Polacy masowo studiują medycynę na Słowacji. „Tam nie ma wyścigu szczurów”
W ostatnich czterech latach studia medyczne po angielsku na Słowacji rozpoczęło ponad 150 studentów z Polski. Zainteresowanie słowackim dyplomem jest tak duże, że Polacy egzaminy wstępne na kierunek lekarski i dentystyczny Uniwersytetu Pavla Jozefa Šafárika w Koszycach piszą w Krakowie i Warszawie.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Ilu lekarzy ze słowackim dyplomem rozpoczyna pracę w Polsce.
- Dlaczego Polacy masowo wybierają studia na Słowacji.
- Czy ceny słowackich studiów na kierunku lekarskim i stomatologii są konkurencyjne na tle polskich uczelni.
– Chciałem studiować medycynę po angielsku, bo w tamtym czasie myślałem o wyjeździe z kraju, a studia w języku angielskim zwiększały na to szansę – tłumaczy Bartosz Woźniak, który w 2013 roku zaczął studiować medycynę na Uniwersytecie Komeńskiego w Bratysławie.
Woźniak wspomina, że studia w Polsce były wtedy dużo droższe.
– Pierwszy rok medycyny w języku angielskim na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie, gdzie się dostałem, był niemal dwa razy droższy – mówi Bartosz Woźniak.
„Studia medyczne na Słowacji mają o wiele bardziej praktyczny wymiar”
Do pozostaniu na studiach w Bratysławie skłoniła go atmosfera studiowania. Poza tym z rodzinnej miejscowości na Dolnym Śląsku bliżej miał do słowackiej stolicy.
– Mój brat chwilę wcześniej studiował w Warszawie, dlatego miałem porównanie. Moja studencka grupa w Bratysławie była jedną wielką rodzinną – staraliśmy się wspierać. Przyszli lekarze z Polski opowiadali, że też są jedną wielką rodziną – za wszelką cenę próbują sobie przeszkadzać – mówi Bartosz Woźniak.
Tłumaczy, że studia na Słowacji mają o wiele bardziej praktyczny wymiar.
– Mniej jest nauki pamięciowej, co nie znaczy, że słowaccy wykładowcy nie należą do wymagających. Tylko co druga osoba, z którą zaczynałem studia, zdobyła dyplom lekarza. Niemal 40 proc. odpadło po najtrudniejszych egzaminach na zakończenie drugiego roku studiów. Reszta trochę później – wspomina Bartosz Woźniak.
Przyznaje, że pierwotnie myślał, by przenieść się na uczelnię w Polsce, ale ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu.
– Uznałem, że tak jest mi dobrze. Mam wokół fajnych ludzi niemal z każdego zakątka świata, miasto jest kompaktowe, Bratysława bardzo się rozwija. Blisko do Wiednia. Poza tym sześć godzin i jest się nad Morzem Śródziemnym. Świetny kierunek na dłuższy weekend – tłumaczy Bartosz Woźniak.
Bartosz Woźniak ostatecznie wrócił do Polski i pracuje jako okulista w Warszawie.
– Zdecydowały realia. To może zabrzmieć dziwnie, ale lekarze w Polsce zarabiają więcej niż na Zachodzie. Warunki w Polsce bardzo się polepszyły w stosunku do tego, co było kilkanaście lat temu – mówi Woźniak.
Ilu lekarzy ze słowackimi dyplomami rozpoczęło pracę w Polsce?
Jak informuje dr Iwona Kania z Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL), w ostatnich sześciu latach 199 lekarzy z dyplomami uzyskanymi na Słowacji uzyskało prawo do wykonywania zawodu lekarza i lekarza dentysty w Polsce. To najbardziej aktualne dane za okres od 2018 do 2024 roku.
Najwięcej, bo aż 47 medyków ze słowackim dyplomem rozpoczęło pracę w Polsce w 2021 roku. W 2018 roku było ich – 15, w 2019 roku – 29, 2020 roku – 29. A po okresie szczytu w 2021 roku w Polsce rozpoczęło pracę 35 absolwentów słowackich studiów medycznych w roku 2022, 33 w 2023 roku i 11 w 2024 roku.
NIL nie dysponuje informacjami o narodowości absolwentów tych uczelni. Nie wiadomo ilu z nich to Polacy.
Łatwa ścieżka do wykonywania zawodu w Polsce
Przepisy stanowią, że lekarze, którzy uzyskali kwalifikacje zawodowe w innym państwie członkowskim UE, występują do okręgowej izby lekarskiej z wnioskiem o automatyczne uznanie kwalifikacji zawodowych uzyskanych w innym państwie UE i przyznanie w Polsce prawa wykonywania zawodu lekarza. Obowiązują ich jedynie egzamin potwierdzający znajomość języka polskiego. Polacy studiujący medycynę za granicą są z niego zwolnieni na podstawie polskiej matury.
Co więcej, ścieżka przez studia medyczne na Słowację jest krótsza, a Polacy mogą rok szybciej przystąpić do pracy. Jak informuje NIL, lekarze spełniający wymogi do uznania kwalifikacji w powyższym trybie uzyskuje w Polsce prawo wykonywania zawodu bez konieczności odbywania w Polsce stażu podyplomowego i składania Lekarskiego Egzaminu Końcowego.
– Przystąpienie do tego egzaminu może być natomiast konieczne na dalszym etapie w przypadku chęci rozpoczęcia w Polsce szkolenia specjalizacyjnego – informuje dr Iwona Kania z NIL.
Medycyna na Słowacji po angielsku
Na Słowacji są cztery uczelnie medyczne, które oferują studia lekarskie w języku angielskim.
To Wydział Lekarski Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie wraz z jego filią w Martinie (Jesseniova lekárska fakulta UK) oraz Wydział Lekarski Uniwersytetu Pavla Jozefa Šafárika w Koszycach. Ponadto w Bratysławie funkcjonuje zarządzana przez ministerstwo zdrowia Slovenská zdravotnícka univerzita (SZU). W przypadku tej ostatniej, co chwilę pojawiają się dyskusje o jej przyszłości, np. o połączeniu z bratysławskim uniwersytetem, co – jak słyszę – sprawia, że Polacy są raczej ostrożni przy wyborze tej uczelni.
Na Uniwersytecie Pavla Jozefa Šafárika w Koszycach oraz Uniwersytecie Komeńskiego można po angielsku studiować stomatologię.
Ile to kosztuje?
Ceny są konkurencyjne wobec podobnych studiów w Polsce. Rok studiów medycznych po angielsku na Collegium Medicum UJ w Krakowie to 16 tys. euro, a stomatologii – 17 tys. euro. Na Uniwersytecie Rzeszowskim - 14,5 tys. euro.
Rok studiów lekarskich po angielsku w Koszycach i Bratysławie kosztuje 13 tys. euro. W Martinie, który leży mniej niż 200 km na południe od Katowic – 11,5 tys. euro. Rok stomatologii w Bratysławie to 14,5 tys. euro, a w Koszycach – 13,5 tys. euro.
Nie tylko cena gra rolę. Kandydatów z Polski poza możliwością studiowania po angielsku kusi też forma egzaminu. To test z biologii i chemii na podstawie wcześniej znanej puli pytań.
Słowackie uczelnie mają w Polsce swoich przedstawicieli
Słowacka medycyna jest tak popularna wśród polskich kandydatów, że tamtejsze uczelnie powołują w naszym kraju oficjalnych przedstawicieli, którzy pomagają w rekrutacji. Ich wsparcie jest bezpłatne dla kandydatów, rozliczają się z uczelniami za każdego kandydata, który zdobędzie dyplom.
– Trafiają do mnie osoby, które nie dostały się na studia medyczne w Polsce, bo zabrakło im parę punktów z egzaminu maturalnego. Nie chcę czekać cały rok na możliwość poprawy egzaminu – mówi Janusz Pelizg z Perfect – Study Work Travel, który od niemal dziesięciu lat współpracuje z Wydziałem Lekarskim Uniwersytetu Pavla Jozefa Šafárika w Koszycach.
Zwraca też uwagę, że pytania na słowacką medycynę z zakresu biologii i chemii obejmują węższy zakres materiału.
– Dotyczą zagadnień, które przydają się przyszłym lekarzom – tłumaczy Janusz Pelizg.
Szacuje, że wraz z powstaniem kolejnych uczelni medycznych w Polsce zainteresowanie ofertą studiów na Słowacji maleje.
– Jeszcze przed pandemią COVID-19 zgłaszało się do mnie kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt osób. W ostatnich latach jest ich kilka – informuje Janusz Pelizg.
– Pierwsze osoby, którym pomogłem, skończyły już studia. Nie wszyscy chcą wracać do Polski. Z anglojęzycznym dyplomem i egzaminami zdawanymi po angielsku mają szansę na karierę np. w USA – mówi Janusz Pelizg.
Jak polski narciarz przetarł polskie szlaki na Słowacji
Filip Rzepecki dziś pracuje jako stomatolog w rodzinnej prywatnej klinice w Nowym Targu. To on przecierał polskie szlaki na słowackich studiach po angielsku.
Był rok 2012, a młody wówczas Filip Rzepecki był narciarzem alpejskim, który miał na swoim koncie występy w Pucharze Świata i marzenia o udziale w Igrzyskach Olimpijskich w Soczi. Poza tym chciał zostać dentystą.
– Nie dostałem się na stomatologię do Katowic i do Krakowa. Naukę chciałem łączyć ze sportem, potrzebowałem być blisko gór. Dostałem się do Gdańska na studia po polsku, ale to nie rozwiązywało mojego problemu, bo chciałem walczyć o olimpijską nominację – wspomina Filip Rzepecki.
I tak powstał pomysł studiów medycznych po angielsku w Bratysławie. Zdecydował przypadek.
„Wyścigu szczurów na Słowacji nie doświadczyłem”
Dziś wspomina, że kiedy szedł na słowackie studia, myślał, że to jego życiowa tragedia. Jednak po drugim roku dziękował Bogu, że tak potoczyły się jego losy.
– Koledzy z Polski mówili mi, że ich wykładowcy na siłę uwalają studentów. Opowiadali mi, że na egzaminach nie było progu zdawalności, po prostu 50 proc. grupy musiało odpaść. Nieważne, że jesteś świetnie przygotowany na egzamin, musisz być lepszy od kolegi czy koleżanki. To generuje niezdrowy wyścig szczurów i wzajemną niechęć. Ja czegoś takiego na Słowacji nie doświadczyłem – mówi Filip Rzepecki.
Polski stomatolog chwali także podejście słowackich wykładowców, którzy zwykle doceniali inicjatywę ze strony studentów.
– Wygodny dla mnie był sposób, w jaki przebiegała sesja egzaminacyjna. Sam decydowałem o terminach zapisu na egzamin i w ten sposób samodzielnie układałem sobie terminarz sesji – wspomina Filip Rzepecki.
Polscy studenci wybierają przede wszystkim Koszyce
Jego drogą poszli kolejni studenci z Polski.
– Najpierw przy rekrutacji pomagałem znajomym, potem osobom, które mnie o to poprosiły. Aż wreszcie ponad 10 lat temu uczelnia zaproponowała, bym został jej oficjalnym przedstawicielem w Polsce – Filip mówi Rzepecki.
Zaraz potem zaczął oficjalnie reprezentować uczelnię medyczną z Koszyc, a od roku jego firma 5tudy.pl reprezentuje także wydział lekarski z Martina.
Według jego wyliczeń w ciągu ostatnich czterech lat na studia medyczne na Słowacji zdawało 214 Polaków, z czego 157 osób rozpoczęło medycynę. W większości jego kandydaci wybierali Koszyce.
Ten kierunek jest tak popularny wśród polskich kandydatów, że uczelnia co roku organizuje egzamin wstępny w Polsce. O słowacki indeks można się ubiegać na egzaminie w Krakowie i w Warszawie.
Studia za granicą, ale blisko domu
Kim są kandydaci? Z obserwacji Filipa Rzepeckiego wynika, że są trzy grupy kandydatów, którzy wybierają Słowację.
– Pierwsza, to osoby, które nie dostały się absolutnie nigdzie w Polsce. Z moich doświadczeń wynika, że oni też często mają problem z egzaminem na Słowacji – tłumaczy Filip Rzepecki.
Druga to – jego zdaniem – osoby, które nie dostały się na najlepsze uczelnie medyczne w Polsce i nie biorą pod uwagę szkół, które powstały stosunkowo niedawno.
– To często dzieci lekarzy, które wiedzą, że w kształceniu przyszłych medyków ważna jest infrastruktura i kadra. Trzecią grupę stanowią osoby, które chcą studiować za granicą, poznać trochę świata, ale niezbyt daleko od domu – podsumowuje Filip Rzepecki.
Główne wnioski
- W ostatnich czterech latach ponad 150 Polaków rozpoczęło studia medyczne w języku angielskim na Słowacji. Przyszli lekarze mają szansę studiować w Martinie, Koszycach i na dwóch uczelniach w Bratysławie. Polacy najczęściej wybierają Koszyce.
- Studia na Słowacji są tańsze od podobnych oferowanych w Polsce. Studiujący na Słowacji chwalą sobie praktyczny wymiar studiów, brak wyścigu szczurów i fakt, że anglojęzyczny dyplom pozwala na pracę niemal na całym świecie. Za Słowacją często przemawia łatwiejszy dla wielu egzamin wstępny z biologii i chemii. Studenci wypełniają test na podstawie pytań z wcześniej znanej im puli.
- Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej w ostatnich latach 199 osób, które uzyskały dyplom lekarza lub dentysty na Słowacji, rozpoczęło pracę w Polsce.