Kategorie artykułu: Polityka Społeczeństwo Świat

Historia Żółtej Floty, czyli osiem lat na Wielkim Jeziorze Gorzkim

W 1967 roku wojna sześciodniowa zatrzymała kilkanaście przepływających przez Kanał Sueski jednostek, w tym dwie polskie. Na bułgarskim statku działało kino, na brytyjskim rozgrywano mecze piłkarskie, na szwedzkim odprawiano msze, a czechosłowacki stał się pionierem poczty burtowej. Czym wyróżnili się Polacy?

Blokada Cieśniny Ormuz uwięziła na wodach Zatoki Perskiej setki statków. (fot. stock photo)

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak powstała Żółta Flota i czym była ta wyjątkowa, pływająca społeczność.
  2. W jaki sposób marynarze różnych narodowości organizowali przez lata swoje codzienne życie.
  3. Jakie niezwykłe pomysły na zabijanie nudy przychodziły im do głowy i które z nich wcieli w życie.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Sytuacja na Bliskim Wschodzie zmienia się w takim tempie, że trudno dziś jednoznacznie powiedzieć, co naprawdę dzieje się aktualnie w Zatoce Perskiej i Cieśninie Ormuz. Jeszcze trudniej przewidzieć, jak będzie wyglądać sytuacja za kilka dni czy tygodni. Pewne jest jedno: na tamtejszych wodach utknęło multum statków – według ONZ ponad 3 tysiące.

Nie jest to jednak pierwszy raz, gdy globalna żegluga nagle stanęła w miejscu. W 2021 r. kontenerowiec Ever Given zablokował Kanał Sueski, powodując gigantyczny zator w światowym handlu. Tamten incydent był jednak tylko krótkim epizodem w porównaniu z jedną z najbardziej niezwykłych historii morskich XX wieku.

Stowarzyszenie Wielkiego Jeziora Gorzkiego

W czerwcu 1967 r., gdy przez Kanał Sueski w kierunku Morza Śródziemnego płynęło kilkanaście statków handlowych, wybuchła nagle wojna sześciodniowa. Jednostki znalazły się w pułapce bez wyjścia. Zakotwiczyły na Wielkim Jeziorze Gorzkim, czyli w najszerszym miejscu przeprawy, i pozostały tam przez… osiem lat. Wśród uwięzionych były statki z USA, Wielkiej Brytanii, Francji, RFN, Szwecji, Norwegii, Bułgarii i Czechosłowacji oraz dwa polskie drobnicowce – MS Djakarta i MS Bolesław Bierut. Po obu stronach kanału pozycje zajęły wrogie armie, a nad głowami marynarzy przelatywały izraelskie Mirage i egipskie MiG-i.

„Regularnie, dniem i nocą słyszeliśmy strzały z karabinów maszynowych, a czasami widzieliśmy też smugi pocisków. Zdarzało się, że na pokład spadały łuski. Niektórzy załoganci robili z nich małe popielniczki” – wspominał w rozmowie z magazynem „ZenithJürgen Katzler, kapitan niemieckiego statku Münsterland.

Początkowo wszyscy liczyli na to, że blokada potrwa kilka dni, najwyżej tygodni. Szybko okazało się jednak, że to płonna nadzieja i trzeba się jakoś odnaleźć w nowej rzeczywistości. Jesienią 1967 r. kapitanowie spotkali się na pokładzie brytyjskiego statku Melampus i powołali Stowarzyszenie Wielkiego Jeziora Gorzkiego (Great Bitter Lake Association – GBLA). Organizacja miała zapewnić współpracę, wzajemną pomoc wszystkich załóg i dać im choć namiastkę normalnego życia. Tak właśnie narodziła się Żółta Flota.

Yellow Submarine – nieformalny hymn

„Nazwa wzięła się od pustynnych burz, które zarzucały pokłady żółtym piaskiem. Ponadto naszą ulubioną piosenką było Yellow Submarine Beatlesów. Wszyscy śpiewaliśmy ją na cały głos” – mówił Jürgen Katzler.

Był to swoisty nieformalny hymn Żółtej Floty. Z czasem stała się ona bowiem czymś na kształt pływającego państwa z własnymi zwyczajami, instytucjami i poczuciem prawdziwej wspólnoty. I to pomimo różnic kulturowych i politycznych – członkowie poszczególnych załóg pochodzili przecież z przeciwnych stron żelaznej kurtyny.

Po kilku miesiącach Żółta Flota zaczęła funkcjonować jak samowystarczalna społeczność. Z powodu wojny na jeziorze nie było rybaków, ryb było więc mnóstwo. Statki były też zaopatrywane z lądu. Kapitan Münsterlandu wspominał, że najlepsze specjały – wino, szampan, koniak – dostawali Francuzi. Tych trunków mieli więcej, niż byli w stanie wypić. Dlatego wymieniali je chętnie na inne towary, np. mąkę lub kaszę. Na statkach były też m.in. zwierzęta hodowlane albo egzotyczne owoce. Z transportowanych z Australii winogron Bułgarzy stale pędzili rakiję. Pod pokładem niemieckiego statku był natomiast ogromny zapas jajek. Załoga nie wymieniała ich jednak, ale rozdawała.

Kino, basen, przychodnia i masówki

Z czasem poszczególne jednostki zaczęły się specjalizować: na bułgarskim Wasilu Lewskim zorganizowano kino pod gołym niebem (niestety trudno dziś znaleźć informację na temat repertuaru). Szwedzki Killara udostępniał swój basen. Szczególną rolę pełnił nasz MS Djakarta, który miał na pokładzie lekarza. Polski statek stał się więc „przychodnią” całej flotylli.

„Doktorem był miły, młody mężczyzna z kręconymi włosami. Ilekroć na polskich statkach organizowano obowiązkowe masówki polityczne, ktoś z naszej załogi nieoczekiwanie zapadał na zdrowiu. Lekarz biegł więc z pomocą, dzięki czemu mógł uniknąć siedzenia na nudnym, ideologicznym zebraniu” – opowiadał Jürgen Katzler.

Marynarze i oficerowie z poszczególnych jednostek bardzo chętnie odwiedzali się nawzajem. Do Francuzów chodziło się grać w bule, do Anglików – w darta. Na brytyjskim Port Invercargill rozgrywano też mecze piłkarskie – zawsze w cztery na cztery. Aby piłka nie wpadała do wody, nad pokładem oraz za bramkami rozpięto tam siatkę.

Miniigrzyska olimpijskie z inicjatywy Polaków

Sport był zresztą ulubioną rozrywką marynarzy Żółtej Floty. Z inicjatywy polskich załóg jesienią 1968 r. rozegrano nawet miniigrzyska olimpijskie. Brytyjski kapitan A. W. Kinghorn w książce „Before the box boats: The story of a merchantman” wspomina, że nasi rodacy bardzo poważnie podeszli do zadania.

„Wykonali łuki i strzały oraz tarcze. Usunęli przeszkody z pokładów swoich statków, aby powstały cztery tory do biegu sprinterskiego, a do pokładowych żurawi podwiesili bramki do piłki wodnej… Wykonali ciężary do podnoszenia, dyplomy, a nawet medale dla zwycięzców: złote, srebrne i brązowe” – opisywał Brytyjczyk.

Igrzyska rozpoczęto 26 września regatami, a zakończono 12 października (w dniu otwarcia olimpiady w Meksyku) skokiem wzwyż. Aby można było przeprowadzić zawody w tej dyscyplinie, polscy marynarze powyjmowali z kajut materace. W pływaniu rywalizowano dystans na trasie pomiędzy MS Djakartą a MS Bolesławem Bierutem, zaś w tenisie stołowym grano na pokładzie Münsterlandu. Łącznie rozgrywano 14 dyscyplin.

George Wharton, brytyjski marynarz, który był zapalonym sportowcem i podczas mini igrzysk zdobył najwięcej medali, wspominał, że każdy z załogantów mógł wystartować w dowolnej dyscyplinie.

W klasyfikacji generalnej zwyciężyli Polacy. Zdobyli cztery złote medale – w pływaniu, wioślarstwie, biegach i triathlonie – cztery srebrne i pięć brązowych. Drugie miejsce zajęli Niemcy: trzy złote medale – m.in. w wędkarstwie i podnoszeniu ciężarów – pięć srebrnych i cztery brązowe. Na najniższym stopniu podium stanęli Brytyjczycy. Ponadto Szwedzi wygrali skok wzwyż, Francuzi – żeglarstwo (ich jedyny złoty medal), a międzynarodowa drużyna Agalampus – turniej piłkarski i łucznictwo. Medal zdobył również… pies imieniem Bulbul ze statku Sindh. Pomagał bowiem (przeszkadzał?) w meczu jednej z drużyn piłkarskich.

„Dzięki doskonałej organizacji zapewnionej przez załogę MS Djakarty igrzyska były wielkim sukcesem… panowała prawdziwa olimpijska atmosfera” – napisali kapitan Prissel i pierwszy oficer Dirk Moldenauer.

Bożonarodzeniowa choinka z mopów i szmat

Polacy byli zresztą bardzo aktywni w wielu obszarach. To właśnie z ich inicjatywy na pontonie pomiędzy statkami ustawiono 4-metrową choinkę zrobioną z mopów i szmat. Udekorowali ją napisem „Wesołych Świąt!”, a wieczorami wokół, na środku pustynnego jeziora, urządzano koncerty kolęd.

Jiří Kudrna, kapitan czechosłowackigo statku o nazwie Lednice, był z kolei inicjatorem uruchomienia poczty i drukowania znaczków GBLA. Sam zaprojektował zresztą pierwsze. Szybko pomysł podchwyciły także załogi innych statków.

„Zdecydowanie najpiękniejsze robili Polacy – byli po prostu najlepszymi artystami. Malowaliśmy m.in. morskie stworzenia, takie jak homary i kraby. Był znaczek upamiętniający pierwsze lądowanie człowieka na Księżycu i setną rocznicę otwarcia Kanału Sueskiego” – wspominał Jürgen Katzler.

Seria unikatowych znaczków pocztowych wykonanych przez marynarzy z polskich statków – MS Bolesław Bierut i MS Djakarta.
Znaczki pocztowe, które wykonywali według własnych projektów marynarze statków tzw. Żółtej Floty uwięzieni w latach 1967-1975 na Wielkim Jeziorze Gorzkim w strefie Kanału Sueskiego, są dziś filatelistycznym rarytasem. Fot. PAP/Janusz Uklejewski

Co roku emitowano około 40 serii takich znaczków (po 100–2000 sztuk). Dziś są one poszukiwanym rarytasem filatelistycznym. Wszystkie statki Żółtej Floty miały też własne „kody pocztowe” nawiązujące do nazw jednostek.

Osiem lat, trzy miesiące i pięć dni

Coniedzielne msze odprawiano początkowo na statku Nordwind, ale później przeniesiono je na szwedzką Killarę. Była to jedyna w Żółtej Flocie jednostka wyposażona w klimatyzację. Załogi pozostałych pompowały na nią paliwo, aby od czasu do czasu można było włączyć urządzenia chłodzące. Latem temperatura sięgała tam bowiem nawet 48 stopni Celsjusza, co oczywiście było bardzo uciążliwe. I nawet kąpiel w jeziorze, które miało 30 st. C, niewiele dawała.

Oficerowie i marynarze hodowali też zwierzęta oraz uprawiali kwiaty i warzywa w miniogródkach. Organizowali rejsy „na byle czym” i dużo… imprezowali.

Po zniesieniu blokady kanału Sueskiego i oczyszczeniu go z min, statkom Żółtej Floty pozwolono ruszyć w dalszą podróż. Zdecydowana większość statków była jednak pokryta rdzą i nie mogła się samodzielnie ruszyć. Odholowano je. O własnych siłach do ojczystych portów były w stanie dotrzeć tylko niemieckie Nordwind i Münsterland. W Hamburgu witało je ponad 30 tys. widzów. Drugi z tych statków był rekordzistą Żółtej Floty – w podróż do Australii ruszył dokładnie osiem lat, trzy miesiące i pięć dni wcześniej.

„Te wyjątkowe lata zaowocowały wspaniałymi przyjaźniami, które przetrwały długie lata. Odwiedzałem później francuskiego kapitana w jego rodzinnym Carcassonne, a on przyjeżdżał do mnie do Hamburgu” – podsumował swoją przygodę życia Jürgen Katzler.

Główne wnioski

  1. Przymusowa izolacja potrafi stworzyć samowystarczalne społeczeństwo. Załogi uwięzionych w 1967 r. na Wielkim Jeziorze Gorzkim statków mogły pogrążyć się w chaosie, ale zamiast tego utworzyły wyjątkową wspólnotę – Żółtą Flotę. Jej członkami stali się oficerowie i marynarze jednostek z obu stron ówczesnej żelaznej kurtyny, dzielącej świat na część komunistyczną i kapitalistyczną.
  2. Wyjątkowe igrzyska olimpijskie odbyły się w 1968 r. Z inicjatywy załóg polskich statków MS Djakarta i MS Bolesław Bierut zorganizowano niezwykłe zawody. W ramach miniigrzysk rywalizowano w 14 dyscyplinach. W klasyfikacji generalnej zwyciężyli Polacy, drugie miejsce zajęli Niemcy, a trzecie Brytyjczycy.
  3. Kryzysowa sytuacja sprzyjała kreatywności i zacieśnianiu więzi międzyludzkich. Załogi 14 statków, zatrzymane na lata w jednym miejscu, musiały odnaleźć się w nowych warunkach. Wymieniały się towarami i szukały sposobów na zabicie nudy. Uprawiano sport i ogródki, oglądano filmy w kinie pod chmurką, stworzono własną pocztę i wydawano znaczki, wspólnie śpiewano. Zawiązane wówczas przyjaźnie przetrwały lata.