Uciec, ale dokąd? Europa debatuje o ewakuacji ludności
Europa przygotowuje się na scenariusze kryzysowe, w tym potencjalny konflikt zbrojny. Na początku marca w Sztokholmie podpisano memorandum o współpracy dziesięciu państw dotyczące ewakuacji dużych grup ludności. Jak wygląda poziom przygotowania krajów europejskich na taką sytuację? Sprawdzamy.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie akty prawne regulują w Polsce zasady ewakuacji ludności.
- Co o memorandum dotyczącym ewakuacji transgranicznej i obecnym systemie mówią eksperci zajmujący się obroną cywilną.
- Gdzie w obszarze ochrony ludności państwo polskie ma luki i niedociągnięcia.
Dziesięć państw podpisało 6 marca memorandum o współpracy w zakresie ochrony ludności cywilnej. Celem jest przygotowanie wspólnych planów transgranicznej ewakuacji na wypadek poważnego kryzysu – zarówno katastrofy naturalnej, jak i konfliktu zbrojnego. Porozumienie obejmuje Polskę, Niemcy, Litwę, Łotwę, Estonię, Norwegię, Finlandię, Islandię, Danię i Szwecję. Oznacza to dalsze zacieśnienie współpracy państw regionu Morza Bałtyckiego – oraz sygnał, że scenariusze kryzysowe traktowane są coraz poważniej.
Zakres współpracy obejmuje organizację transportu, procedury graniczne, wyznaczanie korytarzy ewakuacyjnych oraz systemy przyjmowania i rejestracji uchodźców. To bezpośrednia odpowiedź na doświadczenia z wojny w Ukrainie i napięcia w regionie. Oznacza to, że Europa podejmuje działania będące wyraźnym sygnałem przygotowań na scenariusze kryzysowe. Proponowane rozwiązania nie są przypadkowe i wskazują, że kontynent przygotowuje się na trudniejsze warunki bezpieczeństwa niż obecnie.
Korytarze ewakuacyjne, opieka medyczna, przepustowość. Czas zacząć się bać?
Kluczowym elementem planów jest organizacja transportu ludności cywilnej. Doświadczenia z 2022 r. pokazały skalę wyzwań – przeciążoną infrastrukturę i trudności w przemieszczaniu dużych grup ludzi. Drugim obszarem jest koordynacja kontroli granicznych. Masowy napływ uchodźców ujawnił ograniczoną przepustowość przejść granicznych i potrzebę lepszego zarządzania ruchem. Istotne znaczenie ma także wyznaczenie korytarzy ewakuacyjnych, które umożliwi przemieszczanie ludności bez blokowania tras wykorzystywanych przez wojsko i służby ratunkowe. Plany obejmują również systemy rejestracji uchodźców oraz wsparcie dla grup szczególnie wrażliwych – dzieci, seniorów i osób z niepełnosprawnościami – w tym zapewnienie opieki medycznej i dostępu do leczenia.
Jak wygląda to w Polsce? Teoria sobie…
W Polsce zasady ewakuacji są formalnie uregulowane w ustawie o obronie cywilnej i ochronie ludności z 2025 r. oraz w rozporządzeniu wykonawczym dotyczącym ewakuacji i zabezpieczenia mienia. Zgodnie z przepisami organy obrony cywilnej mają identyfikować dostępne miejsca zakwaterowania, zabezpieczać transport oraz wyznaczać trasy ewakuacyjne z uwzględnieniem ich stanu technicznego. Za koordynację działań odpowiadają wojewodowie i starostowie, a mieszkańcy powinni być informowani za pośrednictwem systemów alarmowych, mediów i komunikacji elektronicznej. W praktyce jednak skuteczność tych rozwiązań pozostaje niewystarczająco zweryfikowana. System istnieje na poziomie regulacyjnym, ale jego realna sprawność w sytuacji masowego kryzysu nadal budzi pytania.
… a praktyka swoje. Czy jesteśmy gotowi na kryzys? Raczej nie
O ocenę praktyki pytamy osoby zajmujące się szkoleniami i działaniami proobronnymi. Ich popularność rośnie – w dużej mierze dlatego, że państwo realizuje swoje obowiązki głównie na poziomie deklaracji i dokumentów. Zwraca na to uwagę m.in. Matthew Halaba, wolontariusz i operator systemów bezzałogowych. W rozmowie z XYZ podkreśla, że kwestie ewakuacji są już uregulowane w ramach współpracy z Unią Europejską i NATO, dlatego samo podpisanie kolejnego memorandum nie jest przełomem. Istotniejsze są realne zdolności systemu.
– Prawda jest taka, że nie jesteśmy przygotowani na duże zdarzenia kryzysowe. Jednostki samorządu terytorialnego nie współpracują ze sobą, a środki na obronę cywilną i ochronę ludności często wydawane są w sposób pozorny. Powstają materiały promocyjne, które niewiele wnoszą do realnego bezpieczeństwa. Dyskutujemy o schronach, podczas gdy podstawowe kontrole infrastruktury, np. piwnic, pod kątem zagrożeń pożarowych, nie są wykonywane – wskazuje nasz rozmówca.
Dodaje, że w wielu takich przestrzeniach zalegają materiały łatwopalne, a same pomieszczenia bywają niedostępne. Jego zdaniem większym priorytetem niż klasyczne schrony powinno być tworzenie miejsc czasowego ukrycia oraz lokalnych punktów odporności – infrastruktury zdolnej do funkcjonowania w warunkach kryzysowych.
„Ustawa na kolanie”, brak łączności, przestarzałe szkolenia i nieżyciowe przepisy
– Ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej powstała w reakcji na kryzys powodziowy, który ujawnił słabość państwa i konieczność improwizacji działań. Zdaniem części ekspertów jej przygotowanie było zbyt pośpieszne – wskazuje Matthew Halaba.
Jak podkreśla, system wymaga realnych zmian w obszarze szkoleń. Strażacy z OSP powinni być przygotowywani do działania w warunkach wojennych, zdarzeń masowych i sytuacji kryzysowych. Eksperci zwracają też uwagę na niedostateczny poziom edukacji praktycznej. Zamiast kolejnych planów budowy schronów w szkołach większy nacisk powinniśmy położyć na wyposażenie placówek w defibrylatory oraz zestawy do tamowania masywnych krwotoków. Problemem pozostaje również sposób nauczania pierwszej pomocy. Brakuje sprzętu do ćwiczeń, takiego jak fantomy, a przekazywanie wiedzy wyłącznie w formie materiałów wideo jest niewystarczające i mało efektywne.
– W Polsce wciąż brakuje spójnej koncepcji łączności kryzysowej. W sytuacji poważnego kryzysu system taki musiałby w praktyce opierać się na rozwiązaniach satelitarnych, bo alternatywy są ograniczone – wskazuje Matthew Halaba.
Zwraca też uwagę na inne luki, m.in. brak przygotowania na napływ uchodźców pod kątem obsługi językowej. Pytanie, czy samorządy dysponują choćby podstawowymi narzędziami, takimi jak tłumacze cyfrowe, pozostaje otwarte.
Przepisy graniczne, weryfikacja uchodźców. Lista problemów jest dłuższa
Podobne wątpliwości zgłasza Igor Tracz, twórca Fundacji Igora Tracza, zaangażowany w pomoc Ukrainie.
– Jako państwo nie wprowadziliśmy istotnych zmian w przepisach granicznych. Pytanie: jakie wnioski wyciągnięto z doświadczeń wojny w Ukrainie? W przypadku konfliktu zbrojnego kluczowe będzie to, jak przebiegać będzie weryfikacja uchodźców – zarówno tych opuszczających Polskę, jak i napływających z innych krajów, np. bałtyckich. Na dziś nie jesteśmy przygotowani na taką skalę ruchu na granicach – ocenia Igor Tracz.
Dodaje gorzko, że obecny system skupia się na kwestiach formalnych, podczas gdy brakuje kompleksowych rozwiązań odpowiadających na realne scenariusze kryzysowe.
Memorandum jako krok w dobrą stronę?
Być może częściową odpowiedzią na wskazane problemy jest memorandum, które podpisano w Sztokholmie. Tak ocenia Marcel Rutkowski, ekspert ds. zarządzania kryzysowego i bezpieczeństwa publicznego z think tanku Obserwatorium Bezpieczeństwa. W rozmowie z XYZ określa dokument jako „ważny krok w budowaniu odporności państw regionu”. Jego zdaniem decyzja o podpisaniu porozumienia wynika bezpośrednio z doświadczeń wojny w Ukrainie.
– Wszyscy pamiętamy skalę ruchów migracyjnych po wybuchu pełnoskalowego konfliktu. Europa, a szczególnie Polska jako kraj pierwszej linii, musiała zmierzyć się z napływem milionów uchodźców – podkreśla Marcel Rutkowski.
Ekspert zwraca uwagę, że państwa NATO przygotowują się dziś nie tylko do działań militarnych, lecz także cywilnych. Jednocześnie zaznacza, że memorandum to dopiero początek – państwa sygnatariusze różnią się poziomem rozwoju systemów obrony cywilnej, co oznacza konieczność dalszych działań.
– Kluczowe wyzwania dotyczą m.in. ochrony infrastruktury krytycznej – mostów, portów, dróg czy linii kolejowych – oraz logistyki ewakuacji, w tym przepustowości i stanu infrastruktury transportowej – wskazuje ekspert..
Zwraca też uwagę, że różnice w przygotowaniu widoczne są już na poziomie gmin i powiatów, a memorandum zakłada współpracę transgraniczną – czyli znacznie bardziej złożoną, międzynarodową koordynację.
Dokument to jedno, wdrożenie – drugie. Procedury trzeba ćwiczyć
Jak podkreśla ekspert, samo stworzenie aktów prawnych to dopiero pierwszy krok. Kluczowe znaczenie ma ich praktyczne przećwiczenie. Ewakuacja ludności to operacja na ogromną skalę – bez odpowiedniego przygotowania i koordynacji system może po prostu nie zadziałać. W pierwszej kolejności ewakuowane będą osoby o szczególnych potrzebach – dzieci, seniorzy i osoby z niepełnosprawnościami – wymagające zróżnicowanej opieki. Marcel Rutkowski zwraca uwagę, że przygotowania nie powinny ograniczać się wyłącznie do scenariuszy wojennych. Ewakuacja jest równie istotna w kontekście zagrożeń naturalnych, takich jak powodzie, pożary czy gwałtowne zjawiska pogodowe. Pytanie o przygotowanie obywateli pozostaje jednak otwarte – zdaniem eksperta, świadomość i gotowość społeczeństwa są niewystarczające.
Bardziej optymistycznie sytuację ocenia Janusz Cieszyński, były wiceminister zdrowia i podsekretarz stanu w KPRM. W jego opinii doświadczenia z pandemii COVID-19 oraz napływu uchodźców z Ukrainy pokazują, że państwo potrafi działać w sytuacjach kryzysowych.
– W przypadku nagłego kryzysu, szczególnie w obszarze ochrony zdrowia, bylibyśmy w stanie sobie poradzić. Mamy doświadczenie i zdolność do szybkiej mobilizacji – wskazuje były wiceminister.
Jednocześnie zaznacza, że słabszym elementem pozostaje planowanie strategiczne. W odniesieniu do memorandum ze Sztokholmu pozostaje natomiast sceptyczny, sugerując, że tego typu dokumenty często kończą jako deklaracje bez pełnego przełożenia na praktykę.
Powódź uwidoczniła luki w komunikacji kryzysowej
W kontekście memorandum kluczowe znaczenie ma także komunikacja kryzysowa – czyli sposób przekazywania informacji społeczeństwu. W tym obszarze widoczne są poważne niedociągnięcia, co pokazały m.in. powódź w 2024 r. oraz incydent z przelotem dronów nad Polską we wrześniu ubiegłego roku. Marcel Rutkowski ocenia memorandum jako krok w dobrym kierunku, ale podkreśla jego ograniczenia.
– To ważna inicjatywa, pokazująca wolę współpracy państw regionu i świadomość zagrożeń. Trzeba jednak pamiętać, że na razie to jedynie list intencyjny, a przed nami dużo pracy – zaznacza nasz rozmówca.
MSWiA milczy
Redakcja zwróciła się z pytaniami do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, m.in. o ostatnie ćwiczenia dotyczące ewakuacji dużych grup ludności. Do momentu publikacji odpowiedzi nie otrzymano. Z relacji strażaków wynika, że stan przygotowań pozostawia wiele do życzenia – szczególnie w regionach przygranicznych na wschodzie kraju. Ich zdaniem plany ewakuacyjne często istnieją wyłącznie na papierze, a w przypadku realnego zagrożenia system może okazać się niewydolny.
Zdaniem eksperta
Podpisane memorandum to tylko jedna z nóg
Od czego zacząć? Przede wszystkim od zapoznania się z poradnikami bezpieczeństwa oraz przeprowadzenia własnej analizy zagrożeń w miejscu zamieszkania. Warto zadbać o podstawy: bezpieczny dom, odpowiednie nawyki (np. tankowanie przy połowie baku), zapas gotówki w różnych nominałach czy przygotowanie rodzinnego planu awaryjnego i plecaka ewakuacyjnego.
Kluczowe są także umiejętności – w szczególności pierwsza pomoc – oraz utrzymywanie sprawności fizycznej. Nie można zapominać o profilaktyce zdrowotnej i rozwijaniu kompetencji przydatnych w sytuacjach kryzysowych. Istotną rolę odgrywają również relacje społeczne. Współpraca z sąsiadami zwiększa szanse na skuteczne poradzenie sobie w trudnych warunkach. Budowanie odporności to proces, który nie musi być ani kosztowny, ani skomplikowany. Najważniejsze jest, aby po prostu zacząć.
Główne wnioski
- Podpisane w Sztokholmie memorandum dziesięciu państw ma usprawnić planowanie i realizację ewakuacji ludności cywilnej na wypadek kryzysu lub konfliktu zbrojnego.
- Za działania ewakuacyjne będzie prawdopodobnie odpowiadać obrona cywilna, której system w Polsce wciąż pozostaje niedostatecznie rozwinięty. Jak wskazują eksperci, problemy dotyczą m.in. procedur, koordynacji działań, łączności oraz komunikacji strategicznej.
- Memorandum może jednak stanowić krok w dobrą stronę – ocenia Marcel Rutkowski z think tanku Obserwatorium Bezpieczeństwa.


