Dlaczego Izrael uderzył właśnie teraz? Polityczny plan Netanjahu
Dziś, u progu 30. rocznicy sięgnięcia po raz pierwszy po władzę, Benjamin Netanjahu, najdłużej urzędujący premier Izraela, znajduje się w centrum zbrojnej konfrontacji, która niemalże od zawsze stanowiła tło dla jego politycznej kariery i kształtowała jego światopogląd.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego rząd Benjamina Netanjahu podjął decyzję o uderzeniu na Iran właśnie teraz.
- Czy eskalacja konfliktu bliskowschodniego może pomóc premierowi Izraela politycznie przetrwać w obliczu wewnętrznych kryzysów, procesów sądowych i niepewnych sondaży.
- Jak izraelskie społeczeństwo ocenia operację wojskową przeciwko Iranowi.
Gdy izraelsko-amerykański atak na Iran eskaluje w wielofrontową wojnę na Bliskim Wschodzie, powracają pytania o prawdziwe motywy premiera Izraela. Błędem byłoby sprowadzanie ich jedynie do prostego wyboru między czystą ideologią a chłodną polityczną kalkulacją. Dostępne dowody wyraźnie pokazują, że obie te motywacje wzajemnie się przenikają i uzupełniają.
Irańczycy, obalcie reżim
Od samego początku Izrael przedstawiał tę operację jako uderzenie wyprzedzające. Ambasador Izraela przy ONZ Danny Danon podkreślał, że jednym z kluczowych celów wspólnych działań Stanów Zjednoczonych i Izraela jest pozbawienie Teheranu zdolności do wyprodukowania broni nuklearnej. Jednocześnie jasne było, że nie skończy się na pojedynczym nalocie. Według zapowiedzi izraelskiej armii kampania może potrwać wiele tygodni. Sam premier Benjamin Netanjahu przyznał 2 marca, że działania te zajmą „trochę czasu”. Choć, jak zapewnił, nie będą to lata. Wskazywało to na szeroko zakrojoną operację, której celem jest co najmniej trwałe osłabienie Iranu.
Szybko stało się jednak jasne, że narracja Netanjahu nie ogranicza się jedynie do kwestii programu nuklearnego. 2 marca premier oświadczył, że USA i Izrael „tworzą warunki” do tego, by Irańczycy sami zmienili obecną władzę. Nie jest to zresztą nowy wątek: już podczas dwunastodniowej wojny w czerwcu ubiegłego roku Netanjahu łączył ataki na infrastrukturę nuklearną i rakietową z bezpośrednimi apelami do irańskiego społeczeństwa.
„Czerwona linia” Netanjahu
Oficjalne uzasadnienie konfliktu nie ukazuje jednak pełnego obrazu sytuacji. Jeszcze 27 lutego, a więc na dzień przed rozpoczęciem obecnej fali uderzeń, Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) w poufnym raporcie wezwała Iran do natychmiastowego dopuszczenia inspektorów do wszystkich obiektów nuklearnych. Agencja zwróciła szczególną uwagę na ośrodek w Isfahan. Powodem do niepokoju stał się nowo zgłoszony, lecz wciąż niezweryfikowany czwarty zakład wzbogacania uranu, a także podziemny kompleks, w którym składowano uran wzbogacony do poziomu 20 i 60 procent. Z szacunków MAEA wynika, że tuż przed wojną z czerwca 2025 roku Iran dysponował 440,9 kg uranu wzbogaconego do 60 procent. Teoretycznie, po dalszym procesie wzbogacania, ilość ta wystarczyłaby do zbudowania nawet dziesięciu ładunków nuklearnych. Jednocześnie Agencja do dziś nie jest w stanie w pełni potwierdzić, co stało się z tymi zapasami po zeszłorocznych uderzeniach.
Należy tu poczynić istotne rozróżnienie: przed wybuchem wojny ani MAEA, ani amerykański wywiad nie wskazywały, że Iran posiada gotową broń jądrową, czy też że prowadzi aktywny, skoordynowany program jej budowy. Z analiz obu tych instytucji od lat wynikało, że zorganizowane prace nad irańskim arsenałem nuklearnym wstrzymano w 2003 roku. Jeszcze w amerykańskim raporcie o zagrożeniach z 2025 roku podtrzymywano ocenę, że Iran nie pracuje nad stworzeniem broni jądrowej. Sam Teheran konsekwentnie zaprzecza wszelkim oskarżeniom, utrzymując, że jego program ma wyłącznie charakter cywilny. Dlatego też „czerwona linia” wyznaczona przez Netanjahu nie dotyczy faktu posiadania przez Iran gotowego arsenału, lecz momentu, w którym Teheran znalazłby się zaledwie o krok od wyprodukowania bomby.
Zaczęło się od tragicznej śmierci brata
Takie podejście ma swoje źródła zarówno w osobistej biografii premiera Izraela, jak i w chłodnej kalkulacji politycznej. Urodzony w Tel Awiwie w 1949 roku, Netanjahu spędził część swojej młodości w Stanach Zjednoczonych. W 1967 roku wstąpił do izraelskiej armii, gdzie służył w elitarnej jednostce Sayeret Matkal. Niedługo potem przerwał studia, aby wziąć udział w wojnie Jom Kippur. Kluczowym punktem odniesienia w jego życiu okazała się jednak tragiczna śmierć brata, Jonatana, dowodzącego słynną akcją odbicia zakładników na lotnisku w ugandzkim Entebbe w 1976 roku. Na cześć zmarłego brata Netanjahu założył w kolejnych latach Instytut Jonathana, wokół którego zaczął budować swój publiczny wizerunek polityka traktującego bezpieczeństwo i walkę z terroryzmem jako absolutny priorytet.
Jego kariera wiodła następnie przez dyplomację aż na szczyty krajowej polityki. W 1988 roku po raz pierwszy został wybrany do Knesetu, pięć lat później objął przywództwo w prawicowej partii Likud, a w 1996 roku stanął na czele rządu. Już pierwsza kadencja zarysowała styl, który stał się jego znakiem rozpoznawczym przez kolejne dekady: twarda retoryka w sprawach bezpieczeństwa, gotowość do taktycznych ustępstw oraz nieustanna walka o przetrwanie kolejnych koalicji rządowych. Choć stanowczo sprzeciwiał się porozumieniom pokojowym z Oslo, mającym na celu zakończenie konfliktu izraelsko-palestyńskiego, to właśnie jego rząd zdecydował o wycofaniu izraelskich wojsk z większości Hebronu, jednego z najważniejszych miast Zachodniego Brzegu. Co więcej, to również gabinet Netanjahu podpisał memorandum z Wye River, które określało dalsze kroki w procesie pokojowym między Izraelem a Palestyńczykami.
Twarda postawa i historyczne dziedzictwo
Po utracie władzy wrócił do rządu w 2003 roku, obejmując tekę ministra finansów w rządzie Ariela Szarona. Przeprowadził wówczas szereg reform rynkowych, którym przypisuje się znaczącą rolę w stymulowaniu izraelskiego wzrostu gospodarczego. Od 2009 roku, zaledwie z krótką przerwą w latach 2021–2022, nieprzerwanie pozostaje centralną postacią izraelskiej sceny politycznej, będąc najdłużej urzędującym premierem w historii tego kraju.
Obecnie tę twardą postawę Netanjahu dodatkowo wzmacnia bieżąca sytuacja polityczna. Po ataku Hamasu z 7 października 2023 roku jego wizerunek jako niezłomnego gwaranta bezpieczeństwa Izraela mocno ucierpiał. Konfrontacja z Iranem stanowi dla niego szansę na odzyskanie inicjatywy i zrekonstruowanie swojego historycznego dziedzictwa. Pozwala to lepiej zrozumieć, dlaczego premier Izraela postrzega Iran nie jako jeden z wielu problemów, lecz jako strategiczne zagrożenie, które należy powstrzymać, zanim stanie się bezpośrednie.
Wykorzystuje strategiczne okno
Zmiana, jaka zaszła na przełomie lat 2025 i 2026, wynikała w mniejszym stopniu z ewolucji poglądów samego Netanjahu, a w znacznie większym z nowych realiów geopolitycznych, w jakich znalazł się Izrael. Przez wiele lat główną przeszkodą dla przeprowadzenia bezpośredniego uderzenia na Iran była obawa przed natychmiastowym odwetem ze strony regionalnych sojuszników Teheranu, przede wszystkim Hamasu w Strefie Gazy oraz Hezbollahu w Libanie. Po ataku z 7 października 2023 roku układ sił zaczął się jednak diametralnie zmieniać. Izrael zadał potężne ciosy Hamasowi, a w wojnie z Hezbollahem zdołał zdziesiątkować kierownictwo tej organizacji i zniszczyć znaczną część jej arsenału. W efekcie sam Iran stał się dużo bardziej zagrożony.
Nie bez znaczenia był również powrót Donalda Trumpa do Białego Domu, chociaż nie oznaczał on natychmiastowego zielonego światła dla izraelskiej operacji. Jeszcze w kwietniu 2025 roku Trump zaskoczył Netanjahu zapowiedzią podjęcia bezpośrednich rozmów z Teheranem. Mimo to ostatnie działania Izraela były już ściśle koordynowane ze Stanami Zjednoczonymi i planowane od wielu miesięcy. 2 marca amerykański sekretarz stanu Marco Rubio przyznał, że Waszyngton wiedział o nadchodzącej akcji i podjął kroki, by uprzedzić ewentualny odwet na siłach amerykańskich (choć zaledwie dzień później Biały Dom próbował przedstawić motywy ataku w nieco innym świetle). Najbezpieczniej jest więc założyć, że Netanjahu nie działał pod wpływem impulsu, lecz precyzyjnie wykorzystał rzadkie okno strategiczne, na które czekał od lat.
Próba odzyskania inicjatywy także w kraju
Tej strategii nie sposób jednak oddzielić od bieżącej polityki krajowej. Atak Hamasu z października 2023 roku nie tylko poważnie nadszarpnął wizerunek Netanjahu w kwestiach bezpieczeństwa, ale także wyraźnie odbił się na sondażach jego obozu. Od końca 2023 roku badania opinii publicznej regularnie wskazywały, że jego prawicowy blok może ponieść porażkę w wyborach, które powinny się odbyć najpóźniej w październiku tego roku.
Sytuację premiera dodatkowo komplikują spory z wymiarem sprawiedliwości. W listopadzie 2025 roku Netanjahu formalnie wystąpił do prezydenta z wnioskiem o ułaskawienie w toczącym się procesie korupcyjnym, w którym od lat konsekwentnie nie przyznaje się do winy. Ponadto w 2025 roku jego gabinet powrócił do kontrowersyjnej reformy sądownictwa, która dwa lata wcześniej przez długie miesiące wyprowadzała na ulice izraelskich miast tłumy obywateli. Oprócz przeforsowania ustawy, która od kolejnej kadencji zwiększy wpływ polityków na nominacje sędziowskie, rząd wszczął procedurę usunięcia ze stanowiska prokurator generalnej Gali Baharav-Miary, a także podjął próbę odwołania szefa agencji kontrwywiadowczej Szin Bet Ronena Bara, powołanego przez poprzednią ekipę.
W tym kontekście konfrontacja z Iranem jawi się dla Netanjahu nie tylko jako szansa na przebudowę regionalnego układu sił, ale również jako narzędzie pozwalające na odzyskanie politycznej inicjatywy w kraju.
Co Izralczycy myślą o kolejnej wojnie Netanjahu
W pierwszych dniach konfliktu w Izraelu zapanował szeroki, choć nie absolutny, odruch narodowej jedności. Uderzenie poparł lider opozycji Yair Lapid, apelując o wspólny front wobec Iranu. W podobnym tonie wypowiedzieli się były premier Naftali Bennett oraz byli szefowie armii Benny Gantz i Gadi Eisenkot. Nie był to jednak pełny konsensus. Lider centrolewicowych Demokratów Yair Golan, choć wyraził wsparcie dla sił zbrojnych, zażądał wyznaczenia przejrzystych celów operacji. Z kolei sojusz Hadash, reprezentujący głównie mniejszość arabską, potępił ataki, ostrzegając przed wybuchem szerszego konfliktu w regionie. Sytuację tę najtrafniej można więc opisać nie jako trwałe zawieszenie politycznych sporów, lecz klasyczny efekt „skupienia wokół flagi”, wojennego odruchu solidarności z państwem i armią.
Sondaże przeprowadzone przed wybuchem wojny dowodzą, że postawa ta nie wzięła się znikąd, ale jednocześnie nie oznaczała wypisania rządowi czeku in blanco. W badaniu stacji Channel 12 z 20 lutego 59 proc. Izraelczyków opowiedziało się za przyłączeniem do ewentualnego amerykańskiego uderzenia na Iran. Z kolei sondaż Israel Democracy Institute z końca stycznia zarysował nieco bardziej ostrożny obraz sytuacji: 44 proc. respondentów wprawdzie poparło bezpośredni udział Izraela w takim ataku, ale połowa wolała, aby kraj wkroczył do walki dopiero w przypadku uprzedniego uderzenia ze strony Iranu. W ten sam nurt wpisują się wyniki sondażu INSS przeprowadzonego między 17 a 22 lutego. Wynikało z nich, że 50,5 proc. ankietowanych poparłoby samodzielne izraelskie uderzenie wyłącznie w jednym, konkretnym scenariuszu: gdyby ewentualne porozumienie na linii Waszyngton-Teheran wykluczyło opcję operacji wojskowej Amerykanów.
Dalsze zaostrzenie nastrojów po ataku
Po rozpoczęciu działań zbrojnych nastroje społeczne w Izraelu stały się jeszcze bardziej „jastrzębie”. Szybki sondaż przeprowadzony przez Israel Democracy Institute w dniach 2–3 marca wykazał, że operację poparło aż 82 proc. ankietowanych. Jednocześnie badanie to potwierdziło głębokie pęknięcie wewnątrz izraelskiego społeczeństwa, przebiegające wzdłuż głównych linii etnicznych. O ile poparcie dla uderzenia wśród izraelskich Żydów sięgnęło aż 93 procent, o tyle wśród izraelskich Arabów wyniosło zaledwie 26 procent.
Co więcej, aż 57 proc. żydowskich respondentów wyraziło przekonanie, że działania zbrojne powinny być kontynuowane aż do osiągnięcia założeń operacji: nie tylko militarnych, ale także politycznych, a więc obalenia reżimu w Teheranie. Z kolei 36 proc. badanych z tej samej grupy opowiedziało się za zakończeniem operacji zaraz po zrealizowaniu celów czysto wojskowych.
Wyniki te wyraźnie pokazują, że dla znacznej części izraelskiej opinii publicznej trwająca wojna przestaje być jedynie ograniczonym uderzeniem w irański potencjał militarny. W oczach społeczeństwa obecne starcia urastają do rangi potencjalnie przełomowego momentu, który może rozstrzygnąć wieloletni, strategiczny konflikt z Iranem.
Główne wnioski
- Izraelsko-amerykańskie uderzenie ma na celu powstrzymanie irańskiego programu nuklearnego i stworzenie warunków do zmiany tamtejszego reżimu. Netanjahu precyzyjnie wykorzystał strategiczne okno, jakim jest znaczne osłabienie regionalnych sojuszników Teheranu (Hamasu i Hezbollahu).
- Decyzja o ataku na Iran ma wymiar nie tylko ideologiczny, ale i pragmatyczny. Pozwala premierowi odbudować wizerunek „gwaranta bezpieczeństwa” nadszarpnięty atakiem Hamasu z 7 października 2023 roku, a także odzyskać inicjatywę w obliczu niepewnych sondaży, procesu korupcyjnego i kontrowersji wokół reformy sądownictwa.
- Działania zbrojne wywołały silny odruch jedności narodowej i cieszą się zdecydowanym poparciem wśród izraelskich Żydów (wielu z nich popiera walkę aż do obalenia irańskich władz), choć jednocześnie napotykają znaczny sprzeciw mniejszości arabskiej.