Kategoria artykułu: Polityka

Majowa ofensywa prezydenta. Dlaczego Karol Nawrocki wraca do starych pomysłów PiS?

W Święto Konstytucji Karol Nawrocki zasugerował potrzebę wzmocnienia ośrodka prezydenckiego przez utworzenie nowej ustawy zasadniczej. Zaledwie cztery dni później wystąpił z pomysłem referendum o polityce klimatycznej UE. Jakie są polityczne cele prezydenta?

Prezydent Karol Nawrocki
Prezydent chciałby, aby pod koniec września tego roku Polacy odpowiedzieli na pytanie: „Czy jest Pan/Pani za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”. Fot. PAP/Radek Pietruszka

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jaka jest główna narracja Karola Nawrockiego na początku maja.
  2. Jaka jest historia referendów w Polsce i dlaczego rzadko są wiążące.
  3. Jaką rolę może odgrywać obecna narracja prezydenta w kontekście stworzenia prawicowego bloku senackiego w 2027 roku.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Prezydent Karol Nawrocki w maju nie próżnuje. W Święto Konstytucji 3 maja senną politycznie majówkę prezydent przerwał wystąpieniem o konieczności zmian w obecnej ustawie zasadniczej. Prezydent wskazywał na konieczność ujednolicenia władzy wykonawczej dzielonej obecnie między mały i duży pałac. Tego samego dnia prezydent powołał Radę Nowej Konstytucji, która miałaby docelowo zająć się opracowaniem projektu nowej ustawy zasadniczej.

Pierwsze sygnały, że prezydent ma takie zamiary, można było usłyszeć już w przemówieniu inaugurującym prezydenturę. Dotychczas jednak żadne decyzje w tym kierunku nie zapadły aż do niedzielnego święta.

Nowa rada konstytucyjna, a w niej stara prezes TK

Sam skład rady konstytucyjnej wywołał przynajmniej zdziwienie, a w wielu kręgach także kontrowersje. W skład rady weszli m.in. Marek Jurek czy prof. Ryszard Legutko związani z prawicą, ale także nestor PSL Józef Zych czy Barbara Piwnik, minister sprawiedliwości w rządzie Leszka Millera. Pomijając brak nazwisk z młodszych pokoleń polityków i prawników, największe kontrowersje z pewnością wzbudziła nominacja Julii Przyłębskiej, byłej prezeski Trybunału Konstytucyjnego z nadania Prawa i Sprawiedliwości. Nawet według wielu zwolenników prawicy rola Przyłębskiej jako „odkrycia towarzyskiego” prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego była niepodważalnym grzechem poprzedniej ekipy rządzącej.

To oczywiście prezydentowi Nawrockiemu nie przeszkodziło, bowiem nie widzieliśmy jeszcze w jego kadencji wyraźnych gestów dystansujących się do Nowogrodzkiej. Jednocześnie Karol Nawrocki prowadzi politykę zorientowaną na budowę swojej pozycji na prawicy. Prezydent już swoje pierwsze miesiące prezydentury zaczął wykorzystywać do budowania siebie jako męża opatrznościowego prawicy i jej przyszłego, ideowego lidera. Nawrocki nie odcina się jednoznacznie od Konfederacji Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka. Szczególnie ciepłe stosunki utrzymuje z narodową częścią Konfederacji. Na zaproszenie Krzysztofa Bosaka prezydent wziął udział w listopadowym Marszu Niepodległości. Wciąż jednak jego główną kotwicą jest Prawo i Sprawiedliwość.

Konstytucyjny wieloskok Prawa i Sprawiedliwości

Z tego względu warto spojrzeć na obóz polityczny prezydenta w temacie nowej konstytucji. Nie mamy do czynienia bowiem z niczym nowym. Prawo i Sprawiedliwość co kilka lat rytualnie wprowadza do opinii publicznej temat zmiany Konstytucji z 1997 roku.

W 2010 roku powstał nawet projekt nowej ustawy zasadniczej, który jeszcze do niedawna był dostępny na partyjnych witrynach. Z czasem okazał się jednak dość niewygodny i obecnie można go przeglądać w internetowych archiwach. Projekt PiS sprzed lat zakładał osłabienie oraz zmniejszenie parlamentu kosztem zwiększenia uprawnień prezydenta oraz premiera wewnątrz samego rządu.

Wymowa dokumentu była nacechowana silnym konserwatyzmem. Autorzy deklarowali, że projekt powstał „w imię Boga Wszechmogącego”, a także zakładał ochronę życia od poczęcia. Młodzież z kolei miała być „chroniona przed demoralizacją”, a obywatelom gwarantowano konstytucyjne prawo do obrony obecności symboli religijnych w przestrzeni publicznej.

Ustawa zasadnicza PiS miała wprowadzać de facto system semiprezydencki, w którym prezydent mógłby wydawać dekrety na równi z mocą ustawy. Prezydent mógłby także odmówić powołania premiera lub konkretnego ministra. Z drugiej strony, ustawa zasadnicza miałaby wzmacniać także premiera wewnątrz rządu. Zniknąć miała kolegialność rady ministrów, a jedyną postacią o faktycznej władzy miał być premier.

I choć minęły lata, a w partii zapomniano o starym projekcie, to wizja państwa z silną rolą prezydenta pozostała żywa.

Inicjatywa Andrzeja Dudy odrzucona przez Senat

Przez kolejne lata PiS próbował wracać do koncepcji nowej konstytucji. W pierwszej kadencji taką próbę podjął także Andrzej Duda. Podobnie jak Nawrocki, Duda złożył projekt dotyczący „referendum konsultacyjnego”. Do referendum nie doszło, bo projekt odrzucił Senat… zdominowany przez Prawo i Sprawiedliwość.

PiS po raz ostatni deklarował budowę nowej ustawy zasadniczej przy okazji połączenia z Suwerenną Polską Zbigniewa Ziobry w 2024 roku. O szumnych zapowiedziach ofensywy ustrojowej przeciwko rządowi Donalda Tuska zapomnieli już nawet najstarsi górale Nowogrodzkiej.

Krótka wiwisekcja historyczna związków między pomysłami nowej Konstytucji a PiS jest istotna do zrozumienia znaczenia zapowiedzi Karola Nawrockiego. Prezydent i jego otoczenie doskonale wiedzą, że do żadnych zmian w ustawie zasadniczej w przewidywalnym czasie dojść nie może. Wiedzą jednak zarazem, że hasła o nowej konstytucji padają na podatny grunt, ponieważ szczególnie w warunkach wrogiej kohabitacji ograniczenia obecnej ustawy zasadniczej są aż nadto widoczne.

Mimo oczywistych politycznych przeszkód w forsowaniu nowej konstytucji ośrodek prezydencki zapewnia, że prace w nowo powołanej radzie będą trwać. Ich końcowym efektem ma być projekt konstytucji poddany głosowaniu obywateli. Referendum obok rytualnego projektu nowej konstytucji to kolejne oręże polityczne, które spodobało się prezydentowi.

Neutralne referendum z pytaniem i tezą

Zaledwie cztery dni później, w czwartek 7 maja prezydent Karol Nawrocki ogłosił, że składa wniosek o referendum w kwestii realizacji unijnych polityk klimatycznych przez Polskę.

Prezydent chciałby, aby pod koniec września tego roku Polacy odpowiedzieli na pytanie: „Czy jest Pan/Pani za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”.

Trudno spoglądać chłodnym okiem na proponowane przez prezydenta pytanie. Choć prezydent zapewnia, że w jego ocenie referendum „nie jest przeciwko ochronie środowiska czy naszemu członkostwu w zjednoczonej Europie”, to sposób zadania pytania i jego polityczny kontekst stoi w sprzeczności do deklaracji Karola Nawrockiego.

Proponowane pytanie jest dalekie od politycznej neutralności, narzucając głosującym jednoznaczną tezę przez jego brzmienie wycelowane w Unię Europejską.

Prezydentowi w deklaracji neutralności nie pomagają także jego poprzednie wystąpienia i decyzje, np. ta dotycząca choćby weta w sprawie SAFE. Teza prezydenta o politycznej neutralności referendum i oddaniu głosu narodowi nie wytrzymuje również w zestawieniu z opublikowanymi dokumentami referendalnymi na stronach Kancelarii Prezydenta RP.

W postanowieniu prezydenta o referendum czytamy, co w jego ocenie oznacza afirmatywna odpowiedź na referendalne pytanie z tezą.

Polacy powiedzą „tak”? Prezydent straszy Unią

„Udzielenie odpowiedzi pozytywnej »tak« oznacza zgodę na kontynuowanie polityki klimatycznej Unii Europejskiej, w tym w szczególności:

  • wprowadzenie od 2028 roku opłat za emisję CO2 od ogrzewania budynków węglem i gazem oraz paliw do samochodów osobowych (ETS2);
  • objęcie właścicieli budynków obowiązkiem kosztownej termomodernizacji wynikającym z tzw. dyrektywy budynkowej;
  • ograniczenie sprzedaży nowych samochodów osobowych z silnikiem spalinowym od 2035 roku;
  • wzrost kosztów dla przemysłu, w wyniku stopniowego wygaszania darmowych uprawnień do emisji;
  • nałożenie na rolnictwo dodatkowych obciążeń związanych z produkcją rolną i zwierzęcą;
  • poniesienie przez Polskę łącznych kosztów polityki klimatycznej szacowanych na 3,5 biliona złotych do 2040 roku.”

Polityczna zabawa narzędziem referendalnym

Ani słowa za to o korzyściach unijnych polityk klimatycznych, np. w obniżeniu cen energii dla milionów polskich prosumentów. Prezydent nie wspomniał także o uzależnieniu od paliw kopalnych jako czynniku napędzającym wzrost kosztów życia w ostatnich latach, widocznych jeszcze bardziej w ostatnich miesiącach w wyniku blokady cieśniny Ormuz.

Prezydent i jego środowisko mimo deklaracji w mediach społecznościowych nie traktują referendum jako neutralnego narzędzia mającego na celu zbadanie opinii Polaków. Kancelaria Prezydenta RP w otwartym tekście operuje antyunijną retoryką, która pomija jakiekolwiek korzyści z transformacji energetycznej dla Polski. Nie ma także żadnej wzmianki o współpracy z rządem, który jest odpowiedzialny za negocjacje w ramach UE.

Takie deklaracje obniżają rangę i wiarygodność narzędzia referendalnego jako jednego z koronnych narzędzi demokratycznych do kolejnego elementu codziennej, politycznej awantury.

„Nie” dla polityki klimatycznej? Prezydent pójdzie na zwarcie z UE

Prezydent przewidział także, jakie będą dalsze kroki w przypadku niezgody Polaków na unijną politykę klimatyczną.

„Udzielenie odpowiedzi negatywnej »nie« oznacza zobowiązanie właściwych organów państwa, w ramach posiadanych przez nie kompetencji, do:

  • aktywnego działania w ramach Unii Europejskiej na rzecz zablokowania regulacji klimatycznych, których koszty są zbyt wysokie dla polskich obywateli, polskiej gospodarki oraz polskiego rolnictwa;
  • wynegocjowania dla Polski, z właściwymi organami Unii Europejskiej, wyjątków i zwolnień, które ochronią polski przemysł i obywateli przed obciążeniami polityki klimatycznej;
  • wprowadzenia systemu finansowej ochrony przed kosztami polityki klimatycznej, który powinien objąć gospodarstwa domowe, przedsiębiorstwa, w szczególności przemysł i rolnictwo.”

W przypadku braku poparcia większości Polaków Karol Nawrocki zapowiada walkę w celu zablokowania przepisów. Nie proponuje jednak nic w zamian. W oficjalnym prezydenckim dokumencie nie są przedstawione żadne alternatywy dla obecnego status quo. Środowisko prezydenta nie nawiązuje nawet do własnej inicjatywy postulującej obniżenie cen prądu o 33 proc.

Kiedy wynik referendum jest wiążący? 

Przypomnijmy. Według obowiązującej konstytucji z 1997 roku wynik referendum ogólnokrajowego jest wiążący, jeśli w głosowaniu weźmie udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania. 

Zgodnie z tym zapisem, wynikiem wiążącym rozstrzygnięto w naszej historii jedynie jedno referendum. Chodzi o głosowanie z 7 i 8 czerwca 2003 roku w sprawie wejścia Polski do Unii Europejskiej. Przy ogromnej mobilizacji społecznej i wprowadzeniu możliwości dwudniowego głosowania frekwencja wyniosła wówczas 58,85 proc. 

77,45 proc. wyborców odpowiedziało wówczas twierdząco na pytanie: „Czy wyraża Pani/Pan zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?”.  

2015 rok: frekwencja wyniosła jedynie 7,8 proc. 

W pozostałych dwóch przypadkach frekwencja okazała się za niska. 

W zarządzonym przez ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego referendum z 6 września 2015 roku wzięło udział jedynie 7,8 proc. uprawnionych. 

Treść pytań dotyczył ordynacji wyborczej, finansowania partii politycznych oraz zasady rozstrzygania wątpliwości podatkowych: 

  • Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej? 
  • Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa? 
  • Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika? 

W 2023 roku referendum razem z wyborami parlamentarnymi 

Ostatnie referendum ogólnokrajowe miało miejsce 15 października 2023 roku i towarzyszyło wyborom parlamentarnym. Zostało zarządzone przez Sejm, w którym większość miała Zjednoczona Prawica. 

Frekwencja wyniosła 40,91 proc., zatem wynik głosowania nie był wiążący. Uczestnicy odpowiadali wówczas na cztery następujące pytania: 

  • Czy popierasz wyprzedaż majątku państwowego podmiotom zagranicznym, prowadzącą do utraty kontroli Polek i Polaków nad strategicznymi sektorami gospodarki? 
  • Czy popierasz podniesienie wieku emerytalnego, w tym przywrócenie podwyższonego do 67 lat wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn? 
  • Czy popierasz likwidację bariery na granicy Rzeczypospolitej Polskiej z Republiką Białorusi? 
  • Czy popierasz przyjęcie tysięcy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, zgodnie z przymusowym mechanizmem relokacji narzucanym przez biurokrację europejską? 

Wcześniejsze referenda bez obowiązku frekwencji 

Trzy wspomniane przypadki to nie są wszystkie ogólnopolskie referenda, które miały miejsce w Polsce po 1989 roku.  

Pozostałe odbywały się jeszcze w innym porządku prawnym, czyli przed przyjęciem konstytucji z 1997 roku, która wprowadza obowiązek wzięcia udziału przynajmniej połowy uprawnionych do głosowania. 

I tak w referendum w maju 1997 roku na temat przyjęcia obwiązującej dzisiaj konstytucji frekwencja wyniosła 42,86 proc. Sąd Najwyższy uznał tamto referendum za ważne, mimo że wzięła w nim udział mniej niż połowa uprawnionych. 

4 lipca zaplanowano referendum na Słowacji 

Ogólnokrajowe referenda, które są elementem aktualnego sporu między partiami, to nie jest wyłącznie polska specjalność. 

4 lipca odbędzie się referendum na Słowacji. Ogłosił je prezydent Peter Pellegrini na wniosek obywateli. Na Słowacji prezydent jest zobowiązany do zarządzenia referendum, kiedy wniosek podpisze przynajmniej 350 tys. obywateli (u naszych sąsiadów jest ok. 4,3 mln uprawnionych do głosowania). 

Inicjatorem referendum jest opozycyjna partia niechętna Robertowi Ficy, jak i prezydentowi Petrowi Pellegriniemu. 

Tylko wynik jednego referendum wiążący 

Słowacy wypowiedzą się na temat likwidacji dożywotnej renty, którą urzędująca koalicja przyznała niedawno premierowi Robertowi Ficy oraz przywrócenia Urzędu Specjalnej Prokuratury i Narodowej Agencji Kryminalnej, który miał ogromne zasługi w walce z korupcją. 

Wniosek dotyczył także pytania referendalnego w sprawie skrócenia kadencji parlamentu, ale prezydent Peter Pellegrini uznał go za niezgodny z konstytucją. 

Wynik referendum na Słowacji – podobnie jak w Polsce – jest obowiązujący, jeśli weźmie w nim udział ponad połowa uprawnionych do głosowania. Słowacka Agencja Prasowa (TASR) wyliczyła, że od 1993 roku na Słowacji miało miejsce dziewięć ogólnokrajowych referendów, ale tylko wynik jednego z nich był wiążący. Chodzi o – podobnie jak w Polsce – referendum w sprawie przystąpienia Słowacji do Unii Europejskiej. 

Dziś Senat referendum odrzuci, ale...

Wiemy z przeszłości, że referenda niezatwierdzające konkretnego prawa w Polsce kończą się z reguły niepowodzeniem. W przypadku najświeższej inicjatywy referendalnej przede wszystkim jednak mowa o referendum jako kolejnym narzędziu narzucania własnej narracji. I najpewniej to właśnie stanowi główny cel ośrodka prezydenckiego. Prezydent Nawrocki i jego otoczenie wiedzą bowiem doskonale, że do żadnego referendum przede wszystkim nie dojdzie.

Zgodnie z konstytucją prezydent może zarządzić referendum ogólnokrajowe w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa za zgodą Senatu.

Aby doszło do referendum, Senat musi zgodzić się na jego organizację. Wymagana jest bezwzględna większość głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby Senatorów. Senacka arytmetyka z miejsca wyklucza taką możliwość.

W stuosobowym senacie 66 mandatów sprawują politycy Koalicji 15 października lub wspierający ją senatorzy. Senatorowie PiS mają 33 szable (niedawno z klubu PiS odszedł senator Jacek Włosowicz, który obecnie jest niezrzeszony). Nawet w najbardziej niesprzyjającym dla rządu scenariuszu szanse na przyjęcie przez Senat inicjatywy referendalnej są bliskie zeru.

...gra idzie o prawicową większość w senacie w 2027 roku

W tym miejscu warto oderwać się na chwilę od politycznej „bieżączki” i wykonać ćwiczenie z wyobraźni politycznej. Z Karolem Nawrockim w Pałacu Prezydenckim przyszłoroczne wybory do Senatu mogą nabrać bardziej istotnego znaczenia. Powracający co jakiś czas pomysł prawicowego paktu senackiego może w referendalnym kontekście nabrać większej wagi.

W poprzednich wyborach pakt senacki złożony z Koalicji 15 października uzyskał znaczącą przewagę nad Prawem i Sprawiedliwością. Według najnowszych badań Ogólnopolskiej Grupy Badawczej (OGB), gdyby rządowe ugrupowania ponownie wystartowały pod egidą paktu senackiego, a PiS samodzielnie, rząd ponownie miałby zdecydowaną większość w senacie.

Ciekawiej jednak się robi, gdyby naprzeciwko siebie wystartował rządowy pakt senacki kontra pakt PiS i Konfederacji. Wówczas według symulacji OGB wciąż wygrywa rząd, ale już tylko w proporcji 53 do 47. W pojedynczych okręgach różnice mogą mieścić się w jednym punkcie procentowym.

Prawicowy pakt senacki tajną bronią prezydenta?

Kwestia wygranej w senacie w takiej konfiguracji (nie mówiąc o kluczowej roli Grzegorza Brauna w tej układance) będzie zacięta do samego końca. Stawka? Możliwość przeprowadzenia inicjatyw referendalnych przez prezydenta Nawrockiego. A że Nawrocki puszcza oko także do Konfederacji, to niewykluczone, że mężem opatrznościowym takiego senackiego porozumienia może być właśnie prezydent.

Wówczas Nawrocki nie tylko wzmocni swoją pozycję na prawicy, ale także zyska szanse przeprowadzenia inicjatyw referendalnych po 2027 roku. Wtedy dyskusja o prezydenckich referendach nabierze bardzo realnych kształtów.

Główne wnioski

  1. Prezydent powołał Radę Nowej Konstytucji w celu opracowania nowego projektu konstytucji. Skład rady obejmuje postaci związane z poprzednim obozem rządzącym, co wskazuje na chęć konsolidacji prawicy wokół ośrodka prezydenckiego. Działania te wpisują się w historyczne koncepcje ustrojowe dążące do znacznego wzmocnienia uprawnień głowy państwa.
  2. Kolejną inicjatywą Karola Nawrockiego jest wniosek o referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej. Pytanie referendalne sformułowano w sposób sugerujący negatywne skutki transformacji energetycznej i całkowicie pominięto jej ewentualne korzyści.
  3. Brak przychylnej większości w senacie praktycznie wyklucza możliwość przeprowadzenia proponowanego referendum w najbliższym czasie. Konstytucja bezwzględnie wymaga zgody izby wyższej na organizację referendum zarządzonego przez prezydenta. Obecna strategia ośrodka prezydenckiego służy więc raczej budowie politycznego gruntu pod ewentualny sojusz wyborczy przed głosowaniem w 2027 roku.