w 2025 r. Sektory takie jak hotelarstwo, opieka czy rolnictwo są od nich wręcz uzależnione. W tym świetle masowa legalizacja przestaje być wyłącznie gestem humanitarnym, a staje się pragmatyczną odpowiedzią na chroniczne niedobory rąk do pracy w tych branżach.

Optymizm rządu zderza się jednak z poważnymi barierami strukturalnymi. Największym „wąskim gardłem” są mieszkania. Analizy OECD i MFW ostrzegają: podaż lokali w Hiszpanii wyraźnie nie nadąża za popytem. Legalizacja statusu pół miliona ludzi nie wygeneruje dla nich z dnia na dzień nowych mieszkań, grozi za to podbiciem cen w i tak już przegrzanych regionach. Do tego dochodzi ryzyko polityczne. Jeśli integracji na rynku pracy nie będzie towarzyszyć skuteczna walka z nadużyciami pracodawców i realna strategia mieszkaniowa, decyzja ta może stać się zapalnikiem napięć społecznych i paliwem dla dalszej polaryzacji politycznej.

Główne wnioski

  1. W Hiszpanii po raz pierwszy od wybuchu kryzysu finansowego w 2008 r. bezrobocie spadło poniżej bariery 10 proc. Jednocześnie PKB kraju wzrosło w 2025 r. o 2,8 proc., zostawiając daleko w tyle największe gospodarki UE (Niemcy, Francję, Włochy). Sukces opiera się przede wszystkim na silnym popycie wewnętrznym i utrzymującym się boomie turystycznym.
  2. Mimo realnego wzrostu liczby osób zatrudnionych hiszpański rynek pracy wciąż boryka się ze starymi problemami strukturalnymi: wysokim bezrobociem wśród młodych (23 proc.) oraz ukrywaniem faktycznych przestojów w pracy pod postacią umów tzw. stałych-przerywanych. Niepokoić może również fakt, że ostatni wzrost zatrudnienia generowany jest głównie przez sektor publiczny i etaty w niepełnym wymiarze.
  3. Rząd rozpoczął proces masowej legalizacji pobytu dla blisko 500 tys. imigrantów, co ma zredukować szarą strefę, zwiększyć wpływy do budżetu i uzupełnić braki kadrowe w rolnictwie czy hotelarstwie. Eksperci ostrzegają jednak, że bez odpowiedniego przygotowania ruch ten może pogłębić kryzys mieszkaniowy w największych ośrodkach i wywołać napięcia społeczne.
Artykuł opublikowany w wydaniu nr 438
Strona główna Świat Hiszpańska gospodarka staje na nogi. Najniższe bezrobocie od czasu kryzysu finansowego. Ale to nie jest cała prawda