Rosja offline, czyli jak Putin buduje cyfrowy mur berliński
Odcinanie mobilnego internetu stało się w Rosji zjawiskiem powszechnym. W sieci panoszy się cenzura. Rosjanie, aby jej unikać, jako komunikatorów używają m.in. aplikacji Apple Photos, a nawet… inteligentnych podajników karmy dla zwierząt domowych.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak i od kiedy putinowska Rosja stopniowo buduje system kontroli internetu.
- W jaki sposób blokady i ograniczenia wpływają na codzienne życie Rosjan.
- Co Kreml oferuje obywatelom FR w miejsce „złych” zachodnich platform i komunikatorów.
Regularne przerwy w działaniu mobilnego, a czasem także stacjonarnego internetu od niemal roku stają się codziennością dla mieszkańców wielu regionów Rosji. W maju 2025 r. odnotowano około 70 takich incydentów, w czerwcu już 655, a w lipcu – ponad 2,1 tys. – podaje rosyjskojęzyczny serwis Deutsche Welle. Według tych danych Rosja należy dziś do państw najczęściej ograniczających dostęp do sieci.
Przez długi czas problemy te omijały Moskwę i Petersburg. Z czasem zaczęły jednak pojawiać się także w dwóch największych rosyjskich aglomeracjach. Dla przyzwyczajonych do wysokiego poziomu cyfryzacji Moskwian i Petersburżan był to szok. Utrudnione lub niemożliwe stało się korzystanie z aplikacji do zamawiania taksówek czy jedzenia, kupowania biletów, a zwłaszcza dokonywania płatności bezgotówkowych. Przestawała działać także część bankomatów.
„Wyłączenia internetu są niezbędne"
Niezadowolenie Rosjan narastało. Najniecierpliwsi z nich zdecydowali się pod koniec marca wyjść na stołeczne ulice. Kilka małych demonstracji i pikiet zostało jednak błyskawicznie spacyfikowanych przez policję.
Dmitrij Pieskow, rzecznik prasowy prezydenta Rosji, zapewnił, że wyłączanie internetu jest w pełni zgodne z prawem i służy „bezpieczeństwu obywateli”. Czyjemu konkretnie? Władimir Putin często podróżuje pomiędzy Moskwą a Petersburgiem, z którego pochodzi. Internauci zauważyli prawidłowość – z mobilnej sieci nie można korzystać w tym mieście, w którym aktualnie przebywa prezydent.
W zeszłym tygodniu na temat problemów z siecią w końcu wypowiedział się sam Władimir Putin.
– Przerwy w dostępie do internetu są niezbędne, aby zapobiegać atakom terrorystycznym. Nie można opinii publicznej poinformować o nich z wyprzedzeniem, przecież przestępcy też wszystko widzą – wyjaśnił Władimir Putin.
Rosjanie wciąż zachodzą w głowę, o co konkretnie mu chodziło.
Najpierw telewizja, internet dopiero potem
Myli się jednak ten, kto sądzi, że problemy z internetem to dla Rosjan coś nowego. Proces stopniowego odcinania obywateli od globalnej sieci zaczął się już… kilkanaście lat temu.
Na początku rządów Władimira Putina, w latach 2000–2008, kontrola internetu nie była priorytetem władz. Lokator Kremla koncentrował się na budowie systemu politycznego opartego na dominacji partii Jedna Rosja i eliminowaniu konkurencji politycznej. Wtedy wystarczało do tego przejęcie tradycyjnych mediów, przede wszystkim telewizji. Na początku XXI wieku z internetu korzystało bowiem zaledwie kilka milionów Rosjan, a na prowincji często nie znano nawet takiego słowa.
Pod względem stosunku do internetu Rosja bardzo różniła się wtedy od Chin. Tam komunistyczne władze już w połowie lat 90. zeszłego wieku zauważyły, że globalna sieć stanowi dla nich potencjalne zagrożenie. Dlatego zaczęły budować i w 2003 r. uruchomiły system kontroli, cenzury i filtrowania treści znany jako „Złota Tarcza”.
Legislacyjne dociskanie śruby
W Rosji analogiczny proces rozpoczął się dopiero pod koniec pierwszej dekady XXI stulecia. Kamieniem węgielnym stało się utworzenie w 2008 r. Federalnej Służby Nadzoru w Sferze Łączności, Technologii Informacyjnych i Komunikacji Masowej, czyli w skrócie Roskomnadzoru (ros. Роскомнадзор). Instytucja ta mogła np. nakazać dostawcom internetu blokowanie stron, które władze uznają za niewłaściwe. Była to więc cenzura w czystej formie.

Impulsem do znacznego przyspieszenia działań były masowe protesty na Placu Błotnym w Moskwie w 2011 r. Władze zauważyły wtedy, że narzędziem mobilizacji politycznej mogą być sieci społecznościowe. W dodatku w Rosji zdążyła już powstać specyficzna kultura internetu, w której wolność była normą. Reżim zorientował się więc, że najwyższa pora coś z tym zrobić.
Jak zaostrzano prawo:
- 2012 r. – przyjęcie ustawy umożliwiającej tworzenie rejestru zablokowanych stron internetowych, czyli tzw. czarnej listy.
- 2014 r. – zdefiniowano „ekstremizm” (termin stał się odpowiednikiem sowieckiego „wroga ludu”), pod który można było podciągnąć prawie wszystko. Ekstremizmem stały się więc m.in. „nieprawomyślne” wypowiedzi w internecie.
- 2016 r. – przyjęcie tzw. ustaw Jarowej (od nazwiska Iriny Jarowej, parlamentarzystki-projektodawczyni, faktycznie jednak przepisy przygotowała FSB), zobowiązujących operatorów internetu do przechowywania wszelkich wpisów użytkowników i dostarczania służbom kluczy do ich odszyfrowywania.
- 2019 r. – przegłosowanie ustawy o tzw. suwerennym internecie (ros. суверенный рунет), która umożliwia faktyczne odcięcie Rosji od globalnej sieci. Jest to technicznie możliwe dzięki stworzeniu rosyjskiej kopii słynnego chińskiego firewalla, czyli Wielkiej Zapory Sieciowej.
Rossgram i RuTube vs Instagram i YouTube
Dalsze dociskanie śruby nastąpiło zaraz po agresji Putina na Ukrainę 25 lutego 2022 r. Władze musiały przecież zareagować na antywojenne protesty w wielu miastach oraz kontrolować przekaz z frontu. W pierwszej kolejności wzięły się za media społecznościowe: w marcu 2022 r. koncern Meta uznano za organizację ekstremistyczną i zaczęto blokować Facebook oraz Instagram. O ile z pierwszym z nich Rosjanie pożegnali się bez szczególnego żalu – najczęściej używali wtedy rodzimego VKontakte – to odcięcie dostępu do drugiej z tych platform wywołało ich żywą reakcję. Instagram był bowiem głównym kanałem komunikacji i źródłem pieniędzy bardzo licznych blogerów i influencerów. Mocno ucierpiały także małe i średnie przedsiębiorstwa, które przez to medium reklamowały się i handlowały.
Warto wiedzieć
Internet, Runet czy Czeburnet?
Runet (ros. рунет) to potoczne określenie rosyjskiej lub rosyjskojęzycznej części internetu. Kilkanaście lat temu zrodziła się koncepcja tzw. suwerennego runetu (ros. суверенный рунет). Miał to być niezależny — czyli w praktyce odcięty od globalnej sieci, a przez to także odporny na cyberataki — i kontrolowany przez państwo rosyjski internet.
Po raz pierwszy z taką ideą wystąpił w 2014 r., w związku z amerykańskimi sankcjami wprowadzonymi po zajęciu Krymu przez Rosję, Maksim Kawdżaradze, senator z ramienia putinowskiej partii Jedna Rosja. Zaproponował on nazwę Czeburaszka (ros. Чебурашка) — postać z sowieckiego filmu animowanego dla dzieci, w Polsce znana jako Kiwaczek. Stąd wzięło się prześmiewcze określenie czeburnet (ros. чебурнет).
Nazwa ta może się jednak kojarzyć także z innym słowem — czeburek (ros. чебурек). Czeburek to smażony w głębokim oleju, tłusty placek w kształcie półksiężyca, najczęściej z nadzieniem z mielonego mięsa. W krajach postsowieckich jest bardzo popularnym, tanim i sycącym jedzeniem ulicznym. Dla Rosjan stanowi synonim rodzimego fast foodu — w przeciwieństwie np. do pochodzącego z Zachodu hamburgera. Ta swojskość, a nawet przaśność bardzo pasuje także do czeburnetu.
Obecnie istnieje również strona cheburnet.su. Domena .su została utworzona w 1990 r. dla Związku Radzieckiego (Soviet Union). Choć rok później ZSRR się rozpadł, domena ta pozostała aktywna i nadal bywa używana.

Władze obiecały więc, że zaoferują rodzimą alternatywę – Rossgram (ros. Россграм). Miał mieć takie same funkcjonalności jak Instagram, łącznie z możliwością monetyzacji. Kilkakrotnie przesuwano termin uruchomienia platformy i ostatecznie ruszyła dopiero latem 2023 r. Był to jednak bardzo surowy i niepraktyczny produkt „instagramopodobny”, który szybko obumarł. Blogerzy albo korzystając z VPN pozostali przy oryginale, albo wybierali Telegram.
Niedługo po Facebooku i Instagramie zablokowano również Twittera (obecnie X). A na YouTube'a przyszła pora dopiero w lipcu 2024 r. W tym przypadku zastosowano inną metodologię – nie pełną blokadę, tylko znaczące spowolnienie transferu. Roskomnadzor bardzo szybko osiągnął w tej dziedzinie świetne rezultaty. Jak wyliczyli dziennikarze rosyjskojęzycznego kanału MegaShow TV, w ciągu niespełna miesiąca prędkość spadła o 60–70 proc.
Jednocześnie propaganda zachęcała Rosjan, aby przestawiali się z „niedobrego” zachodniego YouTube’a na prawomyślne RuTube oraz VK Video. Oba te serwisy były oczywiście pod pełną kontrolą służb. Ale tu powtórzył się scenariusz Rossgrama: platformy były niedopracowane, niewygodne dla użytkowników, a ponadto pojawiły się problemy z monetyzacją treści.
Raptem 360 pikseli i to z przerwami
Rosjanie, dopóki było to możliwe, korzystali więc – za pośrednictwem VPN – ze starego YouTube’a. Było to jednak coraz trudniejsze, więc stopniowo wykruszali się i w ciągu roku grono rosyjskich użytkowników tej platformy spadło o ponad połowę.
Od tego roku spowolnienie YouTube’a jest już tak znaczące, że oznacza faktycznie jego blokadę. Filmy można oglądać tylko w najniższej rozdzielczości 480 pikseli lub nawet 360 pikseli i to z przerwami. Dla zwykłego użytkownika bez specjalistycznego przygotowania i płatnego VPN YouTube jest więc niedostępny.
Warto wiedzieć
Nieoczekiwana zmiana miejsc
To masowe stosowanie VPN prowadzi czasami do zaskakujących sytuacji. Jedną z nich opisał Ilia Warłamow, jeden z najbardziej znanych rosyjskich blogerów, który ma ponad 5 mln subskrybentów, a od 2022 r. przebywa na emigracji. W tym roku część mieszkańców Rosji obchodziła Wielkanoc… o tydzień za wcześnie. Nie 12 kwietnia, gdy świętowała cerkiew prawosławna, lecz już 5 kwietnia.
Dlaczego? VPN przenosił ich wirtualnie poza granice Rosji. Jeśli więc wpisywali do wyszukiwarki pytanie: „kiedy w tym roku przypada Wielkanoc?”, otrzymywali odpowiedź, jaką dostaliby mieszkańcy Niemiec lub Polski, czyli datę katolickiego święta.
Co ciekawe, Google, który jest przecież właścicielem YouTube’a, nie trafił na czarną listę. Dlaczego? M.in. z tego powodu, że o ile samą wyszukiwarkę da się zastąpić Yandeksem, to dla takich usług jak Google Docs, Gmail czy Google Play Rosja alternatywy nie ma. Przynajmniej na razie.
Jest jednak jeszcze poważniejszy problem. Google to także system Android, z którego korzystają prawie wszystkie chińskie smartfony masowo sprowadzane do Rosji. To obecnie ponad 90 proc. rynku. Gdyby więc zablokować Androida, gros Rosjan mogłoby używać swoich telefonów najwyżej jako przycisku do papieru.
20 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000
Na Google znalazła się inna metoda. Koncern od 2022 r. blokował propagandowe treści kanałów powiązanych z mediami państwowymi na YouTubie (m.in. RT czy Sputnik), czym zainteresował się rosyjski regulator. Uznał to za cenzurę polityczną i dyskryminację. W efekcie sprawa trafiła na wokandę. Sąd uznał, że amerykański koncern ma wypłacić kilkunastu rosyjskim firmom medialnym równowartość 20 kwintyliardów dolarów (ta liczba to 2 i 34 zera). Tak absurdalnie wysokiej kwoty nikt oczywiście nie zapłaci. To więcej niż wartość całego dotychczasowego dorobku ludzkości od czasów neolitu.
Po co zatem taka kara? Chodzi o to, żeby postraszyć inne koncerny IT, które jeszcze działają w Rosji, by miały się na baczności i współpracowały z władzami. To instrument zastraszania.
Viber, Signal, WhatsApp i Telegram na czarnej liście
Przez dłuższy czas Kreml najmniejszą wagę przywiązywał do działalności różnego rodzaju komunikatorów. Po pierwsze uważał, że w przeciwieństwie do mediów społecznościowych nie są one poważniejszym zagrożeniem. Po drugie kontrola nad messengerami jest technicznie trudniejsza (informatycy porównywali walkę z nimi do strzelania z armaty do wróbli).
W końcu jednak zablokowano Viber, Signal i Discord. Tylko troszkę dłużej przetrwał WhatsApp, który wyhamowywano etapami. Najpierw, od połowy 2025 r., niemożliwe stawało się przesyłanie wiadomości wideo i audio. Teraz da się edytować tylko tekst i to pod warunkiem, że korzysta się z VPN.
Najdłużej Roskomnadzor męczył się z Telegramem. Po raz pierwszy próbował go okiełznać w latach 2018–2020. Jednak wtedy połamał sobie zęby. Twórca Telegramu Rosjanin Pawieł Durow najwyraźniej przewidział to i zabezpieczył go przed potencjalnymi zakusami różnych reżimów.
Telegram znalazł się na celowniku Kremla w 2022 r. To właśnie ta platforma po wybuchu wojny w Ukrainie stała się głównym źródłem nieocenzurowanej informacji z frontu. Ponadto używanie Telegramu było w dobrym tonie wśród lepiej wykształconych i choć trochę krytycznie myślących Rosjan.
Skuteczną metodą na Telegram okazały się dopiero zaawansowane, inteligentne filtry, dzięki którym udało się spowalniać transfer. Teraz jest on o 70–80 proc. wolniejszy niż wcześniej, co oznacza, że można przesyłać tylko wiadomości tekstowe.
Na początku kwietnia Michaił Osiejewskij, szef Rostelekomu (największej państwowej firmy telekomunikacyjnej), z nieskrywaną radością ogłosił: „WhatsApp umarł, Telegram umrze w najbliższych dniach, MAX się rozwija”.
Państwowy komunikator, czyli „psy w twoim telefonie"
Wspomniany MAX to rodzimy, rosyjski komunikator, wzorowany na chińskim WeChat, który ma zastąpić wszystkie zablokowane aplikacje. Docelowo będzie pełnił też wiele innych funkcji. Za jego pośrednictwem można wnosić opłaty, płacić mandaty, komunikować się z urzędami itd.
Jest zintegrowany z państwowymi bazami danych, co oczywiście wyklucza jakąkolwiek anonimowość. Wszystkie klucze znajdują się na serwerach w Rosji, a nie za granicą, jak w przypadku Telegrama czy WhatsAppa. Służby i policja mają więc do nich banalnie prosty dostęp, nawet bez decyzji sądu. Rosjanie mówią więc o nim „мент в твоем телефоне”, co można przetłumaczyć jako „psy” albo „pały w twoim telefonie”.
Choć formalnego obowiązku nie ma, faktycznie obywatele są zmuszani do instalowania MAX-a. Na urzędników, lekarzy, nauczycieli i innych pracowników sfery budżetowej naciskają – powołując się na wytyczne z góry – ich przełożeni. Komunikator jest też zintegrowany z państwową platformą edukacyjną Sferum (ros. Сферум). Dlatego instalują go też uczniowie i studenci, bo za jego pośrednictwem dostają zadania domowe i testy. Ponadto od września 2025 r. na każdym sprzedawanym legalnie smartfonie i tablecie w Rosji MAX musi być obowiązkowo zainstalowany.
Nie kupujcie głośników ani odkurzaczy
Czy Rosjanie słusznie boją się, że władze ich podsłuchują i podglądają? Zaskakującej odpowiedzi na to pytanie udzielił niedawno Walerij Fadiejew, szef Rady ds. praw człowieka przy prezydencie FR (odpowiednik polskiego Rzecznika Praw Obywatelskich). Poradził swoim rodakom, aby nie korzystali… z inteligentnych głośników. Chodzi o urządzenie Yandex Stancja ze sterowanym głosowo asystentem Alisa. To rosyjski odpowiednik Amazona Echo z Alexą albo Google Nest i Asystenta Google.
Walerij Fadiejew miał też podobne uwagi w odniesieniu do nowoczesnych odkurzaczy. „Jeśli boicie się, że jesteście śledzeni, nie kupujcie odkurzaczy. Jest przecież miotła i mop” – stwierdził rosyjski odpowiednik RPO.
Warto wiedzieć
Dziwne przypadki rosyjskiej cenzury
Od 1 marca 2026 r. w Rosji obowiązuje znowelizowana ustawa dotycząca przeciwdziałania narkomanii. Zgodnie z nią każde wydane po 1 sierpnia 1990 r. dzieło – książka, film, utwór muzyczny – w którym wspomina się o narkotykach, musi być specjalnie oznaczane.
Służby bardzo skrupulatnie podchodzą do monitoringu, zwłaszcza utworów literackich. Używają w tym celu sztucznej inteligencji. To dzięki niej na cenzurowanym znalazły się wszystkie książki zmarłego ponad pół wieku temu pisarza Wiktora Dragunskiego. Początek jego nazwiska AI na usługach FSB zinterpretowała jako angielskie określenie narkotyku – informuje wspomniany już wyżej bloger Ilia Warłamow.
Wiktor Dragunski to autor książek dla dzieci, w tym bardzo popularnych w Rosji i będących nawet szkolną lekturą „Opowiadań Deniska” (ros. „Денискины рассказы”). Można je porównać do „Mikołajka” René Goscinny’ego i Jean-Jacques’a Sempé.
Niektórzy Rosjanie, aby uciec od internetowej cenzury, korzystają z... dwóch telefonów. Jeden oficjalny z MAX-em, drugi, prywatny – bez.
Kocia miska, szachy online i Duolingo
Najczęściej jednak szukają substytutów komunikatorów. Viralem w mediach społecznościowych stał się ostatnio filmik mieszkającej na Bali Aliny, która – nie mogąc standardowymi metodami skontaktować się z krewnymi w Rosji – wykorzystała w tym celu inteligentny podajnik karmy dla kota. To sterowany smartfonem gadżet wyposażony w kamerę, mikrofon, a także wyświetlacz i głośniki. Dzięki nim można na odległość sprawdzać, co akurat robi nasz pupil.
„To nie montaż, to rzeczywistość: rok 2026, wszystko jest zablokowane, a ty komunikujesz się z rodzicami za pomocą karmnika dla kotów” – napisała Alina. Z komentarzy, jakie znalazły się pod tym wpisem, wynika, że w jej ślady poszli też inni Rosjanie.

Mieszkanka Petersburga poszła inną drogą: zamieściła na portalu ogłoszeniowym Avito (coś w rodzaju OLX) anons zatytułowany „Srogi kot dla przyjaciół”, ale nie oferowała w nim sprzedaży czegokolwiek. Wysłała za to link do znajomych i w ten sposób stworzyła doraźny komunikator. Avito znajduje się na rządowej „białej liście” stron internetowych, które są dostępne nawet podczas przerw w dostępie do internetu mobilnego.
Dziennik „Kommiersant” informuje, że Rosjanie komunikują się również za pośrednictwem gier online, w tym aplikacji szachowych, a także platform do nauki języków obcych, takich jak Duolingo, oraz aplikacji Sberbank Online wyposażonej w SberChat. Według gazety prowizoryczne pokoje czatowe tworzy się również w Google Docs, Yandex Docs, a nawet w arkuszach kalkulacyjnych.
Wpisy w rosyjskojęzycznych mediach społecznościowych pokazują, że obywatele FR imają się również innych sposobów, aby uciekać przed kremlowską cenzurą internetu. Jednym z nich jest wyjazd... na Białoruś, gdzie – przynajmniej na razie – nie ma aż takich ograniczeń w dostępie do globalnej sieci.
Starsze pokolenie Rosjan pamięta jeszcze czasy ograniczeń i izolacji epoki ZSRR, których symbolem był mur berliński. Młodsze pokolenie takich doświadczeń już nie ma. Ich ograniczeniem jest nowy cyfrowy „mur berliński”, który stopniowo, cegła po cegle, buduje Putin.
Główne wnioski
- Putinowska Rosja konsekwentnie buduje system kontroli internetu. Proces ograniczania dostępu do globalnej sieci trwa od kilkunastu lat. Obejmuje zarówno wprowadzane systematycznie regulacje prawne, jak i techniczne narzędzia blokad, spowolnień oraz nadzoru. Po 2022 r. działania te znacząco przyspieszyły i objęły praktycznie wszystkie kluczowe zachodnie platformy i komunikatory.
- Cenzura coraz silniej wpływa na codzienne życie i zachowania użytkowników. Ograniczenia internetu nie dotyczą już tylko treści politycznych, ale realnie utrudniają codzienne funkcjonowanie – od płatności i transportu po komunikację i edukację. W odpowiedzi Rosjanie masowo korzystają z VPN oraz alternatywnych, często nieoczywistych kanałów komunikacji.
- Powstaje „równoległy internet” i państwowy system zastępczy. W miejsce zablokowanych globalnych usług rozwijane są państwowe lub kontrolowane alternatywy (MAX, RuTube, VK Video). Często jednak są one znacznie mniej funkcjonalne niż oryginały. W efekcie użytkownicy tworzą improwizowane sposoby komunikacji – od gier i dokumentów online po inteligentne urządzenia domowe czy portale ogłoszeniowe.