Kategorie artykułu: Polityka Świat

Zaprzysiężenie nowego rządu w Holandii. Sporo obietnic jak na brak większości w parlamencie

Niespełna rok po głośnym upadku poprzedniej koalicji Holandia wreszcie wychodzi z politycznego impasu. Dziś (23 lutego 2026 r.) zaprzysiężony zostanie rząd 38-letniego Roba Jettena, lidera centrowej, prounijnej partii D66 i zarazem najmłodszego premiera w historii kraju. Choć jego ekipa kładzie na stół najodważniejszy program reform od lat, to startuje z poważnym balastem.

Lider D66 Rob Jetten
Na zdjęciu lider D66 Rob Jetten. Fot. Pierre Crom/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak doszło do powołania nowego, mniejszościowego rządu w Holandii.
  2. W jaki sposób nowa koalicja zamierza sfinansować potężną rozbudowę armii i jakich zmian chce dokonać polityce zagranicznej.
  3. Jakich bolesnych cięć w polityce społecznej powinni się spodziewać Holendrzy.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Dziś w Holandii zaprzysiężony zostanie nowy rząd. Umowa koalicyjna zatytułowana „Aan de slag” („Bierzmy się do pracy”) ma być dla Holandii biletem powrotnym do politycznej normalności. Kraj wciąż odczuwa skutki chaosu po upadku gabinetu Dicka Schoofa (2024–2025), krótkotrwałego eksperymentu z udziałem skrajnie prawicowej PVV Geerta Wildersa.

Jednak sojusz D66 kierowanej przez Roba Jettena z konserwatywno-liberalną VVD i chadecką CDA nie dysponuje większością w żadnej z dwóch izb parlamentu. Realizacja nowej agendy będzie więc przypominać balansowanie na linie. Z jednej strony rząd zapowiada ofensywę: znaczną rozbudowę armii, odblokowanie rynku mieszkaniowego, przyspieszenie transformacji energetycznej oraz zaostrzenie kursu migracyjnego. Z drugiej, by utrzymać żelazną dyscyplinę budżetową, musi szukać bolesnych oszczędności w ochronie zdrowia i opiece społecznej.

To wszystko sprawka Wildersa

Aby w pełni zrozumieć, dlaczego gabinet Jettena stanowi próbę politycznego resetu, musimy cofnąć się do przyczyn upadku poprzedniej, prawicowej koalicji. 3 czerwca 2025 roku Geert Wilders wycofał swoją skrajnie prawicową Partię Wolności (PVV) z rządu. Wywołał tym ostry konflikt o politykę migracyjną i azylową. Premier Dick Schoof podał się wówczas do dymisji, a jego gabinet przeszedł w tryb administracyjny. Rola ministrów ograniczyła się do bieżącego zarządzania państwem. I to w momencie, gdy przez Holandię przetaczały się zasadnicze debaty o bezpieczeństwie, obronności i rosnących kosztach życia.

Przyspieszone wybory z 29 października 2025 roku przyniosły nadzwyczaj wyrównany wynik. Zarówno D66, jak i PVV zdobyły po 26 mandatów. O zwycięstwie partii Jettena zadecydowało dopiero dokładne przeliczenie głosów. Przy wysokiej, sięgającej 78,3 proc. frekwencji, wygrała ona przewagą zaledwie 30 tys. głosów.

Wybory nie przyniosły jednak stabilizacji. Przeciwnie, potwierdziły głębokie rozdrobnienie holenderskiej sceny politycznej. Wejście do parlamentu aż piętnastu ugrupowań zamieniło koalicyjną arytmetykę w polityczny koszmar. Wobec zdecydowanego weta D66, VVD i CDA na współpracę z PVV, po miesiącach wyczerpujących negocjacji zdecydowano się na niecodzienny krok. Zamiast kleić wielopartyjną i z natury kruchą większość, trzy partie postawiły na ryzykowne rozwiązanie: rząd mniejszościowy.

W międzyczasie osłabła również pozycja samego Wildersa. 20 stycznia w szeregach PVV doszło do buntu. Z partii odeszło siedmiu posłów, tworząc nową prawicową frakcję: Grupę Markuszowera (Groep Markuszower). W rezultacie klub Wildersa skurczył się do 19 mandatów, a izba niższa zyskała szesnastą siłę polityczną. Ten rozłam okazał się czymś więcej niż tylko wewnętrzną awanturą. Nowa grupa zasygnalizowała gotowość do konstruktywnej współpracy z formującym się gabinetem. Ta z pozoru drobna zmiana istotnie wpłynęła na układ sił, dając mniejszościowemu rządowi niespodziewane pole manewru.

Definitywny koniec „dywidendy pokoju”

Wizja nowej koalicji zakłada prawdziwą zmianę paradygmatu w kwestii obrony i bezpieczeństwa narodowego. Rząd Jettena chce definitywnie zakończyć trwającą od końca zimnej wojny epokę „dywidendy pokoju”, zastępując ją odważnym planem rozbudowy potencjału wojskowego oraz stworzenia realnej siły bojowej Holandii. Plany te opierają się na prawnym zobowiązaniu, by do 2035 roku przeznaczać 3,5 proc. PKB na zasadnicze wydatki obronne, zgodnie z nowymi wytycznymi NATO. Transformacja ta będzie zasilana stałym strumieniem inwestycji rzędu 19,3 miliarda euro rocznie. Aby udźwignąć ten finansowy ciężar, rząd zamierza stopniowo wprowadzić „składkę na rzecz wolności”, która obejmie zarówno gospodarstwa domowe, jak i przedsiębiorstwa.

Same pieniądze jednak nie wystarczą, dlatego nowa strategia dotyka także problemu braków kadrowych, stawiając za cel sformowanie armii liczącej 122 tys. żołnierzy. Aby zasilić szeregi armii, wprowadzony zostanie system obowiązkowych ankiet dla młodzieży oraz rozszerzony program dobrowolnej, rocznej służby wojskowej. Gdyby środki te okazały się niewystarczające, w rezerwie pozostaje opcja wybiórczego poboru. Realizację tego przedsięwzięcia ma usprawnić nowa ustawa o gotowości obronnej, której celem jest znaczne przyspieszenie budowy niezbędnej infrastruktury. Całość spina wizja rozwoju technologicznego: Holendrzy powołają do życia własną agencję innowacji wojskowych, wzorowaną na słynnej amerykańskiej DARPA.

Unia ma się stać geopolityczna

W polityce zagranicznej nowy rząd stawia na zdecydowanie twardszą linię niż poprzednie, wieloletnie rządy Marka Ruttego, obecnego sekretarza NATO. I choć Sojusz Transatlantycki ma pozostać fundamentem bezpieczeństwa, a Stany Zjednoczone wciąż opisywane są jako światowe mocarstwo, z którym Holandię łączą żywotne interesy, gabinet Jettena delikatnie zmienia wektor. Haga będzie oczekiwała od Unii Europejskiej bardziej stanowczych działań na arenie międzynarodowej. Koalicja deklaruje poparcie dla odejścia od zasady jednomyślności w unijnej polityce zagranicznej i bezpieczeństwa, co ma położyć kres instytucjonalnemu paraliżowi Wspólnoty.

Holendrzy nie bawią się w dyplomatyczne subtelności: wprost wskazują Węgry i Słowację jako państwa torpedujące europejską decyzyjność. Gabinet proponuje uproszczenie traktatowej procedury z art. 7, co ma ułatwić zawieszanie prawa głosu lub zamrażanie funduszy unijnych dla stolic sabotujących wspólną politykę. Nowa koalicja mocno popiera również koncepcję „geopolitycznej Unii Europejskiej”, wyposażonej w realne instrumenty do finansowania własnego bezpieczeństwa.

Chcą zabrać sobie i dać więcej na inwestycje

Program gospodarczy nowej koalicji opiera się na prostej zasadzie: mniej wydatków publicznych, więcej na inwestycje. Taki kurs ma zapewnić zdaniem rządzących trwały wzrost gospodarczy na poziomie 1,5 proc. PKB rocznie. Sztandarowym projektem w tym obszarze będzie powołanie w ciągu najbliższych dwóch lat Narodowej Agencji Inwestycyjnej (NII). Jej główny cel to napędzanie przedsięwzięć, których pomysłodawcy odbijają się od drzwi komercyjnych banków. W założeniu nowa agencja ma zadziałać jak finansowa dźwignia, mobilizująca kapitał prywatny oraz środki Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

W polityce podatkowej nowego gabinetu dominuje silnie probiznesowe podejście. Rząd zobowiązuje się do niepodnoszenia stawki podatku dochodowego od osób prawnych (CIT), a także deklaruje ochronę preferencyjnych reżimów podatkowych, takich jak ulga na innowacje czy korzystne warunki dla wysoko wykwalifikowanych ekspatów. Jednocześnie rządzący chcą poprawiać klimat inwestycyjny poprzez szeroko zakrojoną deregulację, zobowiązując się do znoszenia lub upraszczania co najmniej 500 przepisów rocznie.

Nowe miasta z tanimi mieszkaniami?

Umowa koalicyjna wprost przyznaje, że Holandia od lat nie potrafi zrealizować celu budowy 100 tys. mieszkań rocznie. Dokument diagnozuje kryzys na rynku nieruchomości jako jedno z najpoważniejszych wyzwań stojących przed państwem. Dlatego to właśnie w tym obszarze rząd zapowiada głębokie zmiany, których główną osią ma być usuwanie barier biurokratycznych. Program przewiduje wskazanie co najmniej 30 lokalizacji o znaczeniu krajowym pod nowe budownictwo mieszkaniowe. Rozważana jest przy tym nawet budowa od podstaw nowych miast. Wyraźnie określono również cel społeczny: aż dwie trzecie nowo powstających lokali ma zasilić pulę mieszkań przystępnych cenowo.

Aby przyspieszyć realizację inwestycji, koalicja proponuje znaczne uproszczenie procedur. Zmiany mają obejmować wprowadzenie jednoinstancyjnej ścieżki odwoławczej, zawężenie możliwości zgłaszania sprzeciwów administracyjnych oraz zniesienie tych wymogów lokalnych, które wykraczają poza ogólnokrajowe standardy. Proponowany pakiet jest śmiałą próbą zmierzenia się z rzeczywistością, od której holenderscy politycy dotychczas najczęściej uciekali: aby budować szybciej i więcej, trzeba ograniczyć obywatelom i samorządom możliwość blokowania inwestycji.

Choć redukcja ścieżek odwoławczych może faktycznie przyspieszyć inwestycje, niesie ze sobą poważne ryzyko polityczne: może pogłębić społeczną nieufność wobec instytucji państwowych. Zagrożenie to jest tym większe, że po latach kryzysów znaczna część holenderskich wyborców i tak zdążyła utwierdzić się w przekonaniu, że że „system” i tak pozostaje obojętny na ich problemy.

Koniec prowizorki w polityce migracyjnej

To właśnie polityka migracyjna rozsadziła od środka poprzedni gabinet, kierowany przez technokratę Dicka Schoofa, i nadal pozostaje tykającą bombą pod rządami Roba Jettena. Nowa koalicja zamierza zapanować nad tym chaosem, wprowadzając system oparty na ściślejszej kontroli oraz lepszej organizacji administracyjnej. Strategia ta oznacza odejście od prowizorycznych ośrodków azylowych, takich jak hotele czy statki wycieczkowe, na rzecz budowy stałej infrastruktury recepcyjnej. Zmianom tym ma towarzyszyć zaostrzenie kar oraz skuteczniejsze egzekwowanie prawa wobec recedywistów.

Wśród kluczowych inicjatyw legislacyjnych znalazło się wprowadzenie dwustopniowego systemu azylowego oraz mechanizm „hamulca awaryjnego”. Rozwiązanie to pozwoli na czasowe wstrzymywanie procedur łączenia rodzin w okresach skokowego wzrostu liczby wniosków azylowych. Z kolei w obszarze migracji zarobkowej koalicja planuje wdrożyć regulacje obarczające pracodawców większą odpowiedzialnością za rejestrację i zakwaterowanie personelu. Krok ten ma na celu ukrócenie zjawiska wyzysku pracowników.

Wiek emerytalny powiązany z długością życia

Aby znaleźć środki na realizację planów w obszarze obronności i inwestycji, koalicja zapowiada znaczące cięcia w systemie ochrony zdrowia oraz polityki społecznej. Wśród rządowych propozycji znalazło się podniesienie obowiązkowego wkładu własnego w ubezpieczeniu zdrowotnym z 385 do 460 euro do 2027 roku, a także likwidacja ulg podatkowych na wybrane koszty leczenia. Społeczne skutki tych decyzji ma częściowo złagodzić wprowadzenie górnego limitu wpłat w ramach wkładu własnego, naliczanego od pojedynczej procedury medycznej.

Kolejne oszczędności uderzą w rynek pracy i system emerytalny. Okres pobierania zasiłku dla bezrobotnych ma zostać skrócony z dwóch lat do zaledwie roku. Ponadto, począwszy od 2033 roku, ustawowy wiek emerytalny zostanie bezpośrednio powiązany z oczekiwaną długością życia. Działania te to wyraz chłodnego, fiskalnego realizmu: rząd Jettena chce wyhamować wzrost najbardziej kosztownych pozycji w budżecie państwa. Właśnie tutaj kryje się klucz do zrozumienia strategii i retoryki nowej ekipy: politycy tej koalicji jak ognia unikają bowiem budzącego niepokój słowa „cięcia”. Zamiast niego do dyskursu publicznego zręcznie wprowadzają eufemizm o konieczności „spowalniania wzrostu wydatków”.

Główne wnioski

  1. Nowy, prounijny gabinet pod przywództwem Roba Jettena proponuje najodważniejszy od lat program reform, ale startuje bez większości w parlamencie. Oznacza to, że po chaosie poprzedniej koalicji nowa ekipa również będzie musiała mozolnie walczyć o poparcie dla inicjatyw rządowych.
  2. Holandia planuje potężne inwestycje w armię (finansowane m.in. z nowej „składki na rzecz wolności”) oraz domaga się silniejszej, geopolitycznej Unii Europejskiej, postulując zniesienie zasady jednomyślności w jej polityce zagranicznej.
  3. Rząd Jettena stawia na ułatwienia dla biznesu, uporządkowanie polityki migracyjnej i masową budowę mieszkań (być może nawet w ramach nowych miast). Nowe wydatki państwa chce sfinansować m.in. poprzez bolesne oszczędności: ograniczenie zasiłków dla bezrobotnych, podniesienie kosztów leczenia oraz powiązanie wieku emerytalnego z oczekiwaną długością życia.

Artykuł opublikowany w wydaniu nr 435
Strona główna Świat Zaprzysiężenie nowego rządu w Holandii. Sporo obietnic jak na brak większości w parlamencie