KO ma problem przed wyborami. Obietnice mogą wrócić ze zdwojoną siłą
Brak wielkich reform, niezrealizowane obietnice i prezydenckie weto mogą stać się dla rządu coraz większym obciążeniem. Przed wyborami w 2027 r. Koalicja Obywatelska będzie musiała odpowiedzieć nie tylko na pytanie, co zrobiła, ale także dlaczego nie dowiozła części własnych zapowiedzi.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Na czym mogą polegać problemy Koalicji Obywatelskiej przed wyborami w 2027 r.
- Jak wygląda realizacja obietnic wyborczych.
- Jak mogą wyglądać kolejne miesiące w wykonaniu KO.
Za rok o tej porze partie polityczne będą już w przedbiegach wyborów parlamentarnych. Na spełnienie zapowiedzi z 2023 r. jest coraz mniej czasu. Sporym echem odbiła się niedawna wypowiedź ministry funduszy i przewodniczącej Polski 2050 Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. W rozmowie w Radiu Zet zapytała prowadzącego, Bogdana Rymanowskiego, czy kojarzy wielką reformę obecnego rządu. Brak odpowiedzi przyjęła jako potwierdzenie swojej tezy: rząd Donalda Tuska nie ma na koncie wielkiej reformy, która objęłaby ogół społeczeństwa.
Polska 2050 o reformach
W podobnym tonie, w wywiadzie dla Wirtualnej Polski, wypowiedział się nieco później jej poprzednik w roli przewodniczącego Polski 2050. Szymon Hołownia stwierdził, że „reform małych, średnich, dużych – było sporo”. Zastrzegł jednak, że nie było wielkiej reformy „o cechach angażującej ludzi w państwo opowieści”. W następnym zdaniu przyznał z kolei, że rząd inwestuje w bezpieczeństwo, pytając zarazem: „Czy to jest opowieść, czy dane z Excela?”.
I choć głosy liderów Polski 2050 można rozpatrywać w kategoriach koalicyjnej nielojalności albo niezadowolenia z obecnej pozycji partii w koalicji i sondażach, to trudno odmówić im racji w jednym. Rząd Donalda Tuska nie przeprowadził ogólnospołecznej reformy o zasięgu porównywalnym z 500 Plus w pierwszym r. rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Wielkich reform już nie będzie
Według prof. Danuty Pleckiej, kierowniczki Zakładu Systemów Politycznych Uniwersytetu Gdańskiego, sytuacja jest bardziej złożona. Jej zdaniem Polska 2050 nie zyska na takich wypowiedziach.
– Dużym problemem KO są mniejsi koalicjanci, którzy rozgrywają tę koalicję. Krytyka największego ugrupowania wewnątrz koalicji jest, delikatnie mówiąc, niestosowna. Polska 2050 próbuje się wzmocnić kosztem koalicjanta, ale to się nie uda, bo jej pociąg już odjechał. Jeśli chodzi o obietnice, to sztandarowa niespełniona zapowiedź dotyczy praw kobiet i liberalizacji aborcji, czemu sprzeciwiają się Polska 2050 i PSL. Według sondaży te ugrupowania nie mają szans, by dostać się do Sejmu w kolejnej kadencji. Zbyt rzadko podkreśla się znaczenie projektów już zrealizowanych. Szansą dla KO są teraz SAFE oraz konieczność jak najszybszego wydania tych pieniędzy. One trafią do regionów, które tradycyjnie należą do PiS – ocenia w rozmowie z XYZ prof. Danuta Plecka.
Przykładem jest Stalowa Wola, gdzie PiS ma wysokie notowania i gdzie rządzi prezydent z tej partii. Tamtejsza huta ma otrzymać blisko 20 mln zł na rozwój produkcji. Dzięki takim programom jak SAFE oraz priorytetowemu traktowaniu polityki bezpieczeństwa KO próbuje narracyjnie przejąć obszar, który wcześniej należał do Prawa i Sprawiedliwości.
Dr Paweł Maranowski, socjolog z Uniwersytetu Civitas, uważa, że szans na duże reformy już nie ma.
– Istnieją obiektywne ograniczenia związane z kohabitacją. Prezydent z innego obozu może być dla rządu argumentem przed wyborcami. Choć nie zawsze. Prezydent pewnie byłby za podwyższeniem kwoty wolnej od podatku, ale na to też nie ma dużych szans ze względu na deficyt budżetowy – komentuje dr Paweł Maranowski.
Podwyższenie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł było jedną ze sztandarowych obietnic KO. Przedstawiciele rządu odpowiedzialni za budżet unikają jednak twardych deklaracji w sprawie realizacji tego postulatu. Częściej słychać z ich strony, że obecnie nie ma przestrzeni na obniżanie podatków.
Niezrealizowane konkrety
Na początku obecnych rządów wprowadzono kilka głośnych zmian. To choćby przywrócenie finansowania in vitro z budżetu państwa. Projekt ustawy był obywatelski, choć miał duże wsparcie polityków obecnej koalicji. Wprowadzono także program „Aktywny Rodzic”, znany popularnie jako „babciowe”, czyli wypłatę 1,5 tys. zł dla wracających do pracy rodziców dzieci między 1. a 3. rokiem życia.
Wielu obietnic jednak nie zrealizowano. W przyszłych wyborach w największym stopniu może się to odbić na Koalicji Obywatelskiej. To partia premiera Donalda Tuska wciąż prowadzi w sondażach i jako jedyna składowa obecnej koalicji regularnie przekracza próg wyborczy. Nowa Lewica bywa pod progiem, a od miesięcy nie wychodzą spod niego Polska 2050 i Polskie Stronnictwo Ludowe.
Mimo że lista 100 konkretów KO nie zawsze pokrywała się z wyborczymi deklaracjami pozostałych koalicjantów, premier Donald Tusk zapewniał, że pozostają one aktualne. W exposé w grudniu 2023 r. mówił, że zna je cała Polska i że będzie go z nich rozliczać. Deklarował zarazem, że nie obawia się żadnej z tych obietnic oraz że zostaną zrealizowane. Premier i jego partia biorą więc największą odpowiedzialność za politykę rządu.
Niespełna dwa lata później, po wyborach prezydenckich przegranych przez kandydatów obecnej koalicji, premier zmienił ton. Stwierdził, że skoro na jego partię zagłosowało 31 proc. wyborców, to zrobił jedną trzecią tego, co obiecał.
Na partyjnej stronie internetowej z listą 100 konkretów na zielono zaznaczono obietnice zrealizowane. Poza wspomnianymi programami in vitro i „babciowym” są tam m.in. podwyżki dla nauczycieli, ustawa o kasowym PIT, dostęp do awaryjnej antykoncepcji bez recepty i do badań prenatalnych oraz podniesienie zasiłku pogrzebowego.
Obietnice „w realizacji”, czyli polityczne zawieszenie
Pomarańczowym kolorem zaznaczono obietnice w trakcie realizacji. Ich przegląd może jednak dawać złudne poczucie, że część zapowiedzi jest bliżej spełnienia, niż wynika to z rzeczywistego stanu prac. Jako obietnice w trakcie realizacji oznaczono bowiem postulaty, wobec których prowadzone są analizy, złożono projekt ustawy albo które tkwią w politycznym zawieszeniu.
Przykłady? To choćby zapowiedź likwidacji neoKRS i utworzenia Krajowej Rady Sądownictwa w konstytucyjnym składzie, czyli konkret nr 25. Jego realizację opisano jako przekazanie prezydentowi do podpisu rządowego projektu ustawy o KRS, który trafił do „pseudo-Trybunału Konstytucyjnego”. Prezydent istotnie skierował do TK ustawę autorstwa ministra sprawiedliwości, a wybory przeprowadzono na kwestionowanych zasadach, choć po opiniowaniu przez środowisko sędziowskie. Postulat ten nie zostanie więc w tej kadencji zrealizowany.
Konkret nr 66 mówi o odzyskaniu pieniędzy publicznych utraconych w wyniku marnotrawstwa. Jako realizację opisano audyty prowadzone przez resort sprawiedliwości oraz powołanie trzech komisji śledczych. W wyniku prac komisji śledczych nikt nie stanął jednak przed sądem.
W podobnym tonie utrzymany jest choćby konkret nr 22, który mówi o osądzeniu czołowych polityków PiS za łamanie konstytucji i praworządności. Na tej liście są Andrzej Duda, Mateusz Morawiecki, Jacek Sasin, Adam Glapiński i Zbigniew Ziobro. Do dziś żaden z tych polityków nie stanął przed sądem. Adam Glapiński wciąż jest prezesem Narodowego Banku Polskiego. Zbigniew Ziobro, po półroczu spędzonym na Węgrzech, po raz kolejny wymknął się polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Tym razem do Stanów Zjednoczonych.
Widmo demobilizacji
Na tej liście można znaleźć także obietnicę oznaczoną jako zrealizowaną, choć w rzeczywistości trudno mówić o jej pełnym spełnieniu. Konkret nr 86 dotyczy złożenia projektu ustawy odblokowującej energetykę wiatrową. Projekt rzeczywiście został złożony. Była to jednak pierwsza ustawa zawetowana przez prezydenta Karola Nawrockiego. Samo złożenie projektu ustawy potraktowano więc jako realizację obietnicy.
Niezrealizowanie wielu zapowiedzi może działać demobilizująco na wyborców, którzy dali obecnej koalicji zwycięstwo w 2023 r. Dr Paweł Maranowski nie uważa jednak, by ich głosy masowo przeszły do innych partii.
– W ostatnich wyborach znaczenie miały jednak głosy kobiet, a sprawy związane np. z aborcją nie zostały doprowadzone do końca. Część wyborców może być niezadowolona z rozliczeń, które nie są prowadzone efektywnie, a główni bohaterowie sprawy Funduszu Sprawiedliwości skutecznie umykają polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Moim zdaniem to bardziej szkodzi rządzącym, niż pomaga. Może to działać demobilizująco – uważa socjolog.
Inny prezydent, inna sytuacja
Osoba prezydenta będzie miała wpływ na to, czym KO będzie chciała przekonać do siebie wyborców w 2027 r. Trzy lata temu partia tworzyła program z nadzieją, że w 2025 r. w Pałacu Prezydenckim pojawi się sprzyjający jej prezydent. Karol Nawrocki jest w ostrzejszym sporze z rządem Donalda Tuska niż jego poprzednik, Andrzej Duda. Nie kryje niechęci wobec premiera i nie jest tajemnicą, że chce odegrać istotną rolę w powrocie prawicy do władzy.
KO przystąpi do przyszłorocznych wyborów ze świadomością, że w przypadku utrzymania się przy władzy czekają ją kolejne lata trudnej kohabitacji. Z tą świadomością będzie też musiała tworzyć program wyborczy.
Zdaniem ekspertów partia Donalda Tuska może próbować wykorzystać ten konflikt na swoją korzyść.
– Liczba wet zaczyna szkodzić prezydentowi Nawrockiemu. Może być prowokowany przez większość parlamentarną ustawami, których nie będzie mógł podpisać. Byłyby to podstawy do prowadzenia skutecznej kampanii wyborczej – uważa prof. Danuta Plecka.
– Szansą dla KO może być tłumaczenie, że wielu rzeczy nie udało się zrobić przez weto prezydenta, oraz gra na emocjach. Na pewno będziemy mieć do czynienia nie tyle z samym PiS, ile z koalicją PiS z Konfederacją Mentzena i Konfederacją Brauna, choć Jarosław Kaczyński zarzeka się, że koalicji z Braunem nie będzie – dodaje dr Paweł Maranowski.
Przesunięcia i badanie terenu
Jaki kurs obierze główna partia rządząca przed kolejnymi wyborami? Politolożka z Uniwersytetu Gdańskiego, uważa, że w najbliższej kampanii działania będą raczej reaktywne. Jej zdaniem KO może wykorzystać fakt, że przesunęła się nieco w prawo, zostawiając po lewej stronie miejsce Nowej Lewicy.
– To przesunięcie może skłaniać racjonalnie konserwatywnych wyborców do zastanowienia się nad oddaniem głosu na KO. Partia powinna nauczyć się języka młodych ludzi. Powinny jednak zrobić to wszystkie ugrupowania startujące w przyszłorocznych wyborach. Partie powinny zastanowić się nad ofertą dla młodych ludzi i skupić się na bezpieczeństwie nie tylko militarnym, lecz także społecznym, bo na politykę socjalną może już brakować pieniędzy – uważa prof. Danuta Plecka.
W ostatnich dniach premier Donald Tusk podjął próbę powrotu na progresywne polityczne tory. Zadeklarował poparcie dla starań par jednopłciowych o transkrypcję aktów zawarcia małżeństw zawartych w innych państwach Unii Europejskiej. Legalizację związków partnerskich zapowiadał już wtedy, gdy poprzednio był premierem. Respektowanie aktów jednopłciowych małżeństw zawartych w państwach członkowskich nakazał Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Zdaniem dra Pawła Maranowskiego KO bada w ten sposób grunt po ubiegłorocznych kampanijnych ukłonach wobec konserwatywnych wyborców.
– Scena polityczna w ostatnich latach przesunęła się mocno na prawo. W powszechnym odbiorze wielu wyborców KO stała się partią lewicową, co nie jest prawdą. W KO jest wielu konserwatywnych posłów. Partia nie może zbyt mocno przesunąć się na lewo, choć po tej stronie sceny politycznej nie ma wielu silnych ugrupowań. Próby zaskarbienia sobie sympatii prawicowego elektoratu przez Rafała Trzaskowskiego się nie udały. Przeciwnie – pewnymi deklaracjami zraził do siebie część elektoratu lewicowego, który wcześniej go wspierał. KO i tak jest odbierana jako partia progresywna i prounijna, ale z nurtem konserwatywnym – twierdzi dr Paweł Maranowski.
Główne wnioski
- Problemem całego rządu jest, na co zwraca uwagę Polska 2050, brak wielkich reform o szerokim zasięgu. Niezrealizowanie wielu obietnic wyborczych, w tym także tych sztandarowych, może doprowadzić do demobilizacji części wyborców w 2027 r. Programy partii tworzących rząd mogą być bardziej zachowawcze ze względu na niesprzyjającego prezydenta i możliwość weta z jego strony.
- Obecny rząd wprowadził kilka istotnych społecznie i wizerunkowo reform, jak choćby przywrócenie refundacji zabiegów in vitro czy wsparcie młodych rodziców wracających do pracy. Nie zrealizował jednak wielu sztandarowych obietnic, m.in. podwyższenia kwoty wolnej od podatku czy skutecznego rozliczenia rządów PiS.
- Zdaniem ekspertów obecni rządzący mogą w najbliższym czasie badać grunt pod kolejną kampanię. Ubiegłoroczne próby mówienia językiem prawicy w kampanii prezydenckiej nie przyniosły oczekiwanego efektu. KO nie musi być jednak bez szans w staraniach o głosy nie tylko progresywnych wyborców. W jej szeregach nie brakuje posłów konserwatywnych.