Kategorie artykułu: Polityka Świat

Prof. Góralczyk: Wybory na Węgrzech. Czyja wizja lepsza?

Powoli, zdecydowanymi krokami zbliża się 12 kwietnia, data węgierskich wyborów, które – jak wszystko na to wskazuje – tym razem będą miały znaczenie nie tylko dla Węgier, ale też regionu i całej Europy. A to dlatego, że ukształtowały się tam dwa duże obozy polityczne o zupełnie odmiennych obliczach i wizjach przyszłości.

Orban Magyar
W święto narodowe 15 marca na Węgrzech odbyły się dwa wielkie „marsze pokojowe” i wiece. Oba zgromadziły po kilkadziesiąt tysięcy osób. Wiec rządowy zakończył się wystąpieniem premiera Viktora Orbána (z lewej). Wyróżniał się tym, że wiele osób przywieziono z prowincji i na ogół były to osoby starsze. Drugi, zakończony programowym wystąpieniem założyciela i szefa partii TISZA (Szacunek i Wolność) Pétera Magyara na Placu Bohaterów, zgromadził ludzi na pewno przez nikogo nie przywiezionych i na ogół młodszych. Fot. Getty Images, XYZ

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak przebiegł wiec premiera Viktora Orbána.
  2. O czym mówił na swoim wiecu jego przeciwnik Péter Magyar.
  3. Czym różniły się przemówienia w kontekście Ukrainy, Rosji, Unii Europejskiej oraz sytuacji gospodarczej kraju.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Obecność dwóch obozów politycznych na Węgrzech świetnie było widać w święto narodowe 15 marca, w rocznicę wybuchu Wiosny Ludów z 1848 roku. Tego dnia odbyły się dwa wielkie „marsze pokojowe” i wiece. Oba zgromadziły po kilkadziesiąt tysięcy osób, a może i więcej, a spór trwa, który był większy. Wydaje się jednak, że zwyciężył ten opozycyjny. Eksperci zwracają uwagę, że od 1989 roku nie widziano na ulicach węgierskiej stolicy takich tłumów zebranych przez opozycję.

Jeden z wieców, ten rządowy, zakończył się wystąpieniem premiera Viktora Orbána (wcześniej przemawiał szef dyplomacji Péter Szijjártó). Wyróżniał się tym, że wiele osób przywieziono z prowincji i na ogół były to osoby starsze. Drugi, zakończony programowym wystąpieniem założyciela i szefa partii TISZA (Szacunek i Wolność) Pétera Magyara na Placu Bohaterów zgromadził ludzi na pewno przez nikogo nie przywiezionych i na ogół młodszych.

Orbán: wszędzie wojna

Premier Orbán w blisko 25-minutowym wystąpieniu trzymał się głównych haseł i założeń prowadzonej przez rząd kampanii. Opiera się ona na tezie, że wszędzie wokół toczą się wojny. Natomiast Węgry pod jego rządami to oaza „spokoju i bezpieczeństwa”. Ten stan podważają natomiast Ukraina z jednej, a UE z drugiej strony. To one też, jak dawał do zrozumienia, wspierają i pomagają opozycyjnej partii TISZA. Tę tezę już od dawna sączy w umysły rządowa propaganda.

Unia „zabiera nam pieniądze, natomiast Ukraina – ropę” – mówił premier. Co gorsza, Unia „nasyła nam tutaj spadochroniarzy”, stawia kolejne warunki, łącznie aż 12 (nie wymienił ich jednak). Jako siła dążąca do wojny „wkrótce wyśle żołnierzy na Ukrainę”, co było powtórzone dwukrotnie. Węgry jednak będą broniły swojej suwerenności, odeślą tych „spadochroniarzy” do domu, „podobnie jak szantażujących nas Ukraińców”. Natomiast o przebywających na Węgrzech rosyjskich doradcach, pomagających rządowi w kampanii, co jest udowodnione, oczywiście nie wspomniał.

„Nasi synowie nie będą ginąć za Ukrainę” – wołał Orbán. Na tej podstawie zadał znamienne pytanie: Kto wygra 12 kwietnia – ja czy Zełenski? Albowiem pojęcia „Magyar” (Węgier) używał tylko w rozumieniu narodu i jego interesów, ale ani razu jako nazwiska swojego politycznego oponenta. A jako rywali wymieniał Brukselę, Ukraińców i Zełenskiego, ale nie Magyara

W kontekście bodaj najczęściej wymienianego przez niego terminu „háború” (wojna) i mocno polaryzującego  w treści i duchu wystąpienia stwierdził, przy aplauzie zebranych, że „nie pozwolimy, by Ukraina przystąpiła do UE”, podobnie jak „nie pozwolimy, by na Węgry docierali migranci”. Natomiast na tym wiecu demonstranci wywiesili na sztandarach hasło: „Nie staniemy się ukraińską kolonią”.

Już nie Rosjanie

Zaskakujące, że premier nie wypowiadał się ani o Trumpie, ani o Rosji i Putinie. Raz jedynie mimochodem wspomniał o swym głośnym wystąpieniu w 1989 roku, gdy wysłał Rosjan do domu. Nie kreślił też, jak to często robił ostatnio, śmiałych wizji dotyczących ładu światowego. Chyba plany mocno mu skomplikowało amerykańsko-izraelska agresja w Iranie. Planowany był przyjazd na Węgry podczas kampanii premiera Benjamina Netanyahu, ale teraz nie wiadomo, czy do niego dojdzie.

Zamiast tego kreślił natomiast bezustannie wizerunek UE i Ukrainy jako przeciwników i rywali, jeśli nie wrogów. Pytał: „Czemu nas atakują?”. Nie dał jednak odpowiedzi na to pytanie. Stale jednak podnosił kwestię „podporządkowania” interesów Węgier tym unijnym, na co on jako „doświadczony premier nigdy się nie zgodzi”.

Zaskakiwał w tym, zdecydowanie mniej bojowym od poprzednich, wystąpieniu niemal brak odniesień do aktualnej sytuacji gospodarczej i socjalnej w kraju. A te są opłakane. Zapewniał jednak, że zarówno 13 jak 14 emerytura „będą wypłacane na  czas”. Doskonale bowiem wie, gdzie kryje się jego elektorat. Nieraz udowodnił, że w celu zachowania władzy jest gotów poświęcić wiele. Ocenia się, że w poprzednich wyborach, w 2022 roku, wydał na cele socjalne, czyli rozdawnictwo, ok. 2 proc. PKB.

Czy – jak pisze w sprawozdaniu z tego marszu i wiecu – opozycyjny dziennik „Népszava”, Orbán „wygląda tak, jakby przygotowywał się do opozycyjnej roli”? Trudno przesądzić, bowiem TISZA, owszem, ma przewagę w sondażach i udowodniła swą mobilizacyjną siłę 15 marca. To jednak Orbán scementował i zawłaszczył kraj. Ma w swych rękach wszelkie rękojmia władzy, z których jeszcze w pozostałych dniach kampanii może skorzystać. Pojawiły się przecież nawet spekulacje, że rządząc dekretami może wybory odwołać lub przenieść. W tej chwili jest to już jednak scenariusz raczej mniej prawdopodobny.

Magyar: Węgry to Zachód

Dwukrotnie dłuższe czasowo wystąpienie Pétera Magyara było znakomicie przygotowane i zdecydowanie wypowiedziane. Było pełne odniesień do węgierskiej poezji, literatury i tamtejszych kodów kulturowych i językowych. Mówca zbudował je wokół pojęcia „polgár”, czyli odpowiedzialny za siebie, rodzinę i kraj obywatel. Zaprzeczył głównym tezom masywnej kampanii rządowej, forsującej tezę, że UE i opozycja „chcą wojny”. Stwierdził lub zaprzeczył wprost: „nie chcemy wojny”.

Wręcz przeciwnie, w przeciwieństwie do polaryzującej kampanii premiera i rządu, jak mówił,  jego partia chce spokoju, współpracy i harmonii w społeczeństwie. Nie pozostawił też żadnej wątpliwości, że reprezentuje całkowite zaprzeczenie i alternatywę dla „zużytych rządów” Orbána. Przy aplauzie widowni, skandującej „Ruscy do domu!” stwierdził jednoznacznie: „jesteśmy częścią Zachodu, jesteśmy częścią NATO”. A potem dodawał: „nie boimy się”, w rozumieniu gróźb zawartych w kampanii rządowej. Na tej podstawie raz jeszcze podkreślił, iż „jesteśmy Węgrami w Europie”, a nie w opozycji do niej, jak robi to teraz rząd.

W przeciwieństwie do Orbána mówca wiele uwagi poświęcił aktualnej sytuacji wewnętrznej w kraju. Na tej podstawie zapewniał, że „jako rząd partii TISZA zapewnimy przypływ europejskich pieniędzy”, dla Orbána wstrzymanych. W ten sposób „wreszcie na nowo uruchomimy węgierską gospodarkę”, teraz w stagnacji i na granicach recesji. Równocześnie jako „palące” wskazał kwestie uporządkowania sytuacji w ochronie zdrowia, komunikacji (rozsypane koleje) i oświacie (poddawanej rządowej, nacjonalistycznej indoktrynacji), w czym mają pomóc właśnie „odzyskane środki unijne”.

Skończmy z podziałami

Co więcej, Magyar złożył nawet przysięgę, zgodnie z którą „skończymy z podziałami”. Na podżeganie Orbána i rządu do społecznej polaryzacji i podziałów wzywał do „narodowego pojednania”. Jednakże równocześnie zapowiedział rozliczenia tych, którzy rządzą i sprawili, że „jesteśmy najbiedniejszym i najbardziej skorumpowanym państwem w UE”. Na  tej podstawie ostro – i wielokrotnie – atakował swojego politycznego rywala, premiera Orbána. Nazwał go „cesarzem z Hatvanpuszta”. To pałac po Habsburgach, starannie odbudowany i mocno rozbudowy, znajdujący się w rękach premiera i jego rodziny. Narobiło to w ostatnich dwóch latach dużo szumu i stało się symbolem korupcji.

Chwilami Magyar nie przebierał w słowach. Stwierdził mocno: „Viktor Orbán jest zdrajcą”, „oszukał nas”, ponieważ „zdradził węgierską wolność” i sprzeniewierzył się tym programom i hasłom, które sam głosił na tym samym Placu Bohaterów w 1989 roku.

Zebrani z aplauzem przyjęli też jego zapewnienie, że nowy rząd wprowadzi zasadę, iż „premier może sprawować urząd tylko dwie czteroletnie kadencje”. Przypomnijmy: Orbán pełni już czwartą z kolei, a chce mieć piątą. Wspomniał też wprost o „rosyjskich ekspertach w kraju, sprowadzonych przez Orbána”, co przyjęto gwizdami. 

Idzie referendum

Obaj mówcy podkreślali, że do wyborów „zostało 28 kluczowych dni”. Magyar w tym kontekście apelował o dalszą mobilizację do wszystkich zebranych. Odrębnie zwrócił się z takim podniosłym apelem do młodych oraz kobiet. Wie bowiem z sondaży, że młodzież na ogół niechętnie idzie do wyborów. Wie też, co zdarzyło się w Polsce w 2023 roku, gdy była duża mobilizacja tych dwóch grup.

Orbán natomiast dawał do zrozumienia, iż w trakcie tych dni mogą przyjść jeszcze „niespodzianki”. Chociaż ich nie wymienił, to można przypuszczać, że podległa mu propaganda będzie nadal rozgrywać kontrowersje wokół dostaw rosyjskiej ropy na Węgry i rurociągu „Drużba”. Będzie też głośno o przejętych przez węgierskie służby pieniądzach i złocie przewożonych przez ich terytorium na Ukrainę. Odbiło się to głośnym echem nie tylko nad Dunajem i wzmacnia kreślony od dawna w rządowej propagandzie wizerunek Ukraińców jako „wrogów”. Co jednak znamienne, nawet słowem nie wspominał o Rosjanach (stąd te bezustannie powtarzane hasła na wiecu Magyara: „Ruscy do domu”).

Obaj mówcy nie kryli, że mają świadomość wysokiej stawki i innego charakteru tych nadchodzących wyborów od wszystkich poprzednich. W istocie rzeczy czeka nas referendum nad dwoma jakże odmiennymi wizjami dalszego rozwoju Węgier. Dlatego na mównicy, z której zabierał głos Péter Magyar, zawisło hasło (zresztą z 1848 roku): „Teraz albo nigdy”. Przy czym, co też znamienne, dane z sondaży opinii publicznej wskazują, że w sytuacji gdyby ponownie wygrał Orbán, wielu młodych ludzi wybrałoby wyjazd z kraju. Za jego długich 16-letnich rządów wyjechało z Węgier już ponad pół miliona ludzi, głównie młodych i wykształconych.

Chcąc takiemu scenariuszowi zapobiec, Péter Magyar kreował się na jednoczyciela narodu. Apelował o społeczny solidaryzm oraz wsparcie dla niego w końcowych i newralgicznych dniach kampanii.

– Przysięgam,  że raz na zawsze zamkniemy okres podziałów zagrażający istnieniu węgierskiego narodu! Przysięgam, że nowy węgierski rząd zrobi wszystko, by wyleczyć historyczne rany i ocalić ojczyznę – stwierdził w najbardziej podniosłym momencie.

Na co zebrany tłum co chwila skandował: „Áradt a TISZA”, czyli: Tisza, po naszemu Cisa, jak rzeka, wzbiera i nabiera mocy. W rozumieniu: idzie nowa fala i nowa rzeczywistość. Czy tak będzie? – już wkrótce się dowiemy.

Główne wnioski

  1. Nie wiadomo, jakie jeszcze niespodzianki mogą nas spotkać podczas tej twardej kampanii w jej końcowej fazie. Dlatego trzeba ją uważnie śledzić, bo wynik tych wyborów będzie istotny nie tylko dla Węgier i Węgrów, dla nas też.
  2. Obchody święta narodowego 15 marca pokazały, że na Węgrzech zarysowały się dwie zupełnie odmienne wizje dalszego rozwoju kraju – prozachodnia Magyara i antyzachodnia Orbána.
  3. Wybory 12 kwietnia będą więc bardziej referendum nad tym, gdzie Węgrzy pójdą, niż kolejnym, zwykłym pójściem do urn raz na cztery lata.