Naucz się patrzeć! Wystawa, na którą koniecznie trzeba pójść
To ciekawe, że by zobaczyć najważniejszą wystawę sztuki XX i XXI wieku w Polsce nie jedzie się do Warszawy czy Krakowa, ale do… Łodzi. To tam właśnie pokazywane są „Sposoby widzenia”.
Z tego artykułu dowiesz się…
- W którym łódzkim muzeum można zobaczyć najlepszą kolekcję sztuki XX wieku.
- Który polski artysta tworzy prace niczym plamy z testów Rorschacha.
- Jak do Polski trafiły dzieła najbardziej znanych artystów XX wieku.
Propozycja Muzeum Sztuki w Łodzi to nie jest wystawa do „zaliczenia”, do odhaczenia kolejnych punktów na mapie kolekcji. Nie jest też żadnym historycznym résumé. Tu nie chodzi o opowiedzenie dziejów kolekcji od A do Z ani o linearny marsz przez dekady. Złamana chronologia, celowe pęknięcia narracyjne, nieciągłości. Wszystko to sprawia, że zamiast wykładu z historii sztuki dostajemy lekcję patrzenia. Różne punkty widzenia nachodzą na siebie, rozchodzą się i znów krzyżują. Błądzenie, zawracanie, cofanie się o kilka kroków i patrzenia jeszcze raz, ale inaczej. Albo przynajmniej z podejrzeniem, że to, co przed chwilą wydawało się oczywiste, wcale takim nie jest.
Granice portretu
Dzieł znanych artystów tu nie brakuje. Pojawia się tu choćby Wilhelm Sasnal i jego portret Wandy Wiłkomirskiej, namalowany w charakterystycznym dla artysty stylu. To obraz, który nie tyle przedstawia legendarną skrzypaczkę, ile testuje granice portretu. Jest między wizerunkiem a znakiem, między ikoną kultury a śladem obecności. Przemalowany ze zdjęcia z encyklopedii jest jak plama z testu Rorschacha. Pokazuje, że dla ikonicznych postaci i ich przedstawień nie trzeba nam szczegółów, wystarczy zarys, by rozpoznać, z kim mamy do czynienia. Więc to rzecz o pamięci zbiorowej.

To ważne także z innego powodu. To jedno z dzieł, które było odpowiedzią na niedawną prośbę Daniela Muzyczuka skierowaną do współczesnego środowiska artystycznego. Chodzi o to, by pójść w ślady wielkich założycieli tego miejsca i podarować dzieła do kolekcji. Bo w istocie samo Muzeum Sztuki w Łodzi jest darem. Władysław Strzemiński i spółka chcieli, by ta instytucja była awangardowym darem dla społeczeństwa. To mit założycielski. Ale to właśnie rozmaite gesty darowania były krokami milowymi w budowaniu tej instytucji. Najpierw przedwojenny dar grupy a.r. – akt nowoczesnej wiary w przyszłość sztuki i przyszłość muzeum. Później gest Josepha Beuysa w latach 80., wpisany w zupełnie inny kontekst polityczny i symboliczny. Wreszcie niedawna prośba Daniela Muzyczuka skierowana do współczesnego środowiska artystycznego, a ostatnio – gest słynnego artysty krytyka, Richarda Demarco, który właśnie łódzkiej placówce podarował swoje archiwum.
Nazwiska nie są najważniejsze
Artyści na różne sposoby próbują nauczyć nas patrzeć. Na siebie, na innych, relacje społeczne i polityczne. Rzeźby Katarzyna Kobro wciąż uczą nas, że przestrzeń nie jest neutralnym tłem, lecz aktywnym współtwórcą sensu. Prace Aliny Szapocznikow – kruche, naznaczone czasem – wprowadzają do tej opowieści wątek cielesności i przemijania. Z kolei bliższe nam czasowo realizacje Zbigniewa Libery przypominają, że widzenie bywa także narzędziem władzy, manipulacji i ideologii. Albo przejmujący „Pasaż Róży”, dzieło Joanny Rajkowskiej, która kawałki rozbitych luster składa w opowieść o chorobie swojej córki Róży. U dziewczynki wykryto nowotwór oczu. To metafora składania obrazu w całość. A lustrzane elementy tworzą figury przypominające róże.

I dopiero w takich momentach – po zetknięciu z tymi wszystkimi pracami, po przejściu przez kolejne sale, schody, zakamarki – uświadamiamy sobie, że tu wcale nie chodzi o nazwiska. Co prawda wcale ich nie brakuje, by wymienić choćby takich twórców, jak Max Ernst, Paul Klee, Wojciech Fangor, Edward Dwurnik, Tadeusz Kantor, Władysław Hasior, Andrzej Wróblewski, Le Corbusier, Witkacy, Maria Jarema czy R.H. Quaytman. W sumie to około 400 prac autorstwa ponad 200 artystów na trzech piętrach budynku. Ale mimo to najważniejsze, że to nie jest wystawa, która buduje swoją siłę na rozpoznawalności autorów. Ambicje są gdzie indziej.
Różne sposoby widzenia
Chodzi o dostrzeżenie rozmaitych sposobów widzenia sztuki, ale też widzenia przez sztukę. O to, jak dzieła wpisują się krwiobieg tego budynku – dawnej fabryki, zamkniętej w wyniku przemian ustrojowych, a dziś szukającej (i co ważniejsze znajdującej!) nowe miejsce w tkance miasta. Tak właśnie można odczytać tę wystawę. To opowieść o Łodzi na wielu poziomach, o mieście, które musiało nauczyć się patrzeć na siebie na nowo. Rozmieszczenie prac nie jest tu przypadkowe – współgrają one nie tylko ze sobą, ale i z architekturą, z pamięcią miejsca, z ruchem widza. Nie ma tu powrotów do „złotych czasów”. Jest raczej niepewny kształt przyszłości, który dopiero się wyłania. Najlepiej to widać, gdy spoglądamy na nieostrą Łódź za oknem z perspektywy op-artowych (czyli bazujących na grach optycznych) prac Jarosława Rosołowicza. Wszystko jest trochę zniekształcone i nieoczywiste. Trzeba wytężyć wzrok, żeby dostrzec coś znajomego, co okazuje się czymś niby znanym, a jednak innym.

Tytuł „Sposoby widzenia” nie jest więc przypadkowy. Odwołuje się zarówno do traktatu „Teorii widzenia” wspomnianego już Władysław Strzemińskiego – fundamentu myślenia o nowoczesności w Łodzi – jak i do książki „Sposoby widzenia” Johna Bergera, który uczył nas patrzeć na sztukę z podejrzliwością wobec kanonu, a z życzliwością wobec wszelkich marginesów. Nic tylko patrzeć!
Główne wnioski
- W Muzeum Sztuki w Łodzi można zobaczyć dzieła najważniejszych artystów XX wieku – zarówno żyjących, jak i nieżyjących. W tym gronie znaleźli się tacy twórcy, jak Max Ernst, Paul Klee, Wojciech Fangor, Edward Dwurnik, Tadeusz Kantor, Władysław Hasior, Andrzej Wróblewski, Le Corbusier, Witkacy, Maria Jarema czy R.H. Quaytman. W sumie to około 400 prac autorstwa ponad 200 artystów na trzech piętrach budynku.
- Ekspozycję zbudowano wokół idei daru, bo samo Muzeum Sztuki w Łodzi jest podarunkiem. Władysław Strzemiński i spółka chcieli, by ta instytucja była awangardowym darem dla społeczeństwa. Najpierw był przedwojenny dar grupy a.r. – akt nowoczesnej wiary w przyszłość sztuki i przyszłość muzeum. Później gest Josepha Beuysa w latach 80., wpisany w zupełnie inny kontekst polityczny i symboliczny. Wreszcie niedawna prośba Daniela Muzyczuka skierowana do współczesnego środowiska artystycznego, a ostatnio – gest słynnego artysty krytyka, Richarda Demarco, który właśnie łódzkiej placówce podarował swoje archiwum.
- Artyści na tej wystawie na różne sposoby próbują nauczyć nas patrzeć. Na siebie, na innych, relacje społeczne i polityczne. Rzeźby Katarzyny Kobro wciąż uczą nas, że przestrzeń nie jest neutralnym tłem, lecz aktywnym współtwórcą sensu. Prace Aliny Szapocznikow – kruche, naznaczone czasem – wprowadzają do tej opowieści wątek cielesności i przemijania. Z kolei bliższe nam czasowo realizacje Zbigniewa Libery przypominają, że widzenie bywa także narzędziem władzy, manipulacji i ideologii.