Kategorie artykułu: Polityka Świat

Prof. Góralczyk: Węgierska rewolucja i co dalej? Jakie wyzwania stoją przed rządem Pétera Magyara

Węgrzy zwrócili uwagę świata, dokonali „kwietniowej rewolucji”, ale ich przyszłość wcale nie rysuje się kolorowo. Po 16 latach Victora Orbána kraj znalazł się bowiem w katastrofalnej sytuacji gospodarczej. Tylko niedoinwestowanie czy już zapaść – oto jest pytanie.

Péter Magyar już 29 kwietnia udał się na nieoficjalne rozmowy  do Brukseli, gdzie spotkał się z Ursulą von der Leyen. Odmrożenie unijnych funduszy to jedno z pierwszych zadań jego gabinetu. Fot. Janos Kummer/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie kroki podjęli członkowie nowego rządu, by odblokować unijne fundusze dla Węgier.
  2. Jakie palące kwestie musi rozwiązać Budapeszt w relacjach z Chinami i Rosją.
  3. Jakie wyzwania infrastrukturalne stoją obecnie przed rządem Węgier.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

„Kwietniowa rewolucja" zakończyła 16 lat rządów Victora Orbána. Partia Tisza premiera Magyara wprowadza do parlamentu i do gabinetu zupełnie nowych ludzi. Nie mają doświadczenia w polityce, przynajmniej tej na szczeblu centralnym. W tym sensie mamy teraz na Węgrzech do czynienia z nową, niezapisaną kartą.

Victora Orbána zostawia kraj w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Dług publiczny wzrósł do zawrotnych 125 mld euro, co oznacza, że każdy mieszkaniec Węgier — od noworodka po emeryta — jest zadłużony na około 13 tys. euro. Co prawda ostatnio jakby coś drgnęło, bo według świeżych danych Krajowego Urzędu Statystycznego w pierwszym kwartale tego roku PKB wzrósł o 1,7 proc., a więc o 0,2 pkt. proc. więcej niż w ostatnich czterech latach. To jednak wcale jeszcze nie znaczy, że Węgry wkroczyły już na ścieżkę wzrostu.

Odmrozić unijne fundusze

Wręcz przeciwnie, tkwią w stagnacji. Chcąc z niej wyjść, muszą sięgać po zewnętrzne wsparcie, w tym przede wszystkim po ponad 20 mld euro (85 mld zł) zamrożone przez Komisję Europejską z racji nieprzestrzegania przez odchodzący gabinet Viktora Orbána zasad państwa prawa. To dlatego desygnowany na nowego premiera Péter Magyar już 29 kwietnia udał się na nieoficjalne rozmowy do Brukseli, gdzie spotkał się z Ursulą von der Leyen. Niezależnie zarówno on, jak też desygnowana na funkcję wicepremiera i szefa dyplomacji Anita Orbán, rozmawiali z szefem Rady Europejskiej Antonio Costą.

Skutki są, bowiem na 25 maja wyznaczono datę podpisania ramowego porozumienia politycznego, które ma umożliwić uruchomienie tych funduszy. Chcąc wiedzieć, jak to skutecznie zrobić, nowy węgierski premier z pierwszą wizytą zagraniczną wybiera się do Warszawy. Obecny polski rząd przed kilku laty też znajdował się bowiem w takiej samej sytuacji i zabiegał o odmrożenie unijnych pieniędzy. Ponadto, co też istotne, Donald Tusk to przecież były przewodniczący Rady Europejskiej, który zna ludzi, korytarze i mechanizmy.

W tym sensie mamy nowym władzom na Węgrzech sporo do zaoferowania, tak w gospodarce, jak też w innych dziedzinach, od powrotu do państwa prawa poczynając. Nawet jeśli u nas są to doświadczenia często negatywne, to niewątpliwie godne namysłu i wyciagnięcia właściwych wniosków dla siebie.

Koleją kwestią do omówienia, niewątpliwie palącą, będzie dla nowego gabinetu premiera Magyara problem wychodzenia z poprzedniej „nieliberalnej demokracji”. Jakże często wkraczała ona już w ramy autokracji. Niepełnej jednak, bowiem Orbán mimo wszystko stracił władzę w wyborach.  Do tego dochodzi kwestia rozliczeń. Korupcja i rozkradanie państwowego majątku nad Dunajem  pozostają o wiele głębsze i poważniejsze niż nad Wisłą, chociaż i w Polsce, jak wiadomo, dają zatrudnienie wielu sądom i prawnikom.

Trudno o optymizm

Tyle tylko że gabinet Pétera Magyara może to zrobić szybciej i skuteczniej. Rozporządza większością konstytucyjną, a ta pozwala mu na usuwanie ze stanowisk najwyższych urzędników w państwie od prezydenta, prezesów Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego czy szefa Urzędu Rozrachunkowego (odpowiednika naszego NIK) poczynając. Zmiana ustawodawstwa, a nawet konstytucji wydaje się tam być niemal pewna. Ostatnie wybory na Węgrzech to nie była zwykła zmiana gabinetu w demokratycznej grze. To właśnie zapoczątkowana zmiana systemowa, która nie wiadomo jeszcze kiedy i gdzie ostatecznie Węgrów zaprowadzi.

Te planowane i zapowiadane już, a równocześnie konieczne, przedsięwzięcia nie będą jednak skuteczne i nie wejdą w życie, jeśli nie zostanie spełniony warunek wstępny i sine qua non wszelkich pozostałych zmian. Chodzi o postawienie gospodarki z powrotem na nogi. To natomiast wcale nie będzie łatwe. Odchodzący minister gospodarki Márton Nagy zapowiadał wprawdzie na ten rok wzrost rzędu 3,1 proc. Praktycznie jednak nikt, ani w kraju, ani za granicą w to nie wierzy. Nawet w najbardziej optymistycznych scenariuszach mówi się o wzroście rzędu 1,1–2 procent.

Ten sceptycyzm bierze się z wielu powodów. Nie ma pewności, że unijne fundusze przyjdą szybko. Powrót do zasad państwa prawa, co tak jaskrawo widać i u nas, jest procesem żmudnym i skomplikowanym. Unijne fundusze są zaś warunkowane praktycznymi zmianami, a nie werbalnymi zapewnieniami. Do tego dochodzi fakt, że budżet krajowy na ten rok jest już w niemal 75-80 proc. skonsumowany. Odchodzący gabinet nie szczędził bowiem na kampanię (13 i 14 emerytura to tylko część rozdawnictwa). Gdy do tego dodamy jeszcze dwie wojny, ukraińską i w Zatoce, poziom wyzwań dla nowych władz w Budapeszcie staje się bardziej klarowny, ale też w gruncie rzeczy zatrważający.

Między mocarstwami

Drastycznie pogarsza się aura geopolityczna. Z jednej strony Węgrzy – jak my wszyscy – mają do czynienia z nieprzewidywalnością Donalda Trumpa i jego administracji. Z drugiej, co już jest specyfiką nad Dunajem, muszą szybko ułożyć się z dwoma innymi wielkimi mocarstwami – Chinami i Rosją.

19 kwietnia, a więc w tydzień po wyborach, węgierskie Centrum Obsługi Długu podało szczegóły chińskiej pożyczki opiewającej na sumę 1 miliarda euro (wówczas około 390 mld forintów, 4,2 mld zł). Zagwarantowały ją trzy banki: China Development Bank, Export-Import Bank of China oraz Bank of China, czyli bank centralny. Przeznaczenie pożyczki to rozwój infrastruktury i energetyki.

O tej pożyczce wiedziano, ale szczegóły ujawniono dopiero teraz. Podobnie jak inny, wcześniejszy chiński kredyt na sumę 917 mln euro (332 mld forintów, 3,9 mld zł) na budowę szybkiej kolei między Budapesztem a Belgradem, ma być spłacona do kwietnia przyszłego roku. Została udzielona na wysoki procent – 3,916 proc. rocznie. Łącznie szacuje się, że uzależnienie kredytowe Węgier od Chin przekroczyło już 1 bilion forintów, czyli 10 mld euro (42 mld zł). Kto i jak będzie te kredyty spłacał – nie do końca wiadomo. Wiadomo natomiast, że trzeba – i to pilnie – negocjacje na ten temat z Pekinem podjąć.

Jeszcze bardziej nieprzejrzyste są relacje gospodarcze z Rosją. Na współpracę z nią stawiali premier Victor Orbán i szef jego dyplomacji Péter Szijjártó. Nie pomogło im to w kampanii, bo tłumy krzyczały „Ruscy do domu!”  Tymczasem odchodzący gabinet podpisał przed laty umowę – ponoć na 10 mld euro (42 mld zł) – na modernizację posowieckiej elektrowni atomowej w Paks. Jej szczegóły zostały jednak utajnione na 20 lat. Czy bez rozmów z Rosjanami da się je odtajnić?

Podobnie potrzebne są rozmowy z Moskwą na temat podpisywanych umów na rosyjską ropę i gaz, na które gabinet Orbána do końca stawiał. Kwestia dywersyfikacji zaopatrzenia w źródła energii to kolejne palące wyzwanie stojące przed nowymi władzami w Budapeszcie.

Kraj się kurczy i starzeje

A wszystko to w kraju borykającym się z wieloma wyzwaniami strukturalnymi. Wiadomo, że przez 16 lat systemu Orbána Węgry opuściło ponad 0,5 mln ludzi, głównie młodych i wykształconych. O tyle też przez ten czas zmniejszyła się liczba mieszkańców kraju – do 9,5 mln. Wiadomo też, że to młodzi w największej mierze przyczynili się do „rewolucji kwietniowej” i spektakularnego zwycięstwa Magyara.

Teraz będą domagali się szybkich zmian, a o to wcale nie będzie łatwo, bowiem kraj się kurczy i starzeje. Dostępne dane mówią, że dzietność w minionym roku, na poziomie 1,31 dziecka na kobietę, była najniższa od 14 lat. „Polityka prorodzinna” (np. zwalnianie matek kilkorga dzieci z podatków i szybsze emerytury) nie wypaliła. Pogarszają się warunki życia. Blisko 21 proc. dzieci żyje poniżej średniej według danych Eurostatu. Długość życia mężczyzn na Węgrzech obniżyła się do zaledwie 73,7 lat i jest jedną z najniższych w regionie i UE. Nadal nikt też nie ma pomysłu na rozwiązywanie problemów liczącej co najmniej 400-600 tys. mieszkańców ludności romskiej.

Oligarchowie uciekają z kapitałem

Do tego dochodzi zagadnienie bodaj najgłośniejsze w czasie minionej kampanii. Chodzi o skupioną wokół Orbána oligarchię i głębokie oraz narastające rozwarstwienie. Głośno było o rodzinnym pałacu („Wersalu na węgierskiej puszcie”) rodziny Orbánów w Hatvanpuszta, o pałacach i hotelach w rękach zięcia premiera, Istvána Tiborcza, no i najbogatszym z Węgrów, pochodzącym z  tej samej wsi co Orbán – Lőrinczu Mészárosu.

W efekcie tuż po wyborach gorącym tematem stała się ucieczka kapitału znajdującego się w rękach kilkunastu (mówi się o 13) oligarchów skupionych wokół premiera. Jak się szacuje, w minionych 16 latach przejęli znaczną część z ogromnych unijnych funduszy, które w minionych latach napłynęły na Węgry (60 mld euro, czyli 255 mld zł, ok. 3 proc, PKB Węgier).

Efekt? Szybko rosnące rozwarstwienie społeczeństwa. W 2005 roku, tuż po wejściu do Unii Europejskiej, w rękach 100 najbogatszych Węgrów było tylko 2,5 proc. majątku narodowego. W roku minionym było to już 14 proc., a w rękach 10 proc. górnych warstw o najwyższych dochodach – 72 proc. (dla porównania w Niemczech – 60 proc., a w Chinach – 68 proc.). Ile teraz z tego zdąży uciec? To bodaj najgorętszy z tematów w węgierskich mediach w okresie bezpośrednio po wyborach, a przed zaprzysiężeniem nowego gabinetu zapowiedzianym na 9 maja.

Główne wnioski

  1. Partia Tisza premiera Magyara wprowadza do parlamentu i do gabinetu zupełnie nowych ludzi. Nie mają doświadczenia w polityce, przynajmniej tej na szczeblu centralnym. W tym sensie mamy teraz do czynienia na Węgrzech z nową, niezapisaną kartą. Jak zostanie zapisana? To ważne pytanie – nie tylko na Węgrzech. Tamtejszy przykład wychodzenia z „demokracji nieliberalnej” będzie emanował i miał znaczenie dla UE i szerzej rozumianego Zachodu.
  2. 9 maja na Węgrzech zaczyna się nowa epoka. Po 16 latach odszedł do annałów „nieliberalny” system Orbána. Co będzie po nim, dopiero zobaczymy.
  3. Nowe władze mają przed sobą całą paletę ogromnych wyzwań, tak w polityce wewnętrznej (korupcja, rozwarstwienie, stagnacja), jak zewnętrznej. W tej drugiej chodzi o dwie wojny – w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie oraz konieczność ułożenia stosunków z UE, USA, a w nie mniejszym stopniu z Rosją (energetyka) i Chinami (poważne chińskie inwestycje w kraju).