Kategorie artykułu: Newsy Polityka

Sterownia PSE w reportażu to darmowy prezent dla obcych służb. W tle kontrowersje wokół szefa bezpieczeństwa

System energetyczny i to, jak funkcjonuje, jest jedną z najbardziej wrażliwych państwowych tajemnic. Zakłócenie go może mieć gigantyczne konsekwencje dla całego państwa. Czy Polskie Sieci Elektroenergetyczne w reportażu „The Wall Street Journal” nie wystawiły się same na strzał?

Słup energetyczny
Reportaż, który pokazał za dużo? PSE się broni i nie odpowiada na pytania o ważnego dyrektora. Fot. Scott Barbour/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Co pokazano w materiale „The Wall Street Journal” i jakie mogą być tego konsekwencje.
  2. Czy firma nie naraziła się na zbyt wielkie niebezpieczeństwo, publikując takie, a nie inne zdjęcia.
  3. Kim jest szef bezpieczeństwa Polskich Sieci Elektroenergetycznych i jakie są jego koleje zawodowego losu.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) to krajowy potentat sektora energetyki. Firma zarządza krytycznym systemem przesyłu energii elektrycznej. Dzięki ich działalności system działa i jest wydolny, choć jest przestarzały. Ale trzeba zadać pytanie, czy tym razem nie zaliczyli wpadki. Do rzeczy.

W rocznicę wybuchu wojny w Ukrainie „The Wall Street Journal” („WSJ”) przygotował obszerny reportaż o tym, jak Polska przygotowuje się do ewentualnej wojny. Pokazano wnętrze jednego z obiektów PSE, najprawdopodobniej sterownię, także ekrany w sterowni. Widać na nich wiele. Prawdopodobnie zbyt wiele.

Sprawny analityk systemu energetycznego będzie w stanie wyciągnąć z opublikowanych kadrów dużo. A przecież media obserwują nie tylko ich zwykli odbiorcy, ale także wywiady wielu krajów. Po co więc wystawiać się na strzał?

Sterownia systemu energetycznego
Kadr z filmu „The Wall Street Journal” – wyraźnie widoczne są ekrany systemów monitorujących. Fot. YouTube/The Wall Street Journal

PSE: Wszystko pod kontrolą

Zwróciliśmy się do PSE z konkretnymi pytaniami. Przede wszystkim o to, czy opublikowany przez „WSJ” materiał został przez PSE autoryzowany. Innymi słowy – czy wszystko, co zostało pokazane, powinno (i mogło) zostać pokazane. Samo PSE nie ma sobie nic do zarzucenia.

„Realizacja reportażu odbyła się pod pełną kontrolą i nadzorem pracowników spółki. We wskazanym nagraniu nie znajdują się żadne elementy infrastruktury, których publiczne pokazanie mogłoby wpłynąć na bezpieczeństwo systemu lub spółki” – brzmi odpowiedź, jaką otrzymaliśmy od rzecznika PSE.

Czy tak jest w istocie?

Inaczej patrzy na to dr Michał Piekarski, adiunkt w Instytucie Studiów Międzynarodowych i Bezpieczeństwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Jego zdaniem, jeśli to nie był obraz kontrolny, szkolny czy w żaden sposób nieprawdziwy, to obce służby dostały darmowy, piękny prezent.

– Wiedząc, kiedy był nagrywany reportaż i widząc, co jest na ekranach, mogą to porównać z tym, co mają w informacjach własnych, a także w dostępnych źródłach. Mapy są też dostępne w GeoPortalu, ale one pokazują tylko część obrazu i można porównać dane. Widać też, co się dzieje w pracującym systemie, które jego elementy są aktywne, a które nie. Wszystko to pozwala przeciwnikowi budować wiedzę o naszym systemie energetycznym. To wycinek, skrawek, ale ze skrawków buduje się szeroki obraz – mówi dr Michał Piekarski.

Systemy monitoringu sieci energetycznej
Inny kadr z filmu dokumentalnego „WSJ”. Na zdjęciu dane z systemu monitoringu sieci energetycznej. Fot. YouTube/„WSJ”

Analitycy rozbieżni w opiniach

Nie wszyscy są jednak zgodni w opiniach.

– Te zdjęcia dają wgląd w to, co dzieje się w mózgu krajowego systemu elektroenergetycznego. Są, jak sądzę, regulacje, mówiące co można, a czego nie można pokazać i zawsze zapada decyzja o publikacji. To powinno się pokazywać za zgodą określonych komórek bezpieczeństwa i konkretnych osób w danej spółce. Moim zdaniem należy rozstrzygnąć czy w tym przypadku odbyło się to zgodnie z procedurami wewnętrznymi – mówi Wojciech Jakóbik, analityk energetyczny i twórca Ośrodka Bezpieczeństwa Energetycznego.

Inny z naszych rozmówców, proszący o anonimowść, mówi jasno: pokazanie tej mapy (nie schematu: dokładnej mapy) było błędem. Dodaje, że osoba, która będzie analizować mapę, będzie to robić na dużym ekranie. I wtedy zobaczy dużo: pełen schemat sieci oraz to, które jej elementy są istotne. A jeśli będzie to wiedział, to będzie miał ułatwioną rolę w planowaniu ewentualnych działań.

Wszystkie możliwe certyfikaty PSE

Według udzielonej odpowiedzi PSE posiada wszystkie niezbędne klauzule dostępu do informacji niejawnych. „PSE posiadają świadectwo pierwszego stopnia do klauzuli tajne, NATO Secret, Secret UE/EU Secret” – czytamy w odpowiedzi PSE.

Zatem, w założeniu, wszystko jest w porządku. Ale tu pojawia się kolejny problem.

Chodzi o dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa PSE Daniela Wagnera. I wątpliwości, które się wokół niego pojawiają, a spółka nie chce ich wyjaśnić, zasłaniając się tajemnicą.

Dyrektor – spółka nie udziela odpowiedzi

Zadaliśmy PSE bardzo konkretne pytania. Przede wszystkim – czy dyrektor Daniel Wagner ma poświadczenie bezpieczeństwa. Jeśli tak, to do jakiej klauzuli, a jeśli nie – dlaczego.

„Spółka nie udziela odpowiedzi dotyczących poszczególnych pracowników ani wewnętrznych procedur” – czytamy w odpowiedzi PSE.

Gdyby dyrektor Daniel Wagner miał poświadczenie, wystarczy odpowiedzieć „tak” i uciąć spekulacje. A tu mamy zasłonienie się tajemnicą spółki.

– Trudno byłoby mi wyobrazić sobie sytuację, w której osoba na takim stanowisku nie miałaby poświadczenia – przyznaje anonimowo wysoki rangą oficer wojskowego kontrwywiadu.

Dyrektor odpowiada za ochronę infrastruktury krytycznej, ciągłość działania krajowego systemu energetycznego, zarządzanie ryzykiem, współpracę międzynarodową i z sekcjami ochrony danych osobowych oraz pełnomocnikami ds. antykorupcji.

Bogata kariera dyrektora bezpieczeństwa PSE

Daniel Wagner to ciekawa postać. To były funkcjonariuszy Urzędu Ochrony Państwa i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Służył m.in. w Departamencie Ochrony Interesów Ekonomicznych Państwa.

Po ABW pracował m.in. w Banku Gospodarstwa Krajowego, PGNIG i PKN Orlen. Po przejęciu władzy przez PiS w 2015 r. trafił do miejskiej spółki Tramwaje Warszawskie. W każdym miejscu pracy zajmował się bezpieczeństwem wewnętrznym.

Kluczowe jest jednak inne pytanie: czy posiada poświadczenie bezpieczeństwa, umożliwiające pracę z dokumentami niejawnymi? Według kilku naszych niezwiązanych ze sobą źródeł – nie posiada.

– Jeszcze w Agencji był trochę szarą eminencją w Departamencie. Nie wiem, kto go ulokował w PSE, ale jest o jego poświadczenie duża wojna. Aż wióry lecą – mówi anonimowo osoba związana ze spółką.

Poświadczenie, jak mówi nasz rozmówca, miał stracić w wyniku wyroku sądowego (wyrok uległ już zatarciu, informujemy o nim z uwagi na uzasadniony interes publiczny), ale nie znamy okoliczności odebrania tych uprawnień. Inny nasz rozmówca, związany w przeszłości ze spółkami skarbu państwa wskazuje, że powołanie Wagnera na stanowisko mogło być samodzielną decyzją prezesa PSE.

Główne wnioski

  1. Nie ma pełnej jasności, czy kadry, pokazane w reportażu „WSJ” nie naruszyły tajemnic polskiego systemu energetycznego. Eksperci nie są zgodni w opiniach.
  2. PSE uciekło od odpowiedzi na pytanie, czy dyrektor ds. bezpieczeństwa posiada poświadczenie bezpieczeństwa. Sama spółka ma kancelarię tajną i przetwarza informacje niejawne. Według źródeł XYZ Daniel Wagner nie ma poświadczenia bezpieczeństwa.
  3. Wyemitowany przez „WSJ” dokument pokazuje ujęcia najprawdopodobniej z centrali Krajowej Dyspozycji Mocy. To jednostka zarządzająca ruchem w sieciach energetycznych i jako taka powinna być poddana szczególnej ochronie.