Kategorie artykułu: Polityka Społeczeństwo Świat

Karaluchy kontra system. Cyfrowy bunt Pokolenia Z w Indiach

Gdy w połowie maja sędzia indyjskiego Sądu Najwyższego porównał bezrobotną młodzież do karaluchów, nie przewidywał, że wypowiedź stanie się przyczyną internetowego buntu Generacji Z.

Osoba trzymająca w dłoni dwa plakaty z wizerunkiem osób i karaluchów
Aktywista w Kaszmirze trzyma plakaty „Ludowej Partii Karaluchów". Internetowa inicjatywa satyryczna stała się popularna wśród sfrustrowanej młodzieży w różnych częściach Indii. Fot. Nasir Kachroo / NurPhoto / Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak komentarz prominentnego sędziego doprowadził do buntu milionów indyjskich internautów, który wstrząsnął debatą polityczną.
  2. Jak internetowy fenomen obnażył rosnącą frustrację społeczną w największym demokratycznym kraju świata – i dlaczego władze zareagowały blokowaniem kont, hakowaniem profili i groźbami wobec założyciela ruchu.
  3. Czy Indiom grożą masowe protesty uliczne, podobne do tych, które obaliły rządy sąsiednich krajów.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Bohaterką mediów społecznościowych nad Gangesem jest w ostatnich tygodniach Indyjska Partia Karaluchów. Komentatorzy od prawa do lewa opisują ją jako polityczny fenomen i sygnał aspiracji młodego pokolenia w najludniejszym i jednym z demograficznie najmłodszych krajów świata. Internetowe „owady" są leniwe, stale obecne online i skłonne do nieustannego narzekania. Nie bez przyczyny taki opis odpowiada stereotypowemu obrazowi Generacji Z.

Żadna satyryczna inicjatywa polityczna w historii Indii nie osiągnęła podobnej skali w tak krótkim czasie. W ciągu zaledwie 78 godzin liczba obserwujących jej konto na Instagramie przekroczyła próg 3 milionów. Po niespełna pięciu dniach partia karaczanów prześcignęła oficjalny profil rządzącego ugrupowania, Indyjskiej Partii Ludowej (BJP). Obecnie przekroczyła na tej platformie liczbę 22 mln fanów.

W międzyczasie jej strona i konta na platformach społecznościowych były blokowane i hakowane, twórca otrzymywał groźby śmierci, a w sprawę zaangażował się nawet indyjski wywiad. O co to całe zamieszanie?

Sędzia kontra aktywista

W połowie maja naczelny sędzia Sądu Najwyższego Surya Kant, w trakcie publicznego posiedzenia, rzucił mimochodem uwagę, która w ciągu kilku dni wywróciła do góry nogami cały indyjski dyskurs polityczny. Powiedział, że w kraju mieszkają młodzi ludzie, którzy są „jak karaluchy, które nie mogą znaleźć zatrudnienia". Część z nich dołącza do mediów, część działa w mediach społecznościowych, zostaje aktywistami i „zaczyna wszystkich atakować". Dzień później sędzia oświadczył, że jego słowa miały dotyczyć osób, które zdobyły fikcyjne dyplomy i w ten sposób przenikają do różnych zawodów. Ale na wyjaśnienia było za późno.

Gdy komentarz prominentnego prawnika obiegł media społecznościowe, Abhijeet Dipke, trzydziestoletni absolwent stosunków publicznych na Uniwersytecie Bostońskim, opublikował na platformie X post. „Co by się stało, gdyby wszystkie karaluchy zebrały się razem?" – napisał. Początkowo miał to być żart.

W połowie maja Dipke założył stronę internetową i profile w mediach społecznościowych o nazwie Cockroach Janta Party – Ludowa Partia Karaluchów. To bezpośrednie nawiązanie do nazwy rządzącej Indyjskiej Partii Ludowej. Do ekspresowej budowy wizerunku i manifestu nieistniejącego ugrupowania Dipke wykorzystał narzędzia AI. Do zapisywania się do „partii" zaprosił wszystkich, ale warunkami członkostwa są wyznaczniki miejskiego Pokolenia Z: „bezrobocie, lenistwo, nieustanna obecność w sieci i umiejętność zawodowego narzekania". Według Dipkego w ciągu pierwszego tygodnia przez formularz Google do CJP zapisało się ponad milion osób.

Żądania karaczanów

Szybko okazało się, że wypowiedź sędziego dotknęła młodych wykształconych ludzi, którzy mają coraz większe kłopoty ze znalezieniem pracy. Przez kraj przetaczała się w dodatku fala protestów studenckich po wycieku arkuszy egzaminacyjnych. Zmusił on rząd do unieważnienia państwowego egzaminu wstępnego na studia medyczne.

Ponad dwie trzecie bezrobotnych Indusów w wieku 20-29 lat to absolwenci wyższych uczelni

CJP wezwała ministra edukacji do dymisji i szybko zajęła się innymi sprawami frustrującymi młode pokolenie. Partia Karaluchów zażądała cofnięcia koncesji wszystkich mediów należących do Mukesha Ambaniego i Gautama Adaniego, oligarchów powszechnie postrzeganych jako sprzyjający premierowi Modiemu. Domaga się ponadto wprowadzenia pięćdziesięcioprocentowego parytetu dla kobiet w parlamencie i rządzie, zniesienia wysokich emerytur i politycznych nagród dla sędziów, ochrony praw wyborczych oraz dwudziestoletniego zakazu zmiany partii przez polityków.

Opozycja nie przegapiła okazji. Ruch poparły kolejno: liberalny Indyjski Kongres Narodowy (INC), lewicowa Partia Samajwadi, antykorupcyjna Partia Zwykłego Człowieka (AAP) i pomniejsze ugrupowania.

Warto wiedzieć

Indie rosną, młodzież boi się o przyszłość

Politycy rządzącej Indyjskiej Partii Ludowej – Bharatiya Janata Party (BJP) – mają powody do zadowolenia. Właśnie wygrali kolejne wybory stanowe. Gospodarka i poziom życia w kraju rosną, a Indie stają się coraz ważniejszym globalnym graczem. Po ponad dwunastu latach rządów premier Narendra Modi nie ma poważnych rywali.

Ale podskórnie w Indiach, zwłaszcza wśród rosnącej klasy średniej i aspirujących do niej rzesz obywateli, rośnie frustracja. Ważną jej przyczyną jest rosnące bezrobocie wśród młodych absolwentów uczelni, ich rozbudzone ambicje i frustracja klasą polityczną.

Z jednej strony Pokolenie Z (nasto- i dwudziestokilkulatkowie) obserwuje, jak gospodarka rośnie i w dużej mierze wierzy w propagandę sukcesu partii Modiego. Z drugiej strony widzi, jak jego własne szanse maleją.

W opublikowanym w marcu 2026 r. raporcie „State of Working India" ujawniono, że ponad dwie trzecie bezrobotnych Indusów w wieku 20–29 lat to absolwenci wyższych uczelni. Udział osób z dyplomami wśród bezrobotnych wzrósł z 46 proc. w 2017 r. do 67 proc. w 2023 r. Co roku mury indyjskich uczelni opuszcza ponad 8 mln absolwentów i absolwentek. Mniej niż połowa znajduje jakąkolwiek formę zatrudnienia. Mniej niż 7 proc. trafia na stałe posady. Wśród osób z wyższym wykształceniem od 25. do 29. roku życia pracy nie ma 20 proc. Wśród tych, którzy świeżo zdobyli dyplomy (do 25. roku życia), bezrobocie sięga już 40 proc.

XYZ

Odporni jak owady

Karaluch, owad kojarzony z brudem i zdolnością do przetrwania w najtrudniejszych warunkach, stał się dla pokolenia Z symbolem cynizmu i odporności.

Nihar Kulkarni, doktorant na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, przekonuje w rozmowie z XYZ, że indyjska młodzież jest ogromnie sfrustrowana warunkami życia i rządzącymi, ale także zawiedziona poziomem opozycji.

Na poziomie dyplomacji i bezpieczeństwa ludzie są zadowoleni z dokonań rządu prawicy, który poprawił wizerunek i pozycję międzynarodową Indii. Ale na poziomie codziennego, lokalnego życia są całkowicie zawiedzeni. Korupcja, dziury w drogach, korki i śmieci na ulicach nie przystają do wizerunku mocarstwa. Ci, którzy podróżują po świecie, widzą ogromne różnice między Indiami a bardziej rozwiniętymi krajami Azji, nie mówiąc już o Zachodzie. Lista ich oczekiwań jest długa. Nie chodzi tylko o poprawę infrastruktury. Domagają się także stabilności, równości wszystkich wobec prawa i poszanowania praw człowieka, a przede wszystkim szans na rozwój. Jeśli rządzący nie dadzą im chociaż części tego, czego oczekują, ta frustracja nie zniknie – mówi pochodzący z indyjskiego stanu Maharasztra badacz.

Ludzie są zadowoleni z dokonań rządu, który poprawił wizerunek i pozycję międzynarodową Indii. Ale na poziomie codziennego, lokalnego życia są całkowicie zawiedzeni. Korupcja, dziury w drogach, korki i śmieci na ulicach nie przystają do wizerunku mocarstwa

Jego zdaniem cała inicjatywa przypomina popularny ruch antykorupcyjny, który w 2014 r. przyczynił się do upadku rządu Indyjskiego Kongresu Narodowego. W efekcie rządy objęła nacjonalistyczna BJP. Ale „ruchowi karaluchów" na razie daleko do udanej politycznej inicjatywy.

Spontaniczna inicjatywa

– W ogóle nie mówimy jeszcze o ruchu politycznym, tylko o profilach w mediach społecznościowych. Ale przytłaczająca większość komentarzy pokazuje, że sympatycy chcą, aby założyciel rozliczał partie z ich programów i zadawał rządzącym trudne pytania. Internauci okazują swoje poparcie, bo wiele postulatów jest szczera i autentyczna. Na przykład te o zmniejszaniu bezrobocia, lepszym planowaniu miast i budowaniu infrastruktury godnej kraju aspirującego do bycia trzecią gospodarką świata. Młodzi są bardzo ambitni i uważają, że Indie zasługują też na mądrzejszą, silniejszą i bardziej zdecydowaną opozycję. Tymczasem jej politycy nie potrafią sobie poradzić z patrzeniem na ręce rządowi ani posługiwać się językiem młodzieży i szerokich mas. Z braku alternatywy młodzież w większości głosowała na prawicę – ocenia Kulkarni.

Ale rządzący ewidentnie przestraszyli się długoterminowych konsekwencji budzącego się ruchu.

Rządowa cenzura

W drugiej połowie maja stronę internetową Partii Karaluchów zablokowano. Konta w mediach społecznościowych zostały zhakowane lub zawieszone. Ministerstwo Elektroniki i Technologii Informacyjnych nakazało platformie X zablokowanie profilu CJP. Powołało się przy tym na prawo mówiące o bezpieczeństwie państwa i porządku publicznym. Wcześniej władze otrzymały od służb wywiadowczych sygnał, że konto CJP publikuje „zapalne treści", które mogą „zagrozić suwerenności Indii".

W tym samym czasie Abhijeet Dipke zaczął otrzymywać groźby śmierci. „Indyjski rząd ogłosił mnie zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego. Próbują mnie oczerniać. Ale demokratycznie, w granicach naszych konstytucyjnych praw, zrobimy to, co należy zrobić" – powiedział agencji Reuters.

Władze otrzymały od służb wywiadowczych sygnał, że konto Partii Karaluchów publikuje „zapalne treści", które mogą „zagrozić suwerenności Indii"

Policja w stanie Maharasztra, z którego pochodzi, zapewniła go, że zadba o bezpieczeństwo jego rodziny.

Obawa przed rewolucją?

Politycy indyjskiej prawicy wolą dmuchać na zimne. W ostatnich latach w innych krajach Azji Południowej – na Sri Lance, w Bangladeszu i Nepalu – doszło do masowych antyestablishmentowych buntów. Młodzi protestujący obalili rządy wszystkich trzech państw. Ich frustrację budzi korupcja i skrajne uprzywilejowanie dzieci członków politycznych elit, a na Sri Lance dodatkowo załamanie gospodarcze.

Zdaniem Nihara Kulkarniego masowe protesty i uliczna rewolucja przypominająca te z ościennych krajów w Indiach nie są na razie możliwe.

– Grupa ludzi o średnich dochodach i aspirujący do klasy średniej nie rozpoczną rewolucji. Jakość ich życia w ostatnich latach bardzo się poprawiła. Indyjska gospodarka jest daleka od upadku – mówi Nihar Kulkarni.

Indie są także krajem o gigantycznej skali, a rząd ma do dyspozycji skuteczne środki nacisku. Wliczając w to narzędzia prawne do blokowania treści online.

Tłum protestujących z flagami otaczający neoklasycystyczny budynek
W 2022 r. masowe protesty na Sri Lance doprowadziły do obalenia tamtejszego rządu. Ważną częścią protestów była antyrządowa kampania w mediach społecznościowych. Fot. Chamila Karunarathne / EPA / PAP

Bunt z Instagrama czy głos ulicy?

Na najbliższy weekend Abhijeet Dipke i jego zwolennicy zapowiedzieli pierwszy fizyczny protest w indyjskiej stolicy. Być może wtedy okaże się, czy zjawisko, które narodziło się w mediach społecznościowych stanie się czymś więcej niż cyfrowym karnawałem sfrustrowanych absolwentów. Dla szerokiego elektoratu, który trzykrotnie wyniósł Modiego do władzy, ważniejsza od wielkomiejskiej młodzieży jest wiejska infrastruktura, religia, lojalność kastowa i bezpieczeństwo narodowe.

Mimo to Tehmeena Rizvi, mieszkająca w Delhi socjolożka i etnografka, podkreśla, że gdy młodzi ludzie czują się ignorowani, cyfrowa iskra może się szybko przerodzić w potężną falę sprzeciwu.

Ruch ten ma coś, czego brakowało wielu wcześniejszym inicjatywom opozycyjnym: zdolność do sformułowania problemu w języku zrozumiałym dla każdego

– Internetowa satyra na temat bezrobocia młodzieży rozrosła się tak szybko, że powinno to być poważnym sygnałem ostrzegawczym dla tradycyjnych partii politycznych. Zignorowanie tego jako przemijającego trendu w internecie byłoby całkowitym niezrozumieniem sytuacji. Frustracja jest realna, choć bez jasnej struktury ten wiralowy ruch jest jak potężna maszyna czekająca, aż ktoś nią pokieruje – ocenia.

Ruch ten ma coś, czego brakowało wielu wcześniejszym inicjatywom opozycyjnym: zdolność do sformułowania problemu w języku zrozumiałym dla każdego. Bezrobocie absolwentów, przecieki egzaminacyjne i kontrola mediów dotykają milionów rodzin, także poza metropoliami.

– Ale zjawiska internetowe, zdecentralizowane i napędzane wyłącznie przez emocje, są podatne na manipulacje. Grupy interesu i politycy nieustannie szukają sposobów na przejęcie i ukierunkowanie gniewu młodzieży na realizację własnych celów – podkreśla Rizvi.

W kraju, w którym ponad jedna czwarta populacji to Pokolenie Z, lekceważenie tego gniewu może się okazać kosztowne.

Główne wnioski

  1. Satyryczny ruch Ludowej Partii Karaluchów w ciągu dwóch tygodni zebrał ponad 20 milionów obserwujących w mediach społecznościowych, stając się największą cyfrową manifestacją sprzeciwu wobec rządów Narendry Modiego. Popularność ruchu odzwierciedla kryzys na rynku pracy i rosnące aspiracje młodych wyborców, obnażając przepaść między oficjalną narracją o sukcesie gospodarczym Indii a rzeczywistością Generacji Z.
  2. Indyjskie władze sięgnęły po prawo antyterrorystyczne i pomoc wywiadu, aby zablokować niektóre konta inicjatywy. Potwierdza to, że rządzący traktują problem poważniej, niż chcieliby przyznać. W ostatnich latach do masowych protestów antyestablishmentowych doszło w sąsiednim Nepalu, Bangladeszu i na Sri Lance.
  3. Kluczowym pytaniem pozostaje, czy cyfrowy ruch w Indiach przełoży się na polityczną mobilizację poza największymi miastami i czy pojawi się formacja zdolna zagospodarować tę frustrację w wyborczej rzeczywistości.