Co po referendum w Krakowie? „Poligon przed przyszłorocznym starciem KO i PiS”
Oto pięć pytań, na które odpowiedzi poznamy po niedzielnym głosowaniu w Krakowie. Mieszkańcy zdecydują o ewentualnym odwołaniu radnych i prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Referendum będzie mieć jednak znaczenie dla ogólnopolskiej polityki.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie szanse na uratowanie fotela prezydenta Krakowa ma Aleksander Miszalski z Koalicji Obywatelskiej.
- Jakie znaczenie dla ogólnopolskiej polityki będzie miało niedzielne referendum w Krakowie.
- Kto ewentualnie może zastąpić Miszalskiego.
W niedzielę w Krakowie odbędzie się referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego, byłego posła Koalicji Obywatelskiej, lidera lokalnych struktur tej partii. Mieszkańcy drugiego największego miasta w Polsce zdecydują także o przyszłości radnych.
Ze względu na wielkość miasta, a także faktu, że referendum dotyczy polityka partii rządzącej, który swoją funkcję pełni od maja 2024 roku, sprawia, że największe partie traktują niedzielne głosowanie jako poligon przed wyborami do parlamentu, które planowo odbędą jesienią przyszłego roku.
Czego dowiemy się po referendum?
1. Czy w Polsce można odwołać prezydenta dużego miasta w trakcie kadencji?
– Kolejne referendum w Polsce odbywa się w sytuacji, kiedy decydenci nawołują, by na to referendum nie iść, bo to dla nich najskuteczniejszy sposób, by uratować władzę. Jedynym sposobem na wyeliminowanie tej patologii jest likwidacja progów frekwencyjnych – mówi dr Paweł Musiałek, prezes Klubu Jagiellońskiego.
W 2006 roku wprowadzono zapis, że wynik referendum w sprawie odwołania lokalnych władz jest wiążący, kiedy weźmie w nim udział trzy piąte głosujących we wcześniejszym wyborze odwoływanego organu.
Ten zapis sprawia, że odwołać prezydenta miasta jest bardzo trudno. W poprzedniej kadencji samorządów (2018-2024) odbyło się 78 referendów. Jedynie w 11 przypadkach frekwencja była wystarczająca, by wynik uznać za wiążący, ale to niewielkie miasta czy wsie, gdzie łatwiej o mobilizacje.
Ostatni raz referendum w mieście wojewódzkim udało się w 2010 w Łodzi, kiedy mieszkańcy odwołali prezydenta miasta Jerzego Kropiwnickiego.
Nic więc dziwnego, że Aleksander Miszalski wzywa do bojkotu, a jego przeciwnicy robią wszystko, by zachęcić mieszkańców do głosowania. Do tego stopnia, że przeciwnik prezydenta Miszalskiego, krakowski aktywista Mateusz Jaśko przeobraził się w jego zwolennika i zachęcał wyborców KO do pójścia na wybory i oddania głosu za Miszalskim. Naturalnie jego celem była nie obrona prezydenta, ale zwiększenie frekwencji.
Lokalne władze KO wezwały Jaśkę do „natychmiastowego zaprzestania bezprawnego stosowania symbolu graficznego Koalicji Obywatelskiej”.
Jeśli frekwencja okaże się niewystarczająca, wrócą dyskusje, o potrzebie zmiany przepisów w sprawie referendów.
2. Czy prezydent Aleksander Miszalski straci stanowisko?
Aleksander Miszalski nie jest faworytem bukmacherów. Kurs na odwołanie prezydenta Krakowa u popularnych bukmacherów wynosi 1,3-1,35. Za każdą złotówkę postawioną na zachowanie stanowiska przez Aleksandra Miszalskiego można w przypadku, kiedy prezydent obroni swoją pozycję – w zależności od bukmachera – dostać między 2,9 i 3,2 zł.
Z prognozy Ogólnopolskiej Grupy Badawczej wynika, że frekwencja w niedzielnym referendum powinna wynieść między 27 a 33 proc. Do odwołania Aleksandra Miszalskiego wystarczy 27,1 proc. głosujących mieszkańców.
Przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości nie zaskakują. W małopolskiej KO oficjalnie panuje optymizm.
– Aleksander Miszalski obroni swoją prezydenturę – mówi małopolski poseł KO Marek Sowa.
Prawo i Sprawiedliwość liczy na odwołanie Miszalskiego.
– Mamy nadzieję, że Aleksander Miszalski zostanie odwołany. Referendum to nie tylko wotum nieufności wobec prezydenta Krakowa, ale i rządów Donalda Tuska – uważa Mateusz Kurzejewski, wicerzecznik PiS
3. Czy referendum w Krakowie to sąd nad rządem Donalda Tuska?
Specjaliści uważają, że nie można głosowania w Krakowie wprost przełożyć na ogólnopolskie nastroje społeczne, a na ich podstawie nie sposób prognozować wyniku przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Choć wynik referendum może uruchomić trudną dziś do przewidzenia dynamikę polityczną.
– Myślę, że niezależnie od wyniku referendum za 17 czy 18 miesięcy nikt o nim nie będzie pamiętał w kampanii wyborczej. Ta sprawa będzie miała oczywiście znaczenie w krótkiej perspektywie i będzie rezonować na aktualny dyskurs polityczny i medialny – uważa dr hab. Radosław Marzęcki, politolog z Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie.
Jego zdaniem samo referendum będzie odbierane jako plebiscyt nad rządem, a prezydent Krakowa przyjmie krytykę, która dotyczy zarówno jego polityki, jak i polityki koalicji rządzącej.
– Porażka wzmocni polaryzację i dostarczy argumentów krytykom rządu – tłumaczy dr hab. Radosław Marzęcki.
W jego ocenie, jeśli referendum będzie nieważne, Aleksander Miszalski wyjdzie z niego wzmocniony, Koalicja Obywatelska będzie używać tego faktu jako uzasadnienie sensu kontynuacji swojej polityki, także na poziomie krajowym.
Podobnego zdania jest dr Paweł Musiałek, prezes Klubu Jagiellońskiego.
– Ewentualne odwołanie prezydenta Miszalskiego to wiatr w żagle dla dzisiejszej prawicowej opozycji wobec rządu Donalda Tuska. Byłaby to naturalna porażka koalicji rządowej, bo Kraków jest metropolią, która dziś wspiera polityków z parlamentarną większością – mówi dr Musiałek.
Jego zdaniem ewentualne odwołanie prezydenta Miszalskiego automatycznie nie pociąga za sobą porażki KO w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.
– Lokalne konteksty mają znaczenie, ludzie nie patrzą na prezydenta jedynie przez pryzmat ogólnopolskich ugrupowań, ale także i lokalnych wyzwań – uważa prezes Klubu Jagiellońskiego.
4. Kto (ewentualnie) po Aleksandrze Miszalskim?
– KO nadal dysponuje najsilniejszym zapleczem organizacyjnym i licznym elektoratem w Krakowie, ale po ewentualnie skutecznym referendum utraciłaby status faworyta – uważa dr hab. Radosław Marzęcki.
Krakowski politolog uważa, że po ewentualnym odwołaniu krakowskiego prezydenta, obóz przeciwników Miszalskiego nie będzie jednolity.
– W obecnym układzie politycznym naturalnym kandydatem wydaje się Łukasz Gibała. Ale to będzie nowa kampania, która będzie miała swoją logikę. Warto pamiętać, że zwycięstwo Aleksandra Miszalskiego w pierwszej turze wyborów w 2024 roku było sporym zaskoczeniem. Faworytem, w obliczu wyników badań sondażowych, był wówczas Gibała – przypomina dr hab. Marzęcki.
Wiele wskazuje, że Łukasz Gibała jest w blokach startowych, ale na razie nie chce o tym mówić.
– To prawda, że większość mieszkańców chce odwołania Aleksandra Miszalskiego, jednak na deklaracje w sprawie kandydowania jest zdecydowanie za wcześnie. Teraz skupiamy się na zachęcaniu mieszkańców, żeby poszli na referendum – mówi Renata Ropska, szefowa biura prasowego Łukasza Gibały
Łukasz Gibała to obecnie krakowski radny oraz lider stowarzyszenia „Kraków dla Mieszkańców”, były poseł, który sprawował swój mandat w latach 2007-2015. Najpierw reprezentował Platformę Obywatelską, później Ruch Palikota.
Łukasz Gibała bezskutecznie walczył o fotel krakowskiego prezydenta w latach 2014, 2018 i 2024. Do czterech razy sztuka?
5. Kogo w Krakowie mogą wystawić największe partie?
Politycy Prawa i Sprawiedliwości oraz Koalicji Obywatelskiej oficjalnie nie chcą mówić o ewentualnych kandydatach. Za to Sławomir Mentzen już wskazał faworyta.
– Fakt, że obala się prezydenta z danej partii, nie musi wcale przekładać się na percepcję całej formacji. Im niżej odbywają się wybory, tym silniejszy aspekt personalny, a nie partyjny – mówi dr Paweł Musiałek z Klubu Jagiellońskiego.
Jego zdaniem trudno prognozować jaką dynamikę polityczną uruchomi ewentualne odwołanie prezydenta Aleksandra Miszalskiego.
– Nie wiemy, kto z KO będzie chciał kandydować. Być może partia będzie szukać kandydata quasi niezależnego, który będzie z nią blisko współpracował – zastanawia się dr Musiałek.
Małopolski poseł KO Marek Sowa przekonuje, że partia nie rozważała decyzji o ewentualnym kandydacie. W KO wierzą, że Aleksander Miszalski się obroni. Przynajmniej oficjalnie.
Ale lista nazwisk kandydatów KO kolportowanych przez polityków tej partii, jak i jej przeciwników, wcale nie jest długa.
Pojawia się na niej Bogdan Klich, krakowski polityk KO pełniący dziś funkcję szefa polskiej ambasady w USA, a którego nominacji ambasadorskiej odmawia prezydent Karol Nawrocki. Wśród moich rozmówców pojawia się też kandydatura Ireneusza Rasia, byłego polityka KO, przygarniętego przez Trzecią Drogę, a dziś wiceministra sportu. Ponoć Raś miał już ambicję walki o Kraków w 2024 roku, być może mógłby zostać kandydatem popieranym przez całą koalicję rządzącą. W grze jest ponoć także kandydat ze środowiska uniwersyteckiego. To wszystko spekulacje, bo wiele wskazuje, że żadne decyzje nie zapadną przed niedzielnym referendum.
O kandydaturze posła KO Pawła Kowala spekulują jedynie eksperci. W partii słyszę, że trudno sobie wyobrazić, by krakowianie poparli kogoś słabo związanego z miastem.
PiS poprze Gibałę? A może wystawi swojego kandydata
Podobnie jest w przypadku PiS.
– W przeszłości PiS nie wysyłał do największych miast swoich najsilniejszych armat, wiedząc, że nie ma tam szans na zwycięstwo – przypomina dr Musiałek z Klubu Jagiellońskiego.
Oficjalnie politycy PiS milczą w sprawie kandydata, ale nieoficjalnie są bardziej rozmowni. Na temat kandydata PiS spekulują też rządzący.
Słyszę, że partia, licząc na porażkę kandydata KO i ewentualną współpracę z nowym prezydentem Krakowa może poprzeć kandydaturę Łukasza Gibały.
– Ale to dopiero w drugiej turze. Trudno mi sobie wyobrazić, byśmy nie wystawili nikogo w wyborach w drugim największym mieście – tłumaczy polityk PiS.
Kto nim będzie? Politycy mówią o byłym wojewodzie małopolskim, a obecnie pośle PiS Łukaszu Kmicie czy posłance Małgorzacie Wassermann.
– Im kandydowanie może się nie opłacać. Za duże ryzyko porażki. Inaczej byłoby w przypadku byłej małopolskiej kurator oświaty, dziś radnej Województwa Małopolskiego Barbary Nowak czy krakowskiego radnego PiS Michała Drewnickiego. Ich kandydowanie może tylko wzmocnić – mówią anonimowo moi rozmówcy.
Konfederacja otwarcie mówi o potencjalnym kandydacie
Konkretne deklaracje usłyszeliśmy za to z ust lidera Konfederacji. Podczas jednego z publicznych spotkań Sławomir Mentzen wskazał, że najlepszym kandydatem partii byłby Bartosz Bocheńczak. To krakowski przedsiębiorca i sekretarz Nowej Nadziei.
Dziś trudno sobie jednak wyobrazić, by kandydat Konfederacji miał szansę na prezydenturę w Krakowie.
Główne wnioski
- W niedzielę krakowianie w referendum zdecydują o losach prezydenta Aleksandra Miszalskiego z Koalicji Obywatelskiej oraz radnych. Ostatni sondaż Ogólnopolskiej Grupy Badawczej oraz bukmacherzy większe szanse dają przeciwnikom prezydenta.
- Z całą pewnością największe partie politycznego sporu będą instrumentalnie traktować wynik niedzielnego referendum. W przypadku odwołania Aleksandra Miszalskiego należy się spodziewać, że Prawo i Sprawiedliwość wykorzysta ten fakt do ataku na rząd Donalda Tuska. Jeśli Aleksander Miszalski obroni się w referendum, partie rządzące przedstawią to jako wotum zaufania dla obecnego rządu. Eksperci podkreślają, że tak instrumentalne traktowane referendum jako sądu nad rządem nie ma sensu, bowiem w dużym stopniu o przyszłości Aleksandra Miszalskiego zdecydują lokalne uwarunkowania, których nie sposób odtworzyć w ogólnopolskiej polityce.
- Politycy KO i PiS w oficjalnych rozmowach reprezentują urzędowy optymizm. KO wierzy, że Aleksander Miszalski obroni się w referendum, PiS, że zostanie odwołany. Choć politycy tego nie przyznają, nieoficjalnie opowiadają o pierwszych przymiarkach do kandydatów w ewentualnych wyborach po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego. Eksperci wskazuję, że jednym z faworytów może być Łukasz Gibała, były poseł i szef lokalnego komitetu.