Ewa Pajor znowu zagra na Camp Nou. Dlaczego FC Barcelona przyciąga tłumy, a Real Madryt próżnuje
W Hiszpanii status hegemona w kobiecym futbolu ma FC Barcelona, natomiast Real Madryt prezentuje zupełnie inne podejście do żeńskiego zespołu. Teraz te różnice są bardziej widoczne niż kiedykolwiek.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Czy kobieca drużyna FC Barcelona ma szansę na przyciągnięcie kilkudziesięciu tysięcy osób na Camp Nou w meczu Ligi Mistrzyń, w którym będzie rywalizować z Realem Madryt.
- Dlaczego kobiecy Real Madryt, w przeciwieństwie do katalońskiej ekipy, nie rozgrywa domowych meczów na swoim głównym stadionie, czyli Santiago Bernabéu.
- Czym oprócz wysokiej formy na boisku oczarowała kibiców w Hiszpanii Ewa Pajor.
FC Barcelona konsekwentnie pokazuje, że kobieca drużyna jest ważną częścią klubowej tożsamości. Real, mimo statusu najbardziej utytułowanego klubu w Europie w męskim futbolu, wciąż w jednym aspekcie zasypia gruszki w popiele. O co chodzi? Otóż sekcja kobieca funkcjonuje na marginesie wielkiej instytucji, jaką są Królewscy.
Klub jawi się jako globalna marka i niewątpliwie podąża za trendami na różnych płaszczyznach. To chociażby modernizacja stadionu Santiago Bernabéu, który dziś jest punktem odniesienia dla konkurencji. Real Madryt nie ma jednak przemyślanej polityki w kwestii kobiecego futbolu. Co więcej, nie widać nawet odrobiny dobrej woli, by ta sytuacja uległa zmianie w nieodległej przyszłości.
Camp Nou otwarte, a frekwencja dopisuje
Gdy Barça Femení gra na Camp Nou, nie jest to eksperyment, lecz element długofalowej strategii. Kolejne mecze piłkarek ze stolicy Katalonii na największym stadionie Europy przyciągają dziesiątki tysięcy kibiców. Rekordowe spotkania gromadziły frekwencję, o jakiej jeszcze kilka lat temu kobieca piłka mogła tylko marzyć. 2 kwietnia br. FC Barcelona podejmie Real Madryt na przebudowanym Camp Nou. Będzie to ćwierćfinał Ligi Mistrzyń.
Jak zauważa Krzysztof Sędzicki z serwisu WP SportoweFakty, to decyzja oparta na chłodnej analizie potencjału.
– Przeniesienie takiego meczu na Camp Nou oznacza, że ktoś ten potencjał zbadał i wie, że może przyjść kilkadziesiąt tysięcy osób. To nie jest gest symboliczny, tylko realna kalkulacja – ocenia ekspert w rozmowie z XYZ.
Wyspiarskie wzorce
Jak powszechnie wiadomo, Anglia jest kolebką futbolu, a Krzysztof Sędzicki podkreśla, że podobne mechanizmy obserwujemy właśnie na Wyspach. Tam w celu podniesienia prestiżu rozgrywek piłkarki co jakiś czas wychodzą na murawę Emirates, Etihad czy Stamford Bridge, by rozgrywać domowe mecze.
– Jeżeli nadarza się sposobność, aby kobiety grały na dużych stadionach, szczególnie w trakcie przerw na mecze reprezentacji w męskim futbolu, daje to bodziec do refleksji, czy właśnie tam nie powinno się rozgrywać takich spotkań częściej – mówi Krzysztof Sędzicki.
Na Półwyspie Iberyjskim widać to szczególnie na przykładzie Barcelony.
Real Madryt i Estadio Alfredo Di Stéfano – wizerunkowa porażka
Mimo że Real Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzyń zmierzy się z Barceloną, nie zamierza udostępnić swoim piłkarkom Santiago Bernabéu. Królewski klub wybrał ponownie zaledwie 6-tysięczny obiekt.
– Real jako jedyny ćwierćfinalista Ligi Mistrzyń rozegra domowy mecz nie na swoim głównym stadionie, lecz na 6-tysięcznym Estadio Alfredo Di Stéfano. Klub obawia się nie tylko porażki sportowej, ale też frekwencyjnej – mówi prowadzący konto Futbol Kobiecy w Hiszpanii, który pragnie zachować anonimowość.
Obawy są wieloaspektowe. Chodzi o dominację Barcelony i tylko jedno zwycięstwo Realu w 22 meczach przeciw Katalonkom. Kolejna sprawa to ryzyko pustych trybun oraz – co szczególnie dotkliwe – możliwość, że stadion wypełnią kibice gości.
– Barça Femení ma fanów w całym kraju. Wizerunkowo byłaby to rysa. Moim zdaniem to błąd i symboliczny sygnał do drużyny: nie wierzymy w was – mówi ekspert.
Sytuacja jest symptomatyczna, zważywszy na to, że Real bez wahania wyraził zgodę, by zorganizować już na Santiago Bernabéu... mecz NFL. Miłośnicy kobiecego futbolu muszą natomiast uzbroić się w cierpliwość...
Paradoks Realu Madryt
Prowadzący konto Futbol Kobiecy w Hiszpanii przyznaje, że Real Madryt inwestuje w kobiecą piłkę. Pod względem płac i zaplecza znajduje się w europejskiej czołówce. Jak na zaledwie sześcioletni projekt trzykrotny awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzyń przy pięciu podejściach to wynik ponadprzeciętny. Jednak w aspekcie marketingowym w przypadku Los Blancos wciąż są ogromne rezerwy i niedociągnięcia. Problemem nie są pieniądze...
– Prezydent klubu Florentino Pérez zapewniał kibiców, że kobiecy zespół zagra na Bernabéu, gdy zdobędzie pierwsze trofeum. To wymówka, ale pokazuje pułapkę bycia Realem. Klub zawsze chce być najlepszy i nie uznaje drugiego miejsca – zauważa autor Futbolu Kobiecego w Hiszpanii.
Dochodzi do tego wiele mówiąca nieobecność Péreza na kluczowych meczach, w tym finale Superpucharu Hiszpanii.
– Te działania sprawiają, że kobieca sekcja Realu Madryt wygląda jak piąte koło u wozu, a przecież to solidna europejska drużyna z wieloma znakomitymi zawodniczkami – dodaje rozmówca XYZ.
Wyższość Barcelony – sportowa i marketingowa
FC Barcelona ma przewagę sportową, ale też marketingową. Real wciąż stawia na piłkę kobiecą w zbyt małym stopniu. Kluczowa jest tu zapewne plejada gwiazd. W Barcelonie grają nie tylko dwie zdobywczynie Złotej Piłki – Alexia Putellas i Aitana Bonmatí – ale też więcej piłkarek rozpoznawalnych globalnie.
Coraz większą rolę odgrywa w tej drużynie także Ewa Pajor. Choć w Barcelonie występują największe indywidualności światowego futbolu, kapitan reprezentacji Polski szybko zyskała status porównywalny z tym, jaki w męskiej drużynie ma Robert Lewandowski. Oboje są uznawani za maszyny do zdobywania bramek.
Cztery gole w jednym ligowym meczu z Madrid CFF były tylko jednym z wielu momentów, w których Pajor zaimponowała hiszpańskim kibicom. Jej wartość marketingowa rośnie, mimo że zawodniczka nie jest „zwierzęciem medialnym”.
– Ewa jest introwertyczką. Skupia się na pracy. Nie robi wokół siebie szumu. Ma jednak świadomość, że na jej barkach spoczywa część odpowiedzialności za rozwój kobiecej piłki w Polsce – zwraca uwagę dziennikarz WP Sportowe Fakty.
To połączenie sportowej skuteczności, autentyczności i obecności na największej scenie – również Camp Nou – działa na wyobraźnię kibiców w wymiarze globalnym, a zatem także daleko poza Katalonią.
Prostolinijność futbolowej gwiazdy
Ewa Pajor ujęła polskich i hiszpańskich kibiców nie tylko nadzwyczajnym instynktem strzeleckim, ale też skromnością i pokorą. Najlepsza polska piłkarka mimo statusu gwiazdy światowego formatu wciąż twardo stąpa po ziemi.
– Co roku przyjeżdża do Uniejowa, miasta, z którego pochodzi. I tam robi turniej dla młodzieży pod patronatem swoim oraz Agaty Tarczyńskiej. Niezależnie od tego, czy grała w Medyku Konin, Wolfsburgu, czy Barcelonie, nigdy nie zapomina o tej imprezie. Ma świadomość, że stamtąd się wywodzi i jak wiele zawdzięcza owym okolicom. Ewa jest bardzo rodzinna, wdzięczna za to wszystko, co się wydarzyło, ludziom, którzy jej pomogli – uważa Krzysztof Sędzicki.
Podkreśla, że piłkarka jest skromna i nie chce robić show.
– Nie lubi rozgłosu. Chce tylko wykonywać ciężką pracę. Gdy przyjechała na zgrupowanie przed meczami eliminacji mundialu, od razu poszła na siłownię. Skupiła się na swojej robocie, bo jest temu oddana. Wie, że dzięki futbolowi jest tu, gdzie jest. Dlatego nie może rezygnować z podstawy, która jej zagwarantowała względny komfort do końca życia. Mimo że naturalnie ta kariera jeszcze trwa, to wszystko się kręci wokół piłki. Ewa taka jest: najpierw obowiązki, a potem ewentualnie delikatny element zabawy czy promocji – twierdzi ekspert.
Stadion jako deklaracja wiary
Przepaść między Barceloną a Realem nie sprowadza się do jednego meczu. To różnica filozofii. Dla Barçy otwarcie Camp Nou może być klarowną deklaracją: kobiety są równie ważną częścią klubu jak mężczyźni. Realu zamknięte dla żeńskiego zespołu Bernabéu nie skłania do refleksji. W czasach, gdy kobieca piłka w Europie przyspiesza, takie sygnały mają spore znaczenie. Barcelona już to zrozumiała. Real Madryt wciąż stoi na rozdrożu. Zasadnicze pytanie nie brzmi: czy może sobie pozwolić na otwarcie stadionu dla kobiet, lecz czy może sobie pozwolić, by tego nie zrobić...
Fenomen frekwencji na Camp Nou. Liczby nie kłamią
Liczby dobitnie pokazują, że kobiecy futbol w Hiszpanii przestał być niszą, a stał się ważną dyscypliną sportu. Znamienne, że ostatni mecz Barcelony Femeni na Camp Nou przed długą przerwą, który rozgrywany był 27 kwietnia 2023 roku w półfinale Ligi Mistrzyń z Chelsea, przyciągnął aż 72 262 widzów. Jednak nieprawdopodobny rekord na słynnym stadionie w stolicy Katalonii padł już w marcu 2022 roku. Wtedy bowiem 91 553 kibiców oglądało ćwierćfinał kobiecej Champions League pomiędzy FC Barceloną a Realem Madryt. Wówczas też został ustanowiony rekord frekwencji w całej historii kobiecej piłki. A już w kwietniu tego samego roku na półfinałową rywalizację Barçy Femeni z Wolfsburgiem, byłą drużyną Ewy Pajor, która wtedy rozegrała 30 minut jako zmienniczka, przyszło 91 648 osób.
To właśnie te liczby sprawiają, że mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzyń zaplanowany na 2 kwietnia po raz kolejny na Camp Nou ma potencjał, aby przyciągnąć setki tysięcy telewidzów i dziesiątki tysięcy kibiców na żywo. To czyni go wydarzeniem znacznie wykraczającym poza ramy zwykłego spotkania klubowej piłki żeńskiej.
Główne wnioski
- Ewa Pajor mimo statusu gwiazdy światowego formatu wprawia w zachwyt wielu kibiców cechami charakteru: pokorą, skromnością czy szacunkiem do pracy. Są to przymioty doceniane przez kibiców w Hiszpanii. Tego, że Polka jest szczera, dowodzi także jej zachowanie podczas zgrupowań reprezentacji czy pamięć o regionie, z którego pochodzi. Co roku bowiem organizuje w Uniejowie turniej, który cieszy się dużym zainteresowaniem.
- FC Barcelona Femení jest fenomenem sportowym. Ma w składzie dwie zdobywczynie Złotej Piłki (Alexię Putellas i Aitanę Bonmati), a także supernapastniczkę Ewę Pajor. Między innymi te piłkarki przyciągają na trybuny dziesiątki tysięcy kibiców. Kataloński klub poszedł w ślady angielskich potęg i kobieca drużyna rozgrywa najważniejsze mecze na stadionie, który jest domem męskiego zespołu. FC Barcelona biła już rekordy frekwencji. Przekraczała granicę 90 tysięcy osób na trybunach. To sprawia, że ponieważ wkrótce zmierzy się z Realem Madryt, czyli odwiecznym rywalem w męskiej piłce, siłą rzeczy także podczas rywalizacji pań i tym razem na stadionie powinny być tłumy. Przy czym z uwagi na to, że modernizowane Camp Nou nie zostało jeszcze w pełni oddane do użytku, 90 tysięcy fanów tym razem nie wejdzie na trybuny.
- Real Madryt był bardzo opieszały przy tworzeniu kobiecej drużyny. To zaledwie sześcioletni projekt. Prezydent klubu Florentino Pérez obiecał, że żeński zespół zagra na Santiago Bernabéu dopiero po zdobyciu pierwszego trofeum. Sęk w tym, że do tego jeszcze nie doszło. Część komentatorów uważa, że rozgrywanie najbliższego meczu z FC Barcelona w ćwierćfinale Ligi Mistrzyń na kameralnym sześciotysięcznym obiekcie nie przystoi tak wielkiemu klubowi. Jednak władze Realu mogą się obawiać, że gdyby mecz został przeniesiony na Bernabéu, to na trybunach dominowaliby fani ich rywali. Kobieca FC Barcelona ma bowiem sympatyków w całym kraju. Do tego dochodzi prawdopodobnie strach przed dotkliwą porażką, ponieważ kobiecy Real do tej pory pokonał przeciwniczki ze stolicy Katalonii tylko raz.