Jak polską gospodarkę widzą politycy? Debata na zakończenie Polskiego Kongresu Gospodarczego
– Chodzi o to, by za dziesięć czy piętnaście lat to Niemcy kupowali w Dino, a nie tylko Polacy w Lidlu – przekonywał wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jan Szyszko. Bartłomiej Pejo z Konfederacji stwierdził, że według przedsiębiorców „deregulacja w wykonaniu tego rządu to tylko i wyłącznie frazes”.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jaki pomysł na rozwój gospodarczy mają przedstawiciele partii rządzących i największych partii opozycyjnych.
- Jak rząd i opozycja oceniają działania deregulacyjne rządu Donalda Tuska.
- Na co zdaniem polityków czekają polscy przedsiębiorcy.
– Zawsze jestem pod wrażeniem, że podczas takich dyskusji panowie, mówiąc dość podobne rzeczy, potrafią się ze sobą tak nie zgadzać – spuentował dziennikarz Polsatu Piotr Witwicki, który moderował finałową polityczną debatę podczas czwartkowego Polskiego Kongresu Gospodarczego w Warszawie.
Być może temperaturze dyskusji nie sprzyjała przyjęta formuła, która przypominała ostatnie telewizyjne debaty kandydatów na prezydenta RP. Siedmiu polityków reprezentujących partie rządzące i najważniejsze ugrupowania opozycyjne odpowiadało na te same pytania. Każdy z nich miał minutę i ograniczoną możliwość odnoszenia się do wypowiedzi współdyskutantów.
„Skończyła się epoka taniej energii, taniej siły roboczej i funduszy europejskich"
– Polacy mają gen, który pozwala im na robienie nawet więcej, niż jest możliwe w danych warunkach: są przedsiębiorczy i zaradni. Ale ten algorytm rozwoju, dzięki któremu jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy, już się skończył – mówił europoseł Prawa i Sprawiedliwości Waldemar Buda.
W jego ocenie musimy mieć świadomość, że skończyła się epoka taniej energii, taniej siły roboczej i funduszy europejskich.
– Dzisiaj trzeba wypracować nowy model rozwoju. Czy znajdziemy taką szansę, lukę, coś, co pozwoli nam się rozwijać? Tego nie wiem, ale jesteśmy dzisiaj przed odpowiedzią na pytanie, jak mamy się rozwijać przez następne lata – przekonywał europoseł Waldemar Buda.
Polityk PiS przekonywał, że naszą gospodarkę krępuje dziś zacofanie technologiczne oraz „klimatyzm ideologiczny”.
– Mam wrażenie, że wyrwać się z tego będzie niezwykle trudno, ale musimy szukać tych dróg i utrzymać swoją pozycję – mówi Waldemar Buda.
„Nie wolno nam zabić kreatywności małych i średnich firm”
Poseł Ryszard Petru reprezentujący Centrum Polska przekonywał, że źródłem polskiego sukcesu gospodarczego jest pracowitość i kreatywność Polaków oraz naszych małych i średnich firm.
– Nie wolno nam tego zabić regulacjami i ideologią – apelował Ryszard Petru.
Wezwał, by polskie słabości przekuć w atuty i wykorzystać potrzebę inwestycji w energetykę, obronność i AI.
– To nasza olbrzymia szansa. Zostanie zrealizowana tylko wtedy, kiedy będzie to robił sektor prywatny, a państwo pomoże sektorowi prywatnemu na tym się wzbogacić – mówił polityk Centrum Polska.
W jego ocenie nasz kraj ma szansę kontynuować najwyższy wzrost w Europie, pod warunkiem, że nie zabije polskiej kreatywności.
„Bezpieczeństwo, inwestycje i rozwój”
Podobne spojrzenie na wyzwania dla naszej gospodarki przedstawił europoseł Krzysztof Hetman z Polskiego Stronnictwa Ludowego.
– Polska przez lata korzystała z determinacji, przedsiębiorczości Polaków, bliskości Zachodu, wejścia do Unii Europejskiej, niższych kosztów pracy – przekonywał polityk PSL.
W jego ocenie skończył się czas stabilnego handlu z Chinami, tanich surowców energetycznych oraz bezpieczeństwa, które gwarantowały USA.
– Mamy dziś presję energetyczną, wojnę za granicą, starzejące się społeczeństwa, rewolucję sztucznej inteligencji, nieprzewidywalnych partnerów, walkę o kapitał i Europę, która myli konkurencyjność z kolejnym formularzem do wypełnienia – stwierdził Krzysztof Hetman.
Zaproponowany przez niego model rozwoju gospodarczego państwa opisał za pomocą trzech haseł: bezpieczeństwo, inwestycje i rozwój.
– Światem będą rządzić ci, którzy będą właścicielami technologii, a nie ci, którzy będą posiadali surowce – zakończył Hetman.
„Koniec z rozwojem do dna”
– Bardzo się cieszę, że taka debata jest zorganizowana, żałuję, że nie ma wśród nas kobiet – zauważył na początku spotkania wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski z Nowej Lewicy.
Według jego słów Polskę śmiało można nazwać gospodarką przyszłości.
– Ta gospodarka przyszłości musi spełniać oczekiwania społeczne. Dynamicznie się rozwijamy, mamy dynamiczną klasę pracująca, która ma ambicje. Dzisiaj wyzwaniem państwa nie jest kraj, który powinien rozwijać się do dna. Co to znaczy do dna? Państwo, które ma najniższe podatki i najniższe wynagrodzenia. Jeżeli tak się będziemy rozwijali, to będziemy się cofali, a nie będziemy szukać schematów rozwoju przyszłości – mówił Krzysztof Gawkowski.
W jego ocenie polska gospodarka powinna stawiać m.in. na transformację energetyczną i transformację cyfrową oraz reindustrializację technologiczną
Podatki stały się także tematem jednego z wątków dalszej debaty. Ryszard Petru przestrzegał, że rząd, który podniesie podatki, straci władzę.
– Nie powinno się wprowadzać nowych podatków, ale upraszczać i poszerzać bazę podatkową. Powinniśmy odchodzić od podatków od płacy. Najbardziej sprawiedliwe są podatki pośrednie. Do tego powinniśmy dążyć – mówił Petru.
O Niemcu, co Dino kupował
– Każde rozwinięte państwo niezależnie od tego, czy patrzymy na USA, Wielką Brytanię, czy na Japonię rozwinęło się dzięki mądrej polityce rozwojowej swoich rządów. Elementem tej polityki są inwestycje publiczne oraz dotacje do prywatnych przedsiębiorców. Kluczem jest to, by te dotacje kierować mądrze. Dlatego Polska jak studnia wody potrzebuje strategii rozwoju do 2035 roku - mówił Jan Szyszko z partii Polska 2050, wiceminister funduszy i polityki regionalnej.
Jego resort przygotował taki dokument.
– Musimy wspierać polskich championów, by skutecznie rywalizowali ze swoimi konkurentami z innych państw. Mówiąc bardzo obrazowo: chodzi o to, by za dziesięć czy piętnaście lat to Niemcy kupowali w Dino, a nie Polacy w Lidlu. Tu chodzi o to, by Brytyjczycy korzystali z InPostu, a nie Polacy z DHL-u – stwierdził wiceminister.
Emocje przy dyskusji o deregulacji
Polityczne emocje pojawiły się, kiedy politycy zaczęli mówić o deregulacji.
- Najważniejsze jest, aby w Polsce stworzyć takie regulacje rozwoju, aby tych barier było jak najmniej. By prowadzenie aktywności gospodarczej i funkcjonowanie przedsiębiorstw było jak najłatwiejsze. Obecnie prowadzimy największy i najbardziej ambitny od dekad program deregulacyjny – mówił wiceminister infrastruktury Arkadiusz Marchewka z Koalicji Obywatelskiej. Polityk wyliczał, że „w ramach tych działań 347 postulatów zostało przyjętych do realizacji przez rząd, a ponad 200 już zrealizowano”.
– Przedsiębiorcy zostali wysłuchani – stwierdził Arkadiusz Marchewka.
Na te słowa ostro zareagował poseł Bartłomiej Pejo z Konfederacji.
– Kiedy rozmawiam z przedsiębiorcami, słyszę, że deregulacja w wykonaniu tego rządu to tylko i wyłącznie frazes. Dosłownie jeden procent z tych postulatów, które zostały zgłoszone do Rafała Brzoski, został w tej chwili zrealizowany. Te punkty, które wymieniał pan minister, to jest właśnie ten jeden procent. To jest naprawdę, delikatnie mówiąc, żałosne podejście – stwierdził Bartłomiej Pejo.
– Nie przeszkadzać to nie regulować rynku nadmiernie, tak jak w kampanii wyborczej mówił premier Donald Tusk. Wprowadzanie nadregulacji, tzw. gold plating, jest przeszkadzaniem polskim, szczególnie małym i średnim przedsiębiorcom, którzy generują 50 proc. PKB – mówił poseł Konfederacji.
Główne wnioski
- Formuła debaty polityków zorganizowana na zakończenie Polskiego Kongresu Gospodarczego w Warszawie nie pozwalała na przedstawienie pogłębionych analiz na temat gospodarski. – Zawsze jestem pod wrażeniem, że podczas takich dyskusji panowie, mówiąc dość podobne rzeczy, potrafią się ze sobą tak nie zgadzać – spuentował dziennikarz Polsatu Piotr Witwicki, który moderował debatę.
- Wyjątkowe emocje wywołała wymiana zdań między wiceministrem infrastruktury Arkadiuszem Marchewką z Koalicji Obywatelskiej i posłem Konfederacji Bartłomiejem Pejo. Pierwszy chwalił się realizowanym przez rząd Donalda Tuska programem deregulacji. Polityk Konfederacji krytykował niewielką skalę wdrożonych działań rządu w tym zakresie.
- Poseł Ryszard Petru z Centrum Polska przestrzegał, że rząd, który podwyższy podatki, straci władzę w przyszłych wyborach.