Tradycja splata się z nowoczesnością
Plecionkarstwo długo miało w Polsce problem wizerunkowy. Za długo pachniało Cepelią, wiklinowym koszem na pranie i stoiskiem na festynie folklorystycznym. Tymczasem wystawa Craft Days w willi Gawrońskich pokazuje, że plecionka może być równie współczesna jak design kolekcjonerski, równie sensualna jak sztuka włókna i równie polityczna jak opowieść o relacji człowieka z naturą, pracą i czasem.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Kiedy plecionkarstwo trafiło na Lista reprezentatywna niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości UNESCO.
- Kogo nazywano „Michałem Aniołem wikliny”.
- Dlaczego wątpliwości budzi pojawienie się pracy Magdaleny Abakanowicz na tej wystawie.\
Wystawa Craft Days w warszawskiej willi Gawrońskich to jedna z tych ekspozycji, które nie tyle rehabilitują rzemiosło, co przypominają, że nigdy nie powinno zostać zdegradowane do roli dekoracyjnego ozdobnika.
Sploty historii
Nieprzypadkowe jest miejsce. Willa Gawrońskich to przestrzeń, która sama w sobie działa jak opowieść o splątanych historiach. Neobarokowa rezydencja pamięta dyplomatów, wojenną traumę, polityczne przemiany i kolejne redefinicje warszawskiej elitarności. Dziś staje się scenografią dla wystawy o splocie. I to dosłownie. Kuratorzy oraz projektanci ekspozycji zamienili wnętrza w rodzaj organicznego labiryntu. Wiklinowe struktury, tkaniny, szkło, ceramika i obiekty balansujące między sztuką a designem nie są tu ustawione „na salonach”. Rozrastają się jak roślinność. Jakby natura odzyskiwała modernistyczno-arystokratyczną przestrzeń.
I właśnie to wydaje mi się w Craft Days najciekawsze. Ta wystawa nie opowiada o plecionkarstwie wyłącznie jako technice. Bardziej interesuje ją plecenie jako model myślenia o świecie. O zależnościach, relacjach, cierpliwości, powtarzalności gestu, a także o tworzeniu czegoś trwałego z rzeczy pozornie kruchych. To opowieść o kulturze, która rodzi się ze splotów materiałów, historii, ludzi i pamięci.
Co dalej z tradycją?
Nieprzypadkowo punktem wyjścia dla projektu stał się zeszłoroczny wpis polskiego plecionkarstwa na listę reprezentatywną niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości UNESCO. Ale organizatorzy nie zatrzymują się na celebracji sukcesu. Raczej pytają: co dalej? Co zrobić z tradycją, żeby nie zamieniła się w muzealny eksponat? Jak mówić o rzemiośle językiem współczesności, nie popadając ani w tani folkloryzm, ani w designerską egzotyzację?
Dlatego obok historycznych realizacji (których niestety jest trochę mało) pojawiają się tu prace współczesnych artystów i projektantów. I to zestawienie działa. Władysław Wołkowski – nie bez powodu nazywany „Michałem Aniołem wikliny” – pokazuje, jak bardzo polskie powojenne myślenie o formie mogło być nowoczesne, lekkie i organiczne jednocześnie. Jego meble wyglądają dziś momentami bardziej futurystycznie niż wiele współczesnych projektów premium. Łączące wiklinę z połyskliwym metalem projekty zmarłego niedawno Pawła Grunerta z kolei przypominają, że naturalny materiał może być medium monumentalnym i niemal rzeźbiarskim, a jednocześnie bardzo nowoczesnym w wyrazie.
Zapis doświadczenia
Może nieco dziwić pojawienie się w tym gronie pracy Magdaleny Abakanowicz, choć dzięki niej wszystko zaczyna układać się tu w szerszą historię polskiej fascynacji materią, włóknem i organiczną strukturą. Jej „Rączka” staje się niemal symbolem ludzkiego dotyku zapisanym w splocie materiału. Ale też trzeba przyznać, że jej pokazanie w tej przestrzeni jest pomysłem dość osobliwym: artystka całe życie nie chciała uchodzić za rękodzielniczkę, chciała wydostać tkaninę ze świata wzornictwa. Cóż, zmieniają się czasy i postrzeganie…
Ciekawie w tym kontekście wypadają także realizacje Ali Savashevich. Artystka od lat pracuje wokół pamięci pracy kobiet, ludowości i doświadczenia Europy Wschodniej, ale robi to bez cepeliowskiego sentymentalizmu. Jej „Warkocze” przygotowane na Craft Days zbudowane są z pakuł — materiału surowego, organicznego, kojarzonego bardziej z fizyczną pracą niż dekoracyjnością. I właśnie dlatego działają tak mocno. Savashevich traktuje splot nie jako ozdobę, lecz zapis doświadczenia: mozolnej pracy rąk, kobiecej pamięci i rytuałów zakorzenionych w wiejskiej kulturze.
W jej realizacjach plecionka staje się niemal polityczna. I tak jest choćby w obiekcie naśladującym ludowe naczynie, wykonany z intarsji słomianej. To już nie tylko formalna fascynacja strukturą, ale opowieść o ciele, wysiłku i wspólnocie. Tym bardziej interesujące jest zestawienie jej prac z tradycyjnymi realizacjami plecionkarskimi — nagle okazuje się, że współczesna sztuka i dawne rzemiosło mówią o tych samych emocjach: trwaniu, powtarzalności gestu i pamięci zapisanej w materiale. Ale znów: ile w tym jeszcze rękodzieła, a ile już po prostu artystycznej pracy? A może trzeba po prostu przyjąć, że jednak obracamy się na styku i że hasło wywoławcze „craft” ma być otwierające na zupełnie nowe przestrzenie skojarzeń.
Niedoskonałość jako dowód
Bardzo ciekawie wybrzmiewa też obecność Sheili Hicks. Jej prace od lat pokazują, że włókno może być językiem uniwersalnym, czyli międzykontynentalnym, międzykulturowym, międzyrzemieślniczym. I nagle okazuje się, że polska tradycja plecionkarska przestaje być lokalną ciekawostką. Zaczyna wpisywać się w globalny zwrot ku materialności, ręczności i pracy wymagającej czasu. Craft Days bardzo mocno opowiada właśnie o czasie. O czasie jako luksusie. O czasie jako oporze wobec świata natychmiastowości. Plecionkarstwo wymaga przecież cierpliwości, rytmu, powtarzalności. Nie da się go „przyspieszyć” bez utraty jakości. W tym sensie wystawa staje się też subtelną krytyką współczesności - epoki scrollowania, seryjnej produkcji i rzeczy projektowanych na jeden sezon.
I może dlatego ta ekspozycja tak dobrze rezonuje z dzisiejszą modą na rzemiosło. Ale nie chodzi wyłącznie o estetykę „quiet luxury”, do której odwołują się organizatorzy. Chodzi o coś głębszego: potrzebę autentyczności i próbę odzyskania relacji z materiałem i procesem tworzenia. Dziś coraz bardziej fascynuje nas nie tylko gotowy przedmiot, ale także ślad pracy ludzkich rąk, historia wpisana w fakturę. Tu nawet niedoskonałość jest dowodem realności.
Świetnie działa też sama scenografia. Anna Szczęsny i Bartosz Brylewski nie projektują neutralnego tła. Ich wiklinowe instalacje stają się pełnoprawnymi uczestniczkami narracji. Momentami trudno odróżnić, gdzie kończy się architektura wystawy, a zaczyna dzieło. I bardzo dobrze. Bo Craft Days jest także o przenikaniu, o zacieraniu granic między sztuką, designem, rzemiosłem i użytkowością.
To również wystawa o powrocie pewnych języków estetycznych. O tym, że organiczne formy, naturalne materiały i ręczna praca przestają być alternatywą wobec współczesności, a stają się jej jednym z najważniejszych nurtów. I może właśnie dlatego plecionkarstwo wraca dziś z taką siłą. Bo w świecie przebodźcowania daje coś coraz rzadszego: poczucie zakorzenienia.
Craft Days nie jest więc wyłącznie wystawą o wiklinie. To opowieść o tym, że rzeczy pozornie marginalne często okazują się fundamentalne. Że w splocie słomy, trzciny czy rogożyny można odnaleźć historię nowoczesności, projektowania i naszych współczesnych tęsknot. A także - co może najważniejsze - przypomnienie, że kultura nie zawsze rodzi się z technologicznego przełomu. Czasem powstaje z cierpliwego powtarzania jednego gestu.
Wystawa Craft Days otwarta dla publiczności tylko do 24 maja w Willi Gawrońskich (Al. Ujazdowskie 23).
Główne wnioski
- Wystawa Craft Days pokazuje, że plecionkarstwo może być współczesnym językiem sztuki i designu. Wystawa skutecznie wyciąga wiklinę i plecionkę z folklorystycznego stereotypu, wpisując je w globalny zwrot ku rzemiosłu, ekologii i organicznym formom.
- Willa Gawrońskich nie jest tylko miejscem ekspozycji, ale częścią narracji. Historyczna rezydencja staje się scenografią dla opowieści o splocie historii, natury i kultury. Dzięki temu sama przestrzeń zaczyna „pracować” razem z dziełami.
- To wystawa nie tylko o materiałach, ale także o czasie i ludzkiej pracy. Plecionkarstwo staje się tu metaforą cierpliwości, rytmu i tworzenia w kontrze do świata natychmiastowości oraz seryjnej produkcji.