Część krajów Afryki odrzuca miliardy pomocy z USA. Kryzys służby zdrowia odczują również turyści
Kolejne afrykańskie kraje rezygnują z oferowanych przez Stany Zjednoczone umów zdrowotnych. Tłumaczą, że USA chcą w zamian dostępu do surowców i danych pacjentów. Afrykanie już dziś pierwszej pomocy szukają u znachorów leczących zaklęciami i sproszkowaną jaszczurką.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak afrykańskie kraje reagują na propozycję Stanów Zjednoczonych dofinansowania ich zaniedbanej służby zdrowia i czego w zamian oczekują USA.
- Jaka jest kondycja służby zdrowia w Afryce.
- Z jakimi zagrożeniami może zetknąć się turysta w Afryce Subsaharyjskiej i czy w przypadku choroby może liczyć na pomoc lokalnych lekarzy.
W maju Zambia jako kolejny kraj odrzuciła zaoferowane przez USA 2 mld dolarów, które przez najbliższe pięć lat miały wspomóc jej zaniedbaną służbę zdrowia. Minister spraw zagranicznych tego kraju, Mulambo Haimbe, potwierdził, że prowadzone od miesięcy ze Stanami Zjednoczonymi rozmowy utknęły. Lusaka chce negocjować oddzielnie sprawy dotyczące wsparcia służby zdrowia i ewentualnego dostępu USA do minerałów, w tym miedzi, kobaltu i niklu. Haimbe przyznał tym samym, że Waszyngton zadeklarował olbrzymią pomoc, ale nie darmową.
Takie podejście USA odzwierciedla strategię prezydenta Donalda Trumpa „America First”. Odchodzi ona od altruistycznej pomocy, zamieniając ją w umowy biznesowe. Biały Dom chce przy tym skończyć z powszechnym rozkradaniem pieniędzy amerykańskich podatników przez skorumpowanych afrykańskich urzędników. A że tak się dzieje, pokazują wyniki śledztw przeprowadzonych przez kilka amerykańskich ambasad w Afryce.
W Liberii w kwietniu 2024 roku nieistniejąca już Agencja Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID) poinformowała, że około 90 proc. aptek w tym kraju sprzedawało skradzione leki przeznaczone do bezpłatnej dystrybucji. Rok później w Zambii pracownicy amerykańskiej ambasady odwiedzili około 2 tys. aptek. Ustalili, że 95 proc. z nich sprzedawało towary kradzione. Po tym śledztwie rząd USA obciął pomoc zdrowotną dla Zambii o 50 mln dolarów.
Znachor, czyli nchimi
W Lusace na przydrożnych drzewach wisi mnóstwo ogłoszeń zamieszczanych przez tradycyjnych uzdrowicieli, zwanych w Zambii nchimi. Oferują skuteczne kuracje przeciwko wszelkim dolegliwościom, w tym HIV, malarii, przeziębieniom i niepowodzeniu w miłości.
W Zambii medycyna tradycyjna wciąż cieszy się ogromnym powodzeniem, a znachorzy są dla chorych „lekarzami” pierwszego kontaktu. Niestety często również ostatniego. Zwłaszcza dla nosicieli HIV, których jest w tym kraju około 1,4 mln. Wielu z nich rezygnuje z terapii antyretrowirusowej na rzecz tradycyjnych metod leczenia, które zwykle kończą się śmiercią. HIV każdego roku zabija w tym kraju niemal 20 tys. osób.
Rezygnują z pomocy
Zambia, odrzucając amerykańską pomoc, wybrała drogę, którą wcześniej podążyły Ghana, Zimbabwe i Kenia. Ta ostatnia w grudniu ubiegłego roku podpisała z USA umowę o wartości 2,5 mld dolarów, ale kenijski sąd ją zawiesił. Uznał, że Stany Zjednoczone oczekują w zamian zbyt wiele. Zwłaszcza zbyt szczegółowych danych dotyczących kenijskich pacjentów.
Wsparcia z USA nie dostanie również Republika Południowej Afryki. Waszyngton wykluczył ją z pomocy zdrowotnej głównie z powodu napięć politycznych i oskarżeń, że rząd w Pretorii dopuszcza do ludobójstwa białych farmerów.
Pod koniec ubiegłego roku również Zimbabwe zerwało negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi. Tłumaczyło, że nie może się zgodzić na żądania Waszyngtonu dzielenia się danymi dotyczącymi patogenów „bez gwarancji dostępu do jakichkolwiek innowacji medycznych – takich jak szczepionki, diagnostyka lub zabiegi – które mogą wyniknąć z udostępnionych przez nas danych” – wyjaśniał rzecznik rządu Nick Mangwana.
Zimbabwe pod rządami autorytarnego prezydenta Emmersona Mnangagwy zrezygnowało tym samym z 367 mln dolarów. Tak wysokiej kwoty ten kraj nigdy wcześniej jednorazowo od nikogo nie otrzymał. W minionym dwudziestoleciu otrzymał od USA na swój system opieki zdrowotnej ponad 2 mld dolarów. Rezygnacja z najnowszej transzy opmocy to bolesna i już odczuwalna strata.
Ważny donor, duży problem
Stany Zjednoczone są jedynym krajem, który inwestował miliardy dolarów w opiekę zdrowotną w Afryce. Unia Europejska, która właśnie ogłosiła budżet pomocy dla Afryki Subsaharyjskiej w wysokości 557 mln dolarów, choć jest największym światowym darczyńcą, to koncentruje się przede wszystkim na pomocy rozwojowej i operacjach humanitarnych, nie na służbie zdrowia. A ta w Afryce należy do najbardziej zaniedbanych na świecie.

Dostęp do opieki zdrowotnej jest poza zasięgiem większości mieszkańców kontynentu. Pomimo znacznych postępów w rozwoju gospodarczym, przystępna cenowo opieka zdrowotna pozostaje marzeniem dla większości z nich. Dowodzą tego najnowsze dane Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Wynika z nich, że na Afrykę przypada 25 proc. światowego obciążenia chorobami, mimo że na kontynencie żyje około 17 proc. ludności świata.
Turyści bez leków
Fatalna służba zdrowia to problem nie tylko samych Afrykanów, którzy każdego roku dziesiątkowani są przez niezliczone odmiany wirusów i bakterii. To również problem licznie odwiedzających Afrykę turystów. Umierają nie tylko z powodu ataku słonia czy krokodyla, o czym chętnie piszą media. Znacznie częściej tracą zdrowie przez malarię, której nie potrafią szybko rozpoznać, tyfus czy ukąszenia węży.
W tych przypadkach o uratowaniu życia decydują szybko podane lekarstwa, których w Afryce brakuje. Jeśli już są dostępne, ich cena jest zwykle dużo wyższa niż w Europie. Najczęściej są i drogie, i podrabiane. Dlatego przyczyniają się według WHO do ponad 500 tys. zgonów rocznie w samej Afryce Subsaharyjskiej. Zwykle podrabiane są leki najbardziej potrzebne, ratujące życie, czyli antybiotyki, surowice, leki onkologiczne i przede wszystkim przeciwmalaryczne.
A malaria każdego roku zabija na kontynencie niemal 600 tys. osób. Stanowi to około 95 proc. wszystkich spowodowanych nią na świecie zgonów. Każdego roku na świecie zaraża się nią ponad 30 tys. turystów. Niemal 90 proc. przypadków dotyczy Afryki, jak wynika z danych „Malaria Journal”.
Jednym z najsłynniejszych europejskich podróżników, którego powaliła malaria był XIX-wieczny szkocki odkrywca i lekarz David Livingstone, który zmarł w Zambii w 1873 roku. Dzisiaj nad Wodospadami Wiktorii na Zambezi na pograniczu Zambii i Zimbabwe pozostał po nim pomnik i urokliwe miasteczko noszące jego imię. Znajduje się w nim małe muzeum, którego najcenniejszym eksponatem jest ciężki, wełniany płaszcz. Naukowiec miał go ze sobą podczas podróży w głąb kontynentu.
Pasożyty i węże
Malaria to niejedyne niebezpieczeństwo, z którym w Afryce łatwo może się zetknąć turysta. Niebezpieczne są niemal wszystkie rzeki i jeziora. Dzieje się tak nie tylko z powodu żyjących w nich krokodyli i hipopotamów. Są pełne lekceważonych pasożytów, które wywołują schistosomatozę, chorobę, która nierzadko kończy się poważnym uszkodzeniem wątroby, jelit i nerek. W przeciwieństwie do hipopotamów – pasożytów nie widać i nie słychać. Z łatwością przenikają jednak przez ludzką skórę, siejąc spustoszenie w organizmie. Każdego roku na wywołane przez nie choroby cierpi ponad 200 mln osób. Skuteczny jest szybko podany lek praziquantel, ale próżno go szukać na półkach afrykańskich aptek. Pasożytów tych pełno jest w popularnych miejscach, takich jak jeziora Malawi, Wiktorii, Tanganika, w wodach Nilu i Zambezi. I wystarczy im kilka sekund, by wniknąć w ludzkie ciało.
Minione miesiące to również niespotykana wcześniej w Afryce inwazja jadowitych węży, w tym tych najgroźniejszych, czarnej mamby i pytona skalnego. Z problemem tym wciąż nie może się uporać Nigeria. Co roku z powodu ukąszeń odnotowuje się tam około 2 tys. zgonów. Z liczbą sięgającą 43 tys. przypadków ukąszeń węży rocznie kraj ten ma jeden z najwyższych wskaźników zachorowań na świecie. A szpitale, nawet te w największych miastach, w tym w Abudży i Lagos, nie radzą sobie z tą plagą, bo cierpią na brak surowicy.
Co więcej, nigeryjskie Stowarzyszenie Lekarzy Rezydentów (ARD) wielokrotnie skarżyło się w bieżącym roku, że wiele szpitali jest opanowanych przez węże. Prowadzi to do sytuacji, w których sami lekarze padają ofiarą ukąszeń. Kilkoro z nich zmarło, bo nie było pod ręką szczepionek.
Jeden lekarz na 10 tys. pacjentów
Brak lekarzy to kolejna bolączka Afryki. W skali globu na kontynent przypada tylko 3 proc. pracowników służby zdrowia i jeszcze mniej specjalistów.
Pod tym względem najgorzej jest w Republice Środkowoafrykańskiej. Faktycznie rządzący nią rosyjscy najemnicy ściągnęli z Rosji własnych lekarzy i medykamenty, nie dbając o potrzeby miejscowej ludności. W kraju tym, podobnie jak w trawionym wojną Sudanie czy we wciąż dochodzącej do siebie po długoletniej wojnie domowej Liberii, jeden lekarz przypada na nie mniej niż 10 tys. pacjentów.

W Monrovii, stolicy Liberii, nikogo nie dziwi widok setek pacjentów każdego dnia siedzących na trawniku największego w kraju szpitala przy bulwarze Tubmana. Czekają na wizytę u jednego z kilku zatrudnionych tam hinduskich lekarzy. Oficjalnie w tym niewielkim nadatlantyckim kraju jest nieco ponad 30 szpitali. Nie licząc jednak kilku prywatnych i skrajnie drogich klinik prowadzonych przez południowoafrykańskich lekarzy, tylko ten jeden oferuje podstawowe i tanie usługi zdrowotne, w tym zwalczającą malarię trzydniową kurację w czystym łóżku. Z braku anestezjologów poważniejsze zabiegi i operacje jego lekarze zalecają przeprowadzić w RPA.
Gdzie szukać pomocy
Ewakuacja do tego wciąż najzamożniejszego kraju Afryki może być ratunkiem, choć nie musi. Kryzys nie ominął bowiem również południowoafrykańskiej służby zdrowia. Najlepiej opisuje go historia dwóch szpitali w Gqeberha, czyli dawnym Port Elizabeth. W 2023 roku lokalne media informowały o kilku zgonach spowodowanych brakiem kompetencji zatrudnionego w nich personelu. Zaczęło się od pacjentki, która po prostym zabiegu zmarła z powodu sepsy. Innej amputowano rękę, bo nieprawidłowo podłączono kroplówkę. Kolejnej w wyniku błędnej diagnozy przecięto pęcherz moczowy. Obrazu dopełniły opublikowane w lokalnej prasie zdjęcia szczurów żywiących się krwią rozlaną na podłodze jednego z oddziałów szpitala.
Taka sytuacja nigdy nie mogłaby zdarzyć się w Liberii. Nie dlatego, że personel w tym kraju wyjątkowo dba o higienę, ale z powodu niemal całkowitego braku tych gryzoni. Bieda, z której Liberia nie może się wyzwolić, sprawiła, że nikt nie wyrzuca resztek jedzenia na ulicę. Kraj tonie w śmieciach, ale to głównie butelki i torebki plastikowe, od których szczury jeszcze trzymają się z daleka.

Kraje, które postawiły na służbę zdrowia
Liberia w przeciwieństwie do Zambii i Zimbabwe uznała, że za wszelką cenę musi poprawić swoją służbę zdrowia. Dlatego już w grudniu 2025 roku podpisała ze Stanami Zjednoczonymi pięcioletnią umowę o współpracy w tej dziedzinie. Umowa opiewa na 124,4 mln dolarów. Kraj liczy, że wkrótce przyciągnie turystów z USA i Europy skuszonych niemal 600-kilometrową linią brzegową. W pamięci wciąż ma też epidemię wirusa Ebola, który w latach 2014-2016 pozbawił życia niemal 5 tys. osób.
Podobnie jak Liberia postąpiło już ponad 18 afrykańskich krajów, które przyjęły amerykańską pomoc. Nawet za cenę dostępu do swoich minerałów, zakładając, że lepiej zrobić interes ze Stanami Zjednoczonymi niż Rosją i Chinami.
Wyjątkiem jest Mauritius, który choć geograficznie należy do Afryki, pod względem rozwoju upodabnia się do azjatyckich gospodarek. Podobnie jak odległa Turcja ta maleńka wyspa stała się centrum turystyki medycznej, znanej z ekskluzywnych klinik kosmetycznych, dermatologii estetycznej i chirurgii plastycznej. O jakość zabiegów dbają bez wyjątku lekarze-emigranci z RPA. Opieka medyczna w szpitalach publicznych jest dla obywateli Mauritiusu i licznych rezydentów bezpłatna. Prywatne kliniki oferują natomiast wysoki standard usług, często przewyższający europejski i ceny znacznie od europejskich niższe.
Główne wnioski
- Stany Zjednoczone do połowy maja podpisały umowy w dziedzinie ochrony zdrowia z co najmniej 18 krajami afrykańskimi, wymagając od nich między innymi udostępniania próbek i danych dotyczących patogenów. Oczekują też korzystnych dla siebie umów dotyczących dostępu do surowców.
- W maju Zambia odrzuciła zaoferowane przez USA 2 mld dolarów, które przez najbliższe pięć lat miały wspomóc jej zaniedbaną służbę zdrowia. Powód: łączenie pomocy z negocjacjami dotyczącymi wydobycia surowców. Wcześniej podobne decyzje podjęły Ghana, Zimbabwe i Kenia. Ta ostatnia w grudniu ubiegłego roku podpisała z USA umowę o wartości 2,5 mld dolarów, ale kenijski sąd ją zawiesił. Uznał, że Stany Zjednoczone oczekują w zamian zbyt wiele. Zwłaszcza zbyt szczegółowych danych dotyczących kenijskich pacjentów. Wsparcia z USA nie dostanie również Republika Południowej Afryki, którą Waszyngton wykluczył z pomocy zdrowotnej głównie z powodu napięć politycznych.
- Wybierając się do Afryki Subsaharyjskiej, trzeba mieć świadomość licznych potencjalnych zagrożeń. Należą do nich wirusy, bakterie i pasożyty. Posiadanie ze sobą leków przeciwmalarycznych i przeciwbólowych to minimum. Podobnie jak gotówki. W Afryce większość lekarzy, mimo fatalnych warunków pracy, okazuje pacjentom rzadko spotykaną w Europie empatię, ale nie przyjmuje kart i wymaga płatności z góry.