Zachód przegrywa z Chinami. Afrykanie mimo napięć doceniają wkład Pekinu w rozwój ich gospodarek
Chiny uzyskały dominującą kontrolę nad afrykańskim litem, kobaltem, manganem i innymi pierwiastkami. USA i Europa z trudnością przeciwstawiają się ugruntowanej pozycji Pekinu, który zabezpieczył sobie dostawy minerałów co najmniej na najbliższe dziesięciolecie dzięki zaplanowanej strategii.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Zachód ma trudności z przeciwstawieniem się dominacji Chin w Afryce.
- Jakie pozytywne elementy chińskiej działalności dostrzegają Afrykanie.
- Dlaczego Chiny muszą wciąż walczyć w Afryce o poprawę swojego wizerunku.
Rywalizacja o surowce w Afryce, toczona między USA, Europą Zachodnią i Chinami, zaostrzyła się w momencie, gdy prezydent USA Donald Trump postanowił ocieplić relacje i rozpoczął bezpośrednie rozmowy handlowe z Xi Jinpingiem.
Utrzymujące się na wysokim poziomie napięcia handlowe, rzucane przez Waszyngton groźby nałożenia kolejnych ceł na europejskie produkty, a także sprzeczne priorytety gospodarcze między Stanami Zjednoczonymi a krajami Unii Europejskiej utrudniają wspólne, przemyślane przeciwstawienie się dominacji Chin na kontynencie afrykańskim.
Chińska strategia to planowane przez lata i na lata zabezpieczanie surowców mineralnych
Kraj ten góruje nad Zachodem, bo jego plan działania w Afryce zaczyna się jeszcze przed powstaniem projektu kopalni. Chińskie firmy angażują się w przedsięwzięcia już na etapie poszukiwań, na długo przed rozpoczęciem wydobycia. Zaczynają od tworzenia map geologicznych, a krajom o niskich dochodach, ale bogatym w zasoby, pomagają bezpłatnie zidentyfikować niewykorzystane rezerwy minerałów. Kupując udziały w mniejszych firmach górniczych, zakładając spółki z lokalnymi podmiotami i podpisując długoterminowe umowy o odbiorze surowca od afrykańskich producentów, chińskie firmy często zabezpieczają sobie przyszłe dostawy minerałów na lata przed pojawieniem się zachodniej konkurencji. Pekin oferuje również finansowanie, którego Zachód często unika. Od 1 maja 2026 objął też wszystkie afrykańskie kraje zerową stawką celną na produkty eksportowane do Chin. Wyjątkiem jest Eswatini, jedyny sojusznik Tajwanu w Afryce.
Tę przemyślaną strategię Chin widać zwłaszcza w projektach związanych z najbardziej pożądanymi minerałami – litem, kobaltem, grafitem i pierwiastkami ziem rzadkich, wydobywanymi w Mali, Zambii, Zimbabwe, Namibii, Demokratycznej Republice Konga czy Republice Południowej Afryki.
Chińskie firmy działają elastycznie i nie boją się ryzyka
Przewaga Chin wynika ze zdolności do łączenia finansowania, budowy kopalń i elastyczności politycznej. Chińskie instytucje finansowe, takie jak Chiński Bank Eksportu i Importu oraz Chiński Bank Rozwoju, wraz z firmami hojnie wspieranymi przez państwo, śmiało finansują projekty, które wiele zachodnich firm uważa za zbyt ryzykowne, szczególnie w regionach objętych działaniami zbrojnymi, jak Sahel z Mali, Burkina Faso i Nigrem.
Chiny wygrywają również dlatego, że dla rządów afrykańskich niezwykle istotna jest gotowość Pekinu do angażowania się w duże projekty bez pouczania i zmuszania do wprowadzania reform politycznych lub demokratycznych. Tego zwykle wymagają kraje i instytucje zachodnie, np. Unia Europejska. Wiele inicjatyw uzależnia od zniesienia kary śmierci, akceptacji osób LGBT, zaprzestania brutalnych praktyk inicjacyjnych młodych dziewcząt i chłopców czy zwolnienia więźniów politycznych.
Po zawarciu umów chińscy wykonawcy zazwyczaj uzupełniają je zobowiązaniami do budowy dróg, szpitali, linii kolejowych czy sieci elektrycznych. Ale oferują również współpracę obronną, dostarczając broń, technologie nadzoru czy szkolenia. Wszystko to robią w ramach Globalnej Inicjatywy Bezpieczeństwa, którą cenią sobie zwłaszcza afrykańskie rządy autorytarne, bo jej głównym przesłaniem jest nieingerencja w wewnętrzne sprawy partnera.
Ciemne strony chińskiej obecności w Afryce
Nieważne, że oferowane chińskie technologie nadzoru często są wykorzystywane do inwigilowania społeczeństwa. Nieważne, że wiele inwestycji infrastrukturalnych jest kiepskiej jakości, jak drogi, które chińskie firmy budują tanio i szybko. Wylany wprost na ubitą ziemię asfalt rzadko wytrzymuje jedną porę deszczową.

Ale naprawa przebiega równie sprawnie jak budowa. Chiny szczycą się, że w ciągu minionego ćwierćwiecza ich firmy wybudowały w Afryce ponad 100 tys. km autostrad, przyczyniając się do rozwoju gospodarek wielu krajów, w tym Malawi, Etiopii, Kenii, Zambii i Zimbabwe.

Chińska obecność w Afryce ma też swoje ciemne strony. Wielokrotnie chińscy przedsiębiorcy oskarżani byli o handel ludźmi, pracę przymusową, nielegalne połowy, wydobywanie surowców bez ważnych licencji, bezprawny wyrąb cennych drzew i niszczenie środowiska naturalnego.
Nielegalne wydobywanie minerałów
Najnowszy przykład tej destrukcyjnej działalności pochodzi z Liberii, gdzie pod koniec maja aresztowano prawie 20 obywateli Chin pod zarzutem nielegalnego wydobycia złota i poważnego zdewastowania środowiska w stołecznym hrabstwie Montserrado.
W pobliskiej Ghanie takie bezprawne wydobycie jest znane jako galamsey i rocznie przyczynia się do co najmniej 2 mld dolarów strat, jak wynika z danych unijnego programu ENACT. W ubiegłym roku władze w Akrze aresztowały i deportowały kilkuset obywateli Chin oskarżonych o nielegalne wydobywanie minerałów. Rekordowy pod tym względem był rok 2013, w którym Ghana deportowała ponad 4,5 tys. obywateli Chin podczas ogólnokrajowej rozprawy z galamsey.
Niszczenie lasów
Według Nathaniela Ocquaye'a z London School of Economics pojawienie się chińskich górników nieodwracalnie przekształciło mały, głównie rzemieślniczy sektor wydobywczy Ghany w „zmechanizowaną działalność na skalę przemysłową”.
„Buldożery i koparki wyrównały lasy w ciągu kilku dni – niemożliwy wyczyn dla mieszkańców za pomocą narzędzi ręcznych. Farmy kakaowe zniknęły wszędzie tam, gdzie przybyli chińscy górnicy” – opisywał skutki ich działalności Ocquaye.
Nienasycone zapotrzebowanie Chin na minerały, ale i na cenne drewno doprowadziło do bezprecedensowej, nielegalnej wycinki zagrożonych gatunków. Drwale pozostawili po sobie zdewastowane rezerwaty leśne w Nigerii, Ghanie, Gambii, Demokratycznej Republice Konga, Mozambiku i Liberii.

Zatruwanie rzek
Spustoszenie w Afryce sieją rtęć i cyjanek wykorzystywane przez Chińczyków do oddzielenia złota i miedzi od skał. Na początku 2025 roku zawalenie się zapory osadowej w chińskiej kopalni Sino-Metals Leach w Chambishi w północnej Zambii spowodowało uwolnienie milionów litrów toksycznego osadu do zlewni Kafue. Do rzeki, która jest dorzeczem Zambezi i miejscem jednego z największych zambijskich parków narodowych, dostały się niebezpieczne metale ciężkie – arsen, ołów, cynk, miedź i cyjanek. Na odcinku ponad 100 km od kopalni zatruta woda zabiła ryby, krokodyle, hipopotamy, zwierzęta gospodarskie i zniszczyła uprawy kukurydzy, która jest podstawą diety Zambijczyków. W zambijskim sądzie wciąż trwają spory o odszkodowanie.
W sąsiedniej Namibii, dla której Chiny są drugim co do wielkości partnerem handlowym po Republice Południowej Afryki i jednym z jej najważniejszych inwestorów, kłopotliwe było ujawnienie w 2023 roku przez mieszkańców Ulis na zachodzie kraju nielegalnego chińskiego programu wydobycia litu. Chińczykom zarzucono oszustwa, korupcję, przestępstwa przeciwko środowisku i zmuszanie do pracy w „warunkach apartheidu”. Chcąc nie chcąc, po rocznym śledztwie rząd niechętnie cofnął chińskiej firmie licencję wydobywczą.
Przemoc wobec czarnoskórych pracowników
Chińscy pracodawcy oskarżani są również o brutalne traktowanie i fizyczne znęcanie się nad afrykańskimi pracownikami. W ubiegłym roku w RPA siedmiu obywateli Chin zostało skazanych na 20 lat więzienia za prowadzenie w Johannesburgu nielegalnej fabryki, w której wyzyskiwali czarnoskórych pracowników. W Malawi Chińczycy zostali skazani za handel ludźmi i porwanie 91 obywateli tego kraju, w tym 37 dzieci. Porwanych zmuszali do pracy w fatalnych warunkach.
W 2024 roku chiński menedżer kopalni Makanga w Bindura w Zimbabwe przywiązał dwóch czarnoskórych górników do uniesionej łyżki koparki i wychłostał ich na oczach pozostałych pracowników. Była to kara za rzekomą kradzież oleju napędowego. Film dokumentujący ten incydent przedostał się do mediów społecznościowych, wywołując falę protestów, podsyconych informacją, że Chińczycy zostali natychmiast deportowani, nie ponosząc żadnej kary w Zimbabwe.
Rok później w tym samym południowoafrykańskim kraju doszło do kolejnych gwałtownych konfrontacji między obywatelami Chin a ich lokalnymi pracownikami podczas sporów pracowniczych. Według relacji lokalnych mediów tym razem chiński inżynier użył przeciwko czarnoskóremu górnikowi broni palnej. Ambasada Chin w Harare tradycyjnie zaprzeczyła, że doszło do nadużycia . Uznała, że to „kolejna, niczym nieuzasadniona antychińska nagonka”.
Nie zawsze powodem tych sporów są niskie płace. Często Afrykanie żądają zwykłej odzieży ochronnej, zwłaszcza kasków i rękawic. Przed dekadą właśnie brak nakrycia głowy chroniącego przed uderzeniem spadających kamieni doprowadził do strzelaniny w zarządzanej przez chińską spółkę kopalni węgla w Sinazongwe na południu Zambii. Chińczycy postrzelili 11 pracowników. Sąd po kilku miesiącach umorzył sprawę, a media poinformowały, że zambijskie prawo nie zobowiązuje go do składania publicznych wyjaśnień.
Rewanż Zambijczyków na Chinach
W pewnym sensie Zambijczycy zrewanżowali się Chinom za tę bezkarną strzelaninę. W 2016 roku na Facebooku w poście, pod którym podpisała się niejaka Barbara Akosua Aboyage pojawiło się ostrzeżenie, aby Zambijczycy pod żadnym pozorem nie kupowali pochodzących z Chin konserw, ponieważ zamiast peklowanej wołowiny, zawierają ludzkie ciało. Autorka postu, powołując się na „dobrze poinformowane źródło zatrudnione w chińskiej fabryce”, tłumaczyła, że Chińczycy pozbywali się w ten sposób zwłok, ponieważ nie mają już skrawka wolnej ziemi, aby je pochować.
W Zambii wybuchła prawdziwa panika, zwłaszcza gdy plotkę podchwycił i opatrzył drastycznymi zdjęciami zambijski tabloid „Kachepa”. Później w ramach skruchy i pod presją zambijskiego ministerstwa obrony, które wszczęło w tej sprawie śledztwo, zamieścił na swoich stronach mikroskopijne przeprosiny. Zdjęcia, jak się później okazało, pochodziły z taniego amerykańskiego horroru. Plotka szybko nie umarła i obiegła Zambię ponownie podczas pandemii COVID-19. O jej wywołanie – nie tylko w Afryce – oskarżano władze w Pekinie.
Młodzi Afrykanie doceniają wkład Chin w rozwój ich krajów
Mimo tych napięć i krytyki kraje Afryki są świadome, że bez chińskiej obecności ich dochody natychmiast by spadły, a miejsca pracy, zwłaszcza w regionach zależnych od górnictwa, zostałyby drastycznie ograniczone. Badanie African Youth Survey z 2026 roku wykazało, że ponad 70 proc. afrykańskiej młodzieży uważa Chiny za najbardziej wpływową potęgę światową, a ich działania na kontynencie postrzega jako pozytywne zjawisko. Młodzi Afrykanie doceniają przede wszystkim namacalny wkład Chin w infrastrukturę i rozwój gospodarczy ich krajów. Dzieje się tak w dużej mierze za sprawą doskonałego chińskiego PR-u i miliardowych inwestycji w media. Biura państwowych stacji, takich jak CGTN i Xinhua, znajdują się w każdym afrykańskim kraju i dbają o pozytywny wizerunek Chińczyków.
Główne wnioski
- Stanom Zjednoczonym i Unii Europejskiej, które dzielą obecnie poważne spory handlowe, będzie bardzo trudno wspólnie rywalizować z zadomowionymi w Afryce Chinami o afrykańskie surowce krytyczne.
- Chińskie firmy popełniają w Afryce wiele przestępstw, ale afrykańskie kraje chętniej im wybaczają niż byłym zachodnim potęgom kolonialnym, bo Chiny nie pouczają i nie żądają reform.
- Mimo licznych przykładów dewastacyjnej działalności w Afryce Chiny z roku na rok zyskują na kontynencie poparcie, przede wszystkim ludzi młodych. Doceniają oni nowe drogi, szpitale i szkoły, którymi Chiny znakomicie potrafią się pochwalić.