Kategoria artykułu: Polityka

Pułapka eurosceptycyzmu. PiS ryzykuje nastrojami antyunijnymi

Nie tylko premier Donald Tusk sugeruje Prawu i Sprawiedliwości flirt z nastrojami polexitowymi. Zwracają na to uwagę również osoby bliskie środowisku PiS. Choć partia Jarosława Kaczyńskiego nie deklaruje chęci wyjścia z Unii Europejskiej, w rywalizacji z ugrupowaniem Grzegorza Brauna coraz wyraźniej zaostrza antyunijną retorykę. To jednak wiąże się dla niej ze sporym ryzykiem.

Kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek oraz prezes PiS Jarosław Kaczyński.
Postawienie przez Jarosława Kaczyńskiego na Przemysława Czarnka nie jest bez związku z eurosceptycznymi nastrojami wśród wyborców. Fot. PAP/Radek Pietruszka

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego prawicowi intelektualiści zarzucają PiS tendencje polexitowe.
  2. Jakie wydarzenia z ostatnich tygodni mają o tym świadczyć.
  3. Na czym polega ryzyko dla partii Jarosława Kaczyńskiego.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

W ostatnich tygodniach konserwatywni intelektualiści, niegdyś związani z Prawem i Sprawiedliwością lub mu życzliwi, coraz częściej stawiają tezę, że największa partia opozycyjna zmierza w kierunku Polexitu. Nawet jeśli nie w sensie programowym i deklaratywnym, to mentalnym i narracyjnym.

Szerokim echem odbił się opublikowany w „Rzeczpospolitej” artykuł Konrada Szymańskiego Polska weszła na drogę do Polexitu”. Były europoseł PiS i były minister ds. europejskich w rządach Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego zestawił w nim drogę do Brexitu z podsycaniem antyunijnych nastrojów w Polsce.

PiS w kierunku Polexitu?

Były minister w rządach PiS przekonuje, że polska prawica pozostaje dziś bezbronna wobec antyeuropejskiego resentymentu. Jego zdaniem PiS zaszedł na tyle daleko w negatywnej retoryce wobec Unii Europejskiej, że jego politykom coraz trudniej tłumaczyć, dlaczego członkostwo we Wspólnocie leży w polskim interesie.

Według Szymańskiego to pokłosie końcówki rządów PiS, gdy na znaczeniu zaczęło zyskiwać bardziej radykalne skrzydło Zjednoczonej Prawicy. Niejednokrotnie wskazywał on, że to frakcja Zbigniewa Ziobry pchała poprzednią koalicję do eskalacji konfliktu z instytucjami unijnymi.

Gdy w elektoracie PiS rośnie niechęć do Unii Europejskiej, politycy tej partii wydają się wpadać we własną pułapkę. Jak pisał Szymański, zbudowana z półprawd i kłamstw zasadnicza nieufność do Europy spycha cały obóz w ślepą uliczkę eurofobii. To z kolei otwiera przestrzeń dla jeszcze bardziej radykalnych polityków po prawej stronie.

Dowodem zaostrzenia retoryki wobec Unii Europejskiej ma być również eksponowanie Przemysława Czarnka w roli potencjalnego kandydata na premiera. W podejściu do UE pozostaje on przeciwieństwem Mateusza Morawieckiego – zarówno pod względem poziomu radykalizmu, jak i języka.

W rozmowie z XYZ prof. Anna Pacześniak, politolożka i europeistka z Uniwersytetu Wrocławskiego, zwraca uwagę na różnice między Polską a Wielką Brytanią w momencie Brexitu. Brytyjczycy gospodarczo zawdzięczali Unii mniej niż Polska po ponad dwóch dekadach od akcesji.

– Nasze społeczeństwo jest bardziej prounijne. Co nie znaczy, że taktyka PiS nie może doprowadzić do podobnej sytuacji jak w Wielkiej Brytanii. Pewne demony wypuszczone z butelki mogą się rozprzestrzenić. Nawet sam obóz, który je uruchomił, może później nie być w stanie nad nimi zapanować. Pytanie brzmi, czy PiS w ogóle będzie próbował to zrobić – zastanawia się prof. Anna Pacześniak.

Eurosceptyczne weto

Publikacja tekstu Konrada Szymańskiego zbiegła się w czasie z wydarzeniem, które wyniosło eurosceptycyzm polskiej prawicy na nowy poziom. Chodzi o zapowiedź weta prezydenta Karola Nawrockiego wobec ustawy wdrażającej program SAFE.

Weto poprzedziło kilka tygodni głośnej debaty publicznej. Politycy PiS bardzo krytycznie odnosili się do programu unijnych pożyczek na uzbrojenie. Padały argumenty o uzależnianiu się od Niemiec oraz ostrzeżenia przed mechanizmem warunkowości. W przypadku SAFE działa on jednak inaczej niż przy KPO. Nie wymaga w końcu wprowadzania zmian w prawie krajowym niezwiązanych z obronnością.

W pisemnym uzasadnieniu weta prezydent Karol Nawrocki twierdził m.in., że SAFE narusza suwerenność państw członkowskich korzystających z unijnych pożyczek. Sugerował też, że mechanizm ten może prowadzić do ograniczenia suwerenności państwa polskiego, a Unię Europejską określał jako „podmiot zewnętrzny”.

Na eurosceptyczny wymiar tej decyzji zwrócił uwagę choćby Paweł Musiałek, prezes Klubu Jagiellońskiego. W komentarzu po wecie pisał, że decyzja prezydenta ma znaczenie nie tylko ze względu na sam program SAFE, ale przede wszystkim ze względu na jej długofalowe konsekwencje polityczne.

„Suwpolizacja”

Zdaniem Musiałka prezydenckie weto stało się kamieniem milowym w procesie „suwpolizacji” PiS. To określenie nawiązuje do Suwerennej Polski – partii Zbigniewa Ziobry, która została wchłonięta przez PiS w 2024 r.

Podobnie jak Konrad Szymański, Musiałek uważa, że to efekt traumy prawicy po sporze o KPO oraz licytacji z Konfederacją i Grzegorzem Braunem na coraz ostrzejszą retorykę wobec Unii. Konsekwencją może być rosnąca niechęć do wspólnych projektów realizowanych na poziomie europejskim. Nie chodzi więc o rychłe deklaracje Polexitu, lecz o dalsze podkręcanie negatywnych emocji wobec UE.

O „suwpolizacji” w ostatnich tygodniach mówił też Piotr Müller, europoseł PiS i były rzecznik rządu Mateusza Morawieckiego. Alarmował, że taki kurs osłabia partię i oddala ją od pozycji eurorealistycznej, czyli krytycznej wobec części działań UE, ale jednoznacznie opowiadającej się za dalszym członkostwem Polski we Wspólnocie. Na tym tle coraz mocniej wybrzmiewa dziś skrzydło reprezentowane przez Przemysława Czarnka.

– Dosadna narracja Przemysława Czarnka o Unii Europejskiej nie jest niczym zaskakującym. To jedna z twarzy PiS, która była wobec Unii, delikatnie mówiąc, krytyczna. Narracyjnie to zmierza w polexitowym kierunku. Mniej lub bardziej otwartym tekstem PiS daje do zrozumienia, że chodzi o odzyskanie tych wyborców, którzy są zauroczeni Grzegorzem Braunem. Jego stosunek do Unii Europejskiej jest znany. To zabieg taktyczny. Oznacza to, że PiS strategicznie nadal chce pozostawać w Unii, bo dostrzega związane z tym korzyści. Przez półtora roku do wyborów będzie jednak flirtować z twardszym eurosceptycyzmem – ocenia prof. Anna Pacześniak.

Mniej lub bardziej otwartym tekstem PiS daje do zrozumienia, że chodzi o odzyskanie tych wyborców, którzy są zauroczeni Grzegorzem Braunem.

Gra na polaryzację

Prof. Danuta Plecka, kierowniczka Zakładu Systemów Politycznych Uniwersytetu Gdańskiego, ocenia, że polexitowa retoryka jest elementem gry przed wyborami w 2027 r. Jej zdaniem jest w niej więcej emocji niż realnej wiedzy o konsekwencjach takiego scenariusza.

– To gra oparta na polaryzacji polskiego społeczeństwa. Prowadzą ją zarówno partie koalicji rządzącej – zwłaszcza Koalicja Obywatelska z premierem Donaldem Tuskiem na czele – jak i Prawo i Sprawiedliwość. PiS marzy o odzyskaniu wyborców, którzy odpłynęli w stronę Grzegorza Brauna. To bardzo niebezpieczna gra. Wszyscy zdają sobie sprawę – także prezydent Karol Nawrocki, który jest przeciwnikiem Unii Europejskiej – że to nie jest moment na Polexit. Nie byłoby na to zgody polskiego społeczeństwa. Może to być jednak kropla, która z czasem wydrąży skałę – uważa prof. Danuta Plecka.

Po decyzji prezydenta Nawrockiego w sprawie SAFE premier Donald Tusk nie unika sugestii, że weto może zapowiadać dalsze działania prowadzące do Polexitu. Temat ten będzie zapewne odgrywał rolę politycznego straszaka przed przyszłorocznymi wyborami. Rządzący kierują oskarżenia o polexitowe nastroje również pod adresem polityków Konfederacji. Dziś odcinają się oni od takich poglądów, jednak w przeszłości niejednokrotnie sięgali po polexitowe hasła. Przykładem jest europosłanka Anna Bryłka, która w marcu 2026 r. publicznie pytała premiera, „czy ten Polexit jest teraz z nim w pokoju”, choć wcześniej sama kandydowała pod hasłem odwołującym się do Polexitu.

Zdaniem wykładowczyni Uniwersytetu Gdańskiego politycy koalicji rządzącej powinni w tej sytuacji przeciwdziałać antyunijnym narracjom opartym na emocjach. Powinni też mieć świadomość ryzyk, jakie niesie ze sobą sama debata o Polexicie.

– Strona demokratyczna powinna przygotowywać Polaków na moment, w którym przestaniemy być beneficjentem netto, a zaczniemy być płatnikiem netto. To znaczy, że więcej będziemy wpłacać niż otrzymywać. Trzeba uczciwie mówić o takim scenariuszu, a jednocześnie przypominać, co dzięki Unii osiągnęliśmy. Widać to, gdy jeździ się po Polsce. Przykładem może być choćby Bydgoszcz, która stała się perełką dzięki środkom unijnym – uważa prof. Danuta Plecka.

Strona demokratyczna powinna przygotowywać Polaków na moment, w którym przestaniemy być beneficjentem netto, a zaczniemy być płatnikiem netto.

„Tego obawia się Kaczyński”

Wykładowczyni Uniwersytetu Gdańskiego uważa, że politycy PiS doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo fundusze unijne wsparły rozwój Polski. Jej zdaniem sprzeciw wobec SAFE ma charakter hipokryzji.

– Doskonale wiedzą, że są tylko dwa wyjścia: albo rządzący wycofają się z programów socjalnych, takich jak 800 plus czy trzynasta i czternasta emerytura, i te pieniądze przeznaczą na obronność, albo sięgniemy po fundusze europejskie. To wprawdzie pożyczka, ale nisko oprocentowana. Program SAFE jest pomysłem polskiej prezydencji. Te środki trafią także do miejsc, które dla PiS są politycznym bastionem. Właśnie tam SAFE może pomóc zbudować w ludziach to, co PiS zbudowało w Polakach po 2015 r. – poczucie godności. Tego obawia się Jarosław Kaczyński. Obawia się też, że politycznie skorzysta na tym Donald Tusk. Gdyby PiS wróciło do władzy, nie zrezygnowałoby z europejskich pieniędzy – uważa prof. Danuta Plecka.

Te środki trafią także do miejsc, które dla PiS są politycznym bastionem. Właśnie tam SAFE może pomóc zbudować w ludziach to, co PiS zbudowało w Polakach po 2015 r. – poczucie godności.

Jednym z takich bastionów jest Stalowa Wola. To miasto, którym od lat rządzi związany z PiS Lucjusz Nadbereżny. Jego nazwisko pojawiało się niedawno wśród potencjalnych kandydatów PiS na premiera. W Stalowej Woli partia osiąga dobre wyniki wyborcze. Tamtejsza Huta Stalowa Wola ma być istotnym beneficjentem programu SAFE. Według deklaracji premiera Donalda Tuska może do niej trafić ponad 20 mld zł. Taka inwestycja w zakład zbrojeniowy mogłaby stać się także silnym impulsem rozwojowym dla całego miasta i regionu.

Prof. Anna Pacześniak zwraca z kolei uwagę, że Jarosław Kaczyński wpadł w pułapkę, w której kilkanaście lat temu znajdował się Donald Tusk.

– Pamiętam, jak politycy PiS mówili, że Donald Tusk w czasie swoich pierwszych rządów wpatruje się w sondaże i gra tak, jak oczekują obywatele. Dziś PiS robi dokładnie to samo. Widząc, że część Polaków dopuszcza myśl o Polsce poza Unią Europejską, uznaje, że można ten nastrój jeszcze mocniej podkręcić na własną korzyść. Tylko dlaczego konserwatywni wyborcy mieliby głosować na „podróbkę”, skoro mogą poprzeć Grzegorza Brauna albo tę część Konfederacji, która mogłaby skorzystać na pogłębianiu nastrojów eurosceptycznych? Być może jako obserwatorzy nie widzimy kilku ruchów naprzód. Jednak najbliższe ruchy na tej szachownicy wydają się dla PiS niekorzystne – ocenia wykładowczyni Uniwersytetu Wrocławskiego.

Dlaczego konserwatywni wyborcy mieliby głosować na „podróbkę”, skoro mogą poprzeć Grzegorza Brauna albo tę część Konfederacji, która mogłaby skorzystać na pogłębianiu nastrojów eurosceptycznych?

Głos odrębny w obozie PiS

Argument, że PiS nie chce dopuścić, by obecny rząd politycznie skorzystał na SAFE, podzielają także niektórzy politycy prawicy. Senator Jacek Włosowicz, przez lata związany z obozem PiS, w ostatnich dniach kilkakrotnie pozytywnie wypowiadał się o programie SAFE. Mówił wręcz, że PiS krytykuje ten mechanizm dlatego, że nie został wymyślony przez PiS. Był też jedynym senatorem klubu PiS, który sprzeciwił się w Senacie wnioskowi własnego ugrupowania o odrzucenie ustawy wdrażającej SAFE. Publicznie krytykował też partię, przekonując, że przesuwa się ona w stronę nacjonalizmu.

W konsekwencji senator Jacek Włosowicz został najpierw zawieszony, a następnie usunięty z klubu PiS. Na poziomie partyjnym miał jednak mniej do stracenia niż inni politycy, którzy mogą myśleć podobnie. Od 2012 r. był związany z Solidarną Polską, później przemianowaną na Suwerenną Polskę. W 2022 r. przestał być jej członkiem, ale pozostał senatorem klubu PiS. Z jego list startował rok później w wyborach.

W sprawie SAFE także skrzydło Mateusza Morawieckiego przyjęło dziś ostrzejszą retorykę wobec Unii Europejskiej. W środkach pozostaje jednak mniej radykalne niż główny nurt partii, utożsamiany z aktualnym kandydatem PiS na premiera.

Główne wnioski

  1. Intelektualiści i część polityków związanych z obozem PiS zwracają uwagę na rosnącą skalę antyunijnej retoryki, która, ich zdaniem, może prowadzić do mentalnego Polexitu. Tendencja ta ma się przejawiać osłabianiem proeuropejskiej narracji i coraz większą trudnością z uzasadnianiem korzyści z członkostwa w Unii. Źródłem tego zjawiska ma być m.in. rosnąca konkurencja na prawicy, gdzie dawni wyborcy PiS znajdują bardziej radykalnie eurosceptyczne alternatywy.
  2. O świadomym podążaniu tą drogą mają świadczyć m.in. postawienie na Przemysława Czarnka jako kandydata PiS na premiera oraz weto prezydenta Karola Nawrockiego wobec ustawy o SAFE. To właśnie ono stało się jednym z najmocniejszych symboli nowego etapu sporu o miejsce Polski w Unii Europejskiej.
  3. W sytuacji, gdy większość społeczeństwa nadal opowiada się za członkostwem Polski w Unii Europejskiej, podsycanie antyunijnych emocji pozostaje ruchem ryzykownym. Na tym polu wyborcy o bardziej skrajnym nastawieniu mają wiarygodniejsze opcje niż PiS. Jednocześnie rozkręcanie negatywnych nastrojów może z czasem wymknąć się partii spod kontroli, a dla koalicji rządzącej temat Polexitu stanie się wygodnym kampanijnym straszakiem.