Kategorie artykułu: Biznes Technologia

Polska cyfrowa, ale czy suwerenna? „Sprzedawcom zagranicznych technologii nie chodzi o polską rację stanu” (WYWIAD)

Zagraniczne firmy technologiczne nie muszą kryć się z lobbingiem w Polsce. Robią to publicznie. I choć ze strony administracji publicznej istnieje coraz większe zainteresowanie budową suwerenności cyfrowej, to do sukcesu jeszcze daleka droga – przekonuje Michał Hetmański, prezes fundacji Instrat i jeden z autorów raportu o monopolu zagranicznych firm technologicznych w dostawach narzędzi dla polskiej administracji.

Michał Hetmański, szef fundacji Instrat wskazuje, że dominacja takich podmiotów jak Microsoft w obszarze oprogramowania biurowego czy usług chmurowych tworzy strukturalne uzależnienie państwa od dostawców spoza Europy
Michał Hetmański, szef fundacji Instrat, wskazuje, że dominacja takich podmiotów jak Microsoft w obszarze oprogramowania biurowego czy usług chmurowych tworzy strukturalne uzależnienie państwa od dostawców spoza Europy. Fot. materiały prasowe

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego rosnąca dominacja zagranicznych koncernów technologicznych w polskiej administracji może mieć konsekwencje nie tylko gospodarcze, ale także polityczne i strategiczne.
  2. Jakie przykłady mają świadczyć o realnym ryzyku utraty kontroli nad kluczowymi danymi państwa.
  3. Jak w praktyce wygląda lobbing globalnych firm technologicznych w Polsce i dlaczego – według autora raportu – problemem nie jest pojedyncza decyzja czy jedno ministerstwo, lecz cały system zamówień publicznych i przyzwyczajeń instytucji.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Cezary Szczepański (XYZ): Czy ufa pan big techom, gdy zapewniają, że nasze dane wrażliwe, które mogą trafić na serwery są u nich bezpieczne?

Michał Hetmański, szef fundacji Instrat: Co do zasady ufam, ale mam coraz więcej przesłanek, by w to wątpić.

Dlaczego?

Przypomnijmy chociażby ingerencję firmy Microsoft w konto sędziego Międzynarodowego Trybunału Karnego. W lutym 2025 r. Donald Trump nałożył sankcje na sędziego Karima Khana. W efekcie utracił on dostęp do swojego adresu e-mail Microsoftu. Stracił także dostęp do kont bankowych i innych usług cyfrowych. Takie przypadki po prostu podważają zaufanie.

Zwłaszcza że przed firmami technologicznymi dziś uciec nie sposób.

Te biznesy opierają się nie tylko na przewadze technologicznej, dobrym UX czy darmowych usługach, ale przede wszystkim na reputacji. W naszej zachodniej cywilizacji te firmy są nośnikami zaufania, które jednak zostało poważnie nadwyrężone przez unikanie płacenia podatków, a także przez bliskie, niemal oligarchiczne powiązania z politykami. Dziś bardzo dobrze widać to chociażby w Stanach Zjednoczonych. Musimy powątpiewać, czy krytyczne dla polskiej obronności dane nie zostaną wykorzystane przeciwko nam. Chociażby jako element nacisku w ramach jakiegoś międzynarodowego porozumienia.

Suwerenne technologie a sprawa amerykańska

Czyli, pana zdaniem, powinniśmy podjąć twardą decyzję o odcięciu amerykańskich firm technologicznych od naszej przestrzeni publicznej?

Myślę, że ta decyzja właśnie zapada, choć to długotrwały proces, a nie jedno spotkanie na szczycie. Cieszy mnie pozytywny odbiór naszego raportu o uzależnieniu administracji od dostawców technologii w polskiej branży IT i administracji. To dowód na chęć nie tylko odcięcia się, ale przede wszystkim „wyhodowania” własnego sektora. Polscy informatycy i firmy programistyczne mają ogromny potencjał. Możemy wskoczyć na bardzo wysoki poziom dzięki inkubowaniu nowych rozwiązań przez instytucje państwowe oraz duże firmy z sektora handlu czy logistyki, które są nastawione proeksportowo.

Jak z pana obserwacji wygląda dziś lobbing big techów w Polsce? Co dzieje się poza kamerami?

W Polsce lobbing big techów nie musi kryć się w kuluarach. Zdjęcia z lobbystami możemy zobaczyć na oficjalnych profilach ważnych urzędników. Albo wtedy, gdy grupa parlamentarzystów wybiera się do siedziby amerykańskiej korporacji, by wziąć udział w „szkoleniu” lub – co gorsza – w posiedzeniu komisji sejmowej. Gdzie są służby Kancelarii Sejmu czy kontrwywiad?

W czwartek 26 lutego w panelu towarzyszącym prezentacji raportu Instytutu Poznańskiego, realizowanego we współpracy z Google, wystąpili wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka oraz przedstawiciele Kancelarii Prezydenta, w tym Wanda Buk i Adam Andruszkiewicz. Dyskutowali o tym, jak amerykańska korporacja może wspierać realizację suwerenności cyfrowej Polski. Musimy zrozumieć, że sprzedawcom zagranicznych technologii nie chodzi o polską rację stanu. Płaci im kto inny – w tym wypadku amerykańska korporacja.

Firmy technologiczne i ich wpływ

W swoim raporcie zwracacie uwagę na Microsoft, który – waszym zdaniem – ma niemal monopol na dostawy oprogramowania biurowego do administracji publicznej. Ale problemów jest więcej, chociażby w obszarze usług chmurowych. Czy realne jest jeszcze odcięcie się od takich firm, czy raczej na taki krok jest już za późno?

Polska przez lata budowała w Unii Europejskiej przekonanie o nadmiernym uzależnieniu od rosyjskich surowców. Wówczas wielu pukało się w czoło. Analogiczna sytuacja ma dziś miejsce w sektorze cyfrowym, z tą różnicą, że palmę pierwszeństwa przejęła Francja. Europa jest nadmiernie uzależniona w sferze strategicznego bezpieczeństwa i infrastruktury cyfrowej. Brak europejskich firm o porównywalnej skali to nie tylko efekt słabszego rynku kapitałowego. To także efekt fałszywie rozumianego liberalizmu po stronie europejskich zamawiających. Amerykanie, mimo wolnorynkowej gospodarki, są w tym zakresie znacznie bardziej protekcjonistyczni.

Powinniśmy promować rozwiązania w duchu „Polish Content” lub „European Content” i iść w tym samym kierunku co współtwórcy środowiska skupionego wokół francuskiego modelu Mistral AI. Kluczowe jest także to, aby nowe środowiska cyfrowe były bardziej interoperacyjne.

Czy jednak realnie coś się zmienia? Z jednej strony widać deklaracje i chęci, z drugiej – silny lobbing big techów.

Widzę tu pewien paradoks. Prawica, która dużo mówi o patriotyzmie gospodarczym, stosunkowo łatwo ulega zagranicznym firmom tylko dlatego, że pochodzą ze Stanów Zjednoczonych. Obecnie po stronie rządzącej widać większe zainteresowanie inicjatywami na rzecz suwerenności cyfrowej, ale to proces długofalowy. Jeśli rzeczywiście chcemy zmiany, potrzebujemy jasno określonych celów, harmonogramów oraz realnego rozliczania instytucji z ich realizacji.

Lobbig zagranicznych gigantów

Donald Tusk spotyka się z przedstawicielami Google’a czy Microsoftu, a reprezentanci Mety goszczą w Pałacu Prezydenckim. Czy wierzy pan w realny przełom?

Z perspektywy decydentów na najwyższym szczeblu podpisanie umowy z globalnym gigantem wygląda jak sukces. W długim terminie wiąże się to jednak z bardzo wysokimi, często niedostrzeganymi kosztami alternatywnymi.

Z wielu źródeł słyszę, że w Ministerstwie Cyfryzacji istnieje realna wola zmiany, ale bez jednoznacznej decyzji politycznej premiera – która wymusiłaby inne podejście we wszystkich resortach – nie ma szans na odejście od obecnego modelu uzależnienia od zagranicznych firm technologicznych.

To element szerszej gry geopolitycznej. Wystarczy spojrzeć na negocjacje dotyczące amerykańskiego LNG czy technologii jądrowych. W tle pojawiają się również kwestie podatku cyfrowego oraz zasad zamówień publicznych. Suwerenność cyfrowa staje się w tym układzie istotną kartą przetargową w rozmowach z Amerykanami.

Europa walczy, a co z Polską

Tyle że kiedy „coś” grozi amerykańskim firmom, władze USA reagują bardzo ostro – i to na najwyższych szczeblach.

Administracja USA często grozi reperkusjami, których potem nie realizuje. Przykładem są Francja i Hiszpania, ale też kraje z prawicą u władzy – Włochy oraz Węgry Viktora Orbána, które wprowadziły podatek cyfrowy bez żadnych negatywnych konsekwencji ze strony Donalda Trumpa.

Mamy Digital Services Act. Mowa jest o kolejnych legislacjach. Czy państwa europejskie są w stanie skutecznie audytować algorytmy największych platform?

Obecnie nie są – i to szybko się nie zmieni. Nazwijmy rzeczy po imieniu – jeśli produkt będzie Made in EU, a nie importowany, potrzeba audytu znacząco się zmniejszy. Sam proces też stanie się prostszy. Traktuję ten wymóg jako zachętę inwestycyjną i sygnał do inwestowania w europejski ekosystem. Jest to oczywiste w modelu open source, podobnie jak w przypadku większości nowości technologicznych z USA. One powstawały i w dużej mierze wciąż są rozwijane w ten sposób.

To samo dotyczy oprogramowania biurowego, które nie powinno – bez istotnej potrzeby – przesyłać danych za ocean ani modeli sztucznej inteligencji. Dopóki oprogramowanie nie jest otwarte, dopóki serwery nie są zlokalizowane w Europie i dopóki nie operują nimi podmioty w pełni podległe europejskiemu prawu, nie da się w praktyczny sposób sprawować nad nim politycznego nadzoru.

Cały ekosystem technologiczny ma problemy

W waszym raporcie wspominaliście, że problemem nie jest jedna osoba czy instytucja, lecz cały ekosystem. Nawet urząd gminy, który w przetargu żąda konkretnych, zamkniętych usług, sam wchodzi w relację zależności.

Tak – to problem całego ekosystemu i w dużej mierze wynika z wygody. Standardy interoperacyjności istnieją, ale są mniej kuszące, bo wymagają większego wysiłku przy wdrożeniu. To wymaga przekonania zarządów i dyrekcji, ale w efekcie przynosi oszczędności. Często przepłacamy za proste usługi amerykańskich firm tylko dlatego, że oferują swoją – dziś już nadszarpniętą – reputację. Dodatkową korzyścią z lokalnych rozwiązań jest lepsza personalizacja oraz wsparcie techniczne na miejscu, zamiast kontaktu z „mitycznym okienkiem konsultanta z Indii”. Globalny podział pracy sprawił, że jako klienci często nie jesteśmy w stanie doprosić się podstawowych rzeczy, co blokuje rozwój własnych produktów.

Pomimo braku rozkręconego rynku kapitałowego finansującego kolejne jednorożce?

To częsty mit, że każda firma IT musi mieć inwestorów i dług, aby się skalować. Dobre produkty można finansować z marży, rosnącej dzięki zadowolonym klientom i ich przychodom. Oczywiście, w części sektorów inwestorzy są niezbędni. Naturalne jest, że firmy szukają kapitału w Dolinie Krzemowej, bo tamtejszy rynek jest wyjątkowo płynny. Rynek polski taki nie jest i długo nie będzie. To nie są błędy pojedynczych inwestorów, lecz całego ekosystemu – i musimy wyciągnąć z tego wnioski.

Na przykład?

Europejski rynek kapitałowy musi stać się bardziej atrakcyjny, aby polskie firmy nie musiały uciekać do USA. Przedstawiciele polskiego rynku kapitałowego muszą zrozumieć, że liczą się nie tylko zaporowo wysokie prowizje, które dziś realnie hamują ekspansję. Dobrze, że działają państwowe fundusze wspierające rundy seed i kilka kolejnych etapów. Jednak konieczny jest rozwój sektora prywatnego, który – już bez udziału Polskiego Funduszu Rozwoju i państwa – pociągnie dalszy rozwój. W Niemczech czy Wielkiej Brytanii widać silne nastawienie na budowę dużych podmiotów i realną konkurencję między funduszami. W Polsce skala jest mniejsza – i musimy się pogodzić z tym, że nie stworzymy największego pola do wzrostu. Nadal możemy jednak utrzymywać siedziby firm i krajowych współinwestorów, którzy będą korzystać z ich rozwoju.

Energetyka i lobbing technologiczny

Instrat dużo pisze o energetyce. Jak rozwój AI i centrów danych zmienia bezpieczeństwo energetyczne państw?

Modelujemy scenariusze rozwoju rynku energii i bezpośrednio rozmawiamy z partnerami z UE, którzy dla dużych operatorów centrów danych analizują przepływy danych i energii. Rzeczywistość jeszcze wielokrotnie zweryfikuje prognozy – rynek bardzo dynamicznie się zmienia – ale warto przytoczyć najnowsze szacunki Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Zapotrzebowanie na energię elektryczną ze strony centrów danych miałoby wzrosnąć z obecnych ok. 0,5 TWh do ponad 17 TWh w 2036 r., a nawet 30 TWh w 2040 r. Wygląda na to, że w perspektywie dekady sektor IT wyprzedzi przemysł energochłonny pod względem zużycia energii.

Podam przykład – złącze energetyczne po zamykanej fabryce Fiata w Tychach zostało niemal natychmiast przejęte przez dewelopera. Ten zaś planuje zwiększyć jego moc z ok. 80 MW do nawet 200 MW pod potrzeby jednej z firm z sektora gier w chmurze. Takich projektów będzie więcej.

Gigafabryka AI, ale co z energią?

Teraz mówimy o energetyce chociażby w kontekście planowanej gigafabryki AI. Czy będziemy mieli ją czym zasilić?

Mniej obawiam się tego, czy dowieziemy nowym inwestycjom potrzebne złącze sieciowe, a bardziej tego, czy Polski nie dotknie trend znany z innych europejskich rynków. Sektor IT ma znacznie większą zdolność do płacenia za kontrakty PPA z zieloną energią. Mówi się, że te wyhamowały już w ubiegłym roku właśnie dlatego, że sektor energochłonny – zatrudniający dużo więcej osób – nie jest w stanie ze swojej kruchej marży zapłacić tyle samo co bardziej zyskowny sektor IT za tę samą energię. To sprawia, że na rynku projektów OZE kurczy się przestrzeń dla odbiorców energii generujących po prostu więcej miejsc pracy.

Główne wnioski

  1. Istnieje realna obawa o suwerenność cyfrową Polski w kontekście silnej zależności administracji publicznej od zagranicznych firm technologicznych. Michał Hetmański wskazuje, że dominacja takich podmiotów jak Microsoft w obszarze oprogramowania biurowego oraz usług chmurowych tworzy strukturalne uzależnienie państwa od dostawców spoza Europy. Przywołany przykład zablokowania konta sędziego MTK po decyzji administracji USA ma ilustrować, że kontrola nad infrastrukturą cyfrową może stać się narzędziem nacisku politycznego. Zaufanie do globalnych koncernów zostało nadwyrężone i wymaga ponownej oceny.
  2. Lobbing zagranicznych gigantów technologicznych w Polsce jest jawny i społecznie akceptowany. Przykładem jest współpraca administracji z firmami takimi jak Google czy Meta, a także publiczne spotkania przedstawicieli rządu z reprezentantami tych korporacji. Hetmański podkreśla, że interes sprzedawców technologii nie musi być tożsamy z polską racją stanu, ponieważ odpowiadają oni przede wszystkim przed swoimi właścicielami i akcjonariuszami.
  3. Rozwój sztucznej inteligencji oraz centrów danych istotnie zwiększa zapotrzebowanie na energię, co może w najbliższych latach zmienić strukturę zużycia prądu w Polsce. Według przywołanych szacunków Polskich Sieci Elektroenergetycznych sektor IT w ciągu dekady może stać się jednym z największych odbiorców energii. Jednocześnie rozmówca wskazuje na słabość europejskiego rynku kapitałowego, który, jego zdaniem, nie zapewnia wystarczającego wsparcia dla budowy lokalnych firm technologicznych. Bez wzmocnienia finansowania oraz jasno określonych celów politycznych proces budowy krajowej suwerenności cyfrowej może pozostać jedynie deklaracją.