Sztuczna inteligencja ma romans z OZE
AI i centra danych stają się w Kanadzie konkurentem dla odbiorców indywidualnych oraz kopalni kryptowalut. Niektóre prowincje zamierzają odsiać niepoważne oferty, a na poważnych dużo zarobić. Mogą zarobić, bo mają prąd głównie z... OZE. Jednocześnie plany prowincji dla branży AI stają się wyznacznikiem politycznym, wskazującym kto jest swój, a kto obcy.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Co Kanadyjczycy myślą o budowie centrów danych AI i dlaczego uważają takie centra za zagrożenie.
- Jak kanadyjski regulator rynku prognozuje wzrost zużycia prądu przez centra danych i dlaczego na takich centrach najwięcej mogą zarobić te prowincje, które mają energię ze źródeł odnawialnych.
- Dlaczego centra danych wpisują się w Kanadzie w dyskusję o niechęci Kanadyjczyków do prywatyzacji usług takich jak służba zdrowia.
Kanadyjczycy cały czas zastanawiają się, czy AI to dobra rzecz. „Na pierwszy rzut oka kraj wydaje się podzielony (…). Kiedy przyjrzeć się bliżej, wygląda na to, że ludzie starają się zrozumieć coś, czego jeszcze w pełni nie doświadczyli” – pisze w komentarzu David Coletto, szef Abacus Data, ośrodka, który w marcu zbadał opinie Kanadyjczyków na temat centrów przetwarzania danych.
Podejście radykalnie się zmienia, gdy pada pytanie o poparcie dla centrów danych w bezpośrednim sąsiedztwie.
– Tylko 16 proc. poparłoby takie budowy, 34 proc. byłoby przeciw natomiast 39 proc. odpowiada „to zależy”. I właśnie grupa „to zależy”, jej obawy i chęć zobaczenia korzyści wyznaczy przyszłość – podkreśla David Coletto.
Wskazując na tworzącą się w USA opozycję wobec centrów danych, uważa, że te projekty powinny być ściśle regulowane i to firmy, a nie gospodarstwa domowe, powinny ponieść koszty.
AI konkurencją dla zwykłego odbiorcy
Dostawca prądu w prowincji Kolumbia Brytyjska, B.C. Hydro, poinformował pod koniec stycznia tego roku, że firmy z branży AI oraz centra danych, które chcą podłączyć się do sieci, muszą wziąć udział w specjalnym przetargu. To efekt m.in. nowelizacji rozwiązań dotyczących energetyki, która weszła w życie w listopadzie w 2025 r.
Cytowany w styczniowym komunikacie rządu Kolumbii Brytyjskiej minister energii Adrian Dix zwracał uwagę, że prowincja jest zainteresowana długoterminowymi korzyściami przy jednoczesnej ochronie jakości dostaw dla mieszkańców i cen.
B.C. Hydro zapytane o wielkość popytu na prąd ze strony firm AI i centrów danych oraz o to, czy jest to obecnie potencjalnie największa grupa nowych klientów, odpowiada, że cała kolejka zgłoszonych wniosków o podłączenie opiewa na prawie 6800 megawatów. Biuro prasowe dodaje, że to projekty z różnych sektorów, w tym LNG, sztuczna inteligencja i centra danych. Według danych kanadyjskiego regulatora rynku, możliwości produkcyjne w Kolumbii Brytyjskiej wynosiły w 2021 r. ponad 18,5 tys. MW (jeszcze bez ukończonych nowych elektrowni). A zatem wszystkie nowe projekty to ponad jedna trzecia dotychczasowej mocy elektrowni prowincji.
Prezeska B.C. Hydro Charlotte Mitha mówiła pod koniec stycznia, że bez nowego procesu rozpatrywania wniosków ich skala przerosłaby B.C. Hydro, a poziom cen i gwarancje dostaw dla mieszkańców i innych klientów mogłyby stanąć pod znakiem zapytania. Ostatecznie decyzje zapadną we wrześniu.
Według ocen Hydro-Québec, czyli dostawcy prądu w prowincji Québec, popyt ze strony centrów danych zwiększy się siedmiokrotnie do 2035 r. i przekroczy 1 tys. MW.
Zmiana taryf dla AI
W lutym Hydro-Québec popierany stosownymi rozporządzeniami przez rząd prowincji, zwrócił się do regulatora rynku o przyjęcie nowych taryf dla firm AI. Prąd dla nich ma być droższy, niż prąd dla istniejących już centrów danych. Hydro-Québec wnioskuje również o zmianę taryf dla kopiących kryptowaluty.
Jak informuje komunikat Hydro-Québec, chodzi o to, by „te sektory działalności poniosły koszty związane z ich wysokim zapotrzebowaniem na elektryczność, jednocześnie korzystając z ceny porównywalnej z tą, którą się płaci gdzie indziej w Ameryce Północnej”.
Quebecki dostawca podkreśla znaczenie „odpowiedzialnego zarządzania wzrostem swoich aktywów, ograniczającego wpływ na innych klientów” w kontekście wielkich odbiorców przetwarzających dane. Cytuje przy tym dane zebrane przez Bloomberga. Wskazują one na to, że „w jurysdykcjach amerykańskich, gdzie jest silny wzrost sektora centrów danych, łączna kwota rachunków klientów prawie się podwoiła w ciągu ostatnich pięciu lat”.
Tam, gdzie lubią OZE i zarobią
Québec i Kolumbię Brytyjską dzieli duża odległość, ale łączy prąd. A właściwie jego zielony charakter oraz to, że w obu tych prowincjach produkcją i dystrybucją energii zajmują się spółki Skarbu Państwa.
Według danych kanadyjskiego regulatora rynku możliwości produkcyjne w Kolumbii Brytyjskiej wynosiły w 2021 r. ponad 18,5 tys. MW (prawie 16 tys. MW to hydroelektrownie) i pod względem zainstalowanej mocy jest to trzecia prowincja w Kanadzie. Należy dodać tzw. Site C, elektrownię korzystającą z tamy spiętrzającej wodę rzeki Kolumbia, ukończoną w ubiegłym roku i dającą 1100 MW mocy. Z kolei Québec jako prowincja to pierwszy co do wielkości kanadyjski producent energii, z mocą ponad 47 tys. MW (w 2021). 94 proc., czyli prawie 41,5 tys. MW, stanowią hydroelektrownie.
I to właśnie dostępność energii ze źródeł odnawialnych, takich jak hydroelektrownie, stanowi o rosnącym popycie na dostawy z sieci Kolumbii Brytyjskiej i Québecu.
Dziennik „La Presse” cytował analizy quebeckiego rządu, z których wynika, iż zapotrzebowanie na energię ze źródeł odnawialnych ze strony właśnie centrów danych jest tak duże, iż są gotowe płacić 15 centów za kilowatogodzinę, czyli dwukrotność obecnej ceny dla klientów indywidualnych.
Z kolei Hydro-Québec informuje, że po uzyskaniu zgody regulatora wszystkie centra danych potrzebujące ponad 5 MW mocy będą od drugiego kwartału br. z automatu przypisywane do taryfy z ceną 13 centów za kWh. Jednocześnie Hydro-Québec chce, by działające już centra danych w ciągu pięciu lat podwyższyły ceny.
Tam, gdzie nie lubią OZE i tracą
Z kolei w Albercie, gdzie rząd prowincji chętnie widzi centra danych i chce sprowadzić nawet 100 mld dolarów kanadyjskich inwestycji, jednocześnie stawia wymóg samodzielnego zadbania o prąd. Dlaczego? Sieć energetyczna prowincji nie daje rady. Pod koniec 2025 r. prawie 40 projektów było zawieszonych ze względu na brak możliwości podłączenia. Także dlatego, że od 2024 r. projekty dotyczące energii odnawialnej, które mogłyby przynieść 15 gigawatów mocy były wstrzymywane w związku z decyzjami konserwatywnego rządu Alberty, nieprzyjaznego OZE. Cała sieć Alberty ma do dyspozycji 12 gigawatów.
W rezultacie np. ATCO Ltd. jedna z największych firm Alberty, działająca także w energetyce, poinformowała w połowie marca, że jej projekty energetyki solarnej i wiatrowej straciły na wartości 408 mln dolarów kanadyjskich. Wszystko z powodu polityki rządu prowincji niechętnego OZE. Już w lutym firma zapowiedziała, że jeśli rozmowy z rządem nie zmienią sytuacji, może oddać sprawę do sądu. Jeszcze w styczniu portal Theenergymix.com informował, że duzi korporacyjni klienci, którzy byli zainteresowani kupowaniem energii ze źródeł odnawialnych w Albercie, przenoszą się do Nowej Szkocji, Saskatchewan i Ontario.
Warto wiedzieć
Nie ma AI bez wiatru i gazu
1,5 -12 GW – na tyle kanadyjski regulator rynku ocenia nadchodzące zapotrzebowanie na prąd ze strony centrów danych firm AI
30 -100 proc. – tyle wyniesie wzrost zapotrzebowania na energię w Kanadzie do 2050 r.
96 proc. nowej produkcji energii elektrycznej będzie pochodzić ze źródeł niskoemisyjnych jak gaz ziemny lub zeroemisyjnych. W tym produkcja energii elektrycznej z elektrowni wiatrowych będzie miała coraz większe znaczenie.
Koniec epoki kryptowalut?
Od kilku lat niektóre prowincje chciały ograniczyć dostęp do prądu kopalniom kryptowalut. Teraz przy okazji zmian w taryfach widać charakterystyczne zjawisko. W Quebeku kopalnie kryptowalut mają zacząć płacić więcej, nawet 19,5 centa za kilowatogodzinę od drugiego kwartału (dla nowych podmiotów). Dlaczego? „Aby odzwierciedlało to energochłonność tej działalności i jej ogranicznone skutki ekonomiczne”.
Już istniejące firmy będą w ciągu trzech lat przenoszone do wyższych taryf. W Quebeku centra danych zużywają w szczycie 190 MW z 200 MW przyznanych temu sektorowi. Cały sektor, jak szacuje quebecki dostawca prądu, będzie zużywał 1 tys. MW w 2035 r. Natomiast kopalnie kryptowalut zużywają obecnie 115 MW i „nie przewiduje się żadnego wzrostu zużycia w horyzoncie 2035 r.”
Dlaczego? Bo kryptowalutowe kopalnie przerzucają się właśnie na centra danych. Duży kanadyjski dziennik „The Globe and Mail” opublikował niedawno tekst „Wielki zwrot: górnicy bitcoina stają się właścicielami nieruchomości AI”. Dostęp do sieci energetycznej dla istniejących energożernych kopalni kryptowalut już jest. O nowy przydział mocy coraz trudniej, zatem właściciele kopalni przerzucają się na nowy stabilny dochód: przetwarzanie danych.
Energia to polityka
Biznes AI potrzebuje nie tylko dużo prądu, także dużo wody do chłodzenia. Tu w Kanadzie sprawa staje się polityczna: Kanadyjczycy są przywiązani do swojej publicznej służby zdrowia, publicznych dostawców prądu i wody. Zarówno wspomniani wyżej Hydro-Québec, jak i B.C. Hydro to dystrybutorzy należący do rządów prowincji.
Tymczasem obecna zmiana na rynku energii staje się dla części środowisk konserwatywnych okazją do rozważań prywatyzacji sieci. W marcu autor konserwatywnego think tanku C.D. Howe, Benjamin Dachis, napisał notatkę dla miejskich dystrybutorów energii. Podkreślił, że dopóki nie było tak dużego zapotrzebowania na prąd, „wszystko przebiegało bez przeszkód”. Teraz, zdaniem Benjamina Dachisa, potrzebne jest partnerstwo między miastami i inwestorami „skłonnymi pomóc we wzmacnianiu naszych sieci elektrycznych”, takimi jak fundusze emerytalne.
Jednak efekty np. postępującej prywatyzacji służby zdrowia przez konserwatywne rządu wspomnianej już Alberty czy Ontario budzą coraz więcej protestów. To właśnie przeciw prywatyzacji a za publiczną własnością opowiadają się ci politycy, którzy chcą się wyróżnić.
W ostatni weekend marca wybory nowego lidera czwartej co do wielkości federalnej partii, szukającej nowej tożsamości lewicowej Nowej Partii Demokratycznej, wygrał Avi Lewis. Swoją kampanię prowadził na rzecz „antykapitalistycznego ruchu”. Wśród celów prezentował podatek dla najbogatszych i… moratorium na budowę centrów danych AI. Nawet jeśli to tylko przyciągające uwagę pomysły, to Avi Lewis dobrze ujął to, co myślą Kanadyjczycy. Z AI jest bowiem tak, że to nie tylko dostawy prądu, ale to już inna opowieść.
Główne wnioski
- Tylko 16 proc. Kanadyjczyków poparłoby budowy centrów AI blisko miejsca zamieszkania, 34 proc. byłoby przeciw natomiast 39 proc. odpowiada „to zależy”.
- 1,5 -12 GW– na tyle kanadyjski regulator rynku ocenia nadchodzące. Zapotrzebowanie na prąd ze strony centrów danych firm AI.
- Popyt na prąd ze strony centrów danych staje się okazją dla istniejących kopalni kryptowalut, które przerzucają się z „górnictwa” na udostępnianie swojego przydziału mocy nowym centrom danych.