Kategoria artykułu: Sport

Czy w Polsce jest miejsce na jeszcze jeden sport rakietowy? Spoglądamy na pickleball

Dwie promotorki pickleballa mówią, że ten sport – tenis w wersji super light – może rozwiązać dwa problemy społeczne: zaktywizować seniorów oraz zintegrować pracowników w firmie. Pierwsze próby wykazały, że jeśli chodzi o integrację, to udało się nawet z informatykami.

Pickleball. Gracz uderza piłkę
Pickleball. Gracz uderza charakterystyczną piłkę z dziurami. Fot. Caean Couto/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Na czym polega pickleball.
  2. Dlaczego pickleball może zyskać większą liczbę graczy niż tenis ziemny, squash czy padel.
  3. Jak popularny w Stanach Zjednoczonych jest pickleball.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Bardziej ping-pong i badminton niż tenis ziemny i squash czy padel. To jedna z charakterystyk pickleballa, która od razu ujawnia rozważaną przez nas kwestię – czy jeszcze jeden sport rakietowy może stać się popularny w Polsce.

Agnieszka Kołogrecka i Monika Żmijewska – promotorki pickleballa z fundacji PickActive Foundation – przekonują, że problem jest niewłaściwie postawiony.

– Mówi pan, że weekend nadal trwa tylko dwa dni i trudno będzie przekonać ludzi, by jeszcze spróbowali pickleballa. Bo już grają w padla, squasha czy tenisa ziemnego. To nie tak. Nie chcemy przekonywać do zmiany sportu, chcemy wyciągać z domów tych ludzi, którzy żadnego nie uprawiają. Jest ich mnóstwo. A nie ma łatwiejszego, przyjemniejszego i bezpieczniejszego sportu niż pickleball. Mamy tu niewielki kort, lekką rakietkę i plastikową piłkę dobrze odbijającą się od podłoża – mówi Monika Żmijewska.

Warto wiedzieć

Pickleball – sport z „kuchnią”

W pickleballa gra się najczęściej w parach. Serwujemy z dołu, piłka musi trafić w pole serwisowe rywala.

Podczas akcji piłkę można uderzać wolejem, czyli od razu z powietrza, lub też po odbiciu się jej od podłoża. Gra wolejem obłożona jest dwoma warunkami. Po pierwsze, można zacząć nim grać dopiero wtedy, gdy piłka „skozłuje” po razie po każdej stronie boiska. Po drugie, nie można zagrywać w ten sposób, gdy stoi się w tzw. kuchni. „Kuchnia” to część kortu znajdująca się bliżej siatki. Można, rzecz jasna, uderzać piłkę z „kuchni”, ale tylko wtedy, gdy ta odbije się od podłoża – dlatego korzystnie jest zagrywać rywalom piłkę właśnie do „kuchni”.

Ocenia się, że w Stanach Zjednoczonych liczba miłośników pickleballa przekroczyła 20 mln. W ostatnich pięciu latach popularność tego sportu urosła o ponad 300 proc.

XYZ

Przez kontuzję do pickleballa

Monika Żmijewska, właścicielka firmy konsultingowej z Kielc, zaczęła grać w pickleballa w wieku 50 lat, dwa lata temu. Wcześniej była zapaloną tenisistką, ale doznała poważnej kontuzji barku.

– Nie mogłam grać w tenisa ziemnego, więc spróbowałam padla. Ale to nadal było zbyt obciążające dla barku. Padel to gra znacznie łatwiejsza niż tenis ziemny, lecz wymaga posługiwania się dość ciężką rakietką. A w dodatku piłka, tak jak w squashu, może odbijać się od ścian. Wszystko wymaga więc i sporej siły, i dużej zwinności. W końcu, przez przypadek, trafiłam na pickleball. Gram trzy razy w tygodniu po dwie godziny – mówi Monika Żmijewska.

Gdy opowiada o pickleballu, podkreśla, jak niski w tej grze jest „próg wejścia”. Zapewnia, że każdy już po krótkim treningu może czerpać radość z gry.

– To samo pan słyszał od ludzi grających w padla? Mogę się zgodzić, choć niechętnie, ale z jednym poważnym zastrzeżeniem – gdy mówimy o ludziach w sile wieku. A co do ping-ponga i badmintona, to rzeczywiście są to też dyscypliny bezpieczne dla mięśni i stawów, ale trudniejsze niż pickleball, wymagające większej techniki i dłuższego treningu. Długiego treningu. Znów: w kategorii: „próg wejścia” przegrywają z pickleballem – mówi Monika Żmijewska.

Monika Żmijewska, popularyzatorka pickleballa
Monika Żmijewska odkryła pickleball po tym, jak nie mogła grać w tenisa ziemnego z powodu kontuzji barku.
Fot. PickActive Foundation

Pickleball pomysłem na biznes

Gdy Monika Żmijewska zaczynała promować pickleball w Kielcach, jeszcze nie znała Agnieszki Kołogreckiej, specjalistki od marketingu działającej w Warszawie. Ta odkryła pickleball cztery lata temu.

– Prowadziłam firmę produkującą odzież tenisową i oczywiście spoglądałam na światowe trendy. Trafiłam na pickleball i razem z mężem zaczęliśmy się tym interesować – mówi Agnieszka Kołogrecka.

Mąż pani Agnieszki miał sporo czasu – akurat zrezygnował z pracy w dużej korporacji, chociaż należał do jej zarządu.

– Uznał, że zdrowie jest ważniejsze. Po odkryciu pickelballa odkryliśmy też, że w Nadarzynie pod Warszawą jest już prężnie działająca sekcja pickleballa i odbywają się regularne treningi. Zakochaliśmy się bardzo szybko, szybko też pomysł przekuliśmy w biznes. Mąż założył sklep Pick’em all ze sprzętem do pickleballa. Równolegle powołaliśmy do życia stowarzyszenie, Polską Formację Pickleballa. Dziś formacja wspólnie z Legią Tenis organizuje duży międzynarodowy turniej: Pickleball Polish Club pod patronatem Ministerstwa Spotu i Turystyki – mówi Agnieszka Kołogrecka.

Agnieszka Kołogrecka i Monika Żmijewska poznały się na jednym z turniejów i szybko znalazły wspólny język. Powstała fundacja PickActive Foundation – powiązana oczywiście z Polską Formacją Pickleballa. To ciała niezależne od Polskiego Pickleballa, organizacji, która także promuje tę dyscyplinę w naszym kraju i już zaczęła współpracować z Polskim Związkiem Tenisowym.

Sprzęt do pickleballa
W pickleballu lekkie są zarówno rakietki, jak i piłki. Dlatego też sport ten pokochało wielu seniorów.
Fot. Jerritt Clark/Getty Images

Pickleball na parkingu supermarketu

W miniony weekend fundacja PickActive otworzyła dziewięć kortów do pickleballa na Torze Stegny w Warszawie.

– W miejscu, gdzie znajduje się stare boisko hokejowe z niedziałającym systemem mrożenia. Opowiedzieliśmy o naszym pomyśle dyrektorowi programu Aktywna Warszawa i spotkałyśmy się z pozytywną odpowiedzią. Dzierżawimy to miejsce. W Kielcach, na podobnych zasadach, trzy korty uruchomiła Monika – opowiada Agnieszka Kołogrecka.

Kluczowe na nieużywanym boisku hokejowym w Warszawie było to, że jego nawierzchnia nie wymagała renowacji.

– Dość kosztowne były za to tzw. piłkochwyty. Wokół naszych kortów swój sport uprawiają rolkarze, trenują tam też panczeniści. Wiadomo, z jak dużą prędkością jeżdżą i jak niebezpieczne byłoby wypadanie piłki z naszych kortów. Na piłkochwyty wydaliśmy ok. 25 tys. zł. Łącznie inwestycja przez cały sezon wyniesie ok. 100 tys. zł – mówi Agnieszka Kołogrecka.

Agnieszka Kołogrecka, popularyzatorka pickleballu w Polsce
Agnieszka Kołogrecka, popularyzatorka pickleballu w Polsce. W życiu zawodowym zajmuje się marketingiem i PR-em. Fot. Agnieszka Kołogrecka

Wracamy do „progu wejścia”. W przypadku pickleballa jest on niższy również w kontekście ekonomicznym.

– Wybudowanie kortu do padla to wydatek nawet kilkuset tysięcy złotych. Musimy mieć klatkę, żeby piłka odbijała się od ścian. W przypadku pickleballa infrastruktura jest niewielka. Szukamy twardej i równej nawierzchni, rozkładamy siatkę i gramy. To bardzo istotny aspekt naszej rozmowy: w mniejszych ośrodkach trudno o korty tenisowe lub te do padla. A boiska do pickleballa stworzyć jest znacznie łatwiej – przekonuje Monika Żmijewska.

Agnieszka Kołogrecka przyznaje, że zdarzało się jej spędzać mnóstwo czasu na parkingach wielkich supermarketów w niedzielę. Sklepy są wtedy zamknięte, przestrzeń jest wielka.

– W słynnym Central Parku w Nowym Jorku w pickleballa gra mnóstwo ludzi. Tak, na tym lodowisku, które znamy z wielu filmów świątecznych – mówi Agnieszka Kołogrecka.

Pickleball w Nowym Jorku
Pickleball w Nowym Jorku. W Stanach Zjednoczonych sport ten zainteresował nawet 20 mln ludzi. Fot. Abaca/PAP

Sport, w który łatwo się wkręcić

Gdy Agnieszka Kołogrecka opowiada o tym, w jaki sposób jej klub próbował promować pickleball, dostrzegamy, iż jest to również niezły sposób na działalność biznesową.

– Wysyłamy naszą ofertę do firm, ponieważ pickleball może świetnie integrować zespół. Jakiś czas temu nawiązaliśmy kontakt z firmą, w której pracuje wielu informatyków. Znamy stereotypy na ich temat, prawda? Siedzą przed komputerami i to już im wystarcza… Szefostwo owej firmy nie do końca wierzyło w to, że uda się ich przekonać do gry w pickleball. Udało się, a potem… Grali do późnych godzin w nocy, a parę dni później dostaliśmy telefon od firmy, że wszyscy nagle zaczęli się lepiej komunikować wewnątrz firmy, dzwonić do siebie i omawiać rozwiązywane problemy. Łatwiej jest porozmawiać z osobą, z którą walczyło się ramię w ramię na korcie – wspomina Agnieszka Kołogrecka.

Główne wnioski

  1. Pickleball to sport rakietowy, który konkuruje z tenisem ziemnym, padlem czy squashem. Teoretycznie może przyciągać miliony fanów – bo jest łatwiejszy i bezpieczniejszy niż wyżej wymienione. Grać mogą zarówno dzieci, jak i seniorzy. Również ci z mniejszych ośrodków – pickleball nie wymaga drogiej infrastruktury.
  2. W Stanach Zjednoczonych liczbę miłośników pickleballa ocenia się na ponad 20 mln. W ostatnich pięciu latach sport ten „urósł” o ponad 300 proc.
  3. Agnieszka Kołogrecka z fundacji PickActive mówi, że jej pasja do pickleballa jest jednocześnie ciekawym pomysłem biznesowym. Jej mąż prowadzi sklep ze sprzętem do tego sportu, ona proponuje wieczory z pickleballem m.in. tym firmom, które chcą lepiej zintegrować zespół.