Kategorie artykułu: Polityka Świat

Strzał w stopę Giorgii Meloni. Co dalej z szefową włoskiego rządu po przegranym referendum?

Przez ponad trzy lata wydawała się nie do zatrzymania. Uspokoiła rynki, zapanowała nad włoską prawicą i narzuciła krajowej polityce własne reguły gry. Referendum w sprawie kontrowersyjnej reformy sądownictwa pokazało jednak, że wpływy Giorgii Meloni mają swoje granice. Czy to jedynie chwilowe potknięcie czy początek końca słynnego „efektu Meloni”?

Giorgia Meloni
Premierka Włoch Giorgia Meloni. Fot. Antonio Masiello/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego referendum ws. reformy sądownictwa przerodziło się w plebiscyt nad dotychczasowymi rządami Giorgii Meloni.
  2. Jakich zmian w wymiarze sprawiedliwości dotyczyła forsowana reforma i jakie obawy budziła wśród jej krytyków.
  3. Jak to przegrane głosowanie wpłynie na dalszą politykę i priorytety włoskiego rządu oraz jakie są najbardziej prawdopodobne scenariusze na resztę obecnej kadencji.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Przez ponad trzy lata rządy Giorgii Meloni opierały się na formule, która jak na włoskie realia wydawała się nadzwyczaj stabilna. Tworzyły ją trzy elementy: ideologiczna wyrazistość na prawicy, ostrożna polityka fiskalna łagodząca obawy rynków oraz koalicja na tyle zdyscyplinowana, by unikać wewnętrznych wojen, od lat trawiących włoską scenę polityczną. Choć odrzucenie reformy sądownictwa w referendum nie oznacza jeszcze załamania tej stabilności, to stanowi pierwszy wyraźny sygnał, że polityka premier napotkała poważną przeszkodę.

W referendum konstytucyjnym przeprowadzonym 22 i 23 marca Włosi odrzucili proponowaną przez jej rząd przebudowę wymiaru sprawiedliwości stosunkiem głosów 54 proc. do 46 proc. Frekwencja wyniosła prawie 59 proc., co jest bardzo dobrym wynikiem jak na głosowanie zatwierdzające, w którym nie obowiązywał próg ważności. Dla porównania, zorganizowane w czerwcu 2025 roku referendum wspierane przez opozycję (dotyczące prawa pracy i przepisów o obywatelstwie) upadło właśnie z powodu znikomego zainteresowania społeczeństwa. To wówczas wzmocniło polityczną pozycję Meloni. Tym razem werdykt obywateli bezpośrednio uderzył w szefową rządu. Rezultat głosowania nad zmianami w sądownictwie stanowi jej największą wyborczą porażkę od czasu objęcia władzy w 2022 roku.

Co dokładnie odrzucili Włosi?

Rządowy projekt reformy nie ograniczał się wyłącznie do kosmetycznych poprawek. W obecnym systemie sądownictwa we Włoszech sędziowie i prokuratorzy zdają ten sam egzamin. Dzielą wspólną ścieżkę kariery, a na początkowym etapie mogą dość swobodnie przechodzić z jednej roli do drugiej. Reforma Meloni miała trwale rozdzielić te dwie profesje już na etapie rekrutacji. Ponadto przewidywała podział Naczelnej Rady Sądownictwa na dwa osobne, niezależne od siebie organy: jeden przeznaczony wyłącznie dla sędziów, drugi zaś dla prokuratorów. Co więcej, wielu członków obu tych rad miało być wyłanianych losowo, zamiast drogą wyborów. Planowano także utworzenie nowego Najwyższego Sądu Dyscyplinarnego.

Gabinet Giorgii Meloni przekonywał, że tak daleko idące zmiany zapewnią większą bezstronność systemu. Ograniczą frakcyjne spory i podniosą poziom odpowiedzialności zawodowej wśród sędziów. Krytycy tymczasem bili na alarm, że projekt ten zagrozi niezależności wymiaru sprawiedliwości i narazi prokuratorów na silniejsze naciski polityczne.

Sama koncepcja reformy nie była autorskim pomysłem obecnej premier. Debata nad rozdzieleniem karier sędziów i prokuratorów toczy się we Włoszech już od końca lat 80. A przebudowa wymiaru sprawiedliwości była sztandarowym postulatem prawicy jeszcze za czasów Silvio Berlusconiego. Nowy impuls do realizacji tego projektu dało jednak polityczne echo skandalu wokół wpływowego sędziego Luki Palamary z 2019 roku. Ujawnione wówczas podsłuchy dotyczące nominacji sędziowskich pokazały zakulisowe, nieformalne układy wewnątrz organu zarządzającego włoską magistraturą. Na tle tamtej afery rządowa narracja o konieczności rozbicia „klanowych” powiązań stała się niezwykle atrakcyjna dla opinii publicznej. Argumenty te przemawiały zresztą nawet do części tych wyborców, którzy ostatecznie opowiedzieli się przeciwko zmianom konstytucyjnym.

Dlaczego referendum przerodziło się w plebiscyt nad rządami Meloni?

Kampania referendalna szybko przestała ograniczać się wyłącznie do prawnych technikaliów. Ponieważ włoski parlament przyjął ustawę konstytucyjną bez większości dwóch trzecich głosów (co pozwoliłoby uniknąć referendum), głosowanie siłą rzeczy stało się ważnym sprawdzianem popularności szefowej włoskiego rządu przed wyborami parlamentarnymi zaplanowanymi na 2027 rok.

Polityczna atmosfera gęstniała zresztą już wcześniej. Od wielu miesięcy Georgia Meloni i jej sojusznicy oskarżali część środowiska sędziowskiego o celowe torpedowanie polityki rządu. Powodem były niekorzystne dla rządzących orzeczenia w sprawach migrantów i zablokowanie planów ich relokacji do ośrodków w Albanii. Następnie oliwy do ognia dolała Giusi Bartolozzi, szefowa gabinetu ministra sprawiedliwości Carla Nordio. Podgrzała i tak już napięte nastroje stwierdzeniem, że reforma pomoże Włochom „pozbyć się” wymiaru sprawiedliwości, który zachowuje się jak pluton egzekucyjny. Na domiar złego, na ostatniej prostej kampanii mocno ucierpiał wizerunek wiceministra sprawiedliwości Andrei Delmastro. Media ujawniły jego zatajone udziały w restauracji prowadzonej wspólnie z biznesmenem powiązanym z mafijnym klanem Camorry. Nazajutrz po głosowaniu Meloni zdymisjonowała zarówno Delmastro, jak i Bartolozzi.

Obóz przeciwników reformy urósł w siłę także na fali zjawisk, których rząd nie zdołał w pełni przewidzieć. Powyborcza analiza włoskiej agencji prasowej ANSA, oparta na danych z wielu instytutów badawczych, wskazuje na trzy decydujące czynniki: przebudzenie „uśpionych wyborców” (którzy na co dzień omijają urny, ale tym razem zmobilizowali się przeciwko władzy), odpływ elektoratu umiarkowanej centroprawicy oraz wyraźny sprzeciw najmłodszych, napędzany niezwykle skuteczną kampanią w mediach społecznościowych.

Z tej samej analizy wynika, że o ile 61 proc. głosujących na „nie” deklarowało chęć obrony konstytucji. Aż 31 proc. wprost przyznało, że potraktowało referendum jako okazję do wyrażenia sprzeciwu wobec rządu Giorgii Meloni. Geografia wyborcza tylko ten przekaz wzmocniła. Przeciwnicy reformy triumfowali we wszystkich regionach z wyjątkiem Lombardii, Wenecji Euganejskiej oraz Friuli-Wenecji Julijskiej. Obóz na „nie” zdominował też większość stolic regionalnych, notując szczególnie wysokie poparcie w dużych ośrodkach miejskich takich jak Neapol, Bolonia i Palermo.

W sądach śpiewali „Bella Ciao

Premier zareagowała błyskawicznie, próbując zapobiec przekształceniu się wyborczego fiaska w natychmiastowy kryzys rządowy. Oświadczyła krótko, że Włosi dokonali wyboru, a jej gabinet będzie po prostu kontynuował swoją pracę. Agencja ANSA, powołując się na źródła rządowe, poinformowała później, że Meloni nie złoży w parlamencie wniosku o wotum zaufania, „nie ma mowy o kryzysie politycznym”. Z kolei minister sprawiedliwości Nordio, który stał się główną twarzą projektu, zadeklarował, że bierze na siebie pełną odpowiedzialność polityczną za jego porażkę.

Opozycja oczywiście triumfowała, przekonując, że wynik referendum pokazuje, iż zbudowanie realnej alternatywy dla rządów Giorgii Meloni jest możliwe. Z kolei część przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości otwarcie świętowała fiasko reformy w samych budynkach sądów w Neapolu i Mediolanie. Niekiedy w rytm słynnego „Bella Ciao”. Sceny te symbolicznie uchwyciły zarówno ogromną ulgę przeciwników premier, jak i głęboką gorycz. Także skalę społecznych podziałów, które ujawniły się przy okazji tego instytucjonalnego starcia.

Granice „efektu Meloni”

Żeby zrozumieć, dlaczego to potknięcie ma tak duże znaczenie, trzeba przyjrzeć się z bliska politycznemu awansowi Giorgii Meloni. Zanim w październiku 2022 roku objęła władzę, w Europie powszechnie postrzegano ją jako liderkę partii o postfaszystowskich korzeniach. Gotową wręcz wywrócić system do góry nogami. Zamiast tego, już jako szefowa rządu, postawiła na ostrożność, a nie na konfrontację. W polityce fiskalnej okazała się znacznie bardziej ortodoksyjna niż zakładali jej najostrzejsi krytycy. Z kolei w dyplomacji utrzymała Włochy w głównym nurcie Unii Europejskiej i jeszcze mocniej zakotwiczyła je w strukturach NATO. W państwie, w którym gabinety potrafią upadać z dnia na dzień, ta nietypowa kombinacja dała Włochom coś niezwykle rzadkiego: ciągłość.

W tym sensie „efekt Meloni” nigdy nie oznaczał włoskiego cudu gospodarczego. Jego istota polegała raczej na odbudowie politycznej i rynkowej wiarygodności rządu, który w praktyce zaprezentował się jako o wiele bardziej przewidywalny niż pierwotnie wróżono. Spread między 10-letnimi obligacjami Włoch i Niemiec spadł na początku tego roku poniżej 60 punktów bazowych (a więc do poziomu najniższego od 2008 roku). Agencja Fitch już w 2024 roku podniosła perspektywę ratingową Rzymu, chwaląc rosnącą wiarygodność fiskalną kraju. Pod koniec 2025 roku, jeszcze przed fiaskiem głosowania, osobiste poparcie dla premier wciąż oscylowało wokół 42 proc.. Jej koalicja wydawała się silniejsza niż w momencie wyborczego triumfu niespełna cztery lata temu. Właśnie dlatego porażka w referendum jest tak bolesna. Uderza nie tylko w samą ustawę, ale przede wszystkim w starannie wykreowany wizerunek liderki, która potrafiła dotąd przekuć każdy konflikt w dowód pełnego panowania nad sytuacją.

Bardziej administruje niż reformuje

Bilans jej dotychczasowych rządów jest złożony, ale też bardziej namacalny niż często chcieliby przyznać jej najzagorzalsi przeciwnicy. Na arenie międzynarodowej Giorgia Meloni znormalizowała swój wizerunek znacznie szybciej niż wielu innych liderów europejskiej skrajnej prawicy. Blisko współpracuje z Brukselą, wspiera Ukrainę (nawet przy otwartych wahaniach własnych koalicjantów). Pozycjonuje się jako polityczny pomost między głównym nurtem centroprawicy a twardszym skrzydłem konserwatystów. Jednak na własnym podwórku sprawdza się raczej w roli ostrożnej administratorki niż odważnej reformatorki. Udało jej się skonsolidować elektorat wokół haseł obrony tożsamości narodowej, tradycyjnych wartości rodzinnych oraz twardego egzekwowania prawa. Jednak fundamentalne, strukturalne bolączki państwa włoskiego pozostały w dużej mierze nietknięte.

W kluczowych obszarach polityki wewnętrznej efekty jej działań są wysoce nierówne. Rząd Giorgii Meloni uczynił z walki z nielegalną migracją swój absolutny priorytet. Tymczasem jego flagowy projekt – rozpatrywanie części wniosków azylowych w zewnętrznych ośrodkach w Albanii - był raz po raz blokowany przez włoskie i unijne sądy. Jak jeszcze pod koniec 2025 roku donosiła agencja Reuters, obiekty te wciąż świeciły pustkami. Jednocześnie krytycy rządu coraz głośniej mówią o politycznych naciskach na publicznego nadawcę (telewizję RAI). Także o szerszym zjawisku zaostrzania kursu wobec mediów oraz sądownictwa.

Na razie tylko kubeł zimnej wody

Wynik głosowania wyraźnie ostudził zapał rządu do kolejnych wielkich eksperymentów konstytucyjnych. Jak donosi dziennik „Corriere della Sera”, otoczenie premier przyjęło już robocze założenie. To forsowanie premierato (bezpośrednich wyborów na szefa rządu) musi na razie poczekać, a priorytetem stanie się nowa ordynacja wyborcza. Z kolei koalicyjnaForza Italia, kierowana przez szefa dyplomacji Antonio Tajaniego, już wzywa do powrotu do spraw przyziemnych. Obniżania podatków i walki z rosnącymi kosztami życia.

Nie oznacza to jednak, że rząd wywiesił w kwestii sądownictwa białą flagę. Agencja ANSA informuje, że choć konstytucyjna przebudowa systemu legła w gruzach, prace nad zwykłymi ustawami (dotyczącymi m.in. wytycznych dla prokuratorów, zasad przedawnienia czy konfiskaty telefonów) będą kontynuowane. Co więcej, wiceminister sprawiedliwości Francesco Paolo Sisto zdążył już zapowiedzieć wznowienie dialogu z krajowym stowarzyszeniem sędziów.

Jak może rozwinąć się sytuacja

Pomimo medialnego szumu docierającego z Rzymu już teraz można wskazać co najmniej trzy możliwe scenariusze rozwoju sytuacji w najbliższych miesiącach:

  • Scenariusz bazowy: dotrwanie do 2027 roku. Meloni pozostaje na stanowisku, skupia się na podstawowych problemach obywateli i stara się dociągnąć wraz z koalicją do końca kadencji. To najprawdopodobniejsza opcja: żaden z sojuszników nie rwie się do obalania rządu, źródła z otoczenia premier zaprzeczają istnieniu kryzysu, a jak zauważa Reuters, blok centroprawicowy wciąż zdecydowanie prowadzi w sondażach.
  • Zmiana ordynacji wyborczej. Już w lutym koalicja uzgodniła wstępny projekt przejścia na system w pełni proporcjonalny, z potężną premią większościową dla bloków przekraczających 40 proc. poparcia. Zdaniem krytyków to rozwiązanie skrojone pod strategię reelekcyjną Meloni, które teraz może zostać potraktowane priorytetowo.
  • Przedterminowe wybory. Wariant podwyższonego ryzyka: szybkie rozpisanie wyborów, zanim zdąży pogorszyć się koniunktura gospodarcza, a opozycja zewrze szyki. 

Warto podkreślić jedno: to głosowanie nie było powszechnym wotum nieufności wobec premier z intencją odsunięcia jej od władzy. Według danych sondażowni YouTrend aż 37 proc. wyborców głosujących na „nie” zadeklarowało, że wciąż chce pozostania Giorgii Meloni na stanowisku. Jednocześnie opozycja pozostaje głęboko podzielona w kwestiach przywództwa i tak fundamentalnych sprawach jak polityka zagraniczna.

Dlatego nazywanie Giorgii Meloni polityczną „kulawą kaczką” (anatra zoppa), co pośpiesznie obwieścił były lewicowy premier Matteo Renzi (który sam poniósł porażkę referendalną w 2016 roku), jest zdecydowanie na wyrost. Błędem byłoby jednak traktowanie tego wyniku wyłącznie w kategoriach niegroźnego wypadku przy pracy. Referendum dowiodło, że stabilizująca aura szefowej rządu, będąca absolutnym fundamentem „efektu Meloni”, nie daje jej carte blanche na dowolną przebudowę włoskiego państwa.

Główne wnioski

  1. Odrzucenie przez Włochów rządowej reformy sądownictwa (54 proc. głosów na "nie") przerodziło się poniekąd w barometr poparcia dla samej premier Giorgii Meloni na nieco ponad rok przed planowanymi wyborami parlamentarnymi. To jej pierwsza tak poważna przegrana od objęcia władzy w 2022 roku, która wyraźnie pokazuje, że słynny „efekt Meloni” ma swoje granice.
  2. Mimo bolesnej porażki pozycja rządu nie jest bezpośrednio zagrożona, a koalicja pozostaje na ten moment spójna. Obóz Meloni rezygnuje jednak z forsowania kolejnych wielkich zmian konstytucyjnych na rzecz bieżącego administrowania państwem, spraw gospodarczych oraz prac nad nową ordynacją wyborczą.
  3. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest mimo wszystko dotrwanie obecnego rządu do końca kadencji w 2027 roku. Choć referendum pokazało, że premier nie ma od obywateli „czeku in blanco” na dowolną przebudowę państwa, to przy wciąż słabej i podzielonej opozycji nazywanie Meloni „kulawą kaczką” wydaje się co najmniej przedwczesne.