Kategoria artykułu: Polityka

Mniej żołnierzy USA w Polsce. Co z naszym bezpieczeństwem?

Wojsk amerykańskich w Polsce będzie mniej, a rząd i prezydent zostali tym zaskoczeni. Decyzja może pochodzić od sekretarza obrony USA, Pete’a Hegsetha i stawia pod dużym znakiem zapytania bezpieczeństwo naszego kraju. Także – w szerszym kontekście – Europy.

Żołnierze USA
Co dalej z obecnością wojsk USA w Polsce i Europie? Fot. Sean Gallup/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie mogą być konsekwencje zmniejszenia sił armii USA w Polsce i Europie.
  2. W jaki sposób może to wpłynąć na obronność Polski, ale także innych krajów regionu.
  3. Co sądzą eksperci o możliwości ograniczenia liczby wojsk USA w Polsce.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Do naszego kraju nie przyleci ok. 4 tys. żołnierzy z 2nd Armored Brigade Combat Team, czyli 2 Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej.

Rotację wstrzymano, choć w Polsce jest już część żołnierzy i ok. 70 proc. sprzętu. Pojawia się pytanie: co dalej? Na razie nikt nie umie na nie odpowiedzieć, podobnie jak na inne: dlaczego zaskoczeni tym byli zarówno ludzie resortu obrony (MON), jak i otoczenie prezydenta, czyli Biuro Bezpieczeństwa Narodowego (BBN).

Trwa za to przerzucanie się winą i odpowiedzialnością. MON – dość rozpaczliwie – próbuje robić dobrą minę do złej gry i zapewnia, że „żadna decyzja nie została podjęta”, a Polska „jest i będzie kluczowym sojusznikiem USA w Europie”.

BBN zaś… umyło ręce. „MON nie pozyskało wyprzedzających informacji w zakresie zmian w harmonogramie przemieszczenia sił USA do Polski, co utrudnia zaangażowanie Ośrodka Prezydenckiego we wsparcie MON w negocjacjach z naszym partnerem strategicznym” – napisał po prostu szef Biura, Bartosz Grodecki. Trwa więc klasyczna przepychanka polityczna. A co z bezpieczeństwem kraju?

Amerykańska kara za Iran. Europa ma problem

Około trzech tygodni temu pojawiła się informacja, że Amerykanie chcą zredukować swoją obecność w Niemczech i Hiszpanii. Była to de facto kara dla Niemiec (ale i całej Europy) za odmowę udziału w wojnie amerykańsko-irańskiej.

Podpisana w sierpniu 2020 r. między USA a Polską Umowa o wzmocnionej współpracy obronnej (Enhanced Defense Cooperation Agreement – EDCA) zakłada rotacyjną, lecz stałą obecność żołnierzy wojsk amerykańskich w Polsce. Nasza strona z kolei zapewnia infrastrukturę i wsparcie logistyczne. Innymi słowy, musimy zapewnić Amerykanom „miejsce do spania”, poligony i lotniska do ćwiczeń, a także wikt i opierunek. Stacjonują oni na południowym zachodzie kraju, głównie w Żaganiu i Świętoszowie. Są wyposażeni w czołgi Abrams, armatohaubice Paladine i wozy opancerzone.

Oprócz tego, w Polsce stacjonuje także Brygadowa Grupa Bojowa NATO (głównie w Bemowie Piskim), ale także – już na stałe – dowództwo V korpusu US Army. Ale co z tymi żołnierzami, którzy mieli tu trafić?

Ludzie z kierownictwa MON, z którymi się kontaktowaliśmy, nie odpowiedzieli na nasze pytania. Także wojskowi odsyłają do Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (SG WP). Przy czym trzeba nadmienić, iż kilka dni temu Onet podawał, jakoby informacja od Amerykanów do Sztabu trafiła, ale… Szef SG WP, gen. Kukuła nie zdążył się z nią zapoznać, gdyż trafiła do kancelarii tajnej.

„Bicie piany”. Musimy czekać na oficjalne komunikaty

Wiadomość o wstrzymaniu przemieszczenia wojsk podały amerykańskie media. Zaczęło się od wojskowego magazynu „Army Times”, potem podchwyciły to – i rozwinęły – inne media.

Czy jednak są oficjalne komunikaty? Na ten moment – nie. Pentagon nie zabrał głosu w tej kwestii. Dlatego też, nastroje tonuje gen. Jarosław Gromadziński, były dowódca Eurokorpusu. W rozmowie z XYZ wskazuje, by właśnie na oficjalne komunikaty zaczekać i wtedy podejmować działania.

– Dla naszego bezpieczeństwa nie oznacza to... nic. To wszystko, co się dzieje, to bicie piany, bo decyzje nie zapadły, oficjalnych przekazów nie ma. Nie ma co wróżyć z fusów, bo Amerykanie sami byli tym zaskoczeni, co widać było po przesłuchaniach w Kongresie – wskazuje gen. Jarosław Gromadziński.

Uważa, że „Amerykanie jakoś z tego wybrną”. Najpierw jednak sami muszą podjąć jakieś decyzje. A my nie powinniśmy robić tego za nich.

Wyjść z tego z twarzą. Duże inwestycje na Dolnym Śląsku

– Dajmy im szansę wyjść z tego z twarzą. Mówimy przecież nie tylko o Polsce, ale też o krajach bałtyckich, które również czekają na informację, co wydarzy się w Polsce. Przy czym my ciągle mówimy o liczebności żołnierzy, traktując ją jak fetysz, a powinniśmy dyskutować o „jakości” tych, którzy mają do nas trafić – dodaje gen. Jarosław Gromadziński.

Uważa, że tu i teraz mamy do czynienia z uprawianiem „polityki twitterowej”. Dlatego powinniśmy spokojnie zaczekać na konkrety.

Warto skądinąd dodać, że w południowo-zachodniej Polsce poczyniono duże inwestycje na rzecz amerykańskiej obecności. Tory kolejowe, składy materiałowe, rampy, obiekty szkoleniowe na dolnośląskich poligonach – wszystko to jest szykowane „pod Amerykanów”.

Nie sama decyzja, ile sposób jej podania. „Bądźmy brutalnie szczerzy

Na coś innego wskazuje z kolei Jacek Tarociński, analityk ds. obronności z Ośrodka Studiów Wschodnich.

– O ile sama decyzja, że kiedyś zakończy się rotacja wojsk, przewijała się nieoficjalnie, to wątpliwości budzi sposób jej podania. My mamy tylko przekazy medialne i przesłuchania przed Kongresem, zamiast sprawnej, rzetelnie podanej informacji na ten temat. Dla Polski oznaczałoby to znaczne [o ok. 40 proc. – red.] zmniejszenie obecności żołnierzy USA. Przy czym bądźmy brutalnie szczerzy: na tak dużym obszarze działania, jak Europa, jedna czy dwie brygady to wartość dodana, ale nie kluczowa – mówi Jacek Tarociński.

O wiele poważniejszy jest, jak ocenia, sposób komunikowania tej informacji. A w zasadzie jego brak. Zdaniem analityka, najważniejszym elementem odstraszania NATO wobec Rosji była przede wszystkim spójność Sojuszu, jednomyślność w decyzjach.

Proces alokacji wojsk trwa

Ekspert zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię. Sami Amerykanie bowiem mówili, że zwiększenie ich obecności, związane z wojną na Ukrainie jest czasowe.

– Oczywiście znamy powiedzenie, że najtrwalsze są rozwiązania czasowe, ale niestety nie tym razem. Pierwsze zmniejszenie wolumenu żołnierzy wojsk USA zaczęło się w listopadzie, od Rumunii, kiedy jeden z pododdziałów amerykańskich wrócił do kraju, bez wysłania następców. Proces alokacji sił amerykańskich w ramach NATO w Europie trwa. Już mamy do czynienia z dużo mniejszą liczebnością niż w jej piku, w okresie mniej więcej 2022 r. – mówi Jacek Tarociński.

Nie od dziś i nie od tygodnia amerykańska administracja chce przekazać odpowiedzialność za bezpieczeństwo Europy samej Europie. Mówił o tym wielokrotnie prezydent Donald Trump.

Problem krajów bałtyckich

Musimy pamiętać, że gros europejskich sił NATO, ok. 60 proc., to dziś żołnierze USA. A administracja prezydenta Trumpa chce ograniczyć to do ok. 40 proc. Stąd gorączkowe zakupy zbrojeniowe.

Ale Europa potrzebuje nie tylko wydatków na obronność, ale przede wszystkim zwiększenia potencjału ludzkiego: powiększania liczebności swoich armii i zgrywania pododdziałów.

Jeszcze większy problem mają kraje bałtyckie. W przypadku Litwy, Łotwy i Estonii (tej ostatniej szczególnie) doszło do pewnego zamieszania. Zdążył się bowiem „zrotować” i przejąć obowiązki przed pojawieniem się informacji o wstrzymaniu rotacji jeden z batalionów – właśnie batalion estoński.

– Mamy do czynienia z zatrzymaniem się Amerykanów w pół kroku. Widać, że jest to decyzja ad hoc, będącą zaskoczeniem także dla samych Amerykanów – podsumowuje Jacek Tarociński

Z jednej strony musimy zatem czekać na oficjalne informacje. Z drugiej, taka decyzja, jeśli zapadnie i zostanie przez Trumpa podtrzymana, nie wróży nic dobrego Europie. A także relacjom transatlantyckim. Nasz kontynent otrzymał od Amerykanów kolejne poważne ostrzeżenie.

Główne wnioski

  1. Alokacja żołnierzy amerykańskich w Europie staje się faktem. Ale prawdziwy problem, zdaniem Jacka Tarocińskiego z Ośrodka Studiów Wschodnich leży w złej komunikacji tego przez stronę amerykańską.
  2. Gen. Jarosław Gromadziński przekonuje z kolei, by poczekać na oficjalne przekazy ze strony Amerykanów. Dodaje, że będą oni musieli wyjść z twarzą z wywołanego zamieszania.
  3. Polska poczyniła na Dolnym Śląsku duże inwestycje w związku z obecnością sił zbrojnych USA. Wyremontowano i zbudowano wiele elementów infrastruktury wojskowej z myślą o siłach zbrojnych USA.