Kategorie artykułu: Polityka Świat

Francuska układanka 2027: wyścig o Pałac Elizejski już trwa

Przed wyborami w 2027 roku Francja przypomina polityczny kocioł: Macron odchodzi, centrum szuka następcy, lewica jest podzielona, a skrajna prawica coraz realniej myśli o władzy. Pytanie brzmi: kto po Macronie?

Wybory we Francji
Dwaj liderzy skrajności: 30-letni Jordan Bardella (prawica) i 74-letni Jean-Luc Mélenchon (lewica). Czy dojdzie do takiego starcia w drugiej turze? Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Kto może wystartować w wyborach prezydenckich we Francji.
  2. Kto według sondaży ma dziś największe szanse na wejście do drugiej tury.
  3. Dlaczego najwięcej głosów w badaniach ma obecnie 30-letni polityk, który nigdy nie zarządzał państwem, regionem ani dużą administracją.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Sondaże i pierwsze ruchy polityczne pokazują, że kampania może być jedną z najbardziej nieprzewidywalnych od lat. Kandydat Zjednoczenia Narodowego ma dziś bardzo mocną pozycję, centrum próbuje uniknąć rozpadu, a lewica wciąż nie wie, czy potrafi wystawić jednego wiarygodnego pretendenta do Pałacu Elizejskiego.

Jordan Bardella — nowa twarz francuskiej prawicy zerka w stronę Niemiec

Jeśli istnieje dziś polityk, który symbolizuje przemianę francuskiej skrajnej prawicy, to jest nim Jordan Bardella. Trzydziestoletni lider Zjednoczenia Narodowego przestał być wyłącznie „młodym protegowanym” Marine Le Pen. Coraz częściej przedstawia się go jako realnego kandydata do przejęcia Pałacu Elizejskiego, zwłaszcza jeśli Le Pen nie będzie mogła wystartować.

Jego strategia jest czytelna: „odczarować” RN i przekonać klasę średnią, biznes oraz partnerów zagranicznych, że partia jest gotowa do rządzenia. Symbolem tej zmiany stały się zakulisowe kontakty Bardelli z Berlinem. Jak podała AFP, polityk spotkał się potajemnie z niemieckim ambasadorem i chce budować nową oś Paryż–Berlin–Rzym razem z konserwatywnym rządem Niemiec oraz premier Włoch Giorgią Meloni. To radykalna zmiana wobec dawnej antyniemieckiej retoryki Frontu Narodowego Jean-Marie Le Pena.

Bardella inspiruje się Meloni nieprzypadkowo. W jego otoczeniu panuje przekonanie, że włoska premier pokazała europejskiej prawicy drogę do władzy: złagodzić wizerunek, uspokoić rynki, utrzymać twarde stanowisko wobec migracji i przesuwać Unię Europejską na prawo bez otwartego konfliktu z Brukselą.

Problem Bardelli? Brak doświadczenia. Nigdy nie zarządzał ministerstwem, regionem ani dużą administracją. Krytycy mówią o „polityku TikToka”, który świetnie radzi sobie w mediach społecznościowych, ale nie przeszedł próby realnej władzy.

Marine Le Pen — ostatnia szansa dynastii zależna od sądu

Los Marine Le Pen zależy dziś w dużej mierze od sądu. Liderka francuskiej skrajnej prawicy została skazana w sprawie dotyczącej niewłaściwego wykorzystania środków Parlamentu Europejskiego przeznaczonych na asystentów eurodeputowanych. Sąd orzekł wobec niej m.in. pięcioletni zakaz ubiegania się o funkcje publiczne, ale Le Pen odwołała się od wyroku. Decyzja sądu apelacyjnego ma zapaść 7 lipca 2026 roku.

Jeśli zakaz zostanie utrzymany w formie uniemożliwiającej start, naturalnym następcą Le Pen stanie się Bardella. Dla samej Le Pen byłaby to polityczna ironia: przez lata normalizowała partię odziedziczoną po ojcu, usuwała najbardziej radykalne twarze i przesuwała RN ku szerszemu elektoratowi. Teraz może się okazać, że owoce tej strategii zbierze jej polityczny uczeń. Ona – przez całe życie przygotowująca się do roli pierwszej kobiety na stanowisku prezydenta Francji – będzie musiała zrezygnować z tych ambicji i zadowolić się co najwyżej rolą liderki z cienia.

Édouard Philippe. Kandydat rozsądku i kompromisu

Były premier Emmanuela Macrona pozostaje najpoważniejszym kandydatem obozu centrowo-liberalnego. W sondażach regularnie zajmuje drugie miejsce i jako jedyny polityk centrum wydaje się dziś zdolny do wejścia do drugiej tury.

Philippe buduje kampanię wokół pojęć „rozsądku”, „stabilności” i „spokoju”, świadomie kontrastując się zarówno z radykalną prawicą, jak i Jean-Lukiem Mélenchonem. Jego przekaz jest prosty: Francja potrzebuje mniej ideologii, a więcej sprawnego zarządzania państwem.

Polityk stawia na liberalizm gospodarczy, ograniczenie biurokracji i kontrolę migracji, przy jednoczesnym utrzymaniu proeuropejskiego kursu. Próbuje mówić równocześnie do umiarkowanej prawicy i rozczarowanych macronistów.

Philippe ma jednak problem podobny do Macrona: wielu Francuzów postrzega go jako człowieka establishmentu, współodpowiedzialnego za obecny kryzys polityczny.

Gabriel Attal. Najmłodszy gracz centrum

37-letni były premier, najmłodszy w historii Francji, pozostaje najbardziej medialną twarzą pokolenia Macrona. Ambitny, błyskotliwy i niezwykle sprawny komunikacyjnie Attal próbuje wykreować się na nowego lidera centrum.

Sondaże są jednak dla niego niekorzystne: wyraźnie przegrywa dziś z Philippe’em w walce o dominację w obozie prezydenckim. Jego problem polega na tym, że dla części wyborców jest „Macronem 2.0” – kontynuacją stylu władzy, którym Francuzi są już zmęczeni. Attal ma jeszcze rok, by przekonać do siebie elektorat, ale na razie nie widać, by przełamywał ten schemat.

Francuskie media opisują jego działania jako „quasi-oficjalną” kandydaturę albo „campagne sans déclaration” – kampanię bez formalnego ogłoszenia. To klasyczna strategia we francuskiej polityce: kandydat długo przygotowuje grunt, zanim oficjalnie potwierdzi start.

Problem Attala polega na tym, że najpierw musi wygrać walkę o przywództwo w obozie centrowym z Édouardem Philippe’em, który obecnie jest wyraźnie mocniejszy w sondażach.

Jean-Luc Mélenchon. Wieczny buntownik

74-letni lider La France Insoumise po raz czwarty staje do walki o prezydenturę. Jeszcze kilka lat temu zapowiadał polityczną emeryturę, ale szybko wrócił do gry. Mélenchon pozostaje najbardziej charyzmatycznym politykiem francuskiej lewicy, a zarazem jednym z jej największych problemów.

Jego strategia opiera się na mobilizacji młodych wyborców, mieszkańców wielkich miast, części klasy robotniczej oraz muzułmanów. Stawia na ostrą retorykę antysystemową, krytykę elit i zdecydowanie propalestyńskie stanowisko w polityce międzynarodowej.

Sztab Mélenchona wierzy, że niską frekwencję wśród młodych i mieszkańców przedmieść można odwrócić dzięki emocjonalnej kampanii. Jest jednak także druga strona medalu: ogromny elektorat negatywny. Dla części umiarkowanych Francuzów Mélenchon stał się symbolem politycznej radykalizacji i chaosu.

Raphaël Glucksmann. Lewica dla klasy średniej

Jeśli Mélenchon reprezentuje gniew ulicy, Glucksmann próbuje być głosem liberalnej, miejskiej lewicy. Eurodeputowany i były eseista buduje wizerunek intelektualisty proeuropejskiego, proatlantyckiego i umiarkowanego. Chce przyciągnąć rozczarowanych wyborców Macrona oraz socjaldemokratów.

Niedawne przecieki z jego sztabu wywołały jednak polityczną burzę. Ujawnione przez portal POLITICO memorandum sugerowało, że kampania powinna koncentrować się głównie na starszych, zamożniejszych wyborcach klasy średniej, a w mniejszym stopniu na ubogich przedmieściach czy młodych wyborcach. Przeciwnicy natychmiast oskarżyli Glucksmanna o reprezentowanie „lewicy elit” lub wręcz „kawiorowej lewicy”.

Dla jednego z najbardziej antyrosyjskich polityków francuskiej lewicy może to być poważne obciążenie. Mimo to Glucksmann pozostaje jednym z najgroźniejszych konkurentów zarówno dla centrum, jak i umiarkowanej lewicy.

Bruno Retailleau. Konserwatysta starej szkoły

Szef Republikanów wygrał partyjne głosowanie i został oficjalnym kandydatem tradycyjnej prawicy.

Retailleau reprezentuje konserwatyzm bliższy Nicolasowi Sarkozy’emu niż Emmanuelowi Macronowi: bezpieczeństwo, tożsamość narodowa, ograniczenie migracji i przywiązanie do tradycyjnych wartości.

Jego problem polega na tym, że elektorat prawicy od lat odpływa do RN. Wielu wyborców uważa dziś, że Bardella mówi o migracji i bezpieczeństwie bardziej przekonująco niż klasyczna prawica, która wciąż szuka dla siebie miejsca między centrum a skrajną prawicą.

Gérald Darmanin. Były szef MSW z centrum

Obecny minister sprawiedliwości i były szef MSW coraz wyraźniej sygnalizuje własne ambicje prezydenckie. Darmanin próbuje połączyć twarde podejście do bezpieczeństwa i migracji z bardziej społeczną narracją gospodarczą.

To polityk, który dobrze rozumie klasę robotniczą północnej Francji – regionów, w których RN odnosi największe sukcesy. Sam przyznaje jednak, że obóz Macrona cierpi dziś na „wyczerpanie władzy” i brak nowych idei.

Darmanin nie został namaszczony na kandydata ani przez partię, ani przez żadnego lidera obozu prezydenckiego. Jego obecne wypowiedzi przypominają raczej głos Kasandry po stronie centrowo-konserwatywnej: ostrzeżenie, że podziały w obozie władzy mogą tylko ułatwić zwycięstwo skrajnej prawicy.

Rozbita lewica

Francuska lewica przypomina dziś mozaikę ambicji i wzajemnych urazów.

Obok Mélenchona i Glucksmanna na giełdzie nazwisk pojawiają się także:

  • François Ruffin – trybun ludowy i były dziennikarz;
  • Clémentine Autain – feministka i była twarz La France Insoumise;
  • Marine Tondelier – liderka ekologów;
  • Bernard Cazeneuve – były premier z Partii Socjalistycznej;
  • François Hollande – były socjalistyczny prezydent, który coraz słabiej ukrywa własne ambicje politycznego powrotu.

Problem lewicy jest strukturalny: niemal wszyscy chcą kandydować, ale nikt nie chce ustąpić. Żaden z potencjalnych kandydatów nie ma też wystarczającej siły, by przejąć podzielony elektorat pozostałych.

Francja po Macronie

Kampania 2027 r. będzie prawdopodobnie jednym z najbardziej brutalnych i spolaryzowanych starć prezydenckich we Francji od dekad. Z jednej strony rośnie siła nacjonalistów, z drugiej – radykalna lewica Mélenchona, a między nimi centrum próbuje przekonać Francuzów, że stabilność nadal ma wartość.

Wielu analityków uważa jednak, że prawdziwa walka toczy się dziś nie tyle między prawicą a lewicą, ile między „systemem” a „antysystemem”. W dużej mierze od tej osi zależeć będzie dynamika kampanii – podobnie jak od odporności instytucji i opinii publicznej na fake newsy oraz dezinformację.

Dlatego Jordan Bardella stara się dziś wyglądać jak przyszły mąż stanu, a nie lider protestu. Wie, że aby wygrać, musi przekonać nie tylko niezadowolonych wyborców prowincji, lecz także europejskie elity, biznes i zagranicznych partnerów. Przyszłość francuskiej polityki może więc rozstrzygać się nie tylko w Paryżu, ale także w Berlinie, Brukseli i Rzymie.

Nie bez znaczenia może być również Polska, gdzie kampanie wyborcze stały się w ostatnich latach szczególnie brutalne. Polscy politycy coraz częściej otwarcie sygnalizują swoje sympatie i antypatie wobec ugrupowań z innych państw, spotykając się z ich liderami tuż przed wyborami – jak w przypadku Viktora Orbána czy wcześniej Marine Le Pen. Pytanie brzmi, czy podobnie będzie także tym razem i czy Warszawa będzie chciała włączyć się symbolicznie w grę o przyszłość Francji.

Główne wnioski

  1. Mozaika kandydatów w wyborach prezydenckich we Francji w 2027 r. jest wyjątkowo różnorodna. Po stronie lewicy pojawiają się Jean-Luc Mélenchon z La France Insoumise, Raphaël Glucksmann oraz mniej oczywiści kandydaci: François Ruffin, Clémentine Autain, Marine Tondelier, Bernard Cazeneuve i François Hollande. Zjednoczenie Narodowe wystawi – w zależności od decyzji sądu – Marine Le Pen albo Jordana Bardellę. Republikanie wskazują na Bruno Retailleau, a jako głównych kandydatów centrum media i sondaże wymieniają Édouarda Philippe’a oraz Gabriela Attala.
  2. Sondaże pokazują dziś scenariusz, który jeszcze dekadę temu wydawał się polityczną fantastyką: drugą turę między skrajną prawicą – Bardellą lub Le Pen – a radykalną lewicą, reprezentowaną przez Jean-Luca Mélenchona. Jedynym politykiem centrum, który obecnie wydaje się zdolny do wejścia do drugiej tury, jest Édouard Philippe.
  3. Według ostatnich badań Toluna Harris Interactive Jordan Bardella może liczyć nawet na 34-35 proc. głosów w pierwszej turze – więcej niż Marine Le Pen, która czeka na decyzję sądu apelacyjnego w sprawie zakazu pełnienia funkcji publicznych. Bardella, wskazywany jako jej potencjalny następca, inspiruje się Giorgią Meloni. W jego otoczeniu panuje przekonanie, że włoska premier pokazała europejskiej prawicy drogę do władzy: złagodzić wizerunek, uspokoić rynki, utrzymać twarde stanowisko wobec migracji i przesuwać Unię Europejską na prawo bez otwartego konfliktu z Brukselą.