Kategoria artykułu: Sport
Sport to pieniądz Sezon 2 Odc. 16

Polak kolarskim mistrzem świata. „Influencerzy są dla mnie konkurencją"

Kolarstwo od kilku lat przeżywa prawdziwy boom. Coraz więcej osób wskakuje na rower nie tylko dla rekreacji, ale też z myślą o rywalizacji, wynikach i przekraczaniu własnych granic. Jednak między niedzielnym kręceniem kilometrów a zawodowym peletonem istnieje jeszcze jedna przestrzeń - świat mastersów i amatorów. To właśnie w nim odnajduje się Wojciech Szczepanik, były narciarz alpejski, dziś mistrz świata UCI Gran Fondo.

Wojciech Szczepanik

Z tego odcinka dowiesz się…

  1. Dlaczego kolarstwo to dobry sport dla biznesu.
  2. Ile wynosi roczny budżet polskiego mistrza świata UCI Gran Fondo.
  3. Jakie problemy ze znalezieniem sponsorów ma Wojciech Szczepanik.
Obejrzyj lub posłuchaj
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
00:00

Gran Fondo to format, który dla wielu wciąż brzmi egzotycznie. Po włosku to po prostu „wielkie koło", a w świecie kolarskim nazwa prestiżowych wyścigów dla amatorów. To ogromne wydarzenia, gromadzące tysiące uczestników i wymagające nie tylko formy, ale i ogromnego zaangażowania.

Startujący w wyścigach kolarze to formalnie amatorzy, ale biorąc pod uwagę jak dużo wysiłku i pieniędzy trzeba włożyć w przygotowanie się do startu, można tu mówić niemal o „zawodowych amatorach".

– Jesteśmy pomiędzy, jeżeli chodzi o amatorów i zawodowców w objętości
treningowej. Wręcz porównywałbym liczbę godzin treningowych na samym rowerze z zawodowcami. Natomiast musimy sami zadbać o organizację swojego sezonu, logistyki i całego zaplecza sprzętu, a zawodowcy mają to w profesjonalnych teamach zapewnione przez organizację
zespołu – tłumaczy Wojciech Szczepanik, dwukrotny mistrz świata UCI Gran Fondo.

Mistrzostwo kosztuje

Kolarstwo, szczególnie na wysokim poziomie, nie należy do tanich sportów. Sprzęt, wyjazdy, trenerzy, fizjoterapia – wszystko to składa się na budżet liczony w setkach tysięcy złotych rocznie.

– Myślę, że mój roczny budżet to 200-500 tys. złotych. Sprzęt jest drogi, a dobrze mieć też rower zastępczy, treningowy, który praktycznie jest takim samym rowerem. Najlepiej, żeby był dokładnie kopią 1 do 1. Podzespoły bardzo się eksploatują, więc są to spore koszty. Jest też cała infrastruktura dookoła: wyjazdy, zgrupowania, monitorowanie swojego zdrowia, fizjoterapię, współpracę z trenerami, z lekarzami, nawet psychologiem sportowym – mówi Wojciech Szczepanik.

Na tym poziomie trudno funkcjonować bez sponsorów. A to nie jest łatwe nawet dla mistrza świata.

– Mam wrażenie, że kiedyś dużo łatwiej było znaleźć sponsorów. Samo logo na koszulce i prezentowanie wizerunku partnera na wyścigach było wystarczające dla partnerów. Natomiast w obecnych czasach wszystko jest bardzo mierzalne i wszyscy są nastawieni stricte na liczby wyświetleń. W dużej mierze influencerzy, nawet ci nie zajmujący się sportem i nie osiągający takich wyników, ale publikujący materiały z dużymi zasięgami, są dla mnie konkurencją – opowiada gość podcastu „Sport to pieniądz".

Rower dla biznesu

Wojciech Szczepanik obserwuje rosnącą popularność kolarstwa. Coraz więcej osób decyduje się nie tylko na rekreację, ale i na rywalizację.

– Zainteresowanie kolarstwem obecnie jest olbrzymie. Przede wszystkim świadomość społeczeństwa co do kultury fizycznej i do ruchu, fajnego spędzania czasu na świeżym powietrzu, a przy okazji spędzania tego czasu ze znajomymi. Jadąc spokojnie w odpowiednim miejscu, jesteśmy w stanie fajnie spędzać czas ze znajomymi, rozmawiać w trakcie przejażdżki, więc to zainteresowanie jest olbrzymie –mówi Wojciech Szczepanik.

Według polskiego mistrza świata kolarstwo to świetny sport do budowania relacji, dlatego coraz chętniej sięgają po niego ludzie biznesu.

– Kolarstwo jest świetnym sportem do networkingu i do robienia biznesu. Niejedna gruba transakcja podczas przejażdżki kolarskiej została zawarta na polskim rynku. Pamiętajmy o tym, że w kolarstwie interwały i jazda na wysokich obrotach to tylko mała część samej aktywności. Głównie jeździmy w niższych strefach treningowych, czyli na niższych obrotach. Podczas takiego coffee ride'u, jak to jest nazywane, czyli lekka przejażdżka w stronę kawiarni, bardzo łatwo jest porozmawiać – mówi Wojciech Szczepanik.

Dla wielu to właśnie ten aspekt – relacje, emocje, rozwój – jest najważniejszy i daje największą satysfakcję.

– Cała droga do danego wyścigu jest istotna. Wtedy mamy swoje założenia, przygotowujemy się, widzimy, jakie robimy postępy i o ile jesteśmy lepsi, szybsi, lepiej wyglądamy, lepiej się czujemy. Ten proces to coś, co mi najbardziej się w tym sporcie podoba i bardzo wciąga. Same starty są już mniej przyjemne, bo jest trochę adrenaliny, stresu, ale emocje po przejechaniu przez linię mety są niezapomniane – dodaje Wojciech Szczepanik.