Kategoria artykułu: Świat

Rosja staje się zakładnikiem Chin. Trzy fakty, o których Putin woli milczeć

Władimir Putin przyleciał do Chin zaledwie kilka dni po tym, jak Xi Jinping gościł tam Donalda Trumpa. Rosyjski prezydent chce sprzedać sąsiadom więcej surowców i udowodnić, że Moskwa nadal jest ważną figurą na geopolitycznej szachownicy.

Xi Jinping i Władimir Putin podczas szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy, 1 września 2025 r. Przywódcy Chin i Rosji spotkali się dotąd ponad czterdzieści razy. W 2022 r. zawarli umowę o strategicznym partnerstwie „bez granic”, ale to Chiny mają decydujący głos w relacjach z Moskwą. Fot. Suo Takekuma / Pool / Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego Putin śpieszy się z wizytą w Pekinie i co może stać za jej nagłym ogłoszeniem.
  2. Co szczyt Trump-Xi oznacza dla Rosji i dlaczego Kreml z rosnącym niepokojem obserwuje relacje Pekinu i Waszyngtonu.
  3. W jakiej pozycji negocjacyjnej wobec Chin znajduje się dziś Moskwa i czy spotkanie Putina z Xi Jinpingiem może przynieść przełom.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Władimir Putin we wtorek wieczorem wylądował w Pekinie. Na lotnisku osobiście powitał go szef chińskiej dyplomacji Wang Yi. Rosyjski przywódca ma pozostać w Chinach niespełna dwa dni. Jak zapowiedział Kreml, razem z Xi Jinpingiem będą „wzmacniać wszechstronne partnerstwo i strategiczną współpracę” między Moskwą a Pekinem. Oprócz spotkania z Xi zaplanowano też rozmowy z premierem Li Qiangiem, poświęcone gospodarce i wymianie handlowej. W rosyjskiej delegacji są ministrowie i szefowie firm.

Informacja o planowanej wizycie pojawiła się nagle, a podróż zorganizowano w ekspresowym tempie. W czwartek rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow niespodziewanie oświadczył, że Putin odwiedzi Pekin w „bardzo bliskiej przyszłości”. Zapowiedź padła w momencie, gdy chiński przywódca wciąż gościł prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Trudno uznać to za przypadek. Część analityków odczytała moment ogłoszenia podróży jako sygnał nerwowości Kremla. Stawką jest tu coś więcej niż dyplomatyczna choreografia. Chodzi o pozycję Rosji w układzie sił między supermocarstwami w czasie, gdy relacje Pekinu i Waszyngtonu mogą zmieniać kierunek.

Szczyt zaniepokoił Moskwę

Xi Jinping i Donald Trump, któremu towarzyszyli przedstawiciele amerykańskiego biznesu, przez trzy dni rozmawiali o handlu, rywalizacji technologicznej i Tajwanie. Ogłoszono kilka szerokich porozumień handlowych, choć w sprawie Tajwanu i konfliktu na Bliskim Wschodzie przełomu nie było. Sam fakt spotkania oraz wypowiedź chińskiego przywódcy, że USA i Chiny „powinny być partnerami, a nie rywalami”, wystarczyły jednak, by wzbudzić w Moskwie niepokój. Kolejna odsłona odwilży na linii Pekin–Waszyngton uderzałaby w rosyjską strategię odbudowy statusu mocarstwa poprzez destabilizowanie Zachodu.

Rosyjska dyplomacja od dziesięcioleci gra powyżej swojej kategorii wagowej. Tworzenie pozorów uczestnictwa wraz z USA i Chinami w globalnej Wielkiej Trójce ma dla niej korzystne konsekwencje polityczne.

Rosja od lat wykorzystuje napięcia między supermocarstwami jako element własnej gry geopolitycznej. Gdy przestrzeń dla tych napięć się kurczy, maleje również rola Moskwy jako istotnego aktora.

– Rosyjska dyplomacja od dziesięcioleci gra powyżej swojej kategorii wagowej: pokazuje się jako ważniejsza, niż jest w rzeczywistości. Tworzenie pozorów uczestnictwa wraz z USA i Chinami w globalnej Wielkiej Trójce ma dla niej korzystne konsekwencje polityczne. Gdyby USA i Chiny zawarły przełomowe porozumienie, dzieląc się wpływami na świecie, Moskwa musiałaby zaakceptować spadek do drugiej ligi. Szczęśliwie dla niej nic takiego nie miało na razie miejsca. Chiny nadal obawiają się, że Amerykanie chcą zablokować ich rozwój. Rosja jest im potrzebna jako gwarant północnej granicy, sojusznik w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, baza surowców, dostarczyciel technologii wojskowych, a w razie potrzeby także antyzachodni „bulterier” – mówi prof. Michał Lubina, badacz stosunków międzynarodowych z Uniwersytetu Jagiellońskiego i autor książki „Niedźwiedź w objęciach smoka” o relacjach Rosji i Chin.

„Rutynowa" wizyta, nierutynowa stawka

Hongkoński dziennik „South China Morning Post” określił planowane spotkanie mianem „rutynowej” wizyty. Trudno się temu dziwić – Putin i Xi spotkali się już ponad 40 razy. Z tego powodu nie należy oczekiwać ceremoniału powitalnego porównywalnego z tym, jaki Chińczycy zgotowali Donaldowi Trumpowi.

Mimo to w poniedziałek Dmitrij Pieskow przyznał, że Rosjanie mają duże oczekiwania wobec wizyty. Jak podkreślił, obie strony mają ją wykorzystać do rozwoju „uprzywilejowanego” i „strategicznego” partnerstwa.

Rosyjska agencja TASS podała, że wizyta zbiega się z 25. rocznicą podpisania traktatu o dobrosąsiedztwie i przyjaznej współpracy – kluczowego porozumienia między Moskwą a Pekinem, zawartego w 2001 r. Kreml przedstawia więc spotkanie jako polityczne święto, a nie jako pilną naradę.

Alternatywna oś?

Także chińskie media i dyplomacja starają się nadać wizycie odpowiednią oprawę. Rzecznik chińskiego MSZ Guo Jiakun powiedział, że rozwój relacji Chin i Rosji przyczyni się do „większej stabilności” i wniesie „pozytywną energię” do globalnych stosunków. Agencja informacyjna Xinhua podkreśla, że będzie to 25. wizyta Putina na chińskiej ziemi. Inne chińskie media państwowe przedstawiają wizyty przywódców USA i Rosji w tak krótkim odstępie czasu jako sukces Pekinu.

Słowa o „pozytywnej energii” brzmią dyplomatycznie, ale przykrywają bardziej złożoną rzeczywistość. Pekin chętnie pokazuje partnerstwo z Moskwą jako dowód na to, że globalny porządek nie musi opierać się na osi waszyngtońskiej. Jednocześnie stara się zachować wobec Rosji taki dystans, by nie komplikować własnych relacji z Zachodem. I właśnie to sprawia, że Putin ma powody do niepokoju.

Eksperci: Putin boi się utraty przydatności

Zdaniem analityków Putin jedzie do Pekinu z kilku powodów – i nie do wszystkich chce się publicznie przyznać.

Według prof. Stefana Wolffa, specjalisty ds. bezpieczeństwa międzynarodowego na Uniwersytecie w Birmingham, rosyjski prezydent obawia się spadku swojej przydatności w relacjach z Chinami. Może do tego dojść, jeśli relacje Pekinu i Waszyngtonu staną się bardziej stabilne i przewidywalne. Nie wróżyłoby to dobrze dążeniom Kremla do przywrócenia Rosji statusu wielkiej potęgi z czasów ZSRR. Nie oznacza to jednak, że dyktator porzuci swoje plany – ocenił Stefan Wolff w analizie dla australijskiego portalu The Conversation.

Oficjalnie więc Putin jedzie uczcić rocznicę traktatu i omówić bieżącą współpracę. Nieoficjalnie – upewnić się, że szczyt Trump-Xi nie przeorientował chińskich priorytetów i sprawdzić, czy sojusznik nadal jest sojusznikiem.

Putin jedzie upewnić się, że szczyt Trump-Xi nie przeorientował chińskich priorytetów i sprawdzić, czy sojusznik nadal jest sojusznikiem.

Polityczne pokazanie się w Pekinie tuż po Trumpie ma też wymiar czysto symboliczny: ma za zadanie pokazać, że Moskwa istnieje i gra w tej samej lidze.

Chiny kupują ropę, Rosja kupuje czas

Za dyplomatyczną fasadą kryje się jednak brutalna asymetria. W lutym 2022 r., na krótko przed kremlowską inwazją na Ukrainę, Moskwa i Pekin zawarły strategiczne partnerstwo „bez granic”. Po rezygnacji Europy z rosyjskich surowców Chiny wraz z Indiami skupują łącznie 80 proc. całego rosyjskiego eksportu ropy naftowej. Od czasu nałożenia zachodnich sankcji Chińczycy dostarczają Rosji 90 proc. technologii podwójnego zastosowania. Chiny i bez tego byłyby największym partnerem handlowym Rosji. Odpowiadają za ok. jednej trzeciej rosyjskich obrotów towarowych, podczas gdy handel z Rosją to dla Państwa Środka zaledwie niespełna 4 proc. handlu. 

Azjatyckie mocarstwo jest też dla Putina niezastąpione w utrzymywaniu rosyjskiej armii w stanie, który pozwala jej kontynuować trwającą piąty rok wojnę w Europie Wschodniej. Pekin, choć oficjalnie zachowuje neutralność w sprawie Ukrainy, jednocześnie udziela agresorom ogromnego gospodarczego wsparcia.

Pekin zaprzecza doniesieniom światowych mediów, według których chińskie firmy umożliwiają Rosjanom produkcję dronów, między innymi dostarczając silniki opisywane w dokumentach jako „przemysłowe urządzenia chłodnicze”. Mimo oficjalnych zaprzeczeń skala powiązań między chińskim przemysłem a rosyjską gospodarką wojenną jest szeroko dokumentowana przez zachodnie służby wywiadowcze.

W relacjach z Pekinem znacznie mniej zasobna i izolowana przez Zachód Moskwa jest jednak słabszym partnerem. Chiny wykorzystują sytuację do dyktowania twardych warunków wymiany. W zamian za potencjalne zaangażowanie w projekt gazociągu Siła Syberii-2 domagają się kolejnych zniżek na gaz i promują rozliczenia w petrojuanach. Chcą też udziałów w infrastrukturze złóż oraz dostępu do niektórych rosyjskich technologii wojskowych.

Xi, odwiedzając Rosję w maju ubiegłego roku, zadeklarował, że Chiny będą trwać przy sojusznikach z Rosji, aby sprzeciwić się „jednostronnemu i hegemonicznemu terrorowi”. Ale deklaracje to jedno, a warunki kontraktów – drugie.

Putin gra o surowce i uznanie

Wizyta Putina w Pekinie może się okazać ważna ze względu na możliwy przełom w chińskich zakupach gazu. W poniedziałek Dmitrij Pieskow przyznał, pytany przez dziennikarzy, że druga nitka syberyjskiego gazociągu będzie jednym z omawianych tematów. Informację potwierdził też prezydencki doradca Jurij Uszakow. Rosji zależy na tym, aby gazociąg powstał, bo dostarczanie za Wielki Mur dodatkowo do 50 mld metrów sześciennych surowca rocznie napełniłoby rządową kasę i silniej uzależniłoby Chiny od rosyjskiej energii. Kryzys w Zatoce Perskiej, utrudniający Chinom dostęp do tamtejszych surowców, może być argumentem korzystnym dla kremlowskich negocjatorów.

Państwo Środka pozostaje największym na świecie importerem energii, a dywersyfikacja dostaw to kwestia bezpieczeństwa narodowego.

Ale zdaniem profesora Michała Lubiny nie przesądza to o powodzeniu negocjacji.

– Z jednej strony zamknięcie cieśniny Ormuz służy Rosji, bo jej wartość jako dostarczyciela surowców rośnie. Z drugiej strony nowa rura z gazem nie jest Chinom aż tak potrzebna, bo istnieją już trzy inne. Jeden gazociąg prowadzi z Rosji, drugi z Birmy, a trzeci z Turkmenistanu. Chińczycy mogą podjąć decyzję polityczną o budowie kolejnego, w zamian za atom, technologie albo udziały w spółkach – mówi prof. Michał Lubina.

Wśród członków rosyjskiej delegacji są ministrowie, w tym szef dyplomacji Siergiej Ławrow i szef resortu finansów Anton Siluanow, prezes banku centralnego Elwira Nabiullina oraz szefowie państwowych korporacji. Wśród nich są prezesi Gazpromu, Rosnieftu, Rosatomu, agencji kosmicznej Roskosmos i rosyjskich kolei państwowych. Rosjanie ewidentnie lecą za Wielki Mur, aby zawierać umowy.

– Uczestnictwo szefowej banku centralnego oznacza, że mogą się odbyć rozmowy o chińskim wsparciu kapitałowym. Obecność szefów najważniejszych spółek to znak, że Rosjanie chcą ocenić, które technologie i infrastrukturę będą musieli zaoferować sojusznikom – ocenia badacz stosunków międzynarodowych z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Sygnał z Kremla

Putin chce też wysłać sygnał: jednocześnie do Xi, Trumpa i własnego społeczeństwa. Rosyjski prezydent chce przekazać, że jego kraj nie jest izolowany i nadal ma wiele do powiedzenia w sprawach globalnych.

Ale za tym sygnałem kryją się trzy twarde fakty, które lokator Kremla woli przemilczeć. Po pierwsze, pozycja Moskwy w układzie z Pekinem systematycznie słabnie i coraz bardziej przypomina zależność, a nie partnerstwo. Po drugie, zbliżenie Waszyngtonu i Pekinu – nawet częściowe – podkopuje jeden z fundamentów rosyjskiej strategii geopolitycznej. No i po trzecie, „partnerstwo bez granic” z 2022 r. ma w praktyce całkiem wyraźne granice, które nie są wyznaczane na Kremlu, tylko w Pekinie.

Główne wnioski

  1. Wizyta Putina w Chinach jest bezpośrednią odpowiedzią na szczyt TrumpXi. Kreml obserwuje możliwe zbliżenie Pekinu i Waszyngtonu z rosnącym niepokojem, bo stabilizacja tej relacji osłabiałaby geopolityczną rolę Rosji jako destabilizatora zachodniego porządku.
  2. Rosja jest dziś słabszym partnerem w relacji z Chinami – mimo oficjalnej retoryki o „partnerstwie bez granic" to Pekin dyktuje warunki: żąda zniżek na surowce, udziałów w infrastrukturze i dostępu do technologii. Rosja, odcięta od zachodnich rynków, nie ma wielkiego pola manewru.
  3. Celem Putina jest sprzedaż Chinom większej ilości surowców, utrzymanie sprawczości i wizerunku mocarstwa. Wizyta w Pekinie jest zarówno dyplomatyczna, jak i symboliczna. Rosyjski przywódca chce pokazać, że Moskwa pozostaje liczącym się graczem, a nie jedynie klientem Pekinu. To jednak coraz trudniejszy do obrony wizerunek.