Kategoria artykułu: Kultura

Sztuka nie bierze urlopu, czyli 5 wystaw do zobaczenia w majówkę

Jeśli zamiast grilla wybierzecie galerię (albo spróbujecie pogodzić jedno z drugim), oto pięć miejsc, które warto odwiedzić. Układają się w bardzo różnorodną mapę polskiej sceny.

Gotyk w Karpatach
Wystawa „Gotyk w Karpatach". Fot. Kacper Trzmiel /materiały prasowe MNK

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jaki japoński artysta od lat działa w Polsce.
  2. Która artystka tworzyła rzeźby z odlewami fragmentów swojego ciała z żywic i poliuretanów
  3. Która polska artystka powojenna w ramach działań artystycznych cięła suknię ślubną i rozdawała jej kawałki widzom.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Majówka ma to do siebie, że z jednej strony kusi wyjazdami i wypoczynkiem blisko natury, ale z drugiej daje wreszcie czas, by nadrobić zaległości w świecie kultury. W dziedzinie sztuki rok 2026 układa się w opowieść o powrotach, rewizjach i ponownych odczytaniach od średniowiecza po najbardziej współczesne języki abstrakcji. Oto pięć ciekawych wystaw, które polecamy na majówkę.

Muzeum Narodowe w Krakowie: gotyk i ciało

Wystawa „Gotyk w Karpatach” wyciąga z peryferii to, co zwykle spychane było na margines wielkich narracji. Nie mamy tu monumentalnych katedr znanych z podręczników, ale raczej lokalne odmiany stylu. To drewniane kościoły, rzeźba ludowa, detale, które mówią o przenikaniu się kultur i estetyk. To gotyk „z pogranicza”, bardziej miękki, bardziej organiczny, a przez to paradoksalnie może bliższy współczesnemu odbiorcy? Warto przy tym jasno powiedzieć: ta wystawa nie jest jedynie efektownym pokazem obiektów wyjętych z muzealnych magazynów i świątynnych wnętrz. To raczej – i to czuć niemal w każdym jej fragmencie – podsumowanie wieloletniego, międzynarodowego projektu badawczego, który próbował na nowo zdefiniować sposób myślenia o sztuce gotyckiej w tej części Europy. Kuratorzy nie opowiadają tu historii stylu „od-do”. Testują raczej hipotezę, że Karpaty są kategorią bardziej adekwatną niż granice państw. Wynikają bowiem z geografii, a ta – jak przekonują badacze – była pierwotna wobec polityki, gospodarki i kultury.

Gotyk w Karpatach
Wystawa „Gotyk w Karpatach". Fot. Kacper Trzmiel / materiały prasowe MNK

W tym sensie mamy do czynienia z wystawą, która jest wizualną rozprawą naukową przełożoną na język przestrzeni i obiektów.

Z kolei „Szapocznikow. Osobista” to wystawa, która nie próbuje budować monumentalnej legendy artystki, lecz raczej zaprasza do intymnego spotkania. Ciało u Aliny Szapocznikow jest polem eksperymentu, ale i pamięci. Rzeźby z odlewami fragmentów jej ciała z żywic i poliuretanów stają się fragmentami, odlewami, śladami doświadczenia, komentarzami do doświadczeń wojny czy choroby. To sztuka, która jest świadectwem przeżyć.

Wystawa Szapocznikow. Osobista
Wystawa „Szapocznikow. Osobista". Fot. Natalia Gąsowska / materiały prasowe MNK

I nagle okazuje się, że gotyk i Szapocznikow nie są tak odległe. Oba światy opowiadają o potrzebie materializowania tego, co ulotne: wiary, bólu, pamięci. Tyle że robią to innym językiem – jeden przez sacrum, drugi przez ciało.

MOCAK: język buntu

W MOCAK-u spotykamy się z artystką, która język traktuje jak narzędzie, a nawet pole walki. Wystawa Ewy Partum to nie tylko jubileusz (obchodzi 80. urodziny i 60-lecie pracy twórczej). To także próba wpisania jej działań w szerszy kontekst współczesnych debat o ciele, tożsamości oraz polityce. I oczywiście herstorii sztuki. Bo Partum od początku konsekwentnie podważała porządek – zarówno artystyczny, jak i społeczny. Jej działania z lat 70. i 80., od rozsypywania liter po performens z własnym ciałem, były gestami emancypacyjnymi, zanim jeszcze słowo „feminizm” zadomowiło się na dobre w polskiej przestrzeni publicznej. To ona podczas jednego z performensów cięła suknię ślubną tak długo, aż została naga. Fragmenty sukni rozdała widzom. Tak protestowała przeciw patriarchatowi. Dziś, oglądane po latach, jej prace zyskują nowe znaczenia. A może wreszcie po prostu do nich dojrzeliśmy?

Wystawa pokazuje, że ciało, dotyk i głos mogą być medium politycznym. To sztuka zaangażowana, ale nie wprost. Jest raczej podszyta ironią, konceptualną grą, subtelnym przesunięciem znaczeń. Jak podkreślają kuratorzy, chodzi o ukazanie prac Partum w dialogu zarówno z artystami jej pokolenia, jak i współczesnymi twórczyniami rozwijającymi tę linię myślenia.

MSN: abstrakcja przemówiła

W Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie majówka to czas wielogłosu. Spotykają się tu Maria Jarema i Julie Mehretu – różne biografie, trzy różne języki, które jednak łączy jedno: przekonanie, że abstrakcja nie jest ucieczką od rzeczywistości.

Wystawa Marii Jaremy2 w MSN
Wystawa Marii Jaremy w MSN. Fot. Łukasz Gazur

Jarema, jedna z kluczowych postaci polskiej awangardy, redefiniowała rolę artystki w przestrzeni publicznej. Jej prace – balansujące między malarstwem a teatrem – są zapisem ruchu, energii, nieustannego napięcia. To abstrakcja, która pulsuje. I podobnie jak w wypadku krakowskiego pokazu Ewy Partum tu także zobaczymy prace innych artystów tego czasu. Dzięki temu możemy się przekonać, że sztuce udawało się mimo wszystko przenikać przez szpary w żelaznej kurtynie. W tych pracach widać wzajemne wpływy i zależności.

Mehretu z kolei buduje monumentalne, wielowarstwowe kompozycje przypominające mapy współczesnego świata. Jej obrazy to pejzaże chaosu: zapis migracji, konfliktów, przepływów. Jak podkreślają opisy wystawy, to próba pokazania, że abstrakcja może być językiem politycznym i komentującym bardzo aktualne zjawiska.

CSW Znaki Czasu w Toruniu: słodka pułapka

Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu proponuje wystawę, która brzmi niewinnie: „Słodkiego, miłego życia”. Ale to tylko pozory. W rzeczywistości mamy do czynienia z analizą relacji między sztuką, konsumpcją a rzeczywistością społeczną. I wnioski bywają tu raczej gorzkie, cierpkie i niepokojące.

To wystawa o nadmiarze. O świecie, w którym obrazy, produkty i emocje funkcjonują na tych samych zasadach. Sztuka staje się tu nie tylko komentarzem, ale też uczestnikiem gry uwikłanym w mechanizmy rynku, marketingu i pragnień.

Prace Marty Antoniak na wystawie w Toruniu
Prace Marty Antoniak na wystawie w Toruniu. Fot. Marta Antoniak

Twórcy wykorzystują estetykę popkultury, reklamy, designu. Kolory, formy, obiekty – wszystko jest „atrakcyjne”, „kuszące”, „instagramowe”. Ale pod tą warstwą kryje się pytanie: czy jeszcze konsumujemy sztukę, czy już tylko konsumujemy obrazy? To jedna z wystaw, które działają jak lustro. Pokazują nie tyle świat, ile nas samych – w nim zanurzonych.

A lista artystów zawiera tak głośne i modne dziś nazwiska, znane ze ścian muzeów i galerii, jak m.in. Marta Antoniak, Iwona Demko, Władysław Hasior, Jerzy Kosałka, Natalia LL, Karol Radziszewski, Niki de Saint Phalle, Daniel Spoerri, Ai Weiwei czy Jerzy Ryszard „Jurry” Zieliński.

Praca Iwony Demko na wystawie w Toruniu
Praca Iwony Demko na wystawie w Toruniu. Fot. Marta Antoniak

Muzeum Narodowe we Wrocławiu: cisza ze Wschodu

W Muzeum Narodowym we Wrocławiu (Pawilon Czterech Kopuł) czeka nas doświadczenie zupełnie innego rodzaju. „Wschód słońca na Zachodzie” to spotkanie z twórczością Koji Kamoji, Yoshio Nakajimy i Keijiego Uematsu, czyli osób, które w swojej działalności artystycznej operują ciszą, przestrzenią i minimalizmem. Pomimo tętniącej życiem awangardowej japońskiej sceny artystycznej lat 50. i 60. XX w., która dziś obrosła legendą, wielu początkujących twórców zdecydowało się wówczas wyemigrować z Japonii do Europy czy Stanów Zjednoczonych. Kamoji, Nakajima i Uematsu wyjechali z rodzinnego kraju w okresie zimnej wojny i osiedlili się w różnych miejscach i kontekstach geopolitycznych: Polsce – Szwecji – Niemczech. I właśnie doświadczenie życia w innym kręgu kulturowym łączy ich sztukę.

To twórczość, która nie krzyczy. W świecie przesytu obrazów, bodźców i komunikatów proponuje powrót do podstawowych kategorii, sprowadzonych do światła, materii, relacji między obiektem a przestrzenią. To prace bliższe haiku złożonemu z podstawowej materii. Kamoji buduje prace na granicy filozofii i doświadczenia. To instalacje, które wymagają czasu. Nakajima i Uematsu rozwijają tę linię, badając relacje między naturą a kulturą, między tym, co trwałe a tym, co ulotne.

Ta wystawa działa jak oddech, moment zatrzymania. I przypomnienie, że sztuka nie zawsze musi mówić głośno, by powiedzieć coś ważnego.

Główne wnioski

  1. W Muzeum Narodowym w Krakowie warto obejrzeć m.in. wystawę „Gotyk w Karpatach”. Nie mamy tu monumentalnych katedr znanych z podręczników, ale raczej lokalne odmiany stylu. Kuratorzy testują hipotezę, że Karpaty są kategorią bardziej adekwatną niż granice państw. Wynikają bowiem z geografii, a ta – jak przekonują badacze – była pierwotna wobec polityki, gospodarki i kultury. Również w Krakowie jest wystawa Ewy Partum, która obchodzi 80. urodziny i 60-lecie twórczości. Jej dzieła można obejrzeć w Muzeum Sztuki Współczesnej. Artystka od początku konsekwentnie podważała porządek – zarówno artystyczny, jak i społeczny. Jej działania z lat 70. i 80., od rozsypywania liter po performens z własnym ciałem, były gestami emancypacyjnymi, zanim jeszcze słowo „feminizm” zadomowiło się na dobre w polskiej przestrzeni publicznej.
  2. W MSN do obejrzenia są dzieła m.in. Marii Jaremy i Julie Mehretu. Z kolei Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu proponuje dzieła tak znanych artystów, jak m.in. Marta Antoniak, Iwona Demko, Władysław Hasior, Jerzy Kosałka, Natalia LL, Karol Radziszewski, Niki de Saint Phalle, Daniel Spoerri, Ai Weiwei czy Jerzy Ryszard „Jurry” Zieliński.
  3. „Wschód słońca na Zachodzie” to spotkanie z twórczością Koji Kamoji, Yoshio Nakajimy i Keijiego Uematsu, czyli osób, które operują ciszą, przestrzenią i minimalizmem. Pomimo tętniącej życiem awangardowej japońskiej sceny artystycznej lat 50. i 60. XX w., która dziś obrosła legendą, wielu początkujących twórców zdecydowało się wówczas wyemigrować z Japonii do Europy czy Stanów Zjednoczonych. Kamoji, Nakajima i Uematsu wyjechali z rodzinnego kraju w okresie zimnej wojny i osiedlili się w różnych miejscach i kontekstach geopolitycznych: Polsce – Szwecji – Niemczech.